• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slasher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slasher. Pokaż wszystkie posty

Recenzja God of War Ragnarök (PS5)

Nadchodzi czas wiecznego zimna i mrozu. Czas pogardy, a nie chwila to Ragnarök. Pamiętajcie nie jedzcie żółtego śniegu, czy coś w ten deseń.

Stało się przeszedłem ostatnią część skandynawskiej sagi God of War. I zaprawdę powiadam wam warto było. Bo wszem i wobec mówię wam: ta gra jest warta tych pieniędzy, a tym bardziej czasu. Choć gdzie nigdzie trąci kliszami. Jednakowoż przejdźmy do rzeczy. Ci co nie grali niech to zrobią, bo może zdarzyć się mi chlapnąć to i owo w tracie pisania.


Warto odpowiedzieć na początku, czy można zagrać w tą odsłonę bez wcześniejszego przejścia poprzedniczki, o której pisałem co nieco
tutaj. Owszem jeśli z jakiegoś powodu pomnieliście poprzedniego GoW nie ma problemu. Santa Monica  w samym menu dodaje opcję streszczenia najważniejszych wydarzeń. Jednakowoż zalecam zagrać, bo jest tam dużo do zobaczenia.

Natomiast dla tych co już to zrobili i znają rolę Artreusa w nadchodzącej wojnie mam pytanie. Na serio ktoś wierzył, że Kratos zginie? Wszystko stało się tak jak się tego spodziewałem, a najbardziej byłem ciekaw jak to wszystko uzasadnią. Wyjaśnienie było dość pokrętne, a może i ciut naciągnięte. Jednocześnie trudno podważyć je, bo w końcu to jest świat, który rządzi się swoimi prawami. Ni mniej, ni więcej, a do tego ani razu nie miałem wrażenia, że naciągnęli swoich zasad. Tutaj zostawiam miejsce na polemikę w sekcji z komentarzami.

Przechodząc jednak o krok dalej. W czasie kampanii bardzo, ale to bardzo prowadzą gracza za rączkę. Liczne podpowiedzi z jednej stronny, a z drugiej zagadki, które potrafią zdenerwować. Równolegle dano możliwość zrozumienia sposobu myślenia samych autorów. Między czasie zastanówcie się i napiszcie co to jest: im tego więcej ubywa tym jest to większe.



Zagadkom środowiskowym poświęcono równie sporo czasu co samej walce. Naprawdę warto mieć oczy dookoła głowy. Postawili sobie za punkt honoru, aby umieszczać ważne elementy w naprawdę dziwnych miejscach. Nie zabraknie skrzyń, tych jakże uwielbianych przez graczy pudeł. Oprócz swojej tradycyjnej roli magazynu surowców odegrają jeszcze jedną role. Będzie to bardzo pamiętliwa scena, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Wraz z rozwojem wydarzeń chcąc nie chcąc się myszkuje to tu, to tam i zabiera co podejdzie pod rękę. Wiązać się to będzie z licznymi intrygującymi komentarzami. Fabuła wielokrotnie sięga po tego typu sposób nakreślania poszczególnych wydarzeń. O ile cała historia stoi na wysokim poziomie, a z każdą godziną chce się jej jeszcze więcej. Tak już druga połowa zaczyna nie potrzebnie wplątywać znane motywy surowego i nadopiekuńczego ojca.

Artreus swoje trzy grosze też dorzucił do tego. Pod kątem zmian względem poprzedniej części potrafi niekiedy być denerwujący. Z jednej stronny pokazuje swoje wątpliwości i liczne przemyślenia, aby dwukrotnie zdegustować odbiorcę. Lecz, o co dokładnie chodzi? A no, pójść do wroga bez planu i wymyślanie na poczekaniu co się mu powie trudno uznać za coś rozsądnego.


Równolegle z bieżącymi wydarzeniami sporo czasu antenowego poświęcono bohaterem drugoplanowym.
GoW dzięki temu sporo zyskuje, a miłośnicy dobrych historii w tym też i ja sporo dostaje. Skoro jestem przy bohaterach przelatujących, gdzieś w tle to wreszcie zrobiono jedną rzecz dobrze, czyli śmierć kogoś bliskiego. Nie zdradzę, o kogo chodzi, ma się rozumieć. Poruszyłem ten temat dlatego, że w grach mamy zazwyczaj coś takiego jak w The Last of Us Part I. Zgon po paru minutach wbrew pozorom nie jest wzruszający. Wprost banalny, bo ile można wałkować to w kółko. Tutaj poszli wreszcie o krok dalej.

Rzadko pisze o grafice, ale tym razem zrobię wyjątek i co nieco skrobnę. W pierwszych recenzjach wielokrotnie przewijał się zarzut, że God of War nie ma wyglądu gry next genowej. Moim zadaniem jest całkiem inaczej i różnicę są widoczne jak na dłoni. Generalne większość przerywników są Premium, ale i te zostały przebite na znacznie wyższy poziom. Odbiegłem nieco od tematu. Poziom szczegółowości jest naprawdę niezwykły, a detale zachwycają. W tym momencie tradycyjnie powinienem napisać o widokach, ale bardziej niż one warte są zaznaczenia wnętrza miejsc, które się zwiedziło: dom krasnoludów lub Odyna. Naprawdę warto, bo wszystko to jest klasą samą w sobie.

Trochę było o tym i tamtym to teraz o rozgrywce. Fundament jest taki sam, a więc każdy co przeszedł poprzednią część będzie się czół jak ryba w wodzie. Pociesze was i dodam, że walki są naprawdę przemyślane, a bossowie i nie tylko oni mają sporo do zaoferowania. Ba pierwszego spotkania z Thorem na pewno nie zapomnicie i nie tylko z powodu samej walki. W czasie tych wszelkich bitew większych i mniejszych zabraknie tych pierwszych. Dla weteranów będzie to powodem do niezadowolenia, ale zabraknie licznych gigantycznych wrogów. Mnie osobiście to nie przeszkadzało, bo wpisywało się idealnie w ten kameralny klimat.



Nie zabrakło też sytemu RPG, który równie mógłby nie istnieć. Jego jedyną funkcją było pokazywanie progresu jaki się wykonywało. Początkowo jednak był nawet dobry i zachęcał do przeglądania co dadzą poszczególne skille.

Młoda winorośl będzie też postacią grywalną. Wstępnie sądziłem, że skończy się jak w Wiedźminie 3. Okazało się zgoła inaczej. Walka młodym jest naprawdę miłą odmianą i nie jest w jakikolwiek sposób gorsza. Co prawda czuć to inne tempo, ale jest to jak najbardziej na plus. Wspomnę również, że Freya  oprócz tego, że będzie chciała skrócić Ducha Sparty o głowę spełni jeszcze nie jedną rolę i zrobi to perfekcyjnie.

Wracając jeszcze do boga piorunów… Nie grzeczne byłoby pominąć go szerokim łukiem i napisać, że parę razy spierze się mu mordę. Mimo, że ma dość mało zachęcającą aparycje jest dość głęboką postacią. Przez liczne zdarzenia z jego udziałem można lepiej zrozumieć sytuacje jaka panuje w Asgardzie. Obraz Wszechojca dopełnia się w pełni pod każdym względem.



Przed premiera spore był zamieszanie o pewną młodą olbrzymką, a mowa o Angrboda. Powiem krótko jest to wydmuszka, czy też typowo przyjaciółka / potencjalna żonka. Gdyby wyglądała jak Tyr to praktycznie niczym by się nie wyróżniała. A tak rasiści znaczy się walczący o równe prawa znowu sięgnęli po tani marketing. Po porostu żałosne.

Ostatnią część poświęcę stanowi technicznemu i przydatnym rozwiązaniom skierowanym do graczy. Po pierwsze prawie, że cała gra jest jedną wielką sceną, która niczym nie jest przerywana. Oczywiście wczytywanie jest, ale zamaskowano je przejściami między skałami lub subtelnymi scenami przejść między etapem Artreusa, a Kratosa. Jest jednak jeden moment, który przerywa tą ciągłość.

Mowa tu ostatniej misji, pokazującej prawdziwe zakończenie. Na dzień 6 marzec 2023 r. dodarło do niej tylko 38% graczy. Optymalizacja jest naprawdę dobra, a klatkarz stoi  niewzruszony do samego końca. Jedynie co mogę odnotować to przenikanie modelu Kratosa jak padnie na ziemię. Na samym starcie włączają się dwie opcje: szybkiej konfiguracji lub pełnej. Tam już można w pełni dostosować grę do swoich potrzeb np. usunąć wszelkie qte.

Podsumowując, czy opłaca się zagrać God of War Ragnarök? Przetoczyłem wiele zalet tej produkcji i pewnych wad. Mimo wszystko gra sama się broni i nie powinna zawieść waszych oczekiwań. Widać na każdym kroku, że starano się aby jak najwięcej ludzi mogło się dobrzre bawić przy niej. Ocena końcową zostawiam otwartą.
Share:

Recenzja Dante Inferno na PSP

Ogłoszenie parafialne: skończyłem ogrywać tytuły na konsolach Sony. Nie oznacza to, że nie pojawi nic więcej na blogu. Chodzi jedynie o to, że teraz przez jakiś miesiąc dwa będą omawiane tytuły z Nintendo, a następnie z Xbox’ów.

No dobrze skoro już wiemy co i jak to przejdę do recenzji gry Dante Inferno wydanej na konsole 7 generacji i PSP. Specjalnie podkreśliłem to ponieważ ten właśnie port jest recenzowany w tym tekście.


Pierwsze wniosek po przejściu kampanii był taki klon God of War z pewnymi różnicami. Oczywiste jest zmiana religi, ale nie do tego zmierzam. Chodzi o same dobijanie wroga, gdzie trzeba było masakrować „kółko” na padzie.

W GoW wnerwiało mnie to niemiłosiernie specjalnie kłaść pada, a następnie robienia prawie tego samego co z bossem. W DI tego na szczęście nie było chwała Bogu (śmiech). No, ale tak na poważnie jest spora ulga jak nie trzeba powtarzać jednej czynności z takim „entuzjazmem”.

Dante miał być pogromcą Kratosa, o ile to w ogóle jest to możliwe. W pewnym sensie udało mu się to, bo raz dorównał jeśli nie przewyższył okrucieństwem, a dwa jego wachlarz umiejętności o wiele bardziej jest przystępny.


Jest to o tyle dziwne z tego powodu, że miałem nieodparte wrażenie, że liczba skilli była skromniejsza. Nie sprawdzałem tego. Twierdzenie opieram jedynie na tym jak zapamiętałem pierwszą część GoW na Ps2.

Fabularnie jest nawet dobrze, doskonale widać co się stało i czemu protagonista jest tam, gdzie jest. Skłonny jestem pochwalić twórców jak zaprezentowali duchownych, którzy wysłali krzyżowców do Ziemi Świętej. Ich chciwość i zło, aż się wylewało, co w sumie pokrywa się z rzeczywistością.

Natomiast jak się już przejdzie dalej jest po prostu zadawalająco. Nie jest to wybitna historia, wróć ekranizacja, bo samo dzieło literackie to inna klasa ma się rozumieć. Sytuacja się zmienia jeśli chodzi o same poziomy i ich zawartość.


Poszczególne kręgi nie są jakieś długie, a raczej krótkie. Dzięki temu nie zdążycie się nimi znudzić, ale też nie nacieszyć. Mimo ograniczeń platformy jaką jest PSP to czuć epickość na każdym kroku. Jak to ktoś zauważył nikt nie chciały się tam znaleźć.

Walka z przeciwnikami jest całkiem wymagająca, a co niektórzy bossowie są naprawdę ciekawie zaprojektowani. Skoro o nich mowa to nie będzie to wielkim spoilerem jak wspomnę, że spotka się tam rodzinkę. Najbardziej mnie zastanowił szwagier Dantego, który nic nie zrobił złego, a mimo to trafił do piekła.

Jedną z rzeczy do których muszą przyczepić jeśli chodzi o walki z szefami jest znikający za ekranem znaczek R, który sygnalizuje możliwość wykończenia wroga. Jeśli się go nie zauważy trzeba powtarzać końcową rundę. Nie jest to zasadą, bo w większości jeden może dwa przyłożenia ponownie uruchomią qte.


No dobrze, ale jak lub czym walczy się z tymi piekielnymi hordami? Krzyżem, który robi za magiczny artefakt i kosom, którą się „pożyczyło” od kostuchy. W trakcie przejść między kręgami można trafić na dusze, które można ukarać lub wysłać do raju. Zależnie od wyboru będzie się dostawać Pd do kosy lub krucyfiksu.

Nie ma możliwość wymaksowania obu drzewek jednocześnie, a przynajmniej w pierwszym podejściu. Twórcy udostępnili New game + i tam z stanem końcowym można znów zrobić przebieg po piekle i odblokować brakujące umiejętności.

Oprócz wspomnianych duszyczek są jeszcze do odnalezienia srebrniki Judasza. Będą potrzebne do odblokowywania ataków itp. Mała ciekawostka jeśli chcieliście kogoś uratować z potępionych z portu na stacjonarną konsole to włączała się gra rytmiczna podobna do Gutitar Hero Live. Natomiast w wersji na handhelda już tego nie ma.


W samym Dante Inferno nie zabraknie też zagadek. Większość z nich przechodzi się samoczynnie. Nie jestem pewny, czy te etapy były częścią łamigłówek, ale nie raz można było stracić orientacje, gdzie należy się udać. Przyznam, że to trochę męczące było.

Podsumowując DI na PSP dobrze się zestarzał. Gracze co prawda skarżą się na wersje na duże konsole, ale w tym przypadku tego nie było czuć. Animacje wciąż zachwycają płynnością i praktycznie błędów nie było. Mniejsza liczba skilli umożliwiła szybsze zapamiętanie i wykręcanie dłuższych combosów. Sądzę, że mogę wystawić Dante Inferno 8/10.

Share:

Recenzja Lollipop Chainsaw

W czasach kiedy wszystkich można obrazić czymkolwiek. Jeden człowiek pokazał temu środkowy palec. A wtenczas bóg powiedział: k*rwa to jest dobre.

Lollipop Chainsaw zostało stworzone przez nikogo innego jak samego Goichi Suda (Suda51). Produkcję ogrywałem na Xbox 360, gra jest również dostępna na Ps3, a więc bez konsoli się nie obejdzie.

Początek jak początek, od samego intra wiedziałem, że coś jest nie tak. Jakoś niesterylnie tak niegrzecznie jak na dziejesz czasy. LC pochodzi jeszcze z 2012 r. kiedy to rak „grzeczności” jeszcze nie był tak silny.

Coś jednak od samego początku mówiło mi, że jakoś za japońska to gra. Ten humor rodem z anime lub ecchi. Nie myliłem się sprawdziłem dopiero w necie kto był autorem (patrz drugi akapit).  

Lollipop Chainsaw to z jednej strony zwykły slasher, ale jest tak jeśli będzie się go analizować pod kątem rozgrywki. Jednak po dodani aspektów wizualnych i innych nieszablonowych pomysłów mamy ostrą jazdę po bandzie. (No dobrze są jeszcze lepsze, ale ta nada się na rozgrzewkę).

Protagonistką jest pomponiara lub jak mawiają amerykanie cheerleaderką. Juliet Starling to chodzące wcielenie kiczu filmowego z nastolatkami w roli głównej.

Na dodatek ma wielkie „oczy” i nie tylko na tym można zawiesić oko. Z tego samego powodu feministki mogą odpuścić sobie tą grę, bo dość często będzie walić seksizmem, (co pewnie przyciągnie męską publikę).

Oczywiście na tym absurdy się nie kończą. Akcja toczy się w San Romero, hmm jakoś dziwnie znajome nazwisko. Chwila, a tak wielki artysta i twórca horrorów o zombie. Jak widać nazwa zobowiązuję i w mieście zapanowała, a jakże apokalipsa nieumarłych.

Skoro jesteśmy przy nich, mamy tu całą plejadę uszeregowaną tematycznie. Od profesorów, przez uczniów, policjantów, aż do nerdów. Dla każde coś zgniłego, jakkolwiek to nie zabrzmiało. Same umarlaki serwują jakieś swoje mądrości od pieprz się suko, po aż kocham Cię itp. W większości przypadku nie da się zrozumieć.

Na ich szczycie znajdują się bossowie. Każdy z nich reprezentuję inny gatunek muzyczny od punk rock, przez funk, metal po rock and roll. Walki z nimi nie są trudne. Praktycznie jedzie się po nich jak po łysej kobyle.

Nie jest to złe, bo można bardziej się skupić na ich kreacji i oryginalnych mechanikach, które się nie powtarzają. Warto dodać, że są równie wygadani, a wiec uważajcie na ich słowa. Może zaboleć…

Każdy szef to osobna lokacja, a ekran wczytywania będzie pokazywał się dość regularnie. O dziwo poczciwa konsola wciąż daję radę i jakoś dało się to przetrzymać.

Rozgrywka, jaka jest w slasherach, każdy widzi. Szybka, dynamiczna i zawrotna. Tutaj mamy oczywiście to zapewnione i wraz z postępami zdobywamy walutą wewnętrzną potrzebną do odblokowania skilli.

Tyle, że brońmy będą pompony i tęczowa piła łańcuchowa to nie żart. Podstawowy atak, który jest pod Y jest dość wolny, warto go używać już w połączeniu z innymi kombinacjami. Długo nie będzie się na to czekać.

Szybko odblokowuję się to co przypadnie, każdemu do gustu i będzie można szybko zaszaleć. Wraz z kolejnymi rozdziałami pozna się resztę rodziny Juliet, którzy są łowcami zombie. Nie mówiłem wam o tym? Ups…

Piła wraz z rozwojem daję dodatkowe opcje bojowe. Najlepszym przykładem jest zmiana w mobilnego gatlinga. Przy tej okazji muszę wrzucić pierwszy kamyczek do ogródka twórców. Automatyczne namierzanie działa dość kiepsko w momencie jak chce się trafić konkretny cel.

Łatwo temu zaradzić i wyłączyć tą opcję. Wtenczas upierdliwy zombie baseball polegający na zdobywanie baz i eksterminacji konkurencji nabiera rumieńców. Jeśli chodzi o inne dolegliwości to można wspomnieć kamerę, która rzekomo nie radzi sobie w ciasnych pomieszczeniach.

Osobiście nie doświadczyłem tego, a wiem o tym jedynie z materiałów jakie przeczytałem. Jeśli graliście Deadpoola to wiecie czego się spodziewać pomiędzy walkami z bossami. Dla tych co niemieli tej przyjemności uprzejmie wyjaśniam.

Liczne mini gry jak choćby baseball, czy koszykówka w której z góry był podany wynik jaki należało przebić w określonym czasie. Nie zabraknie też nawiązań do Pac-Mana i innych retro gier z ubiegłego stulecia.

Istotną choć mało ciekawą aktywnością będzie ratowanie kolegów ze szkoły. Jeśli się wam uda będą nagradzać medalami. Jeśli nie, no to będzie jeszcze jeden truposz do odstrzału. Warto jednak się do tego przyłożyć z dwóch powodów.

Pierwszy to kasa za którą będzie kupować umiejętności, apteczki (lizaki) kupony itp. o tym za chwilę. Ważniejszą sprawą jest fakt, że wpływaja to na zakończenie, które pokazuję się po napisach końcowych. Jeśli nie dotrwacie to nawet nie będziecie tego świadomi. Podobnie było w The Darkness 2.

Co do sklepu można zaopatrzyć się w rzeczy wymienione wyżej jak i przedmioty kosmetyczne np. skiny. Możecie mi wierzyć dla każdego coś zbocz… dobrego się znajdzie, tak właśnie. Dodatkowo będą tam piosenki do odblokowania, można samemu sobie je ustawiać w playliście.

Tyle co do tematów mechanikowo – rozgrywkowych. Czas na fabułę. Nie jest ona jakoś zawiła, czy ambitna. Za to dość zakręcona i czuć, że nie miała być poważna. Nie obśmiewa jakiś szablonów, ale stara się dać trochę radochy.

Bohaterowie są przerysowani i relację między postaciami to istna kompilacja wszystkiego co najlepsze np.: Misiu, tata Cię polubi. Co rzecz jasna nie będzie prawdą, aż do przełomowego momentu jak mu się odmieni. Co zabawniejsze niby czemu ma tak się stać? Kochaś córki robi za brelok (to ten z okładki gry).

Nie próbujcie odpowiadać na pytania co, czemu i dlaczego. W Lollipop Chainsaw nie ma za grosz logiki i w tym tkwi jej piękno. O dziwo Nick stara się zachować normalny punkt widzenia na bieżącą sytuacje, ale czy to ważne?

Same relację i wątek miłosny jest oparty na dziele Szekspira. Podpowiedź to imię protagonistki. Czy warto wnikać w ich relację? No cóż mamy tu skrzyżowanie typowej nastolatki „idiotki” i sportowca szkolnego. Taki zestaw mówi sam za siebie. Co nie zmienia faktu, że przyjemnie się słucha wymianę zdań pomiędzy nimi.

Podsumowując Lollipop Chainsaw to produkcja na zaledwie sześć godzin. Jeśli jednak komuś było mało można włączyć New game + i walczyć w światowym rankingu,  o ile ktoś to jeszcze robi. Poziom trudności jest domyślnie prosty i tylko gdzie nigdzie może zmusić do powtórek (patrz. Gry nas czas i qte). Fabularnie też niczego nie brakuję jak na ten gatunek. Ocena końcowa 8/10 (jakbym wykupił skin bikini dałbym więcej (śmiech).

Share:

Recenzja God of War

Skończyłem wreszcie ogrywać GoW wydanej w ramach God of War Collection na PS3. Nie ma jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu #cebula. Było to moje pierwsze zderzenie z serią i wiecie, co? Sam pod koniec gry chciałem skoczyć z Olimpu i skończyć to szaleństwo.

Dopóki nie zagrałem w tą jakże ikoniczną produkcję darzyłem ją pozytywnymi emocjami. Swoją dobrą opinię opierałem główne na recenzjach i gameplay’ach (broń Boże lets play). Pierwsza minuty rozgrywki były naprawdę miodne, o czym napisałem na swoim Fb. Lecz im dalej w las tym więcej drzew do ścięcia (taki sucharek na dzień dobry). Nie będę dużej owijał w bawełnę, gra jest dobra takie 7/10. Na produkcję roku to się nie nadaję w żadnym wypadku. Chyba, że w kategorii muzyka, bo ta jest naprawdę epicka, (uff, oklepane określenie do odkreślania).


 Zacznę od rozgrywki, bo to jest, jak na to nie patrzeć trzon tej produkcji. Twórcy, a mowa tu o Sony Interactive Entertainment postarali się dać krwawe widowisko godne Cesarza Nerona. Krew leciała litrami delikatnie rzecz ujmując, aż dziw, że nie zalała mi biurka. Co do samej walki nie mogę się przyczepić, bo jest soczysta. Skille jakie będzie się stopniowo odblokowywać nie dają jakoś szczególnie zawiłego comba. Zazwyczaj są to proste komendy, a więc nie powinny sprawić kłopotu.

Dodatkowo wraz za poszczególnymi etapami spotykamy awatary bogów, którzy dają protagoniście  jakaś nową umiejętność bojową. Osobiście najbardziej preferowałem „gniew Posejdona” (Poseidon's Rage). Z dwóch powodów,  po pierwsze jest to sill obszarowy, a po drugie po rozwinięciu jest to op atak, a że God of War to slasher to nie trzeba dodawać nic więcej. Innym dobrym, ale już nie tak istotnym czarem był piorun Zeusa bardzo pomocny  w usuwaniu łuczników ustawionych w różnych upierdliwych miejscach.


Za spory plus warto zaznaczyć sposób zdobywania punktów doświadczenia. Zamiast otrzymywać je od lv wroga lub jako nagrodę za wykonanie zadania to liczba ich zależała od wybitych przeciwników i odnalezionych skrzynek. Przyznam, że jest to sprytny zabieg uzasadniający nieustające fale wrogów i jednoczesne zachęcanie do zajrzenie do każdej „dziury”.

Kolejną istotną rzeczą jaka wpływała na odbiór jest kamera. Widok z trzeciej osoby, niestety bez możliwości samodzielnego kierowania. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że utrudnia to zorientowanie się co robić na etapach platformowych, ale za to ma kilka plusów. Primo widzę to co chcą mi pokazać devowie, secondly oszczędność mocy przerobowej konsoli, która nie musi renderować tego co w danym momencie nie potrzeba.


Ostatnim wątkiem jaki chciałem omówić jest są qte, czyli szybkie wydarzenia. O tym można było napisać sporo, bo mamy cały ich wachlarz w grze. Możemy użyć prostych wykończeń wymagających wciśnięcia jednego przycisku „o”, a także całą serie jak „x”, kwadrat, trójkąt itp. w najróżniejszej kolejności, aż w końcu te „najlepsze” walenie palcem wskazującym w kółko jak młotem pneumatycznym z zawrotną prędkością.

Spokojnie mogę zaakceptować wciskanie klawiszy w skazanej kolejności, bo to w sumie przyjemny sposób na podziwianie jakiejś spektakularnej sceny, ale wciskanie z zawrotną prędkością przycisk, aby boss dokonał żywota jest już naprawdę męczące. Podejrzewam, że nie takie mieli twórcy intencje, a jest to wina samego pada do PS3.


Podobną sytuację miałem w Wiedźminie 2 i wiecie co pomogło? Zmiana myszki na taką, która odczytuję więcej kliknięć na sekundę. Sytuacja się zmieniła dosłownie o 100% z koszmarnego qte zrobiło się coś całkiem przyjemnego. Mam nadzieje, że tu też, bo naprawdę okropne to było.

Fabuła przedstawiona w kampanii jest ciekawa i wyraźnie inspirowana dwunastoma pracami Heraklesa. Zachowano motyw pokuty i słynne zadania, które w ramach zadośćuczynienia miał wykonać protagonista. Skoro już o Kratosię piszę, to faktycznie jest bogiem wojny. Prawdziwy wirtuoz masakry, o ile można tak powiedzieć. Początkowy stosunek do niego był neutralny, ale jak pokazał swoją ludzką twarz nabrał większej głębi, a początkowa scena z klifu staje się bardziej przejmująca.  


Dzięki świetnej grze aktorskiej Terrence 'T.C.' Carsona który rewelacyjnie oddał emocje i to co przeżywa główny bohater mogłem jeszcze bardziej zbliżyć się do niego i nabrać mimo wszystko chęci do przejścia kolejnych odsłon serii, które pewnie pokażą się w tym roku.

A teraz przyszła pora na wszystko to co zapomniałem lub nie pasowało wyżej. Etapy platformowe są wybitnie niedopracowane, a wyzwania czasowe są, ale to są naprawdę do dupy. Dziękuję do widzenia. No, ok. coś więcej trzeba napisać. Wspominałem wyżej, że kamera jest „na szynach” i nie można nią poruszać jak się nam podoba. Na poziomach, gdzie trzeba „radośnie” skakać po platformach itp. warto było widzieć ruch przeszkód i szybkość by móc ocenić jakie akcje będą właściwe. Nie dano takich możliwości co zmuszało do wielokrotnego powtarzania danego odcinka i uczeniu się metodą prób i błędów.  


Innymi upierdliwymi sytuacjami było zrobienie czegoś na czas. Pół biedy jakbym miał maksymalną i minimalną liczbę ruchów, ale ktoś mądrze wymyślił, że trzeba mieć sprecyzowaną, „geniusz”.

Podsumowując, czy warto kupić God of War w 2020 r.?  Tak, warto bo rozgrywka jest mimo swoich wad interesująca, gdzie nigdzie trafimy na ciekawe wyzwanie. Jednakowoż to nie pokonanie wroga jest największym wyzwaniem. Prawdziwą próbą jest znalezienie czegoś dobrego w tej produkcji i chęć odpalenie kolejnej części.

A jakie wy macie spostrzeżenia z obcowaniem z słynnymi seriami? Dajecie się porwać zachwytowi publiki, czy z rezerwą podchodzicie i po przez bezpośrednie doświadczenie budujecie swoją ocenę?

Jak zwykle zachęcam do podzielenia się waszymi opiniami w komentarzach.

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie