• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wii U. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wii U. Pokaż wszystkie posty

Recenzja Super Mario 3D World (Wii U)

Mario, ten Cie doceni komu rura się zatka. Bo czym jest coś lepszego od skakania od mobka na mobka? Może i jest, ale jak grać w Nintendo to Marian musi być obowiązkowo.

Super Mario 3D World na Wii U jest grą dość mocno przehajpowana. Nie przeczę, że gra się w nią przyjemnie, bo jest to dość łatwą produkcją. Przez większość z 8 podstawowych światów nie ma praktycznie wyzwania. Dopiero w szóstym świecie trzeba się zacząć gimnastykować.


Prawdziwe schody zaczną się na bonusowych mapach, które zapewne zadowolą co bardziej wymagających odbiorców. Cofnę się jednak do początku i po kolei omówię co ma do zarefowania omawiana gra.

Mimo upływu lat, a minęło już dziesięć to wiąż nie można się przestać zachwycać piękna oprawą. Każdy następny świat ma całkiem coś nowego do zaoferowania. Od pustyń do lodowych krain, a kończąc na trasie inspirowanej pierwszymi odsłonami Mario Kart.

Istotną zmianą jaką wprowadzono na tle Marianów, których już ograłem było zapisywanie każdego poziomu jaki się ukończyło. Podobnie zresztą jest z mini grami. Najważniejsze założenia są wiąż te same, czyli pogoń za Kupa Kingiem. Leczy tym razem coś mu się odmieniło i porwał wróżki.


Oprócz tego zaoferowano, aż cztery grywalne postacie. Dochodzi jeszcze jedna, ale dopiero po zakończeniu kampanii. Mario i spółka za bardzo od siebie nie różnią jeśli chodzi o ogólne wrażenia.

Luigi i Mario to praktycznie są bez różnic, choć docelowo chudszy z braci ma nieco wolniej się rozpędzać. Czasu nie sprawdzałem, a więc trzeba wierzyć na słowo twórcom. Z kolei Księżniczka rzeczywiście może utrzymać się na chwile w powietrzu, co nie raz się przydaje. Toad o dziwo był taki jak się spodziewałem. Kiepski skoczek, ale zasuwa jak się patrzy.

W samej rozgrywce za wiele się nie zmieniło. Jest to wciąż ten sam Mario, który towarzyszy nam od lat osiemdziesiątych, tylko już przeniesiony w 3d. Pierwsze mapy jak zwykle uczą podstawowych mechanik, aby wraz z czasem dodawać coś nowego. Ciekawym urozmaiceniem było wprowadzenie kociego stroju, który dał możliwość wspinania się po ścianach. Nie zabraknie też i bardziej tradycyjnych wspomagaczy jak choćby strój tanooki.


Gwiazdki też wracają i spełnią bardzo ważną role, jeśli chce się ominąć powtarzania map to warto od razu zbierać maksymalna liczbę. Nie chodzi tu nawet o opcjonalne lokacje, a o to, że chcąc zaliczyć podstawowe plansze i zmierzyć się z Bowserem będzie wymagane raz 130, a następnie 170 zielonych. Warto mieć to na uwadze, jeśli gra nie przypadła do końca do gustu.

Nadmienię, że właśnie ten element będzie najwięcej psuł potencjalnie krwi. Jednym z powodów jest niekiedy dość częsty powtarzający się wymóg. Chodzi tu o czas wykonania w którym nie tylko trzeba wykonać wyzwanie, ale i zabrać nagrodę. Kolejnym problem jest ocena położenia. Pozornie może się wydawać, że odległość jest taka, a nie inna. Super Mario 3D World potrafi bardzo dobrze to skorygować, co staje się kropką nad i w pseudo poziomie trudności.

Oprócz samych bossów i mini bossów dostanie się jeszcze sporo mini gier. Z wartych wyróżnienia są zagadki Kapitana Toada, którego celem jest przemieszczać się po wielopiętrowym labiryncie i zdobywać, a jakże gwiazdeczki. Warunek jest jednak jeden nie ma możliwości skakania. Ciekawostką jest fakt, że w oparciu o ta pomniejszą aktywność powstała samodzielna produkcja.


Pomniejsi szefowie to czysta formalność, która pod sam koniec będzie się powtarzać, podobnie jak ich więksi odpowiednicy. Najbardziej mnie zaskoczyło to, że sekcja, która powinna być trudna była łatwa, a coś całkowicie innego śrubowało poziom trudności. Fakt, faktem każdy boss się czymś wyróżniał, ale dodano ich w sumie dla hecy. Ktoś uznał, a co tam zróbmy to ponownie tylko kosmetycznie zmieńmy ich skille, wygląd i już starczy. Naprawdę czapki z głów.

Podsumowujmy Super Mario 3D World nie jest grą genialną mogącą stanąć do tytułu gry roku dla każdego z nas. Cała magie poziomu trudności leży jedynie w przymusowo zdobywanych gwiazdkach i kłopotem w określeniu odległości. Oczywiście nie zabrakło możliwości grania w grupie. Komisja zgodnie stwierdziła, że kamera leży i kwiczy. Mówiąc po ludzku nie nadąża z tym co się dzieje, gdy zaczyna panować chaos. Mimo klasycznej formy gameplay'u nie miałem syndromu jeszcze jednej tury. Natomiast odkrycie, że siódmy świat jest przed ostatnim z podstawki wywołał odwrotną reakcje do zamierzonej. Za to odejmuje o jeden punkt, bo więcej nie zawsze oznacza lepiej. Ocena końcowa 7.5/10.
Share:

Recenzja Mario Kart 8

Rok powoli dobiega końca. Pora zrobić małą rundkę, a niema lepszego sposobu niż oblecieć kilka tras w Grzybowym Królestwie.

Zagrajmy sobie jak mawiają zagrajmerzy w Mario Kar 8 wydanych na Wii U i Switch. Wydana w 2014 r. wersja MK 8 to wciąż bardzo grywalna produkcja. Będę to omawiał krok po kroku, ale zacznę od tego co mnie najbardziej zaskoczyło.


Mija już sześć lat istnienia gry, a tryb online jest wciąż żywy i aktywny. Wielkie N co prawda wygasza powoli wsparcie dla starszych konsol, ale Wii U ma się dobrze. Przez ostatni tydzień co dzień pocinałem sobie po parę rund ścigając się z ludźmi z całego świata.

Ku mojemu zaskoczeniu liczba aktywnych graczy nigdy nie spadała poniżej 1000 na samym trybie wyścigowym. Sytuacja wyglądała nieco gorzej w trybie bitwy. Przyznam, że takie sesje dają sporo radości i satysfakcji z wygranej.

Niestety w przypadku trzeciego ostatniego wariantu, gdzie można ustawić warunki rozgrywki świeciło o dziwo pustkami. Podobnie miała się sytuacja jeśli zamiast wejść na global wybrało się region. Nie zmienia to faktu, że mimo wydania wersji Delux to oryginał cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.


Przejrzyjmy się co na oferuje Mario Kart 8, a jest tego całkiem sporo. Wreszcie mamy nowe Power up, czy jak się mówi na to potocznie przeszkadzajki w postaci żarłocznej rośliny, która nie tylko uprzykrza życie konkurencji, ale i zjada monety lub przeszkody.

Kolejnym wspomagaczem jest szalona ósemka, która zawiera pakiet wszystkiego co najlepsze. Wylosować ją może ten kto jedzie na końcu, bo powszechną prawdą jest, że dopiero z drugiego okrążenia na trzecie opłaca się przyśpieszać.

Ostatnim ważnym dodatkiem jest bumerang. Nie jest on jakoś szczególnie przydatny, ale daje pewne możliwości namieszania na torze. Kolejną nowością są kłady, które w multi nadały pewnego balansu między motorami, a kartami.


Będę szczery i jakoś nie odczuwałem różnic. Wszelkie statystyki pojazdów, które rozbijano na elementy pojazdów nie miały żadne przełożenia na zabawę. Istotniejszą sprawą było wprowadzenie antygrawitacyjnej mechaniki. Umożliwiło to stworzenie etapów, które nie przejmują fizyką, a także wprowadzają nowe „skróty”. Doskonale to widać na odświeżonych retro trasach.

Oprócz wspomnianych akapit wyżej rzeczy zaimplementowano nową rozwiązanie w rozgrywce. Po zderzeniu się przeciwnikiem zamiast kraksy dostaje się przyspieszenia. Ale tylko na określonych obszarach o których pisałem.

Model jazdy jest nadal przyjemny gra w pełni korzysta z podstawowego pada. Można wykorzystać funkcje ruchowe, aby mieć dokładnie to samo co na Wii lub grać w tradycyjnych ustawieniach. Jeśli ktoś ma Wii Remote to przyzna racje, że jest najlepszym wyborem. Gamepad co prawda poręczny, ale dość ciężki po godzinie dwóch użytkowania.

Ma jednak jedną zasadniczą wyróżniającą funkcje. Grzybek umożliwia lepsze wchodzenie na zakręt bez driftowania. Natomiast „pilot” zalecany jest dla tych co jednak wolą ostre wślizgi plus bonusowe nitro za odpowiedni manewr.

Głównym trzonem jest jak zwykle Grand Prix, które musiało być w połowie remakami tego co znamy. W wersji na Wii U mamy część kontentu schowaną za ścianą sklepu. Na dzień publikacji tego tekstu odblokowanie reszty zawartości kosztuje 48 zł.

Poziom trudności można stopniowo sobie podnosić. Nie poleca się ruszać 50 CC, jest on jedynie pokazem tras. Oprawa wciąż jest bogata w detale, które mimo upływu lat nic nie straciły na jakości. To wciąż „żywy cukier”, ale każdy fan Nintendo jest przyzwyczajony to tego typu grafiki.


Warto poświęcić uwagę też na opcję wyścigu mirror, gdzie jak sama nazwa sugeruje ukazane jest wszystko w lustrzanym odbiciu. Pozwala na chwilę, ale jednak wytrącić z strefy komfortu. Szybko można się przyzwyczaić i wyrobić sobie przyzwyczajenia i reakcje.

Oprócz tego można przejść w to wszystko w trybie personalizowanym. Trasy obrzucone skórkami bananów przypominają oblodzoną zakopiankę, a jeśli ktoś woli strzelać muszlami to cóż…. Nie będzie się nudził.

Ostatnią atrakcja dla jednego gracza jest bicie rekordów prędkości i walka z „duchem” własnym lub innego randoma. Nie zapomniałem o bitwach. Wersja offline jest co prawda, ale odbierałem to jako trening przed właściwymi starciami sieciowymi.


W meczach chodzi o jak najdłuższe przetrwanie i przebicie baloników przecinków. Na arenie miało to sens. W MK8 ktoś wpadł na pomysł, że wpuści się ludzi na ograne trasy. Dochodziło na nich do wielu śmiesznych sytuacji.

Po zdobyciu odpowiedniej liczby punktów, ostatni zawodnicy, a raczej jeden z nich uciekał przed drugim. Odwrotność Fornite (śmiech). Mimo nieudogodnień w postaci pola bitwy chętnych nie brakowało.

Jeśli miałbym się czegoś czepić to faktu, że nie dodali opcji głosowania na ograniczeniami lub też regalami walki. Rozumiem, że coś takie wyodrębnili osobno, ale warto dodać coś podobnego jak wybór mapy do kolejnej rundy. Mała zmiana, a ludzie na pewno by to docenili.


Dla tych co cenią sobie posiedzenia kanapowe jest multik lokalny od dwóch do czterech osób. Niestety bez „pilotów” lub pro kontrolerów się nie obędzie. Na sam koniec warto wspomnieć o MK TV. Gra nagrywa najlepsze momenty z wyścigu i umożliwia publikacje ich na YouTube.

Nawet to śmieszne jak zobaczy się te powtórki, a w szczególności miny jakie robią postacie. A skoro o nich mowa. Mamy tu cały przekrój z czego zwaliła się cała rodzina Bowsera. Niby to nie ziębi nie grzeje, ale mogli postarać się o lepszą plejadę. Wraz z postępami pokażą się koleni grywalni bohaterowie jak i nowe elementy do kartów. Lecz to tylko kosmetyka.

Podsumowując. Mario Kart 8 na Wii U to pozycja warta sięgnięcia. Jeśli dalej macie, gdzieś konsole to odkurzcie i zagrajcie. Tryb online jest tutaj wciąż bezpłatny, a chętnych nie brakuję na wielogodzinne posiedzenia. Ocena końcowa 8/10.
Share:

Recenzja Donkey Kong Country Tropical Freeze na Wii U

Wreszcie skończyłem jedną z trudniejszych gier 2020 r. Donkey Kong Country Tropical Freeze na Wii U. Małpiszon mimo upływu lat nie stracił bardzo na jakości, ale czy aby na pewno?

Początkowo sądziłem, że będzie to błyskawiczna przejażdżka. Szybko musiałem się przekonać, że będzie do hardcorowa jazda bez trzymanki. Poziom trudności jest naprawdę wyśrubowany, ale jest ciut łatwiej niż w  poprzedniej części na 3 DS. Jeśli jesteście ciekawi co tam napisałem to odsyłam tutaj (klik).


Wii U nie jest u nas zbyt popularne, dlatego mało kto ograł ten pieroński tytuł. Jak robiłem przerwy między sesjami zastanawiałem się dla kogo jest ta produkcja. Na pudełku zobaczyłem, że od lat 3. Na wszelki wypadek przetarłem okulary, lecz dalej widziałem tą samą cyfrę.

Ten kto to ustalił powinien złożyć rezygnację. No, mniejsza z tym. Graficznie mamy tu wpisz wymaluj tytuł poznaczony dla milusińskich. Natomiast pod względem rozgrywki celowałbym minimum 12 lat, a rozsądną grupą wiekową byli gracze z pierwszej klasy szkoły średniej.

Krytycy ogłosili tą produkcję najlepszą platformówką for ever. Hmm, tutaj mam mieszane uczucia, bo rzeczywiście jest niezwykle dopracowana i tylko, gdzie nigdzie odnosiłem wrażenie, że to z winy zaimplementowanej fizyki musiałem powtarzać poziom.  


Nie ma co wspominać, o ukrytych znajdźkach, bo wtedy już zupełnie można zwątpić. Nie raz, nie dwa łapałem się za głowę jak miałem akurat wolne ręce, gdzie oni wsadzili literki, które miały stworzyć napis Kong. 

Dużym plusem jest umieszczenie całości w środowisku 2d, gdzie nigdzie przebijając się do mini 3d. Istotną sprawą jest system sterowania, a ten się różnił zależnie od kontrolera, który użyłem. Osobiście najlepiej się ogrywała Donkey Kong Country Tropical Freeze za pomocą Wii Remote bez wpiętego Nunchuka.
 
Istotną zmianą jaką zauważyłem był ciężar Konga. Zamiast mieć wielkiego goryla, który poruszał się stosunkowo ociężale dostałem wersję slim. Jedynie na poziomach, gdzie powierzchnia była pokryta lodem gorylek wracał do właściwej „wagi”.


Tak jak wspomniałem na początku DKCTF jest nieco bardziej łaskawy. Poszczególne etapy co prawda dodają nowe mechaniki. Wstępnie jako dodatki, aby potem przerobić je w samodzielne poziomy, ale mimo to są mniej mordercze.

W ciągu całej podróży po 6 wyspach i dwóch bonusowych dla tych co zbiorą wszystkie litery, będą towarzyszyć krewni DK. Cranky Kong senior, największa pierdoła z całej trójki. Jego jedynym plusem jest to, że daje bonusowe serduszka. W innym wypadku wywaliłbym go z tej gry.

Następnie mamy Dixie Kong i już w jej przypadku było znacznie lepiej i taką pomoc to Ja rozumiem. Jej umiejętnością specjalną jest „lewitowanie” w powietrzu przez parę sekund, co nie raz uratowało mi skórę. Kolejnym bohaterem jest Diddy Kong. Ten mały fanboy Nintendo dla odmiany potrafi polecieć parę metrów do przodu.


Jak się o tym piszę wydaje się, że to wielkie nic i nie zrobi różnicy, a w praktyce zobaczycie, że jest ogromna. Poszczególne umiejętności tracą na naznaczeniu dopiero na etapach podwodnych, relekosterach i lotach beczką.

Warto wspomnieć jeszcze o bossach. Plejada szefów jest naprawdę spora, a każdy da popalić na swój sposób. Można się gdzie nigdzie dopatrzeć minimalnych podobieństw. Lecz to raczej należy potraktować jako zbieżność. Przed rozpoczęciem każdej walki oglądałem przerywnik, który dało się pominąć na szczęście.

Moim osobistym faworytem był pawian używający jujitsu. Czego ci ludzie nie wymyślą. Jeśli komuś było mało to ten małpiszon początkowo udaję, prostego przeciwnika. Dopiero później pokazuje na co go stać.


Mamy też bossów, którzy wymagają spędzenia z nimi więcej niż jedno starcie, które składa się z 3 faz, a o kim mowa? A chociażby taka ośmiornica (bydle cholerne).  Generalnie każdy szef jest warty omówienia, bo są naprawdę rzetelnie wykonani. Lecz wymagałoby to osobnego tekstu.

Na sam koniec zostawiłem sobie omówienie fabuły. Akcja zaczyna się od urodzin protagonisty, które zostają przerwane przez inwazję finałowego przecinaka. Proste to jak konstrukcja cepa.

Podsumowując to co już wiemy. Jeśli jesteście masochistami, którym się nudzi i macie do tego za dużo czasu to polecam zagranie tego. Natomiast dla tych co walą odpocząć i czerpać radość, a nie mękę polecam wersję na Switch, która ma podobno łatwy poziom trudności i średni.

Następna recka będzie z gry 8 lub 16-bitowej, o którą prosił LukegaX z  serwisu RetronaGazie.  

Share:

Recenzja Mario Tennis: Ultra Smash

Minęło już trochę czasu od kiedy ogrywałem coś na Wii U. Pora odkurzyć konsole i rozegrać kilka setów w tenisa.


Zagrajmy sobie dziś w Mario Tennis: Ultra Smash wydanego w 2015 r. jako ekskluziw na sprzęcik od Wielkiego N. Pierwsze wrażenie po włączeniu gry było tak jak zwykle, czyli piękna oprawa graficzna za którą zapewne się kryje ciekawy gameplay. Przepuszczenie te było prawdziwe i błędne zarazem.

Śpieszę z wyjaśnieniem. Same mechaniki, fizyka, sterowanie czy animacje były jak najbardziej w porządku do niczego nie mogłem się doczepić. Rozgrywka jest typową zręcznościówka, co nie znaczy, że nie trzeba zupełnie zawracać uwagi na sytuacje na korcie. Polecę wam od razu zrezygnować z poziomu easy na rzecz normal. Dzięki temu od razu będzie się przyjemnie grało.

Źródło: gry-online.pl
Problem tego tytułu polega na tym, że wszystkie tryby, które omówię za chwile wyglądają jak aktywności poboczne. Ujmę to inaczej gra ta wygląda jak samodzielne DLC. Niestety nie mamy tu kampanii dla jednego gracza. Szybko można się zorientować, że jest takie Mario Party Top 100 tyle, że na kortach.

Na szczęście to co najważniejsze zachowano, czyli mechaniki takie jakie można było zobaczyć w Mario Tenis Open. W pewnych kwestiach jest nawet lepiej, bo miałem większą kontrolę nad tym co się dzieje.

Główną atrakcją, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie jest Mega Battle. Bardzo mało się różni od zwykłej klasycznej wersji. Raz na jakiś czas na boisko wrzucany jest grzyb, który daje bonusy w postaci wielkości, szybkości i obrony. Faktem niezaprzeczalnym jest to, że zasięg rakiety bohatera znacznie się wtedy zwiększa, a przez co jest znacznie łatwiej. Z drugiej strony, gdy postać kierowana przez Si dostanie takiego kopa nie staje się jakimś wyzwaniem. Osobiście nie odczułem żadnej różnicy.

Źródło: gry-online.pl
Następną atrakcją, o ile można tak to nazwać zwie się Mega Ball Challenge tu to już się naprawdę popisali. W mini grze, bo trybem tego nazwać nie da się w ogóle, polega na jak najdłuższym odbijaniu piłki bez skuchy i to zarówno przez gracza jak i bota. Twórcy chyba tego drugiego o tym nie poinformowali. Przeciwnicy grali tak jak zawsze więc była to męczące, ale wykonanie zadania w postaci 100 odbić w celu odblokowania nowej postaci.

Najbardziej rozbudowana opcją był Knockout Challenge. Mamy tu w sumie wszystko to co w poprzednich aktywnościach no z wyjątkiem wielkiej gały, która stopniowo się zmniejszała do normalnych rozmiarów. Celem zabawy jest pokonanie coraz to silniejszych przeciwników. W momencie przegranej można wykupić za zebrane złoto drugą szansę.

To co napisałem jest w sumie najważniejszymi rzeczami jakie trzeba wiedzieć, ale zostawiłem co nieco na koniec. Zacznę od tego, że Multi jest, ale nie da się grać z znajomymi tak było kiedyś jak ludzi było sporo teraz już tego problemu niema, bo nikt nie gra, a jeśli serwery działają to od razu was połączy.

Źródło: gry-online.pl
Ok, a teraz nieco poważniej. W większości trybów jest możliwość wyboru postaci ze względu na rodzaj. Mamy klasy defensywne, siłowe, szybkie itp. Po przez wybór któregoś z nich konkretne zagrania stają się znacznie skuteczniejsze od innych. Tak jest w teorii, bo nie zauważyłem tego w praktyce. Za to typy kortów i ich statystyki odczuwalnie wpływają na rozgrywkę.

Mario Tennis: Ultra Smash może się pochwalić też dbaniem o szczegóły takie jak naprawdę żywa publika w postaci spritów czy sędzia, który pilnie obserwuje co się dzieje w czasie meczu. A jak już o tym mowa… Niekiedy piłka potrafi uderzyć w takim miejscu, że nie widać dokładnie, gdzie uderzyła. W takich sytuacjach mamy powtórkę na której jest to dokładnie pokazane. Genialne w swojej prostocie.

Na sam samiutki koniec o nagrodach, czy też osiągnięciach w sumie w tym konkretnym przypadku to jest to samo. Aby odblokować nowe korty czy też bohaterów trzeba przechodzić określone tryby x razy określoną postacią lub po prostu zagrać ileś tam meczy.
Źródło: gry-online.pl
Podsumowując gra nie jest tragiczna ani bardzo dobra takie powiedzmy 7/10. Bawić się w to można bez żadnej spiny kiedy ma się na to ochotę. Paradoksalnie brak turniejów wyszedł na plus. Bo nie czuje się żadnej presji. Chcecie grać to gracie, a jak nie to można odłożyć pada i pocisnąć w coś innego.

I taki był to powrót do Wii U, epicki on nie był, ale też nie kiepski. Powiedzmy, że zadowalający. A wam jak się podoba Mario tenis? Macie swoją ulubioną odsłonę? Piszcie i komentujecie bla, bla chętnie poczytam xD   

Share:

Recenzja New Super Mario Bros U

Marian ten Cie ceni, kto się nie dowie..., że wyszło z tobą ponad dwieście gier! Wąsacz który już skacze sobie od lat 80-tych po dziś dzień.

Po raz pierwszy podszedłem do serii z wąsaczem na Pegazusie, taaak to były czasy. Potem była długa przerwa a następnie sięgnąłem po Mario 3D Land na New 2DS XL mogliście już przeczytać recke na blogu. Niezły początek, a przynajmniej tak wspominam ponowne wejście w świat Nintendo. Dodam, że już w pełni świadome, bo jako dziecko nie wiedziałem, że dostałem klona Famicom'a.

Pora na nową przygodę!
W roku bieżącym zaopatrzyłem się, a jakże w kolejną konsolę od Wielkiego N w Wii U. Zdaję sobie sprawę, że póki, co recenzja ta przypomina test z działu publicystyką, ale już pewnie zauważyliście to, że tak piszę zawsze wraz z wejściem nowego sprzętu na bloga. Na pierwszy ogień wziąłem New Super Mario Bros U. Wydanego początkowo na Wii, a następnie Wii U i Switch. Premierę tytuł miał w 2012 r.


W trakcie przygotowań do pisania tego artykułu pogrzebałem w necie szukając informacji, czemu Marian jeszcze się nie znudził mimo tak dużej liczby kontynuacji rodem z Mody na sukces. Na pewno nie z powodu fabuły, bo ta jest taka sama i nic się w tej kwestii nie zmieniło chyba, że sięgnie się po spin-offy. Oprawa tego jak i wielu innych tytułów jest słodka powiedzieć można kawaii. Nie dajcie się jednak zwieść, o ile pierwszy z ośmiu światów jest rzeczywiście prosty do przejścia to pozostałe już nie, a im dalej w las tym więcej drzew.

Do 3 razy sztuka
Co prawda z "odrobiną" cierpliwości, no może ciut większą dawką da się rade. Dodam, że i tak jest łatwiej niż w DonkeyKong Country Returns. Marian daje w kość, ale w sprawiedliwy sposób, choć nie zabraknie dowcipnych poziomów z Boo w roli głównej. Upiorne mini światy to swego rodzaju ciekawe odskocznie umożliwiające jeszcze większe kombinowanie z odnalezieniem właściwej drogi. Gdy trafiałem do nawiedzonych leveli wiedziałem, że będzie tam dużo trollowania. Nie miałem tego za złe twórcom, jedynie skupiałem się bardziej i biegłem przed siebie.


Krainy jakie przybyłem różnią się bardzo swoim tematem przewodnim, od lasku po wysokie góry, od tropikalnego archipelagu do pustyni. Najlepsze jest to, że w czasie jednego przejścia nie odwiedzi się wszystkich wyżej wymienionych miejsc. Big N dało ukryte bonusy dla tych co chcą wymaksować grę.

Oh, nooooo!
Przejdę teraz do innych atrakcji jakie są oferowane w New Super Mario Bros U.  Jest możliwość granie z znajomymi! Hurrra, a nie czekajcie jest pewien haczyk i to chamski. Potrzeba więcej niż jeden Wii Remote. Fakt, że mamy już Gamepada, który świetnie nadałby się do tego, aby wspólnie się dobrze bawić nie ma znaczenia. Należy wyciągnąć kasę z portfela i kupić przynajmniej jeszcze jednego kontrolera. Strzał w stopę, ale w końcu tak to już dziś jest, a co jeśli chce się pograć w sieci? Zapomnijcie o tym.


Ok, pomarudziłem ciut, mam nadzieję, że was nie zaraziłem do NSMB U, bo zostały nam jeszcze drobne atrakcje w postaci pomniejszych trybów, które mają zatrzymać gracza przy konsoli. Przykładowo, mamy tryb wyzwań, gdzie robi się różne niestandardowe rzeczy jak np. unikanie kul ognia w jakie nas rzucają przerośnięte żółwie, inną konkurencją jest przechodzenie danego poziomu na czas ze jak najlepszym wynikiem itp.

Chyba coś należy dopisać?
Na sam koniec zostawiłem miejsce na rubrykę wszystko to co zapomniałem bądź nie pasowało wyżej. Yoshi znowu się ujawnił i pomaga nam jak może, jako młody bobas, który umożliwia wyższe skoki itp.(zależnie na jakiego trafimy), ale co ważniejsze zjada wszystko co mu stanie na drodze jest to znacznie lepsza opcja niż zamrażanie, czy spalanie wrogów. Niestety jest też mały haczyk, a mianowicie niemożna używać mocy specjalnych.

Czy warto kupić New Super Mario Bros U? Który już to raz pada to pytanie? No nieważne... Warto zapatrzyć się w tą dobrą i dopracowaną platformówkę zwłaszcza jak się nie miało do czynienia z poprzednimi częściami. Big N oferuje wyzwanie warte czasu i waszych pieniędzy i nie zastanawiajcie się i kupcie. Moja oceną 8/10.

A wy odkurzyliście swoje Wii U, a może dopiero się przymierzacie do kupna tej jakże niedocenionej konsoli? 
        
Zachęcam jak zwykle do komentowania i udostępniania moich tekstów ;p Wiem skromny jestem.

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie