• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hack'and'slash. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hack'and'slash. Pokaż wszystkie posty

Recenzja Nier: Automate część 2 (PC)

No, udało mi się przejść Nier: Automata po raz kolejny. Dzięki temu zdałem sobie sprawę, że wiem, że nic nie wiem. Czemu tak twierdzę? Z tego powodu, że zakończeń jest 26, a ja ich wszystkich nie widziałem...

Tak jak pisałem w pierwszej części tej wielkiej jak dług publiczny recenzji, omówię teraz kolejne etapy gry, które zobaczyłem po naciśnięciu opcji "nowa gra". Uprzedzam, że mogą być spoilery z tego co się stało w późniejszej części, jak i w trakcie. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dziwnie, ale wierzcie mi, ta produkcja emanuję Japonią i jej odmiennym podejściem do opowiadania ciekawych historii.

Nie uczyni Cię to człowiekiem
Może już wspominałem o tym, że nim zacząłem grać w Nier trochę poczytałem o tym tytule i o autorze Yoko Taro, który tworzy bardzo zawiłe dzieła wymagające wielokrotnego zagrania, nim w pełni zobaczy się całą fabułę. No i nie zawiodłem się pod tym względem, bo dużo się dowiedziałem o królu leśnego królestwa, czy "ostatecznej broni". Wyobrażacie sobie, że to bydle to "małe dziecko"?! "Malec" szukał matki, niestety nie znalazł, a szkoda. Swoją drogą jak na razie to jest największy boss jakiego widziałem w całej swojej karierze gracza. Generalnie w drugim podejściu gramy 9S. 

Z grubsza widzimy to samo, lecz tak jak pisałem wcześniej dostajemy uzupełnienie pewnych faktów, które nie zostały wyjaśnione, np. kim jest 2A, lub kto jest naszym prawdziwym wrogiem. Powiem wam, że jest tego dużo. Szkoda tylko, że nie mamy wpływu na to co zobaczymy. No prawie... Aby odblokować pewne zakończenia musimy dokonać wyboru, np. porzucić bliźniaczki na pastwę maszyn lub nie hakować wejścia do wieży. W naszym Wiedźminie 3 mogliśmy przejść kampanię kilka razy i podjąć różne wybory, żeby odblokować odmienne warianty wydarzeń, tutaj jest inaczej. Nier Automata jest jak prosta droga, cały czas do przodu. Innymi słowy gra na jeden strzał.


Czy jej powiedzieć...
Jeśli uda się wam przebić do poszczególnych zakończeń, to się raczej nie zawiedziecie, zwłaszcza gdy przyjdzie się zmierzyć z "Emilem", bossem wielkim jak blok z siedmioma klatkami. Ktoś się inspirował na Shadow of the Colossus. Osobiście nie widzę w tym nic złego, bo jak się wzorować to na najlepszych. No dobra, a teraz co nieco o nowej mechanice, z której przyjdzie nam korzystać. Ci, którzy grali wiedzą, że 9S jest androidem zwiadowcą, czy też skanerem jak o sobie mówi. No i ta nowość okazała się wadą, bo jest to nic innego jak shoot 'em up, do którego dorobiono bardzo niewygodne sterowanie. Jeśli zdecydujecie sie na myszkę z klawiaturą, to sytuacja się nie zmieni na lepsze, wprost przeciwnie pogorszy się. Na plus biorę to, że nie potrzeba z tego korzystać co chwilę.


To jak się to kończy?
Jest to dobre pytanie, bo odpowiedzi jest wiele. Wszystko zależy od tego do którego zakończenia dojdziecie. Nie chcę się tu za bardzo rozpisywać, żeby nie psuć wam zabawy. Istotny jest fakt, że tytuł jest naprawdę dobry i wciąga. A jeśli przeliczacie złotówki na godziny, to inwestycja ta zwróci się wam z pewnością.


W pierwszej części nie odniosłem sie do oprawy audiowizualnej, więc zanim podsumuje ten tekst postaram się ją skomentować. Jest dobrze, powiem więcej, grafika naprawdę dobrze wykonana, nic dodać, nic ująć. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób nie zgodzi się ze mną, ale to już kwestia gustu.


Co do muzyki, to mam mieszane uczucia, bo możemy posłuchać chóru, prawie takiego samego jak w Ghost in the shell. Polecam oryginalną ekranizacje z 1995 r., w której początek powala i tu usłyszymy coś dającego podobne odczucia. Muszę też wspomnieć, że zespół odpowiadający za podkład dźwiękowy spisał się dobrze w kwestii doboru muzyki, efektów dźwiękowych itp, lecz co do przejść między poszczególnymi utworami to się nie popisał. Przerwy i zmiany są okropne. Usłyszycie to w szczególności w momencie eksplorowania świata.


Czy warto kupić Nier Automata? Nie byłbym sobą gdybym nie zadał tego pytania. Teraz, gdy mam prawie pełny obraz gry powiem wam, że warto, bo wątki głównych bohaterów są dobrze napisane. Nikt nie wali bagatelnymi tekstami i nie emanuję "potęgą", czy też byciem gigantem na glinianych nogach. Dużo wydarzeń ma drugie dno, które ujawniane jest w krótszej wersji kampanii. Dzięki tym zabiegom nie nudzimy się, a dobrze bawimy. Moja ocena to mocne 8/10. A teraz gdzie ja położyłem tą grę od Hideo Kodzimy...

Na koniec, no właśnie, na koniec przypominam jak zwykle o komentarzach i laikach.

A jak wam podchodzą produkcje z kraju kwitnącej wiśni?
Share:

Recenzja Nier: Automata część 1 (PC)

Przyszłość - czas nieokreślony, miejsce nieznane. Planeta? Ziemia. Świat jaki znamy nie istnieje. Apokalipsa inna niż przewidywali twórcy filmowi! A co z życiem, czy jest nadzieja? Czy znowu ludzie będą mogli nazwać to miejsce domem? Nie wiadomo...

Pamiętacie jak pisałem o świeżym powiewie nowości, gdy recenzowałem Mario 3D Land? To teraz czeka nas wszystkich nie bryza, czy jakiś wietrzyk, a tsunami. Zdradzę już teraz, że w najbliższych tygodniach będę recenzował wyłącznie gry z japońskim rodowodem. Przejdźmy do pierwszego tytułu. Proszę o werble! Panie i panowie! Geeki i Nerdy! Przed nami jedna z lepszych gier 2017 r. Nier: Automata, do której scenariusz pisał nie kto inny, jak sam Yoko Taro. Dodam rzecz jasna, że stanowi on część zespołu, który bardzo dobrze znamy, a mowa tu o PlatinumGames, twórców serii Bayonetta.


Jest bogiem, bogiem, bogiem, bogiem...
Ci z was, którzy czytają regularnie moje teksty lub przejrzeli część z nich wiedzą, że na samym początku oceniam fabułę gry. Tym razem będą to tylko pierwsze wrażenia. Powiem wam dlaczego... Nier trzeba przejść, aż trzy razy! Zacznijmy od początku. Posłuchajcie.

Akcja zaczyna się jak w filmach Hitchcocka, najpierw mamy trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. PlatinumGames podeszło do tematu naprawdę na poważnie i początek gry, który trwa ok. 45 minut robi wrażenie, bo już na starcie wyciągają ciężki sprzęt. Zaczynamy dość nietypowo, zamiast action rpg lub slashera mamy shoot 'em up. Czułem istny zachwyt tym pomysłem, a potem już katana ruszyła w ruch i mogłem zobaczyć protagonistkę, androidkę 2B. Gra jest naprawdę wymagająca, a w prologu ma zaimplementowaną permanentną śmierć.

