• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3DS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3DS. Pokaż wszystkie posty

Recenzja Story of Seasons: Trio of Towns na New 2 Ds XL

Ciąg dalszy, dziennika młodego rolnika… farmera znaczy się. Codziennie dużo pracy i robienia ciągle tej samej roboty. Czego chcieć więcej?

Story of Seasons: Trio of Towns och, jak się cieszyłem, że w to zagram! W końcu za grę odpowiada Yasuhiro Wada. Tak dla uzupełnienia to on stworzył Harvest Mon i omawianą grę.


Niestety zamiast kolejnej sielankowej produkcji jak w przypadku Stardew Valley, którą robił Eric Barone sam jeden przez bite pięć lat. Dostałem coś zgoła innego. Przeciętną produkcję, w której nie opłaca się zarabiać. Powiedzenie, że pieniądz leżą na ziemi jeszcze nigdy nie było tak prawdziwe.

Zacznijmy jednak od początku i zobaczmy co dokładnie ma do zaoferowania Story of Seasons: Trio of Towns. Historia się zaczyna od dorastającego młodzieńca, któremu marzy się być farmerem.

Po drobnej dyskusji w domu, akcja przesuwa się na gospodarstwo wuja Franka. Tam się dowiadujemy od podstawach tego fachu i stopniowo zaczyna się wspinaczka, czy raczej praca na ugorze.


Nie będę komentował dalszej fabuły, bo mimo, że istnieje, o ile można tak powiedzieć nie odgrywa, żadnej roli. Nie nazwałbym jej nawet tłem, bo byłaby to gruba przesada. Podobnie jest z relacjami z mieszkańcami poszczególnych miast.

Jedyne momenty warte czytania to te w których coś tłumaczą w innych przypadkach szkoda fatygi. Początkowo protagonista to nikt inny jak chłopiec na posyłki. O dziwo wymyślono tylko kilka zadań dziennych, które będzie się powtarzać codziennie, aż do obrzydzenia.

Początkowo ma to nawet sens, bo dzięki temu zdobywa się środki na życie i odblokowuje dostęp do pozostałych miasteczek. Poszczególne misje trzeba wykonać w ciągu doby inaczej przepadną. Jeśli jednak się nie powiedzie nie ma żadnych konsekwencji.


Limit akcji jakie można wykonać ograniczają serduszka (stamina). Jeśli chce się pracować do późnych godzin trzeba się pożywić w gospodzie. Dzięki temu oprócz potrzebnej energii pozyskuje się bonusy np. siłę.

Jeśli jednak kogoś nie stać to może też skorzystać z tego co znajdzie w poszczególnych lokacjach lub wyhoduje. Jest możliwe, aby samemu gotować. Wraz z postępami w końcu dostaje się dostęp do pozostałych miast.

Pierwsze z nich Westown jest bazą startową. Stylizowane ono jest na taki powiedzmy Dziki zachód z przymrużeniem oka. Kolejne jest Lulukoko trapiki pełną parą i ze wszystkim co może się kojarzyć szaremu zjadaczowi chleba. Ostatnia lokacja to Tsuyukusa. Jakby to ująć? Azja pełną gębę. Rolnicze miasto w Chinach lub innej Korei.


To co je charakteryzuje oprócz rzeczy wymienionych powyżej to czas pracy poszczególnych sklepów i ich asortymentem. Początkowo mogłoby się wydawać, że to ciekawie rozbudowana gra.

Niestety nie opłaca się w niej bawić w rolnika, a warto być górnikiem. Naprawdę nikt nie zauważył jak wartość minerałów niszczy ekonomie gry? W momencie, gdy dostałem młot do ręki wszystko się rypnęło. Wartość diamentów czy innych szmaragdów jest wprost absurdalna.

Jeśli wszystko dałoby się kupić, na szczęcie nie da się to wymaksowanie gospodarstwa byłoby bardzo szybkie. Jednakowoż jest pod tym kątem inaczej. Aby odblokować dostęp do wszystkich terenów trzeba wykonać misję od ojca (farming tips). Zwykle chodzi o wyhodowaniu bądź wytworzeniu czegoś na z posiadanych zasobów.


Jest tylko jeden szkopuł, a mianowicie tempo rozwoju akcji. Powiedzieć, że jest wolno to jak nic nie powiedzieć. Trzeba uzbroić się cierpliwość, bo trzydzieści godzin to tylko połowa tego co możecie zrobić, a może i mniej.

Jeśli kogoś coś takiego nie zniechęca to ok., przejedzmy dalej. Sądziłem, że nie ma tu czegoś takiego jak konsekwencje i można na wszystkim położyć lachę. Okazuje się, że zaniedbane zwierzaki mogą zdechnąć. O nie! Jakie to straszne, a nie czekaj, luknę do portfela.

A nie sorry kasy mam tyle, że mogę kupić wszystko, a więc jednak to tylko symboliczna strata. Jeśli jednak komuś zależy na łaciatej to może o nią zadbać czyszcząc, dając przysmak lub lepszą paszę.


Ba, krowa czy inny koń może mieć doła lub focha. Wszystko to można sprawdzić w księdze znajdującej się w tym samym budynku. Podobnie ma się hodowla roślin. Jeśli pada deszcz nie trzeba podlewać, a wraz z mieniającą się porą roku sadzi się inne warzywa. Jeśli jednak się zapomni podlać to cóż wszystko uschnie i tyle. No i tu wreszcie pojawią się odczuwalne nie pożądane rzeczy.

Niektóre uprawy wymagają dużo, ale to dużo czasu. Jeśli więc zaniedba się ich rozwój trzeba będzie poczekać no nowe plony.

Jednak jak wiadomo nie tylko pracą człowiek żyje i co jakiś czas odbywa się festiwal. Jest to nic innego jak małe wydarzenie, które ma urozmaicić zabawę. Nie ma coś się spodziewać czegoś wielkiego. To co mnie zaskoczyło jak łatwo się wyrywa. Można rzec, że robi się to z wybiegu.


Na sam koniec zostawiłem mieszkańców. Są to marionetki, które chodzą sobie bez celu po mieście robiąc za dekoracje. Gdyby kampania była krótsza to ich występy odbywające się od czasu do czasu byłby bardziej interesujące, a tak mamy takie absurdy jak niedziałająca pocztę z której nie można wysłać wiadomości do domu mimo, że proszono o to.

Zamiast zrobić to jak tylko się przyjdzie do miasta trwa to około miesiąca czasu. Inne śmiechu warte momenty to jak trzeba podjąć decyzje, czy się do czegoś wtrącić. Tylko po co, skoro nie ma to żadnej ciągłości. Jedynie szkoda mi opiekuńczych duchów. Widać było w nich jakiś potencjał, który zupełnie nie wykorzystano, a szkoda.

Podsumowując Story of Seasons: Trio of Towns to pomyłka. Mimo, że ma tylko cztery lata za sobą to wygląda jak giereczka na Fb, czy inne Google play. Początkowo wydawało się, że zachowano wszystkie niezbędne mechaniki itp., aby chcieć grać. Stało się inaczej. W rozgrywce sam gracz nie stawia sobie celów do zrealizowania, a zamiast tego jest prowadzony za rączkę w zabawie dla przedszkolaka. Ocena 5/10.
Share:

Recenzja Mario Sports Superstars


Pograłem sobie w Mario Sports Superstars. Trochę mi zeszło to fakt. Mieliśmy MarioTennis: Ultra Smash na Wii U to teraz będzie coś na New 2 Ds XL.

Wielkie N znowu wraca na bloga w sportowym stylu. Tym razem już nie będzie sam tenis. Poszczególne dyscypliny jakie ogrywałem są całkiem rozbudowane, co już na dzień dobry można zaliczyć na plus. Camelot Co., Ltd. ma na koncie wiele produkcji w tym stylu. Czuć to już od samego początku, bo gdy odpaliłem pierwszy turniej, oczywiście tenisowy od razu odczułem wyższy poziom trudności.

A jak już o tej dyscyplinie sportowej mowa. Mamy na początek do wyboru parę podopcji tryb dla jednego gracza, multi i samouczki. Podobnie ma się sprawa w przypadku pozostałych mini gier jakie ograłem. Mechaniki, które tutaj zostawali twórcy niczym się nie różnią od tych z Mario Tennis:Ultra Smash. Jednakowoż jest na dzień dobry jedna, ale zasadnicza różnica. Sztuczna inteligencja działa jak należy. Nareszcie można było kombinować i liczyć się z ciekawymi posunięciami Si.


Nie zabrakło też pod trybu, gdzie można samemu ustawić kort, czy liczbę rund. W sumie dla każdego coś się w tym znajdzie. Zanim omówię wyścigi konne wspomnę, że power up niema i zobaczycie gigantycznego Mario, czy Wario, ale wszelkie uderzenia specjalne ze skromniejszymi efektami wizualnymi już tak. 

Hej koniku!
Wyścigi konne jakie są każdy widzi. Ustawiamy się i jedziemy z tym koksem. Z grubsza mógłbym to tak ująć. No, ale tak nie jest. Devowie postarali się abyśmy mieli tutaj jak najwięcej do zrobienia. Jeśli ktoś chce się tylko ścigać to będzie to miał, ale jeśli będzie się miało chęć zajęcia swoim pupilem to też nic nie stoi na przeszkodzie.


Może kojarzycie tamagotchi? Jest to wirtualne zwierzątko w „jajeczku” którym możemy się opiekować. Tutaj mamy ten sam schemat z tą różnicą, że ma to przełożenie na statystyki naszego rumaka. Dołożono do tego jeszcze jeden bonus itemki do ozdabiania naszego wierzchowca. Może komuś coś takiego przypadnie do gustu, ale mnie wystarczyło jedno podejście, aby się od tego odbić.

O ile klasy, jakie były przypisywane poszczególnym grywalnym bohaterom nie miały realnego wpływu na rozgrywkę to już w przypadku koni tak. Wybierając szybkiego rumaka można na spokojnie prześcignąć resztę, ale za to gorzej było z wyrabianiem się na zakrętach. Z kolei jak się wybrało ciężkiego konia pociągowego to nie było problemu z „driftowaniem”.


Wszystko to pięknie wygląda niestety przez w turniejach „króluje” ciasnota. Prześcignąć kogokolwiek na dłużej niż jedną czy dwie sekundy się nie da. Jedynie dzięki Power up w postaci gwiazdek ładujących „dopalacze” mamy realne szanse na zwycięstwo. Do tego należy pamiętać, że trzeba zbierać marchewki, aby utrzymać prędkość. Dobrze, że choć trasy się od siebie różnią, inaczej ziałoby nudą i nerwicą.

Zagrajmy na Lewandowskiego! 
Najmniej rozbudowaną mini grą jest piłka nożna. Podobnie jak w poprzednich dyscyplinach sportowych mamy turnieje i różne stadiony, których nie będziecie stanie odróżnić od siebie. Nawet wtedy jak mecz odbywa się nocą, szkoda słów. Największą bolączką jest bramkarz przeciwnika, który ma niemal 100% skuteczność, a przy okazji przekonałem się o sporej liczbie animacji jakie może wykonać w czasie obronny.


Na poziomie trudnym strzelenie gola graniczy cudem, bo jakoś ani razu nie udało się tego wykonać mimo dużej liczby strzałów. W pojedynkach na poziomie średnim sytuacja już się zmienia. Sporo spędziłem na tej mini grze czasu i robi dobre wrażenie od strony mechaniki, bo zależnie, jaki wybierzemy skład i postacie z świata Mario tak mecz może być prostszy lub trudniejszy.

Ósmy dołek dla Tiger Woodsa
Golf w golfa nigdy nie grałem i jedyne co wiedziałem, że trzeba piłką trafić do dołka. No, a tu na dzień dobry dostaje się quasi symulator. Zwiększa to próg wejścia, ale spokojnie da się opanować. Przyznam, że lekcje, które udzielają w samouczku naprawdę się przydają. Same pola golfowe są urozmaicone i mają różne utrudnia w postaci piaszczystych wzgórz, czy drzew stojących na linii strzału, a o wzniesieniach nie wspomnę.


Jak na pierwsze zderzenie z tym sportem powiem, że nie poczułem się zachęcony do kontynuowania i zakupu pełnoprawnych wersji. Co nie znaczy, że nie spróbuję w przyszłości sił i jak będę miał więcej czasu na to.

Prawie jak Michael Jordan
Ostatnią grą będzie baseball. No dupy nie urywa, że się tak wyrażę. Ogólne zasady są takie jak wyżej, jeśli mówimy o turniejach itp. Sama gra jest ok. Jako rzucający ma się możliwość wyboru jak poleci piłka, podobnie jest przy odbiciu jako pałkarz. Nudziłem się jak mops i więcej nie mam nic do powiedzenia.


Ocena końcowa. Większość atrakcji jest naprawdę zadowalająca i w sumie można miło spędzić czas. Jednocześnie nie ma tu nic co mogło zatrzymać człowieka na dłużej, bo multi jest martwe. Chyba nawet nie musiałem tego pisać. Jeśli jednak uda wam się wyhaczyć Mario Sports Superstars poniżej 100 zł to możecie brać na spokojnie. Daje 7/10, głupotą byłoby podwyższać wynik.

A wy preferujecie bardziej realistyczne produkcje, czy zręcznościowe? Gracie Fife, a może Pro Evo? Napiszcie w komentarzach jakie są wasze ulubione sportowe serie!

Share:

Recenzja Animal Crossing: New Leaf

Zacznijmy tą recenzję od "żartu". Czy jak będę dorosły to będzie mnie stać na gry, które mi się podobają? Tak... tylko nie będziesz miał czasu, aby w nie grać. Jakie to prawdziwe.

Godzina, minuta, sekunda, dzień noc określenia służące do mierzenia czasu, który jest nieodłącznym elementem naszego życia, a co byście zrobili jakby tą "mechanikę" wprowadzili do jakiejś produkcji czyniąc z niej coś niepowtarzalnego? Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym ile trwa doba w grze? Czemu wystarczy położyć się do łóżka i wybrać porę w której chcemy się obudzić? Luknijmy co się dzieję w pewnym miasteczku w Animal Crossing: New Leaf wydanym na 3 DS od Big N.


Zacznę od werdyktu gra jest bardzo dobra mocne 8.5/10. Pewnie część z was teraz da sobie spokój z czytaniem lub zastanawia się czemu wystawiłem taką ocenę. Wbrew pozorom odpowiedź jest prosta. Produkcja ta trafiła do mnie w właściwym momencie i nie ukrywam, że jest specyficzna. Powiem wprost, AC:NL  można porównać do terapii relaksacyjnej w czasie, której słuchamy dźwięków natury. Z tego też powodu nie przypadanie wielu osobom do gustu. Lecz ci z was co dadzą szansę temu tytułowi na pewno się nie zawiodą. Wystarczy wiedzieć jak grać, a biorąc rzecz ściślej ile godzin należy poświęcać na ten symulator życia.

Tak jak pisałem na początku twórcy wprowadzili do swojego dzieła najbardziej realistyczną rzecz, a jest nią taki sam cykl dobowy, a jeśli wam mało to sklepy i inne miejsca jak poczta itp. działają w określonych godzinach. Z jednej strony, co w tym nadzwyczajnego? Na papierze wygląda to tak sobie, jednakowoż w praktyce zmienia to wiele. Ma to zasadniczy wpływ zwłaszcza wtedy, gdy gramy mało i do tego wieczorem. Wyobraźcie sobie jak się zdziwiłem widząc komunikat, że jest zamknięte i dopiero jutro będę mógł załatwić u pośrednika pierwsze zadanie. Twórcy przyzwyczaili nas do tego, że to my dyktujemy tempo akcji, a to co się dzieje wokół to jedynie tło mające uwiarygodnić przeżywaną przygodę.


W Animal Crossing: New Leaf jest inaczej! Jeśli dostaniemy wiadomość, że jakiś event odbędzie się jutro lub za tydzień to tak będzie i czy podoba nam się to czy nie musimy poczekać te 168 godzin i to nie jest żart! Pod tym względem mamy 100% symulator. No ok, a gdzie zabawa? Eeee, jest tylko rozwija sie powoli. Początkowo uczymy się jak zarabiać w czym pomagają nam wszyscy mieszkańcy miasteczka. Następnie poznajemy kolejne mechaniki i co najważniejsze... Będziemy grindować ciągle te same rzeczy. Zagadnijcie co jest w tym najzabawniejsze? A to, że nawet nie odczujecie tego! Będziecie zadowoleni, wypoczęci i przepełnieni spokojem. Pamiętajcie gra się nie kończy zbyt szybko. Będzie wam potrzebne ok. 100 godzin, aby zobaczyć całość, a przynajmniej tak mi się wydaje :D Sam nie mam jak to sprawdzić dlatego poszperałem w sieci i sprawdziłem co inni piszą na ten temat.

Na samym początku będziecie pełni entuzjazmu, ale na dłuższą metę może zabraknąć chęci, chyba że nie macie innych tytułów do ogrania. W takim wypadku małymi kroczkami zobaczycie możliwości tego symulatora.

Gra nie jest trudna oferuję łatwe zadania typu podlej kwiatki czy wyślij listy do pięciu przyjaciół itp. Po wykonaniu tych questów dostaniemy kupony, które można wymienić na rzeczy lub pieniądze. W kwestii zarabiania jest też prawie tak samo jak w realu mało dostajemy, a dużo musimy mieć by coś kupić!


Ciekawą opcją jest możliwość poskarżenie się naszej sekretarce, że ktoś był niegrzeczny. Niestety to nie działa, ba nawet się nikt nie obrazi, że go o to posądziliśmy. No tak zapomniałem dodać, że wcielamy się w lokalnego burmistrza, który może wprowadzać nowe zarządzenia dotyczące rozwoju miasta i wprowadzać projekty obywatelskie. Zastanawiam się tylko, po co? Jeśli nie poświęcimy tej grze bardzo, ale to bardzo dużej liczby godzin nawet tego nie zobaczymy.

Opłaty są tak duże jak Polski dług publiczny przez co wszelkie usługi typu: większy dom spłaca się go szmat czasu. Wspomnę o jedynym wydarzeniu w jakim próbowałem wziąć udział. Dostałem od organizatora wiadomość, że muszę przynieść mu pióra określonego koloru, które wypadają ramdomowo. Nic prostszego, tak pomyślałem, lecz szybko okazało się, że jest to chyba jakiś kiepski żart, bo zadanie okazało się nie do wykonania w wyznaczonym czasie.


Przyszła pora na rubrykę wszystko to o czym zapomniałem lub nie pasowało wyżej. Muzyka jest dobra pasuje nawet dobrze i zmienia się co godzinę, a wiecie co to oznacza? Nie usłyszcie utworów, które lecą jedynie w godzinach nocnych! W takich chwilach zastanawiam się po co je ktoś komponował. W kwestii grafiki jest całkiem przyzwoicie, czyli ślicznie jak zawsze, a animacje wykonywane przez Npc urocze, co daje wrażenie obcowania z postaciami rodem z anime.

Czy warto kupić Animal Crossing: New Leaf? Odpowiedź jest na samej górze, lol.  

A jakie wy znacie tytuły miejące tak zakręcone zasady? Piszcie, bo może będzie z tego kolejna recenzja!

Tradycyjnie przypominam o komentowaniu i udostępnianiu. Niech będzie nas więcej. 

Share:

Recenzja Mario Tennis Open

Nie od dziś wiadomo, że jeśli chcesz zabłysnąć na rynku musisz wymyślić coś lepszego od innych. A co robisz, kiedy do tego dojdzie ci słabsza platforma na której ma hulać twoja produkcja? Odpowiedź jest krótka, gameplay!

Na blogu opublikowałem już parę recenzji gier na konsolę 3 DS do tej pory miałem okazję zagrać tytuły najwyżej dobre, ale nie świetne. Lecz wreszcie trafiłem na coś naprawdę genialnego! Wydane przez Wielkie N Mario Tennis Open z 2012 r.

Zacznijmy zabawę!    

Powiem wam, że produkcje sportowe zwykle unikam, bo wiadomo nie od dziś, że kampanii tam niema, aż można zacząć ziewać z nudy, a co to za gra bez fabuły? Jak można się wciągnąć i skłonić kogokolwiek do poświęcenia czasu na to? No i się zdziwiłem, a nawet nie zauważyłem jak czas mi minął szybko przy solidnym gameplay'u w Mario Tennis Open.


Na samym początku jesteśmy witani sympatycznym intro prezentującym część kortów do gry. Dalej robi się jeszcze ciekawiej, bo zamiast mieć na dzień dobry wybór trybów lub któregoś z bohaterów z uniwersum wąsatego hydraulika możemy importować naszego Me lub go stworzyć.

Zanim przejdziemy do części właściwej czeka na nas mały turtial. Warto dokładnie się z nim zapoznać, aby w późniejszym czasie czerpać jak najwięcej przyjemności z rozgrywki. MTO ma nam do zaoferowania tryb dla jednego gracza, lokalne multi, internetowy multiplayer i street pass. Zacznę od tego pierwszego, niema co ukrywać, że reszty się nie wytestować z dość oczywistych powodów.


Tryb single player dzieli się na trzy pod kategorie: tournament, exhibition, specoal games. Gdy wybierzemy interesującą nas opcję przejdziemy do następnego menu. Przyznam, że trochę klikania jest jak się o tym piszę, na szczęście nie musicie się tym martwić. Dotarcie do tego co was zainteresuje jest naprawdę czysto intuicyjne i nie sprawia żadnego nawet najmniejszego kłopotu. Każda z rzeczy, o której wspomniałem wcześniej to inne podejście do gry w tenisa, no prawie.

Musicie wiedzieć, że MTO nie należy traktować jako symulatora z dość prostego powodu. Zawodnicy potrafią wykonywać niemożliwe dla normalnych ludzi ruchy, a do tego co jest równie ważne zachowano między innymi z Super Mario Bros power up'y umożliwiające wykonanie specjalnych ruchów na korcie. Zależnie od tego co nam się wyświetli może być to szybsze lub podkręcone uderzenie. Kolejnym elementem wpływającym na przebieg meczu jest sposób w jaki trzymamy konsolę. 

Jest to dość ważne, bo przez to włącza się łatwy bądź domyślny poziom trudności. Polecam gorąco ustawić 3DS w pozycji poziomej dzięki temu mamy pełną kontrolę nad kierowaną przez nas postacią, a do tego kamera ustawia się z perspektywy lotu ptaka. Sytuacja zmienia się całkowicie, gdy tylko przestawimy nasz sprzęt w pionie. A co dokładnie się stanie? 

Tracimy częściowo kontrolę nad awatarem. Nasza rola ogranicza się do wciskania odpowiednich przycisków i prawidłowego celowania "ruchowego". Innymi słowy znowu wykorzystano tu dodatkowe możliwości 3 DS, o których dość często wspominałem w poprzednich tekstach. Warto dodać, że zamiast przycisków analogowych można wykorzystać dolny ekran dotykowy, który się wyświetla w kilku wariantach tak, aby poszczególne przyciski znajdowały się wy wygodnych dla nas miejscach.


A teraz wróćmy do tego co mają nam do zaoferowanie poszczególne pod tryby. W tournament'cie możemy przejść do gry 1v1 lub debla. Niezależnie od waszej decyzji zaczniecie od Turnieju World Open, który dzieli się na pomniejsze zawody. Poszczególne rozgrywki będą różnić się kortem na którym będziemy grać. Poszczególne mecze nie będą długie, a więc nie będziemy się nudzić. Mało tego każdy z przeciwników ma swoją specjalną umiejętność, która nieco zmienia sytuacje na korcie.

A jak o bohaterach mowa to poświęcę teraz parę słów o sztucznej inteligencji. Camelot Co., Ltd. naprawdę postarało się, aby boty niemalże idealnie odwzorowywały zachowania prawdziwego gracza. Niestety dochodziło do takich sytuacji, gdzie magia pryskała i widać było, że Si nie nadąża i daje się złapać na dany ruch, ale nie zabrakło też dobrych akcji. Sytuacja nieco pogarsza się jak wybierzemy debla. Tutaj już wszelkie niedociągnięcia bardziej rzucają się w oczy. Jednak to i tak wciąż drobne potknięcia na które można przymknąć oko. 


Warto jeszcze zainteresować się specoal games. Nadaję się świetnie do zrobienia sobie przerwy od głównego turnieju i spróbowania swoich sił w nieco innych wersjach tenisa, gdzie mamy dość nietypowe zasady gry jak i cele, np. Super Mario Tennis to nic innego jak Super Mario Bros tylko, że przechodzimy tę platformówkę odbijając piłkę o ściany tak jak robią to ludzie, gdy sami trenują. Tu mamy tę różnice, że na "ekranie" wyświetla się SMB. Natomiast Ring Shot to prawie normalny mecz, no właśnie prawie... Naszym zadaniem jest zdobycie określonej liczby punktów z góry ustalonym czasie. Pozostałe mini gry też są warte waszego czasu, ale niech zostaną niespodzianką.

Ostatni tryb exhibition to nic innego jak gra wolna. Innymi słowy możemy wybrać sobie dowolny kort, postać, a także przeciwnika, poziom trudności i liczbę meczy jakie nam przyjdzie rozegrać, aby wygrać. Wbrew pozorom nie jest to najsłabsza część gry, ale fakt faktem najmniej czasu na to się poświęca.


Zanim tradycyjnie zadam kultowe pytania parę słów o grafice i o tym co mi się przypomniało. Oprawa wizualna jest miła dla oka w sumie jak większość gier, które do tej pory przeszedłem. Praktycznie niema się czego tu czepiać. Natomiast muzykę wyciszyłem po półgodzinny gry. Nie dlatego, że jest zła, ale z przyzwyczajenia. Generalnie produkcje na 3DS jakoś tak szybko mnie do tego skłoniły.

Czy warto zagrać Mario Tennis Open? Powiem trzy razy tak, to najlepsza, najbardziej wciągająca gra, jaką miałem okazję ograć na mojej konsolce. Wciąż mam nadzieje, że znajdę równie dobre, a nawet lepsze tytuły, a póki, co jest najlepszą grą na 3DS jaką grałem w 2018 r. Moja ocena 8.5/10.

A wy graliście, gracie, a może dopiero będziecie grać? Niema się nad czym zastanawiać!

Ogłoszenie parafialne. Lajkujcie komentujcie i opinii nie żałujcie ;'D

Share:

Recenzja Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games

Gry, gierki, mini gry... Czemu, ach, czemu, Wielkie N je tak lubi? Kto to wie? Może dlatego, że są "jedyne w swoim rodzaju"?

Dawni wrogowie na rynku konsol Sega i Nintendo ci pierwsi przegrali, a drudzy trwają dalej. Lecz nie będę tu roztrząsał, która firma była lepsza, czy też gorsza! Na blogu pojawiła się już recka Mario Party Top 100, a teraz przyszła pora na inne konkurencje (sportowe) przypominające te ze MPT100. Zagrajmy sobie w Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games.

Proszę chuchnąć do...  

Kolejna produkcja, w której przyszło mi się zmierzyć z mini grami, co tu ukrywać najlepsze nie są! Jakbym miał w kilku słowach opisać rozgrywkę powiedziałbym quick time event. Możecie mi wierzyć na słowo qte stanowi podstawę w większości naszych aktywności, jakie dane będzie nam wykonywać. Jeśli macie w domu Wii to lepiej skorzystajcie z tej wersji gry, a niż z portu na 3 DS. Ok, żeby nie było tak smętnie to postaram się też, co nieco napisać o plusach tego tytułu.
http://sega-addicts.com/2012/03/04/review-mario-sonic-at-the-london-2012-olympic-games-3ds/
Bo to subiektywna opinia była! 

Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games posiada kilka trybów zabawy kampanie, multi, (ale takie lokalne) gra dowolna i tworzenie czegoś w rodzaju "playlisty" konkurencji, które chcemy zgrać. Zacząłem od części fabularnej, bo mimo że będzie to miałka opowieść zawsze to jakaś motywacja do przechodzenia gry.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=209283
Akacja rozgrywa się w Londynie, w którym zorganizowano najważniejsze zawody sportowe. Z jakiegoś dziwnego powodu zaproszeń nie dostaje dr Eggman i Bowser. Siłą rzeczy nie byli tym faktem zachwyceni i postanowili nie dopuścić do odbycia się zawodów. Dalej do akcji rusza (i tu lecą fanfary) nie tylko sam Mario, a wszyscy bohaterowie z świata Marianna i Jeża Sonica. Kampania jest rozłożona początkowo na epizody osobne dla tych dwóch bohaterów. O dziwo jest to ciekawy zabieg, bo dzięki temu widzimy dużo więcej niż w wariancie narracji z perspektywy jednego protagonisty.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=219596
To wszystko okazało się dość miałką bajeczką, którą dodano na siłę. Sądzę jednak, że nikt nie spodziewał się czegoś powyżej przeciętnej jakości. Każdy etap posiada swoje wyzwania, które trzeba zaliczyć. Początkowo wydawało się to nawet fajne, ale...
Dość szybko Sega zaczęła robić recykling tego, co się już widziało. Nie ładnie, be złe korpo! Szczęśliwie później wpuszczono na scenę inne konkurencje, które wprowadziły pewne urozmaicenie.

Klik, klik, klik

Jak się uprzeć to można nawet dobrze się bawić. Twórcy postarali się wykorzystać różne możliwości sprzętowe takie jak: mikrofon czy opcje "ruchowe" 3 DS. Na początku to nawet wprowadza pewne urozmaicenie, potem spostrzegamy pewne absurdy, przykładem może być mini gra, gdzie wyrywamy sztangę. Nie zgadniecie robi się to poprzez odpowiednie "dmuchnięcie" w mikro. "Trafienie" w odpowiednie miejsce na pasku siły to kwestia szczęście, a nieumiejętności. Innym śmiesznym przypadkiem są konkurencje, gdzie jedynie co musimy zrobić to odpowiednim czasie wcisnąć klawisz A.

Z tego też powodów lepiej darować sobie kampanie i przejść to trybu, gdzie sami wybieramy konkurencje i poziom trudności. Tam powinnyśmy znaleźć coś, co nas zainteresuje. Jednak nie wpłynie to na odbiór tego tytułu.
https://robertkmaxwell.wordpress.com/2012/03/03/review-of-mario-and-sonic-at-the-london-2012-olympic-games-for-nintendo-3ds/
Nie będę już dużej się znęcał nad tą grą i przejdę do podsumowania. Czy warto kupić Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games? Kiepskim grom mówię stanowcze nie!!! Żenująca rozgrywka mogła być bardziej rozbudowana. Widać pewien pomysł na siebie w postaci wykorzystywania dodatkowych możliwości konsoli, ale na tym kreatywność się skończyła, a szkoda, bo twórcy dobrze kombinowali i tak stworzono przeciętniaka, któremu dam 6/10.

Gracie, a może szukacie czegoś więcej niż mini gier na konsolach 3DS? Napiszcie o swoich wrażeniach z tego typu produkcjami od Wielkiego N!

Dział z komentarzami jak zwykle należy do was :)
      
  


Share:

Recenzja Mario Party Top 100


Mini gry, lubiane, a może zbędne? Czy warto się interesować tytułami, które składają się wyłącznie z takich maleństw? Wielkie N raczy nas takimi produkcjami od czasu wydania konsoli Nintendo 64. Czas to sprawdzić! 

Przeglądając dość pokaźną bibliotekę gier na konsolę z rodziny 3DS zwróciłem uwagę na jedną z produkcji: Mario Party Top 100. Po tak sugestywnym tytule przypomniały mi się dobrze znane w Polsce żółte kartridże sprzedawane na bazarach w latach 90-tych. Zapyta ktoś, czemu? W owym czasie "Janusze biznesu" sprzedawali je pod podobnymi tytułami np. "999 in 1". Rzecz jasna większość z nich to były tylko klony lub jakieś badziewne zapychacze.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355973
W przypadku Mario Party Top 100 mamy kompilację najlepszych gier, które wyszły od początku tej serii i dlatego postanowiłem sprawdzić, czy warto poświęcić trochę czasu i pieniędzy na tę plejadę mini gier.

Multi? Możesz pomarzyć!

Trybu sieciowego unikam jak ognia, lecz tym razem miałem ochotę pograć sobie z kimś i z tego też powodu, że MPT 100 została zaprojektowana tak, abyśmy mogli bawić się wspólnie ze znajomymi. Dużym plusem jest fakt, że wystarczy do tego jeden egzemplarz gry i można zrobić "lan party". Niestety, z przyczyn technicznych nie miałem z kim grać. Widać tu skutki traktowania naszego kraju przez Nintendo jak jakiegoś zadupia z krańca świata. Dodam, że przez Internet też nie znajdziemy nikogo do zabawy, bo nie dodano takiej możliwości. Trochę dziwne, zwłaszcza, że swoją premierę MPT 100 miało w 2017 r.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355971
No dobrze, więc co możemy zrobić z imprezową grą samemu? W tym momencie was zaskoczę, bo nawet dość dużo. Twórcy Nd Cube dodali tryb dla jedno gracza, który chcąc nie chcąc, daje najwięcej frajdy. W ramach "kampanii" przyjdzie nam odblokować zaledwie 4 poziomy podzielne na górny i dolny. Podobnie jak w innych tytułach od tego wydawcy, poszczególne mini etapy oceniane są gwiazdkami od 0 do 3. W przypadku "walk" z bossami jest ich więcej, o tak, złote monety też tu występują.

Hej ho, hej ho, do Bousera by się szło 
Warto, a nawet trzeba przejść tryb single player, aby odblokować wszystkie gierki, które zostały wybrane do tej topki. No i teraz pora na esencję, czyli samą rozgrywkę, czy jest coś warta? Jest i niekiedy delikatnie zaskakuje, ale nic poza tym. Nie znajdziecie tu czegoś co zapadnie w pamięć dzięki swojemu genialnemu wykonaniu, a jedynie zbiór mini ciekawostek. Jedną z tego tupu perełek jest wykorzystanie wbudowanego w konsolę mikrofonu. W konkurencji, w której musimy celować do ruchomego celu, używamy, właśnie to urządzenie poprzez dmuchanie w nie. Przyznacie, że podobnie dziwne zabiegi bardzo rzadko wykorzystywano w naszej branży i jedyną marką, w której coś takiego pojawiło się, był Metal Gear Solid. Do innych niekonwencjonalnych rozwiązań można zaliczyć to, że konsola potrafi stać się "ruchomym kontrolerem". W Mario Party Top 100 jest parę wyścigów wykorzystujących tę opcję.

Coś tam było, ale się skończyło...  

Gierki, które tam dodano są głównie zręcznościowe lub też samo przechodzące się, a że są krótkie, to zdarzyło mi się jedną z nich zaliczyć, nie naciskając nawet jednego przycisku. Ok, teraz rozszerzę tę myśl. Konkurencje, które przebyłem dość często wymagały spostrzegawości, przykładowo trzeba było przeliczyć ilość ruchomych bomb, a było ich tam bez liku. W innym przypadku trzeba pamiętać, pod którym przykryciem jest ciasto, a nie ładunek wybuchowy.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355970
A czy którąś z gier zapamiętałem? Parę było nawet wartych uwagi, np. siatkówka, czy piłkarzyki. No i wszelakie gry logiczne, które w sposób minimalny zachęcały do zastanowienia się, co zrobić. Gdy tylko się uporałem z tą "kampanią", w której głównym antagonistą był  Bouser, zabrałem się za pozostałe tryby.

Grać, czy nie grać, oto jest pytanie 

W pierwszej kolejności wziąłem się za Decathlon. W tym trybie można zagrać w pięć lub dziesięć gierek. Faktem dość oczywistym było to, że trzeba zająć w nich jak najlepsze miejsca. Zabawa na parę minut, a główną ich wadą jest brak opcji wybierania sobie konkurencji. Następnie uruchomiłem Championship Battles, gdzie można było zagrać w wybrany zestaw gier, a jeśli nie mieliśmy ochoty na coś konkretnego, to system nas w tym wyręczał. Co do reszty, to było tak jak wyżej. 
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355969
Na sam koniec zostawiłem drugi, co do wielkości tryb, Minigame Match. Tym razem naszym celem było zebrać gwiazdki, co okazało się nie takie proste. W trakcie rozgrywki mogliśmy za pomocą różnych ulepszaczy i przeszkadzajek zmieniać sytuacje na mapie, szkoda tylko, że na jednej. Na planszy dało się ruszać tylko turami, natomiast rzut kostki decydował, o ile pól naprzód wolno było się przesunąć. W trakcie przejścia takiego meczu zdarzały się różne nieprzewidziane sytuacje. Przykładowo, gdy już w następnym posunięciu miałem dojść do gwiazdki, jeden z botów użył itemu, który zamienił nas miejscami. Oczywiście jest tego więcej, ale szkoda mi psuć wam zabawy.
  
Cukierek, albo psikus!

Na sam koniec parę słów o pozostałych mniej istotnych elementach. Oprawa jak na konsolę mobilną daje radę. Dalej jest cukierkowa i nic nie stoi na przeszkodzie, aby mógł w to zagrać każdy, niezależnie od wieku. Podkład dźwiękowy na umiarkowanym poziomie i dlatego dość często go wyłączałem, bo nie wnosił nic do odbioru gry.

Czy warto kupić Mario Party Top 100? Tak, parę godzin wam zejdzie z tą grą, więc nie poczujecie się stratni. Poszczególne poziomy mają tyle do zaoferowania, że się nimi nie znudzicie, a po przejściu będziecie mile je wspominać. Moja ocena to 7/10. Jeśli macie z kim zagrać, dodajcie do oceny jeszcze jeden punkt. 

A wy gracie ze znajomymi na imprezach, czy raczej nie szukacie tego typu urozmaiceń?

Pamiętajcie, że zawsze chętnie podyskutuję z wami na temat waszych spostrzeń tej czy innej produkcji!

Share:

Recenzja Donkey Kong Country Returns

Dużo gier ma podkręcony poziom trudności, co jest wielce niesprawiedliwe i można powiedzieć zrobione na odczep się. Na szczęście są też takie gry, w których twórcy wiedzą, na czym to polega, no prawie...

Jak na razie pisałem, co nieco o głośniejszych markach: Mario i Pokemon. Teraz przyszła pora, aby wielkolud Donkey Kong dostał swoje pięć minut.

Taki to był BANAN!

Zacznę od najmniej ważnej części, czyli od fabuły, która jest jedynie delikatnie zarysowana i podobnie jak w innych platformówkach od Big N kampania zaczyna się od tego, że protagonista traci swoje ukochane owoce i ruszamy je odzyskać. No, nie powala, ale na szczęście nie jest to najważniejszy element w tym tytule.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=187759
Trzonem produkcji są niezwykle przemyślane poziomy, na których znajdują się liczne, ukryte obszary z puzzlami i bonusowymi lokacjami, w których czekają na nas złote niespodzianki. Nie raz zostawałem mile zaskoczony, gdy odkryłem takie miejsca, zupełnie się ich nie spodziewając.

Lecę na skórce od bana....

Jeśli ktoś z was interesował się tą produkcją pewnie pamięta, że ma ona cukierkową oprawę i przez to ktoś dał PEGI 3. No to się pomylił, bo mamy tu do czynienia z naprawdę wymagającą grą. Początkowo nie zanosiło się na to, lecz wraz z przechodzeniem na kolejne levele, poprzeczka szła odczuwalnie w górę. Swoją drogą, twórcy bardzo czytelnie ukazali poszczególne etapy w postaci całej wyspy w modelu 3d.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=187758
Jeśli ktoś chciałby iść w tango na tej wyspie, muszę go ostrzec, fizyka głównego bohatera i sterowanie nie idą ze sobą w parze. Reakcje goryla są odrobinę opóźnione, przez co wielokrotnie możemy zginąć. Jeśli jednak damy, Donkey Kongowi szansę, to w końcu wejdą nam w krew odpowiednie reakcje, dzięki czemu wykazując się świętą cierpliwością przejdziemy poszczególne etapy.

Oryginalny czy nowy tryb?

No dobrze, wspominałem w śródtytule o dwóch wersjach gry. Możemy grać tak jak na Wii lub w nieco uproszczonej wersji, które zasadniczo wiele się od siebie nie różnią. Bo to co jest najważniejsze nie zmienia się, a jedyne co dostajemy, aby zabawa dawała nam więcej radochy, to akcesoria takie jak: baloniki, papuga, dodatkowe życia i potki chroniące przed dziesięcioma skuchami. 

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=195079
Dziś natomiast pokazuje pazur w postaci bardzo wyśrubowanego poziomu trudności. Dodam, że część rzeczy zmieniła się względem oryginału np. przeciwnicy czy fakt, że nie mamy do czynienia z udawaną grafiką 3d, ale już z prawdziwym trójwymiarem.

Jakiś niedobry ten ba...!  

Na sam koniec pozwolę sobie ciut ponarzekać. W czasie spędzonym z tą grą wielokrotnie miałem odczucie, że poszczególne przeszkody w postaci platform lub też mobków zostały ustawione w taki sposób, aby nam dopiec. Ujmę sprawę jaśniej! Retro Studios tak zaprojektowało przeszkody, aby dać do zrozumienia, że toporne reakcje Donkey Konga są takie, a nie inne i z pełną premedytacją wstawiali w takich właśnie momentach macki lub innego kraby.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=195075
Czy warto kupić Donkey Kong Country Returns? Jeśli szukacie relaksu, to odradzam wam. Nie bierzcie tego, bo to jest tytuł dla tych, którzy mają za dużo czasu lub są masochistami, pardon wymagającymi graczami. Jeżeli jednak się skusicie, radzę najpierw rozłożyć gdzie się da poduszki w pokoju i okna też czymś osłonić, bo nie wiadomo gdzie wasz 3 ds poleci :D

A wy na co stawiacie, na poziom "nagłej śmierci", czy może kliknij w prawo i samo się przejdzie?

Komentarze są jak zawsze wasze, a lajki mile widziane ;)

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie