*beep*
-
Recenzje
Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo
-
Manga i anime
Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj
-
Filmy i seriale
Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć
-
Publicystyka
Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem
Przerwa techniczna!!!
Moi drodzy czytelnicy!
Z przyczyn ode mnie niezależnych muszę zrobić przerwę od pisania. :C Mam nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu coś opublikuję.
Obecnie pracuję nad podsumowaniem zeszłego roku, a także staram się na ile czas pozwala ograć Dishonored 2.
Mam też dobre wiadomości!!!!
W tym roku pojawią się recenzje gier na: Wii i Wii U, PS3, NES'a, SNES'a, Sega Mega Drive i ich odpowiedników. Nie zabraknie też tytułów ze wszystkich Game Boy'ów.
Proszę uzbroić się w cierpliwość ;D
Top 10 gier 2018 roku według Metacritic.
Przedstawiłem wam moje Top 5 najlepszych gier 2018 r., a teraz moi mili pora się przyjrzeć jak
największy serwis recenzencki podsumował tegoroczne premiery. Jeśli chcecie
zobaczyć zeszłoroczne zestawienie to zapraszam tutaj.
1.
Red Dead Redemption 2 (Xbox One / PS4)
O tej grze było
naprawde głośno w zeszłym roku. Chwalono postawienie na realistykę i liczne
mechaniki survivalowe, a najbardziej na kurczące się jądra konia. Wiem jak to
brzmi, ale tak jest.... Przejdźmy jednak do najciekawszych elementów tego spaghetti
westernu. Kampania bardzo wolno się rozwija i trzeba się uzbroić w cierpliwość,
bo może odrzucić po 25 - 30 godzinach. Fabuła jaka została tu przestawiona to
wydarzenia sprzed Red Dead Redemption.
Dzięki temu niema potrzeby znajomości drugiej części tej serii. Dla miłośników
"symulatora" cowboya pozycja obowiązkowa.
2.
God of War (Xbox One / PS4)
Dzielny Kratos
postanowił ochłonąć po licznych walkach na Olimpie i udał się na półwysep
Skandynawki. Fani pogromcy bogów zostali zaskoczeni licznymi zmianami w
stosunku do poprzednich odsłon GoD. Najważniejszą z nich jest dodania
towarzysza, a jest nim syn protagonisty Atreus pseudonim "boy". W
sumie jest to też najbardziej humorystyczna część tej odsłony, gdzie ojciec nie
pamięta imienia swojego dziecka i ciągle powtarza: chłopcze. Wiele osób
obawiała się niekończącej się misji eskortowej na szczęście jest inaczej.
Innymi istotnymi zmianami to ustawienie kamery na TPP, a także zmiana broni z
łańcuchów z ostrzami na topór, który można przyzywać (dobrze, że nie młot) i
tarczę. Przedstawienie fabuły uległa gruntowej modernizacji. Kratos już nie
jest bezmyślną maszynką do mordowania, a ojcem który musi się zmierzyć ze
swoimi rodzicielskimi obowiązkami i przeszłością.
3.
Celeste (PC / (Xbox One / PS4 / Switch)
Na ostatnim miejscu
podium znalazła się od dziwo gra niezależna. Przypadek? Nie sądzę! Matt Makes Games sięgnęło po wszystko
co najlepsze w 16-bitowych produkcjach. Oprawa graficzna utrzymana jest w
pixelartowym stylu. Poziom trudności można przyrównać do Meat Boy'a. Lecz zaznaczę, że jest ciut prościej z powodu tego,
że mamy punkty kontrolne, które są naprawdę pomocne. Ciekawostką jest to, że
będziemy mogli poruszać po pionowych powierzchniach jak i teleportować na nieduże
odległości. Nic tylko grać.
4.
Undertale (Switch)
Mamy tu do czynienia z
interesującą produkcją, która pozwala przejść całą kampanię na kilka sposobów, co jest jak najbardziej zalecane. Fabuły nie da się poznać od tak za pierwszym
podejściem, co dla jednych może być plusem, a dla drugich już nie. W Undertale wcielamy się w małą
dziewczynkę, która trafia do świata potworów, czyli do podziemia, gdzie zostali
zepchnięci po przegranej wojnie z ludźmi. Tytuł ten jest RPG-iem składającym hołd
klasykom i możemy iść drogą walki rosnąc w siłę lub będziemy złotoustymi i
nikogo nie skrzywdzimy, czy to nie jest ciekawa alternatywa?
5.
Super Smash Bros. Ultimate (Switch)
Jedna z bardziej
znanych marek od Wielkiego N na
świecie, a zarazem niszówka w naszym nadwiślańskim kraju. Rozgrywka to nic
innego jak skrzyżowanie platformówki z bijatyką. Najważniejszą zasadą jest
wypchnąć przeciwnika z platformy. Początkowo może wydawać się, że jest to łatwe
zadanie. Jednakowoż jest inaczej i wysilić się naprawdę trzeba. W najnowszej
odsłonie mamy do dyspozycji wszystkich wojowników z całej serii. Wiąże się z
tym pewna kontrowersje. Dostęp do nich będziemy mieć dopiero jak ich
odblokujemy. Czy to dobrze, czy źle to sami musicie ocenić.
6.
Forza Horizon 4 (Xbox One / PC)
Playground
Games podobnie jak w poprzednich odsłonach daje nam
sporej wielkości piaskownice, gdzie będziemy mogli poszaleć. Odwiedzimy znowu Kolorado
z pierwszej FH, wybrzeża morza
śródziemnego z sequela i Australię z przedostatniej części. Gwoździem programu
będą Zjednoczone Królestwa Anglii (UK). Microsoft
chwalił się najbardziej tym, że będą zmieniające się pory roku. Ma mieć to
wpływ na warunki na trasie, a tym samym gracze dostaną ciekawsze wyzwanie i
możliwość sprowadzenia swoich umiejętności.
7.
Divinity: Original Sin II - Definitive Edition (PS4)
Epicka produkcja w
starym stylu, gdzie twórcy dają to co najlepsze z gier dla pojedynczego gracza.
Akcja D:OS II rozgrywa się tysiąc lat
po wydarzeniach z powszedniej części. Dzięki temu możemy bez wahania chwycić za
pada i rozpocząć przygodę. Tylko pamiętajcie przed wyruszeniem w podróż
zbierzcie drużynę ;) Istotnymi nowością jest powiększenie grywalnych ras, na
które NPC będą różnie reagować i jeśli nie zdecydujecie się na nieumarłego
wszyscy z radością i mieczami w rękach was przywitają ;p
8.
Bayonetta 2 (Switch)
Główną bohaterką jest
ponownie hipsterska wiedźma, która będzie z wrodzoną sprawnością szaleć między
demonami, a aniołami. System walki jest łatwy w nauce dzięki czemu każdy
będzie mógł dobrze się bawić. Naszym celem będzie uratowanie przyjaciółki,
która trafiła do piekła, a nasza milusińska nie zamierza tego zostawić. Spodziewać
się możecie dużej ilości dobrej zabawy i japońskich dziwactw. Czego chcieć
więcej?
9.
Inside (Switch)
Tytuł już nie pierwszej
świeżości, ale wciąż robiący spore wrażenie. Nie należy kierować się tu
aspektami wizualnymi, a treścią i przesłaniem. Mamy tu tytuł podobny do Limbo, gdzie też graliśmy małym
chłopcem, który uciekał przed goniącym go złem. Tym razem trafiamy do totalitarnego
świata, gdzie człowiek niema tu większych praw. Czy warto zagrać w tą enigmatyczną
platformówkę?
10.
Sonic Mania Plus (Switch)
Doszliśmy wreszcie do
ostatniej produkcji zamykającej Top 10 najlepszych gier według metacritic'a.
Sega postanowiła stworzyć platformówkę, która będzie swojego rodzaju powrotem
do korzeni, gdzie główną rolę odgrywał Jeż Sonic. Zarówno sposób poruszania się
jak i grafika mocno nawiązują do pierwszych odsłon z 1991 r. Gra ta ma być
skierowana do wiernych fanów tej marki. Moim zdaniem Sega też chce ukroić swój
kawałek toru z mody na nostalgię.
Czy wasze Top 10
gier z 2018 roku pokrywa się przedstawioną listą?
Top 5 z 2018 r.
Święta,
święta i po świętach. Mija wam rok lub też minął zależnie od tego kiedy
przeczytacie ten tekst. Ostatnie 12 miesięcy obfitowało tym co najważniejsze czyli w grami :D Ci z was co zaglądają na ten blog od samego początku zauważyli, że
wzbogacił się on o produkcje wydawane na PS4 i 3DS. Przyszła pora, aby po raz
drugi pochwalić się najlepszymi produkcjami, które miałem okazje ograć w 2018
r. A tu możecie zobaczyć zeszłoroczną listę.
Zdecydowanie najlepszy
tytuł jaki ograłem w ostatnich miesiącach, a może nawet w latach. W sumie można
tak napisać o każdym wybitnym tytule nawet jeśli był robiony na wariackich
papierach, a na czym polega niesamowitość FFXV?
W mojej subiektywnej opinii na genialnej fabule, świetnej rozgrywce i miodnej
muzyce, która oczarowuje. Natomiast oprawa graficzna sprawia, że chce się
zatrzymać i popatrzeć, a także rozmyślać. Tego tytułu nie da się od tak opisać to
trzeba przeżyć. Dajcie się porwać tej przygodzie...
Mieliście kiedyś dość
pracy w dużej firmie i chęć wyrwania się z tego? Ta mała niepozorna gierka to prawdziwa odskocznia od codziennych trosk i problemów. Dzięki
niej można się rozluźnić i odpocząć. Akcja tej produkcji rozgrywa się w
tytułowej dolinie Stardew, gdzie
będziemy uprawiać ziemię i zaprzyjaźniać z mieszkańcami żyjącymi w sąsiedztwie.
Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że niema tu nic interesującego, ale to
tylko złudzenie. Stardew Valley nie narzuca
nam jakiegoś konkretnego celu pt. ratujemy świat. Sami musimy zdecydować co
chcemy zrobić. Gorąco polecam.
Kto nie słyszał o
sympatycznym wąsatym hydrauliku, który towarzyszy nam od lat 80-tych? Tym razem
nie będziemy ratować księżniczki, a poszalejemy na kortach tenisowych. Do gry
pochodziłem jak pies do jeża, lecz gra ta okazała się naprawdę przyjemna, a
nawet wymagająca. Muszę dodać, że bardzo mnie wciągnęła i po niej nabrałem
jeszcze większych chęci do gier na 3DS, oby następny rok takie mi przyniósł. Mario Open Tenis daję nam sporo trybów,
a także oryginalne warianty tenisa! Ci z was co pamiętają jedne z pierwszych
gier z Mario na pewno zostaną mile zaskoczeni.
Czwarte miejsce zajmuję
niezwykle piękna produkcja! Podróż jest
skrzyżowaniem symulatora chodzenia i przygotówki. Gra ta jest jednym z tych
perełek, które zawsze są wymieniane jako dzieła artystyczne, która ma nas skłonić
do szerszej refleksji nad życiem i tego co nas otacza. Protagonista lub
protagonistka płci nie da się stwierdzić musi dostać się na górę widoczną
na horyzoncie. Na naszej drodze trafimy na zagadki środowiskowe, które nie
powinny nikomu sprawdzić trudności, a fakt, że gra jest stosunkowo krótka
zachęca do wbicia platyny. Warto wspomnieć o niezwykłej oprawie graficznej i soundtrack'u,
który bardzo mocno wpływa na odbiór The Journey.
Ostatnią grą w mojej
topce zajmie kolejna gra z kraju kwitnącej wiśni. Nier : Automata jest dość specyficzną
produkcją. Z pozoru mamy tu klasyczny slasher. Nie dajcie się jednak zmylić po
twórcy postarali się o nie jedno, a nawet 3 różne zakończenia wyjaśniające wiele
rzeczy, a ci z was co są naprawdę napaleni mogę odblokować jeszcze inne finały,
łącznie jest ich ok. 26. Po więcej zapraszam do moich artykułów. Nier jest na
tyle rozbudowane, że podzieliłem reckę na część 1 i 2 część.
Tak
właśnie wygląda moje Top 5 gier jakie ograłem w 2018 r. Napiszcie jakie są
wasze ulubione tytuły, które ograliście ostatnio. Możecie również napisać, czy
na blogu są inne produkcje, które waszym zdaniem warto dodać do listy!
Recenzja Wolfenstein: The New Order
Wojna,
wojna się nigdy nie zmienia jak mawiał pewien klasyk. Wielu z was dobrze
pamięta te liczne FPS, których akcja rozgrywała się w realiach II wojny
światowej. Dominującą serią było Call of Duty. Jednakowoż dziś zmierzmy się z
inną marką stawiającą na kampanie solową.
Realia pierwszej połowy
XX w. do wdzięczny okres dla twórców strzelanek. Każdy z nas może się przekonać
sięgając po najróżniejsze tytuły. Moda ta sięga hen daleko w przeszłość. Wysiądę
jednak z tego wehikułu czasu w 1992 r. kiedy to premierę swoją miał Wolfenstein 3D. Klasa sama w sobie i
jedna z pionierskich produkcji, która ukształtowała gatunek jakim są shootery.
Nie musicie się obawiać nie będzie to retro recenzja.
Znowu
się spotykamy kapitanie Blazkowicz
Sięgnąłem jak to ja, po
kolejny reboot serii Wolfensteina.
(Niedługo, chyba stanie się to tradycją na tym blogu). Zrobiłem to z mieszanymi
uczuciami bo raz, że recenzje tej produkcji były powiedzmy mieszane, dwa
miałem nieszczęsną przyjemność przejść powszednią odsłonę z 2009 r., która była
tragiczna pod każdym względem. Na szczęście skusiłem się na The New Order. Starałem się nie mieć
jakiś uprzedzeń, czy innych oczekiwać. Usiadłem przed monitorem z jedną myślą
przewodnią. Niech mnie ten tytuł
zaskoczy! No i wiecie co? Powiem tak... sukces na dzień dobry!
Na początek kilka uwag
ogólnych. Fabuła jest luźną interpretacją wydarzeń historycznych i jedyne co
się zgadza to fakt, że Niemcy wywołały wojnę, a przeciw nim stanęli alianci.
Natomiast cała reszta to jedna wielka alternatywna wersja tego co się wtedy
stało. Idąc tym tokiem rozumowania Machine
Games zaserwowało nam wielki podbój świata przez III
Rzeszę. Główny bohater William Joseph „B.J.” Blazkowicz wraz ruchem oporu
walczy dzielnie, aby przewrócić ład na świecie.
Jeśli
coś jej zrobisz znajdę Cię!
Grając w Wolfenstein: The New Order czułem się
tak jakbym obcował z naprawdę poważną produkcją, gdzie humor to rzadkość, a
jeśli się pojawia to tylko w sposób subtelny po to, aby rozluźnić ciężki klimat
kampanii. Nie zabrakło bardzo brutalnych scen dodających wiarygodności temu co
twórcy pragnęli pokazać graczom, udało się im to niemal idealnie. No niestety było
kilka momentów, gdzie czar dorosłej i dojrzałej opowieści znikał i przypomniałem
sobie, że jest to jedynie gra. Nie zrozumcie mnie źle, takich chwil jest tyle,
że starczyło mi palców na jednej dłoni, ale są i muszę to podkreślać, bo są to
plamy małe, ale jednak istniejące.
Kolejnym elementem jest
lokalizacja w W:TNO mamy tu do
czynienia z wersją kinową. Miłym zaskoczeniem jest fakt, że dodano też polski
akcent. Ba, nawet protagonista powiedział co nieco po naszemu i dało się
zrozumieć co mówi. Wspominam o tym wszystkim, bo początek kampanii
rozgrywa się w Polsce. Należy pochwalić aktorów, którzy naprawdę świetnie
zagrali swoje role. W ukochaną B. J. wcieliła się Bachleda-Curuś i niema się
do czego doczepić było to pierwszorzędne wykonanie. Oprócz naszego rodzimego
języka mogliśmy usłyszeć też niemiecki. Przez tego typu zabiegi świat nabierał
kolorów i realizmu. Miła odmiana jak każdy mówi po swojemu, a nie jedynie po
angielsku.
Tylko
z tobą...
Nim przejdę do
rozgrywki parę słów o postaciach, które występują w W:TNO wszyscy członkowie ruchu oporu są naturalni mają swoje troski
i pragnienia. Nie są sztuczni i nie rzucają pompatycznych haseł o równości,
wolności i krytyce krwawej wojny. Oni chcą tylko żyć i cieszyć się tym co mają.
Naprawdę tak trudno devom zrozumieć taką oczywistość. Tutaj mamy wyjątek, który
powinien być dobrym przykładem dla innych.
Relacje Blazkowicza i
Anny ukazano wzorowo i gotów jestem uwierzyć, że Machine Games zadało sobie trud, aby dać temu pewną wiarygodność.
Nie zabraknie tu też łzawych pożegnań, które też robią wrażenie. (Nie długo
wyjdzie, że będę musiał dać dyszkę tej grze). Antagoniści wypadli natomiast nieco
gorzej, ale niewiele. Czuć i widać, że to psychopaci z krwi i kości. Starają
się o dziwo wyjaśnić swoje postępowanie, a nawet twierdzić, że to my jesteśmy
tymi złymi.
Na
rambo czy cichaczem?
Doszliśmy do momentu na
który pewnie czekaliście, (mam nadzieję). Lokacje są dość duże pozwalające nam
wybrać sobie sposób w jaki chcemy się przemieszczać, a tym samym jak pokonywać
przeciwników. Nie zabraknie, o zgrozo ciasnych aren napakowanych
ciężkozbrojnymi przeciwnikami. W takich sytuacjach ma się dość, lecz należy
wziąć wdech następnie policzyć do czterech i znowu wdech.
Jak na grę nastawioną na
otwartą walkę z dwoma giwerami w rękach świetnie zaimplementowano tu mechaniki
rodem z skradanki. Miło zostałem zaskoczony, że tu wiedziano jak to zrobić
przeciwieństwie do Uncharted 2: Pośród Złodziei. Ta dowolność dawała pole do popisu i okazje na szybkie akcje. Co
do wrogów... cóż są nieźli przyznam, że są nawet skłoni do działania, lecz
troszeczkę głupieją jeśli zobaczą B. J. kucającego. Najbardziej obawiałem się
ich braku umiejętności do działania, tak jak miało to miejsce w 2009 r., gdzie
potrafili lecieć w linii prostej i nic tylko wciskać "lpm". Liczba
broni jest skromna co nie umniejsza jakości. Czuć siłę i odrzut poszczególnych
pukawek, a przeładowanie to poezja.
Dla tych co nie grali w
staroszkolne strzelanki może być tu zaskoczeniem fakt, że musimy wykorzystywać
apteczki, które są rozstawione w różnych miejscach. Życie samo się nie
regeneruję na 100%. Tego typu atrakcji nie dostaniemy w innych grach. Generalnie
rozgrywka to taki miks tradycji i nowych rozwiązań. Nie musicie się tym martwić
szybko wam wejdzie to w krew.
Tekstury
są takie niewyraźne
Wolfenstein:
The New Order hula na tym samym silniku co Rage, czyli id Tech 5. Przy swojej
premierze w 2014 r. sporo użytkowników narzekało na optymalizację zwłaszcza jak
się miało na pokładzie radeona. Innymi bolączkami były ragnole i odczyt kolizji
z otoczeniem. Gra na dzień dzisiejszy śmiga pięknie, a błędy nie są uciążliwe. Dalej
pewne elementy lub Npc lubią próbować przenikać przez ściany i inne przedmioty to tyle w kwestii zaobserwowanych niedociągnięć.
Teraz pochwale projekt
lokacji, zrobiono je na bogato znalezienie sterylnych pomieszczeń graniczy z
cudem. Prawie wszystkie miejsca zostały perfekcyjnie zagospodarowane i
odpowiednio "ozdobione". Warto
zaznaczyć, że osłony mogą ulec destrukcji, a odłamki, które odpadają mają dobrą
animacje. Brawo, dla twórców o dbanie nawet o tak drobne szczegóły. W
niektórych miejscach możemy trafić na "jajka wielkanocne" np. w
hangarze trafimy na łudząco podobne wrota z numerem 101 widać tu nawiązanie do Fallouta 3.
Czy
warto kupić Wolfenstein:
The New Order? Powiem tak! Dobrze zbalansowana rozgrywka. Bogata historia z
którą warto się zapoznać! Gameplay dający pełną satysfakcję. Czego chcieć
więcej? Ocena może być tylko jedna, 8.5/10.
Graliście,
a może dopiero zagracie? Czy waszym zdaniem poważne produkcję mają sens?
Komentujecie i
lajkujcie! Wasze opinie są dla mnie ważne :D
Recenzja Mario Tennis Open
Nie
od dziś wiadomo, że jeśli chcesz zabłysnąć na rynku musisz wymyślić coś
lepszego od innych. A co robisz, kiedy do tego dojdzie ci słabsza platforma na
której ma hulać twoja produkcja? Odpowiedź jest krótka, gameplay!
Na blogu opublikowałem
już parę recenzji gier na konsolę 3 DS do tej pory miałem okazję zagrać tytuły
najwyżej dobre, ale nie świetne. Lecz wreszcie trafiłem na coś naprawdę
genialnego! Wydane przez Wielkie N Mario Tennis
Open z 2012 r.
Zacznijmy
zabawę!
Powiem wam, że
produkcje sportowe zwykle unikam, bo wiadomo nie od dziś, że kampanii tam
niema, aż można zacząć ziewać z nudy, a co to za gra bez fabuły? Jak można się
wciągnąć i skłonić kogokolwiek do poświęcenia czasu na to? No i się zdziwiłem,
a nawet nie zauważyłem jak czas mi minął szybko przy solidnym gameplay'u w Mario Tennis Open.
Na samym początku
jesteśmy witani sympatycznym intro prezentującym część kortów do gry. Dalej
robi się jeszcze ciekawiej, bo zamiast mieć na dzień dobry wybór trybów lub
któregoś z bohaterów z uniwersum wąsatego hydraulika możemy importować naszego
Me lub go stworzyć.
Zanim przejdziemy do
części właściwej czeka na nas mały turtial. Warto dokładnie się z nim zapoznać,
aby w późniejszym czasie czerpać jak najwięcej przyjemności z rozgrywki. MTO ma nam do zaoferowania tryb dla
jednego gracza, lokalne multi, internetowy multiplayer i street pass. Zacznę od
tego pierwszego, niema co ukrywać, że reszty się nie wytestować z dość
oczywistych powodów.
Tryb single player
dzieli się na trzy pod kategorie: tournament, exhibition, specoal games. Gdy
wybierzemy interesującą nas opcję przejdziemy do następnego menu. Przyznam, że
trochę klikania jest jak się o tym piszę, na szczęście nie musicie się tym
martwić. Dotarcie do tego co was zainteresuje jest naprawdę czysto intuicyjne i
nie sprawia żadnego nawet najmniejszego kłopotu. Każda z rzeczy, o której
wspomniałem wcześniej to inne podejście do gry w tenisa, no prawie.
Musicie wiedzieć, że MTO nie należy traktować jako
symulatora z dość prostego powodu. Zawodnicy potrafią wykonywać niemożliwe dla
normalnych ludzi ruchy, a do tego co jest równie ważne zachowano między innymi
z Super Mario Bros power up'y
umożliwiające wykonanie specjalnych ruchów na korcie. Zależnie od tego co nam
się wyświetli może być to szybsze lub podkręcone uderzenie. Kolejnym elementem
wpływającym na przebieg meczu jest sposób w jaki trzymamy konsolę.
Jest to dość ważne, bo przez to włącza się łatwy bądź domyślny poziom trudności. Polecam gorąco ustawić 3DS w pozycji poziomej dzięki temu mamy pełną kontrolę nad kierowaną przez nas postacią, a do tego kamera ustawia się z perspektywy lotu ptaka. Sytuacja zmienia się całkowicie, gdy tylko przestawimy nasz sprzęt w pionie. A co dokładnie się stanie?
Tracimy częściowo kontrolę nad awatarem. Nasza rola ogranicza się do wciskania odpowiednich przycisków i prawidłowego celowania "ruchowego". Innymi słowy znowu wykorzystano tu dodatkowe możliwości 3 DS, o których dość często wspominałem w poprzednich tekstach. Warto dodać, że zamiast przycisków analogowych można wykorzystać dolny ekran dotykowy, który się wyświetla w kilku wariantach tak, aby poszczególne przyciski znajdowały się wy wygodnych dla nas miejscach.
Jest to dość ważne, bo przez to włącza się łatwy bądź domyślny poziom trudności. Polecam gorąco ustawić 3DS w pozycji poziomej dzięki temu mamy pełną kontrolę nad kierowaną przez nas postacią, a do tego kamera ustawia się z perspektywy lotu ptaka. Sytuacja zmienia się całkowicie, gdy tylko przestawimy nasz sprzęt w pionie. A co dokładnie się stanie?
Tracimy częściowo kontrolę nad awatarem. Nasza rola ogranicza się do wciskania odpowiednich przycisków i prawidłowego celowania "ruchowego". Innymi słowy znowu wykorzystano tu dodatkowe możliwości 3 DS, o których dość często wspominałem w poprzednich tekstach. Warto dodać, że zamiast przycisków analogowych można wykorzystać dolny ekran dotykowy, który się wyświetla w kilku wariantach tak, aby poszczególne przyciski znajdowały się wy wygodnych dla nas miejscach.
A teraz wróćmy do tego
co mają nam do zaoferowanie poszczególne pod tryby. W tournament'cie możemy przejść do gry 1v1 lub debla. Niezależnie od
waszej decyzji zaczniecie od Turnieju World Open, który dzieli się na
pomniejsze zawody. Poszczególne rozgrywki będą różnić się kortem na którym
będziemy grać. Poszczególne mecze nie będą długie, a więc nie będziemy się
nudzić. Mało tego każdy z przeciwników ma swoją specjalną umiejętność, która
nieco zmienia sytuacje na korcie.
A jak o bohaterach mowa
to poświęcę teraz parę słów o sztucznej inteligencji. Camelot
Co., Ltd. naprawdę postarało się, aby boty niemalże idealnie odwzorowywały
zachowania prawdziwego gracza. Niestety dochodziło do takich sytuacji, gdzie
magia pryskała i widać było, że Si nie nadąża i daje się złapać na dany ruch,
ale nie zabrakło też dobrych akcji. Sytuacja nieco pogarsza się jak wybierzemy
debla. Tutaj już wszelkie niedociągnięcia bardziej rzucają się w oczy. Jednak
to i tak wciąż drobne potknięcia na które można przymknąć oko.
Warto jeszcze
zainteresować się specoal games. Nadaję
się świetnie do zrobienia sobie przerwy od głównego turnieju i spróbowania swoich sił w nieco innych wersjach tenisa, gdzie mamy dość nietypowe zasady gry
jak i cele, np. Super Mario Tennis to
nic innego jak Super Mario Bros
tylko, że przechodzimy tę platformówkę odbijając piłkę o ściany tak jak robią
to ludzie, gdy sami trenują. Tu mamy tę różnice, że na "ekranie"
wyświetla się SMB. Natomiast Ring Shot to prawie normalny mecz, no
właśnie prawie... Naszym zadaniem jest zdobycie określonej liczby punktów z
góry ustalonym czasie. Pozostałe mini
gry też są warte waszego czasu, ale niech zostaną niespodzianką.
Ostatni tryb exhibition to nic innego jak gra wolna.
Innymi słowy możemy wybrać sobie dowolny kort, postać, a także przeciwnika,
poziom trudności i liczbę meczy jakie nam przyjdzie rozegrać, aby wygrać. Wbrew
pozorom nie jest to najsłabsza część gry, ale fakt faktem najmniej czasu na to
się poświęca.
Zanim tradycyjnie zadam
kultowe pytania parę słów o grafice i o tym co mi się przypomniało. Oprawa
wizualna jest miła dla oka w sumie jak większość gier, które do tej pory
przeszedłem. Praktycznie niema się czego tu czepiać. Natomiast muzykę wyciszyłem
po półgodzinny gry. Nie dlatego, że jest zła, ale z przyzwyczajenia. Generalnie
produkcje na 3DS jakoś tak szybko mnie do tego skłoniły.
Czy
warto zagrać Mario Tennis Open? Powiem trzy razy tak,
to najlepsza, najbardziej wciągająca gra, jaką miałem okazję ograć na mojej
konsolce. Wciąż mam nadzieje, że znajdę równie dobre, a nawet lepsze tytuły, a
póki, co jest najlepszą grą na 3DS jaką grałem w 2018 r. Moja ocena 8.5/10.
A
wy graliście, gracie, a może dopiero będziecie grać? Niema się nad czym
zastanawiać!
Ogłoszenie parafialne.
Lajkujcie komentujcie i opinii nie żałujcie ;'D
Recenzja Uncharted 3: Oszustwo Drake'a
Piotr Bezimierz Salwagrudnia 25, 2018Playstation 4, Recenzje, Shooter, Zręcznościowe
Brak komentarzy
Do
trzech razy sztuka, a może czterech? Nie, jednak obejdzie się bez tej ostatniej
próby, a przynajmniej na razie. Czas zakończyć kolekcje sławnego łowcy przygód.
Stało
się zakończyłem Uncharted: Kolekcja
Nathana Drake'a wydaną na PS4. Rzecz jasna skupie się głównie na
przedostatniej części przygód naszego wesołego protagonisty. Uruchamiając Uncharted 3: Oszustwo Drake'a nie miałem dużych oczekiwań. W sumie spodziewałem się jedynie odgrzanego
kotleta zaserwowanego przez Naughty Dog.
Powiem wam szczerze, że jednak zostałem trochę zaskoczony, ale tylko
odrobinę.
Mówisz po polsku?
Jeśli czytaliście poprzednie recenzje Fortuna Drake i Pośród złodziei to
już wiecie jak prezentuję się rozgrywka. Nic się prawie nie zmieniło.
Będę szczery mamy znowu kosmetyczne zmiany. Oczywiście, każdy może je odebrać
inaczej. Kto z was pamięta upierdliwą walkę Drake z osiłkiem w pociągu? Widzę,
że wielu to dobrze. Mordobitka z jaką trzeba było się użerać poprawiono na tyle
dobrze, że wreszcie zaczęła dawać rade. Główny bohater zaczął używać tego, co
miał na podorędziu, a także zaczął korzystać z wyposażenia całego pomieszczenia
zupełnie jak w Sleeping Dogs.
Ulepszony system boksowania umożliwiał o dziwo szybsze rozprawienie się z
ciężko opancerzonymi przeciwnikami co prawda nie zawsze, ale jednak.
Wróg, mojego wroga jest moim
przyjacielem.
Kolejną pozytywną zmianą jest odczuwalnie lepsze skradanie się. Niestety
niema za dużo okazji, aby wykorzystać cichy tryb eliminacji, ale ważne, że
działa jak trzeba. Teraz przejdę do dość kontrowersyjnej zmiany w mechanice Oszustwa Drake'a, mowa tu o strzelaniu.
Po premierze w 2012 r. recenzenci, a wraz z nimi gracze zaczęli marudzić, że
jest topornie i za wolno. No tyle, że nic takiego nie
zaobserwowałem. Ok, jest to tylko maja subiektywna opinia. Ci co mogą
się tego obawiać mogę uspokoić w menu można zmienić te ustawiania i mieć, co do
joty to samo co w Uncharted 2.
Lecimy z tym koksem
Co jeszcze mogę dodać zanim przejdę do samej fabuły? Schemat jest taki sam, mamy jakiś
tajemniczy skarb, który na końcu okazuje się czymś innym, klasyka, a potem
zaczynamy wyścig szczurów, gdzie rywalizujemy z antagonistą. Na szczęście dla
odmiany to co włożono pomiędzy "wiersze" nieco odbiega od tego do czego nas seria
przyzwyczaiła.
Uncharted: Początek
Twórcy tym razem skupili się na relacjach Drake i Sali. Oficjalnie są tylko
przyjaciółmi, ale ich relacje bardziej przypominają ojca z synem. No w sumie daleko
nie mijam się z tym stwierdzeniem, bo Wiktor Saliwan przygania Nathana
z ulicy w Ameryce Południowej.
U3
odebrałem, jako takie podsumowanie całej serii i samo zakończenie to dość jasno
sugerowało, gdyby udawać, że niema części czwartej i dodatku to
powiedziałbym, że to naprawdę świetna produkcja dająca to co powinna. Ale, no
właśnie zawsze jest coś między wierszami. Na grę roku nie dałbym tej odsłony
ani poprzednich części. Jednak to kwestia gustu, a każdy ma swój.
Tak to leciało
Na
sam koniec słów kilka o oprawie audiowizualnej i ewentualnych niedociągnięciach. Generalnie błędów większych nie zobaczycie, bo wszystko
zostało solidnie zrobione. Optymalizacja idealna i jedynie, gdzie
nigdzie da się coś wyłapać np. znajdując się w wysuszonej studni można dostrzec,
co się znajduję pod terenem, po którym chodzimy. Innych niedociągnięć nie spostrzegłem, a jeśli już mowa o grafice to zestarzała się ładnie. Modele postaci, jak i
krajobrazy, które imitują otwarty świat robią wrażenie. Najciekawszą sceną moim
zdaniem była wędrówka Drake po pustyni.
Czy warto kupić Uncharted 3:
Oszustwo Drake'a? Biorąc wszystkie za i przeciw to jestem
zdecydowanie na tak! Solidna produkcja, którą się gra z czystą przyjemnością.
Zagadki, które zachęcają do główkowania, choć są ciut trudniejsze niż ostatnio,
a nasi towarzysze szybko podrzucają podpowiedzi. Generalnie jest bardzo dobrze
i polecam raz jeszcze z czystym sumieniem.
I tak doszliśmy do podsumowania
całej serii Uncharted
wydanej w formie Kolekcji Nathana
Drake'a. Bawiłem się dobrze przez cały ten czas i mogę śmiało polecić te
gry każdemu, kto nie grał ich na PS3. Zaznaczyć należy, że lepiej traktować je,
jako jedną wielką przygodę, a niż trzy osobne. Muszę też włożyć łyżkę dziegciu
do tej beczki miodu z tego też powodu, że U2 i U3 to odgrzewane kotlety. Jeśli
komuś to nie przeszkadza i lubi więcej tego samego w każdej kolejnej odsłonie
to może śmiało sięgnąć po te gry.
A czy was przygody Drake zachęciły
do zagrania w Kres Złodzieja? Piszcie i komentujcie jak wy wspominacie wasze
przygody w tej serii.
Jak
zwykle mam nadzieje na ciekawą dyskusję.





