Ładny to psikus spłatali nam twórcy. Parę podjeść trzeba było zrobić, ale nie czułem, że system gry mnie oszukuje. Miałem wrażenie, że jestem zachęcany do dawania z siebie 100%. W końcu przeszedłem do części właściwej, czyli do głównej lokacji, w której przyjdzie mi spędzić większą część tej produkcji i wiecie co, twórcy wywinęli mi kolejny numer. Może nie tyle oni, co ja sam sobie. Dałem się zaskoczyć brakiem niewidzialnych ścian, których tutaj zabrakło. Lecz sam upadek nie wryłby mi się w pamięć, gdyby nie to, co powiedział drugi z głównych bohaterów, android 9S. Nie będę psuł wam zabawy, sami musicie posłuchać.


Tak to jest czysta nienawiść!            
Nier: Automata ma to co jest dla mnie najbardziej charakterystyczne w jrpg, nieudźwiękowione dialogi, które są w większości przypadków powiązane z zadaniami pobocznymi. Piszę o tym, bo zdziwiło mnie to lekko. Wcześniej sądziłem, że dotyczy to małych gier wydawanych na konsole przenośne, a tu zonk, bo tutaj też ma to miejsce. Zabieg ten trochę odebrał czaru pomniejszym misjom. Kiedy zasiadałem do tego tytułu miałem już pewne oczekiwania, wyobrażenie tego co zobaczę. Część się spełniła, postacie drugoplanowe są naprawdę sympatyczne i niepospolite, np. Emil, który jest najbardziej zwariowanym sprzedawcą z jakim było mi dane handlować. Oczywiście jest ich więcej i dlatego zachęcam tych co nie grali, aby spróbowali i sami to zobaczyli.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=310030
Broń ostateczna      
Przyjedzmy do wątku głównego. Protagoniści, czyli 2B i 9S to członkowie sił specjalnych, coś w rodzaju Gromu. Nie są oni żadnymi wybrańcami, ani nikim w tym stylu, a jednak odczułem, że trochę są tak przedstawiani. Misja główna to odbicie świata z rąk obcych i maszyn, które im służą. Bossowie z którymi się zmierzyłem są naprawdę oryginalni i jedyni w swoim rodzaju. Dzięki temu nie można się było nudzić. Chciałbym napisać w końcu, że fabuła jest świetna lub taka sobie, ale przez niezwykły zabieg z jakim po raz pierwszy się spotykam, poznałem tylko 1/5 jej części. 

Jeśli kogoś nie interesuję co dalej to może na tym poprzestać. Uważam jednak, że warto się skusić na resztę z tego powodu, że jest to dojrzała historia. A przedstawiony świat nie jest czarno biały. Posiada on wiele odcieni szarości. Czy nie wydaje się wam dziwne, że androidy walczą z maszynami? Dlatego doszedłem do wniosku, że napiszę nie jeden, a dwa teksty o Nier: Automata. Od razu uprzedzam, że kolejne recki będą już zawierać spoilery. Jeżeli się zastanawiacie czy już przeszedłem pozostałe "etapy" gry, to muszę powiedzieć, że na razie jestem w trakcie.


Nie uczyni cię to człowiekiem      
Aby nie było monotonii, poszczególne teksty będą przeplatane pomniejszymi recenzjami gier wydanych na New 2 Ds XL. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Przejdźmy teraz do rozgrywki. Potyczki są trochę nierówne. Są sytuacje kiedy przechodzimy przez wrogów z dziecinną łatwością, a czasami musimy się dość namęczyć. Walka jest mimo to satysfakcjonująca. Najbardziej zapadają w pamięć pojedynki z antagonistami i to nie tylko z tego powodu, że starcia wymagają analizy ich ataków i dobrania odpowiedniego bildu.

Aktorzy wcielający się w nich, a zwłaszcza Greg Chun grający Adama, pokazali najwyższy poziom podobnie jak Mark Hamill grający Jokera. Liczba rodzajów wrogów z którymi przyszło mi się zmierzyć jest wystarczająca. Dzielą się oni tradycyjnie na tych podstawowych, których mogę spokojnie zaliczyć jako "mięso armatnie" i wojów ciężko opancerzonych. Nie zabraknie nam sił powietrznych i innych rodzajów piechoty.


Za ludzkość     
 
Kolejnym ciekawym elementem jest rozwój naszej bohaterki. Nie musiałem chodzić do nauczycieli czy odblokowywać nowych umiejętności w drzewku talentów. Wystarczyło, że zakupiłem odpowiednie "urządzenia", które dodawały nową umiejętność. Skille były najróżniejsze, odpowiadające za siłę, jak i szybkość reakcji 2B. Jednak kto by pomyślał, że znajdzie się taki, bez którego główna bohaterka nie może żyć? Dowiedziałem się o tym kiedy go sprzedałem... Takiej śmierci jeszcze nie widziałem. Innymi takimi ciekawostkami były chipy odpowiadające za widzenie mini mapy lub paska życia własnego i wroga. Dzięki dużemu wyborowi łatwo mi było dostosować umiejętności 2B do moich potrzeb.

Czy warto kupić Nier: Atomata? Jeśli miałbym odpowiedzieć na podstawie tego co zobaczyłem do tej pory to powiedziałbym, że tak. Jednakowoż wciąż mam przed sobą 2/3 fabuły. A na sam koniec kwestia sterowania. Czytałem na różnych serwisach branżowych komentarze innych graczy, którzy skarżyli się na brak możliwości przepisywania klawiszy i robienia uników. Trudno mi się odnieść do tych zarzutów, bo grałem na padzie przez co nie miałem problemów i grało się mi bardzo dobrze. Więc i wam radzę wykorzystać kontroler od konsoli zamiast klawiatury i myszki.

Zastanawia mnie czy macie podobne przemyślenia dotyczące Nier, a może wolicie coś bardziej klasycznego i dobrze nam znanego?

Wiecie co jest najlepsze w tej grze? A to, że przygoda po zobaczeniu napisów końcowych nie skończyła się, a dopiero zaczęła.
Dział z komentarzami jest wasz.



Share:

Recenzja Middle-earth: Shadow of Mordor (PC)

Zawsze brakuje czasu, albo często giniemy, bo przeciwnik za mocny. Zazwyczaj nazywamy to wadą, lecz w Mordorze to zaleta!  

https://tvgry.pl/wideo.asp?ID=-27485
                                                           

Zagrajmy dzisiaj w Cień Mordoru wydany przez Warner Bros. Interactive Entertainment na konsolę siódmej i ósmej generacji, jak i na komputerach osobistych.  Swoją premierę gra miała w 2014 r.

Nigdy się o to nie prosiłem  

Cień Mordoru podobnie jak Far Cry 3 nie ma jakiejś szczególnie rozwiniętej fabuły. Jednak to co nam dano jest wystarczające do przejścia kampanii z uśmiechem na twarzy. No, czasami możemy się skrzywić, jak nie pokonamy jakiegoś bossa, ale to tylko motywuje do dalszej walki. Dzieje się tak dzięki zaimplementowanemu systemowi Nemezis, o tym jednak za chwilę. 

Jeśli graliście w którąś część Assassin's Creed to zapewne pamiętacie komunikat o tym, że przedstawiona historia nie jest oparta na faktach, podobnie jest w Cieniu Mordoru i dodam, że nie tylko to łączy te produkcje.
Wróćmy jednak do samego CM, twórcy przewrócili prawie całe uniwersum do góry nogami i jedynie parę rzeczy się zgadza. Na szczęście gra ma solidne fundamenty w postaci rozgrywki.

Już raz się Ciebie pozbyłem! Mało Ci, co?

Pozwolicie, że najpierw trochę ponarzekam, a następnie zacznę chwalić, bo jest co. Talion, w którego się wcielamy w CM, nie jest jakoś szczególnie wyjątkowy. Mamy tu klasycznego mściciela, który będzie szukał zemsty wykonując akrobacje jak Ezio Auditore da Firenze, a do tego będzie bił się jakby szkolił go sam Batman. No właśnie i jak do tego podejść? Osobiście trochę mi to przeszkadzało, bo czułem się jak ktoś, kto bezczelnie podkrada czyjeś pomysły nic nie dodając od siebie. Szybko jednak zaakceptowałem to, a nawet w duchu przeprosiłem, bo to genialne połączenie.

Dzięki temu nieślubnemu połączeniu ze światem Władcy ukazały się naprawdę ciekawe możliwości wykorzystania systemu. Trzonem piaskownicy jest wspomniany już wcześniej system Nemezis. Na czym on jednak polega? Warto poświęcić temu parę słów, bo nie zobaczycie go w innych grach (z wyjątkiem kontynuacji CM). Naszymi przeciwnikami są orkowie, dzielimy ich na parę grup. 

Pospolitych zwykłych, czyli mięso armatnie. Następni są kapitanowie przyboczni, każdy z nich ma swoje imię i przydomek. Na samym szczycie są wodzowie, którzy rządzą plemionami. Teraz, jak już wiemy, z kim będziemy najczęściej walczyć, omówmy sam system. Każdy ork, z którym się zmierzymy i poniesiemy porażkę, dostanie imię z przydomkiem wraz z mocnymi i słabymi stronami. 

Zanim pójdziemy się odegrać na nim warto zdobyć na jego temat informacje, możemy je uzyskać dzięki  "konfidentom". Są to orkowie z zielonym znacznikiem. Możemy ich zobaczyć na mapie świata.  Gdy tylko takiego delikwenta pochwycimy uruchomi się nam menu z kapitanami i wodzami. Teraz będziemy mogli sprawdzić dowolnego kapitana, gdy to zrobimy możemy zacząć polowanie. W późniejszej części gry sami zaczniemy przejmować kontrolę nad zielonymi. Dzięki temu zaczniemy budować naszą armię.

Pojęcie "wojna klanów" w kontekście gier jest nam dobrze znane, co chwilę widzimy tego samego npc. Tutaj bardzo długo tego nie doświadczymy. Całą grę przeszedłem w 27 godzin i dość sporą część poświęciłem walkom z dowódcami, a mimo to na pierwszego klona trafiłem na koniec gry.

Hunt or be hunted.  

Czas w takim razie ruszyć w teren. Co zobaczymy w Mordorze? No nie uwierzycie, wieżyczki Ubisoftu. Nie muszę wam mówić, że robią to samo co ich oryginalne wersje? W ramach aktywności pobocznych będziemy mogli wbić się na jakąś orkową imprezę i im ją trochę ubogacić. Celem naszym jest uniemożliwić awans danego kapitana. Jednak to co jest dla mnie znacznie ciekawsze to tropienie dowódców. Każdy z nich boi się czegoś innego i zależnie od tego możemy zaatakować z ukrycia lub np. uwolnić trzymane w klatkach drapieżniki.

Zadania te nie są łatwe, zwłaszcza na początku. Przed wyruszeniem w podróż zbierz drużynę, tfu! informację. No, a jak je wykorzystamy to już nasza sprawa. Czasami warto "nakarmić" naszą krwią wodzów ponieważ dzięki temu zdobędziemy lepsze runy do naszej broni. W czasie gry będziemy mogli rozwijać naszego bohatera dzięki różnym wyzwaniom, które polegają zazwyczaj na tym samym. Jedyne różnice będą wynikać ze sprzętu jaki wykorzystamy. Zdaję sobie sprawę, że tekst nie jest za długi, lecz nic na to nie poradzę ;p CM to nic innego jak masowa wycinka orków, więc nie ma się nad czym rozpisywać. 
 
Czy warto zagrać? Oczywiście, że tak. Sama podstawka zapewnia multum zabawy i bólu rąk. Jednak warto po nią sięgnąć, bo to dopracowany produkt. Wygadani orkowie, a nie tacy, co lubią wracać wielokrotnie. Widać mają dobrą służbę zdrowia.
Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie