• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja Uncharted 3: Oszustwo Drake'a

Do trzech razy sztuka, a może czterech? Nie, jednak obejdzie się bez tej ostatniej próby, a przynajmniej na razie. Czas zakończyć kolekcje sławnego łowcy przygód.

Stało się zakończyłem Uncharted: Kolekcja Nathana Drake'a wydaną na PS4. Rzecz jasna skupie się głównie na przedostatniej części przygód naszego wesołego protagonisty. Uruchamiając Uncharted 3: Oszustwo Drake'a nie miałem dużych oczekiwań. W sumie spodziewałem się jedynie odgrzanego kotleta zaserwowanego przez Naughty Dog. Powiem wam szczerze, że jednak zostałem trochę zaskoczony, ale tylko odrobinę.

Mówisz po polsku?

Jeśli czytaliście poprzednie recenzje Fortuna DrakePośród złodziei to już wiecie jak prezentuję się rozgrywka. Nic się prawie nie zmieniło. Będę szczery mamy znowu kosmetyczne zmiany. Oczywiście, każdy może je odebrać inaczej. Kto z was pamięta upierdliwą walkę Drake z osiłkiem w pociągu? Widzę, że wielu to dobrze. Mordobitka z jaką trzeba było się użerać poprawiono na tyle dobrze, że wreszcie zaczęła dawać rade. Główny bohater zaczął używać tego, co miał na podorędziu, a także zaczął korzystać z wyposażenia całego pomieszczenia zupełnie jak w Sleeping Dogs. Ulepszony system boksowania umożliwiał o dziwo szybsze rozprawienie się z ciężko opancerzonymi przeciwnikami co prawda nie zawsze, ale jednak.


Wróg, mojego wroga jest moim przyjacielem.     

Kolejną pozytywną zmianą jest odczuwalnie lepsze skradanie się. Niestety niema za dużo okazji, aby wykorzystać cichy tryb eliminacji, ale ważne, że działa jak trzeba. Teraz przejdę do dość kontrowersyjnej zmiany w mechanice Oszustwa Drake'a, mowa tu o strzelaniu. Po premierze w 2012 r. recenzenci, a wraz z nimi gracze zaczęli marudzić, że jest topornie i za wolno. No tyle, że nic takiego nie zaobserwowałem. Ok, jest to tylko maja subiektywna opinia. Ci co mogą się tego obawiać mogę uspokoić w menu można zmienić te ustawiania i mieć, co do joty to samo co w Uncharted 2.

Lecimy z tym koksem

Co jeszcze mogę dodać zanim przejdę do samej fabuły? Schemat jest taki sam, mamy jakiś tajemniczy skarb, który na końcu okazuje się czymś innym, klasyka, a potem zaczynamy wyścig szczurów, gdzie rywalizujemy z antagonistą. Na szczęście dla odmiany to co włożono pomiędzy "wiersze" nieco odbiega od tego do czego nas seria przyzwyczaiła.


Uncharted: Początek

Twórcy tym razem skupili się na relacjach Drake i Sali. Oficjalnie są tylko przyjaciółmi, ale  ich relacje bardziej przypominają  ojca z synem. No w sumie daleko nie mijam się z tym stwierdzeniem, bo Wiktor Saliwan przygania Nathana z ulicy w Ameryce Południowej.

U3 odebrałem, jako takie podsumowanie całej serii i samo zakończenie to dość jasno sugerowało, gdyby udawać, że niema części czwartej i dodatku to powiedziałbym, że to naprawdę świetna produkcja dająca to co powinna. Ale, no właśnie zawsze jest coś między wierszami. Na grę roku nie dałbym tej odsłony ani poprzednich części. Jednak to kwestia gustu, a każdy ma swój.

Tak to leciało

Na sam koniec słów kilka o oprawie audiowizualnej i ewentualnych niedociągnięciach. Generalnie błędów większych nie zobaczycie, bo wszystko zostało solidnie zrobione. Optymalizacja idealna i jedynie, gdzie nigdzie da się coś wyłapać np. znajdując się w wysuszonej studni można dostrzec, co się znajduję pod terenem, po którym chodzimy. Innych niedociągnięć nie spostrzegłem, a jeśli już mowa o grafice to zestarzała się ładnie. Modele postaci, jak i krajobrazy, które imitują otwarty świat robią wrażenie. Najciekawszą sceną moim zdaniem była wędrówka Drake po pustyni.


Czy warto kupić Uncharted 3: Oszustwo Drake'a? Biorąc wszystkie za i przeciw to jestem zdecydowanie na tak! Solidna produkcja, którą się gra  z czystą przyjemnością. Zagadki, które zachęcają do główkowania, choć są ciut trudniejsze niż ostatnio, a nasi towarzysze szybko podrzucają podpowiedzi. Generalnie jest bardzo dobrze i polecam raz jeszcze z czystym sumieniem. 

I tak doszliśmy do podsumowania całej serii Uncharted wydanej w formie Kolekcji Nathana Drake'a. Bawiłem się dobrze przez cały ten czas i mogę śmiało polecić te gry każdemu, kto nie grał ich na PS3. Zaznaczyć należy, że lepiej traktować je, jako jedną wielką przygodę, a niż trzy osobne. Muszę też włożyć łyżkę dziegciu do tej beczki miodu z tego też powodu, że U2 i U3 to odgrzewane kotlety. Jeśli komuś to nie przeszkadza i lubi więcej tego samego w każdej kolejnej odsłonie to może śmiało sięgnąć po te gry. 

A czy was przygody Drake zachęciły do zagrania w Kres Złodzieja? Piszcie i komentujcie jak wy wspominacie wasze przygody w tej serii.

Jak zwykle mam nadzieje na ciekawą dyskusję. 


Share:

Recenzja Mirror's Edge Catalyst.

Minął już rok od założenia tego bloga, kto by pomyślał, że czas tak szybko minie. Pora ruszyć biegiem na ostatnią prostą! Pora na Mirror's Edge Catalyst.

Jestem lepszy od Ciebie!

MEC nie jest sequelem, a kolejnym nieszczęsnym przedstawicielem nowo powstałej tradycji zwanej rebootem serii, co należy tłumaczyć na nasze: udajemy, że nie było pierwszej części ani jakiekolwiek innej (patrz. Doom). Skupmy się na istotnych sprawach, czy ten tytuł jest lepszy od Mirror's Edge z 2009 r.?

Sprawdźmy to!!! 

Zacznę od tego co lubię najbardziej od fabuły. W tej kwestii za wiele się nie zmieniło, dalej znajdujemy się w sterylnym mieście, gdzie zła korporacja chce zrobić to samo, co Madara Uchiha (pozdro dla kumatych). Przyjrzyjmy się jednak temu, co znajdziemy między poszczególnymi częściami dobrze nam znanego schematu.

Bohaterowie są klasycznymi jednowymiarowymi postaciami, czy jak to wolą nazywać wydawcy "bezpiecznymi". Innymi słowy zamiast zaserwować nam wyrazistego Ezio Auditore da Firenze dostaliśmy Freemana z Half-Life, a tak na marginesie niewiele się minąłem z prawdą, ale o tym później w sekcji ciekawostki i to o czym zapomniałem napisać.


Faith w którą ponownie się wcielamy jest już ciekawszą protagonistką niż w oryginale. Ona jest zwykła ludzka troszczy się o innych, ale przez to jest także przeciętna, bo to wszystko już było. Nie zabraknie nawet sztampowej rozmowy z antagonistą, który będzie prawił morały. Po godzinie, góra dwóch już zorientujemy się do czego Dice zmierza, a czemu jestem tego pewien? Bo to już było, gwarantuje wam, że jak przejdziecie tę grę sami dojdziecie do tych wniosków. W tym momencie należy zadać pytanie, czy to źle? Z jednej strony tak z drugiej nie.  

Nawet ona się nie zdziwiła

Sama fabuła jest średnia, no może dobra, walczymy ze złem i możemy poczuć się lepiej z tym co robimy. Jednak kalka ta jest tak oklepana, że aż boli na szczęście tylko wtedy jak się o tym myśli, a ściślej rzecz biorąc analizuje, bo w trakcie rozgrywki dostajemy smaczną papkę, którą łykniemy bez zmrużenia oka. Generalnie rzecz biorąc kampanię można podsumować słowami. Ta produkcja brzmi znajomo! Jeśli oczekujecie zwrotów akcji, czy też wzruszających momentów to je dostaniecie. Napiszcie sobie wszystkie najczęstsze występujące wydarzenia, a na pewno część z nich znajdziecie w trakcie zabawy.

Znacie tylko zniszczenie!

Trzon rozgrywki wciąż jest taki sam w Mirror's Edge Catalyst dalej mamy do czynienia z grą opartą na parkurze. Lecz już tutaj należy zaznaczyć pewną zmianę względem tego co było wcześniej. Faith biegnie prawie dwa razy szybciej, a do tego osiąga od razu maksymalną prędkość. Ma to znaczenie, bo odjęto przez to szczyptę realistki, która dodawała pewnej wiarygodności rozgrywce. Rzecz jasna to nie koniec nowości, twórcy dodali drzewka umiejętności, będziemy mogli rozwijać: ruch, walkę, sprzęt. Czy muszę pisać z czym się to wiążę? No wiadomo, że z otwartym światem.

Pustkę, ciemność znaczy się widzę, ciemność widzę

Piaskownice są od dłuższego czasu na topie, bo dają to co gracze chcą, a mianowicie wielogodzinnej kampanii. Tylko czemu opierają się na powtarzalnej rozgrywce polegającej na krótkich wyścigach na czas, a także szukanie znajdziek? Odpowiedz jest prosta jak drut w kieszeni, bo tanio to wychodzi w wykonaniu. Zadania pobocznie są opcjonalne, ale jeśli koniecznie ktoś z was będzie chciał przedłużyć zabawę to może zrobić to po zakończeniu wątku głównego.


Wiecie co jest najzabawniejsze w tej pseudo wolności, a to że jej brak! Gdy pędzimy ile sił w nogach niema czasu do zastanowienia się nad wyborem drogi. I w tym momencie wychodzi na jaw, to że jest tylko jedna słuszna trasa. Dlatego powinniśmy przyzwyczaić się szybko do odwiedzania tych samych lokacji.

Twórcy chcąc uprzyjemnić nam zabawę dodali wskaźnik, który pokazuje kierunek. Wszystko by było piękne, gdyby niejedno, ale... Raz na jakiś czas się wyłącza, zapewne miały to być zagadki, czy cokolwiek w tym stylu. Trzeba "dać podwyżkę" temu, co wpadł na tak denny pomysł. Jeśli chcieli dodać przeszkody to powinny mieć postać ciekawych torów przeszkód wymagających odpowiednich akcji i reakcji. 


Nim przejdę do mechanik walki parę słów o znajdźkach. W ich przypadku nie jest lepiej, bo one też zostały dostosowane do sandbox'a zbieramy procko podobne elementy, które wymuszają na nas zatrzymanie się i oglądanie tej samej animacji. Brakuje tutaj dostosowania tego elementu do całości przez co kole to w oczy. Gdyby wszystkie ukryte przedmioty wymagały jedynie dotknięcia ich i nic poza tym to moglibyśmy to przyjąć jako coś interesującego pozwalającego wyrobić te dodatkowe godziny rozgrywki, a tak mamy tu jedynie przeszkadzajki, które można zignorować.

Arena, a może moba?

Nie zabraknie też w trakcie kampanii bijatyk. Na samym początku zapowiada się nawet obiecująco, bo zakłada wykorzystanie akrobatycznych umiejętności protagonistki, a także pewne reakcję oponentów. W tym momencie mam mieszane uczucia z dość prostego powodu, poziom mordokoklepek jest dość nierówny. Jest to skopane i wrzucone na siłę, by tylko było i kierownik mógł odhaczyć na liście obowiązkowych rzeczy. Pomieszczenia czy otwarte przestrzenie nie są zbyt dobrze dopasowane do walk. Natomiast większość przeciwników da się obezwładnić za pomocą trzykrotnego wciśnięcia kwadratu na padzie. Rzecz jasna mamy wyjątki, a dokładnie dwa z czego trzeba skupić się w szczególności na elitarnym odpowiedniku biegaczy, są oni niczym innym jak workami treningowymi, które chłoną nasze ciosy, a do tego mogą kontratakować takimi seriami, że nie opłaca się zadawać więcej niż jedno uderzenie z rzędu. Dodam, że między wprowadzaniem kolejnych ataków trzeba zrobić przymusową przerwę, by mieć jakieś szansę na trafienie ponowne.

Co jeszcze zostało?         

Przyszła pora na dział, gdzie piszę o wszystkim, co nie pasowało, bądź zapomniałem dodać wyżej. Tak jak wspominałem poruszamy się po czystym (sterylnym) mieście, gdzie jest wiele wind i odbijających powierzchni. Zapewne zapytacie co może być ciekawego w jeżdżeniu w zamkniętej "puszce" między piętrami?


"Lustra", ma się rozumieć. W grach wszelakich często można trafić na zniszczone zwierciadła lub takie, które nic nie pokazują. W Mirror's Edge Catalyst sytuacja jest nieco inna, zależnie od tego, gdzie znajduje się zwierciadełko. W wspomnianych windach możemy zobaczyć naszą kochaną i jakże wymownie "milczącą" Faith. Twórcy chcieli zaoszczędzić na sile obliczeniowej i dlatego nie dodali animacji ust głównej bohaterki. Patrzymy na manekina, który krzywo chodzi i ma dziwnie przy tym ustawioną głowę. Dice dało odbicia lustrzane nie licząc się z tym, że ktoś zauważy te i inne rzeczy, które światła dziennego nie powinny zobaczyć.

Czy warto kupić Mirror's Edge Catalyst? Bezpieczna, ale bardzo wciągająca produkcja, którą przejdziecie dość szybko, bo zajmie tylko 10 godzin. Miła rozgrywka, która tylko gdzie nigdzie kuleje, ale naprawdę warto dać jej szanse. Moja ocena 7.5/10.

Powrót do przeszłości zaliczony, a wy sięgacie po rebooty? A może wolicie unikać takich serii?
Piszcie i komentujcie, lajkujcie i co tam chcecie ;D
  
       

Share:

Recenzja Wojna Krwi: Wiedźmińskie opowieści (PC)

Kto by się spodziewał, że mini gierka występująca w dużej produkcji przeistoczy się w coś samodzielnego. Jak widać dla chcącego niema nic trudnego.

Pod koniec października tego roku studio Cd Project Red wydała kolejny tytuł w świecie wiedźmina. Produkcja ta miała początkowo być tylko dodatkiem do Gwinta, sieciowej karcianki, ale rozbudowana ją do tego stopnia, że postanowiono zrobić z tego samodzielną grę.

Ciekaw jestem za Cię ścigają? 

Wojna Krwi: Wiedźmińskie opowieści, bo tak zwie się najnowsze dzieło warszawiaków opowiada historie Meve królowej Lirii i Rivi. Fabuła rozgrywa się tym razem w czasie, gdy Geralt poszukiwał po raz Pierwszy Ciri. Jest to o tyle ciekawe, że są to wydarzenia opisane przez samego Sapkowskiego, a nie jak do tej pory przez Redów. Twórcy mieli sporo miejsca do popisu, bo AS jedynie wspominał w księżnej swoich o książkach. Podobnie postąpili Redzi tym razem z Białym Wilkiem, który pokazuje się tylko na chwilę, aby zbiec i udać się w swoją stronę.


Historie lubią się powtarzać   

Przyjrzyjmy się teraz samej kampanii, obiecano nam, że będzie trwać ponad 30 godzin i wywiązali się z obietnicy bez dwóch zdań. Na GoG'u licznik nabił mi 42 godzinny. Wynik całkiem przyzwoity, lecz muszę dodać, że wymaga on robienia map prawie na 100%. Kolejną złożoną deklaracją, były decyzje, które będziemy odczuwać w ciągu całej gry. Tutaj już mamy małe pęknięcia. Od strony formalnej wszystko się zgadza, ale...

Żaden z wyborów nie niósł ze sobą konsekwencji groźnych w skutkach, a przynajmniej takich żeby można było ich żałować. Odniosłem wrażenie, że mają jedynie urozmaicić nieznacznie liniową kampanię, którą nam zaserwowano. A, żeby sprawiedliwości było zadość to muszę dodać, że wybory mają wpływ szczególny na kompanów, którzy będą nam towarzyszyć. Jest to o tyle istotne, że będziemy mogli rozwiązać pewne sytuacje inaczej, a także usłyszmy i zobaczymy pewne wydarzenia w innym świetle.

Baba z wozu, koniom lżej!

Celem naszym jest pokonanie Czarnych jak potocznie nazywają na północy Nilfgaardczyków. Aby tego dokonać przemierzymy pięć map, po każdej z nich będziemy się poruszać jak w Heroes of Might and Magic, mało tego, nawet świat będzie dość podobny do tamtego. Rzecz jasna inspiracje na tym się nie kończą. W czasie przemierzania świata będziemy zbierać surowce: drewno, złoto, a w wioskach rekrutów. Co jakiś czas przyjdzie nam zajrzeć do obozu, który przypomina na swój sposób zamki z HoMaM. Chyba nie muszę dodawać, że mechaniki zarządzania nim są też niemalże takie same.  


Zabawa i hulanka do rana

Bitwy, które przyjdzie nam stoczyć można podzielić na kilka kategorii. Pierwsza to potyczka standardowa taka sama, jak w Gwincie, gdzie musimy wygrać większą liczbą punktów w dwóch z trzech tur. Kolejna to zagadki polegające najczęściej na odpowiednim rozłożeniu kart, które odgórnie nam przydzielono. No i pozostały walki, które rozgrywają się na określanych zasadach, gdzie trzeba wykonać jakieś określona rzeczy, np. pokonać, bossa czy nie dopuścić do zniszczenia balisty. Mogę dodać jeszcze zadania fabularne, ale te nie różnią się zbytnio od poprzednich strać, o których wspomniałem przed chwilą.


W trakcie przemierzania świata najbardziej brakowało mi tych klasycznych walk z tego też powodu, że w nich tkwiła moim zdaniem cała zabawa i swoboda w wypróbowaniu kart, które zaprojektowano wyłączenie z myślą o tym tytule. W multi naruszyłyby balans, a tutaj dawały masę frajdy i możliwości kombinowania z nimi.

Nim przejdę do podsumowania. Parę słów o grafice, oprawie dźwiękowej itp. Tytuł jaki jest to widać na screenach. Poszczególne obszary są ładnie zaprojektowane, choć dość minimalistycznie. Jak na tak niszowy tytuł jest naprawdę dobrze. Muzyka i poszczególne efekty dźwiękowe dodają odpowiedniego klimatu. Tutaj naprawdę nie mam się do czego doczepić.


Niestety wspomnieć muszę o kilku błędach i spadku płynności, który dostrzegłem na ostatniej lokacji. W Wiedźmińskich opowieściach niema klasycznych przerywników filmowych, a coś w rodzaju cutscenes z visual novel plus dochodzi nam narrator, który opowiada co się dzieje w bieżącym momencie. Zdarzało się, że audio się nie uruchamiało lub sam przerywniki się zacinały i można było jedynie posłuchać co się wydarzyło. Występowały także gorsze usterki na szczęście tylko kilka razy. Gra potrafiła się zablokować w czasie walki i tym samym przerwać korzystną sytuacje...

Generalnie jest w porządku nie wiadomo tylko dlaczego liczba klatek spada na samym końcu gry, co prawda od czasu do czasu, ale jednak tak się dzieje.

Czy warto kupić Wojna Krwi: Wiedźmińskie opowieści? Tytuł jest na tyle dobry, że można brać bez wahania. Na pewno zaskoczy, a także pokaże coś interesującego i wciągnie na długie godzinny mimo faktu, że to długa gra nie powinniście poczuć zmęczenia materiałem. Ocena końcowa 8.5/10

A jak wam się podobała pierwsza gra bez Geralda z Rivi w roli głównej? Dobrze, a może źle?

Napiszcie wasze wrażenia z kampanii. Ciekaw jestem co wy sądzicie o tej produkcji.

Share:

Recenzja Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games

Gry, gierki, mini gry... Czemu, ach, czemu, Wielkie N je tak lubi? Kto to wie? Może dlatego, że są "jedyne w swoim rodzaju"?

Dawni wrogowie na rynku konsol Sega i Nintendo ci pierwsi przegrali, a drudzy trwają dalej. Lecz nie będę tu roztrząsał, która firma była lepsza, czy też gorsza! Na blogu pojawiła się już recka Mario Party Top 100, a teraz przyszła pora na inne konkurencje (sportowe) przypominające te ze MPT100. Zagrajmy sobie w Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games.

Proszę chuchnąć do...  

Kolejna produkcja, w której przyszło mi się zmierzyć z mini grami, co tu ukrywać najlepsze nie są! Jakbym miał w kilku słowach opisać rozgrywkę powiedziałbym quick time event. Możecie mi wierzyć na słowo qte stanowi podstawę w większości naszych aktywności, jakie dane będzie nam wykonywać. Jeśli macie w domu Wii to lepiej skorzystajcie z tej wersji gry, a niż z portu na 3 DS. Ok, żeby nie było tak smętnie to postaram się też, co nieco napisać o plusach tego tytułu.
http://sega-addicts.com/2012/03/04/review-mario-sonic-at-the-london-2012-olympic-games-3ds/
Bo to subiektywna opinia była! 

Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games posiada kilka trybów zabawy kampanie, multi, (ale takie lokalne) gra dowolna i tworzenie czegoś w rodzaju "playlisty" konkurencji, które chcemy zgrać. Zacząłem od części fabularnej, bo mimo że będzie to miałka opowieść zawsze to jakaś motywacja do przechodzenia gry.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=209283
Akacja rozgrywa się w Londynie, w którym zorganizowano najważniejsze zawody sportowe. Z jakiegoś dziwnego powodu zaproszeń nie dostaje dr Eggman i Bowser. Siłą rzeczy nie byli tym faktem zachwyceni i postanowili nie dopuścić do odbycia się zawodów. Dalej do akcji rusza (i tu lecą fanfary) nie tylko sam Mario, a wszyscy bohaterowie z świata Marianna i Jeża Sonica. Kampania jest rozłożona początkowo na epizody osobne dla tych dwóch bohaterów. O dziwo jest to ciekawy zabieg, bo dzięki temu widzimy dużo więcej niż w wariancie narracji z perspektywy jednego protagonisty.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=219596
To wszystko okazało się dość miałką bajeczką, którą dodano na siłę. Sądzę jednak, że nikt nie spodziewał się czegoś powyżej przeciętnej jakości. Każdy etap posiada swoje wyzwania, które trzeba zaliczyć. Początkowo wydawało się to nawet fajne, ale...
Dość szybko Sega zaczęła robić recykling tego, co się już widziało. Nie ładnie, be złe korpo! Szczęśliwie później wpuszczono na scenę inne konkurencje, które wprowadziły pewne urozmaicenie.

Klik, klik, klik

Jak się uprzeć to można nawet dobrze się bawić. Twórcy postarali się wykorzystać różne możliwości sprzętowe takie jak: mikrofon czy opcje "ruchowe" 3 DS. Na początku to nawet wprowadza pewne urozmaicenie, potem spostrzegamy pewne absurdy, przykładem może być mini gra, gdzie wyrywamy sztangę. Nie zgadniecie robi się to poprzez odpowiednie "dmuchnięcie" w mikro. "Trafienie" w odpowiednie miejsce na pasku siły to kwestia szczęście, a nieumiejętności. Innym śmiesznym przypadkiem są konkurencje, gdzie jedynie co musimy zrobić to odpowiednim czasie wcisnąć klawisz A.

Z tego też powodów lepiej darować sobie kampanie i przejść to trybu, gdzie sami wybieramy konkurencje i poziom trudności. Tam powinnyśmy znaleźć coś, co nas zainteresuje. Jednak nie wpłynie to na odbiór tego tytułu.
https://robertkmaxwell.wordpress.com/2012/03/03/review-of-mario-and-sonic-at-the-london-2012-olympic-games-for-nintendo-3ds/
Nie będę już dużej się znęcał nad tą grą i przejdę do podsumowania. Czy warto kupić Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games? Kiepskim grom mówię stanowcze nie!!! Żenująca rozgrywka mogła być bardziej rozbudowana. Widać pewien pomysł na siebie w postaci wykorzystywania dodatkowych możliwości konsoli, ale na tym kreatywność się skończyła, a szkoda, bo twórcy dobrze kombinowali i tak stworzono przeciętniaka, któremu dam 6/10.

Gracie, a może szukacie czegoś więcej niż mini gier na konsolach 3DS? Napiszcie o swoich wrażeniach z tego typu produkcjami od Wielkiego N!

Dział z komentarzami jak zwykle należy do was :)
      
  


Share:

Recenzja Mario Party Top 100


Mini gry, lubiane, a może zbędne? Czy warto się interesować tytułami, które składają się wyłącznie z takich maleństw? Wielkie N raczy nas takimi produkcjami od czasu wydania konsoli Nintendo 64. Czas to sprawdzić! 

Przeglądając dość pokaźną bibliotekę gier na konsolę z rodziny 3DS zwróciłem uwagę na jedną z produkcji: Mario Party Top 100. Po tak sugestywnym tytule przypomniały mi się dobrze znane w Polsce żółte kartridże sprzedawane na bazarach w latach 90-tych. Zapyta ktoś, czemu? W owym czasie "Janusze biznesu" sprzedawali je pod podobnymi tytułami np. "999 in 1". Rzecz jasna większość z nich to były tylko klony lub jakieś badziewne zapychacze.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355973
W przypadku Mario Party Top 100 mamy kompilację najlepszych gier, które wyszły od początku tej serii i dlatego postanowiłem sprawdzić, czy warto poświęcić trochę czasu i pieniędzy na tę plejadę mini gier.

Multi? Możesz pomarzyć!

Trybu sieciowego unikam jak ognia, lecz tym razem miałem ochotę pograć sobie z kimś i z tego też powodu, że MPT 100 została zaprojektowana tak, abyśmy mogli bawić się wspólnie ze znajomymi. Dużym plusem jest fakt, że wystarczy do tego jeden egzemplarz gry i można zrobić "lan party". Niestety, z przyczyn technicznych nie miałem z kim grać. Widać tu skutki traktowania naszego kraju przez Nintendo jak jakiegoś zadupia z krańca świata. Dodam, że przez Internet też nie znajdziemy nikogo do zabawy, bo nie dodano takiej możliwości. Trochę dziwne, zwłaszcza, że swoją premierę MPT 100 miało w 2017 r.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355971
No dobrze, więc co możemy zrobić z imprezową grą samemu? W tym momencie was zaskoczę, bo nawet dość dużo. Twórcy Nd Cube dodali tryb dla jedno gracza, który chcąc nie chcąc, daje najwięcej frajdy. W ramach "kampanii" przyjdzie nam odblokować zaledwie 4 poziomy podzielne na górny i dolny. Podobnie jak w innych tytułach od tego wydawcy, poszczególne mini etapy oceniane są gwiazdkami od 0 do 3. W przypadku "walk" z bossami jest ich więcej, o tak, złote monety też tu występują.

Hej ho, hej ho, do Bousera by się szło 
Warto, a nawet trzeba przejść tryb single player, aby odblokować wszystkie gierki, które zostały wybrane do tej topki. No i teraz pora na esencję, czyli samą rozgrywkę, czy jest coś warta? Jest i niekiedy delikatnie zaskakuje, ale nic poza tym. Nie znajdziecie tu czegoś co zapadnie w pamięć dzięki swojemu genialnemu wykonaniu, a jedynie zbiór mini ciekawostek. Jedną z tego tupu perełek jest wykorzystanie wbudowanego w konsolę mikrofonu. W konkurencji, w której musimy celować do ruchomego celu, używamy, właśnie to urządzenie poprzez dmuchanie w nie. Przyznacie, że podobnie dziwne zabiegi bardzo rzadko wykorzystywano w naszej branży i jedyną marką, w której coś takiego pojawiło się, był Metal Gear Solid. Do innych niekonwencjonalnych rozwiązań można zaliczyć to, że konsola potrafi stać się "ruchomym kontrolerem". W Mario Party Top 100 jest parę wyścigów wykorzystujących tę opcję.

Coś tam było, ale się skończyło...  

Gierki, które tam dodano są głównie zręcznościowe lub też samo przechodzące się, a że są krótkie, to zdarzyło mi się jedną z nich zaliczyć, nie naciskając nawet jednego przycisku. Ok, teraz rozszerzę tę myśl. Konkurencje, które przebyłem dość często wymagały spostrzegawości, przykładowo trzeba było przeliczyć ilość ruchomych bomb, a było ich tam bez liku. W innym przypadku trzeba pamiętać, pod którym przykryciem jest ciasto, a nie ładunek wybuchowy.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355970
A czy którąś z gier zapamiętałem? Parę było nawet wartych uwagi, np. siatkówka, czy piłkarzyki. No i wszelakie gry logiczne, które w sposób minimalny zachęcały do zastanowienia się, co zrobić. Gdy tylko się uporałem z tą "kampanią", w której głównym antagonistą był  Bouser, zabrałem się za pozostałe tryby.

Grać, czy nie grać, oto jest pytanie 

W pierwszej kolejności wziąłem się za Decathlon. W tym trybie można zagrać w pięć lub dziesięć gierek. Faktem dość oczywistym było to, że trzeba zająć w nich jak najlepsze miejsca. Zabawa na parę minut, a główną ich wadą jest brak opcji wybierania sobie konkurencji. Następnie uruchomiłem Championship Battles, gdzie można było zagrać w wybrany zestaw gier, a jeśli nie mieliśmy ochoty na coś konkretnego, to system nas w tym wyręczał. Co do reszty, to było tak jak wyżej. 
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355969
Na sam koniec zostawiłem drugi, co do wielkości tryb, Minigame Match. Tym razem naszym celem było zebrać gwiazdki, co okazało się nie takie proste. W trakcie rozgrywki mogliśmy za pomocą różnych ulepszaczy i przeszkadzajek zmieniać sytuacje na mapie, szkoda tylko, że na jednej. Na planszy dało się ruszać tylko turami, natomiast rzut kostki decydował, o ile pól naprzód wolno było się przesunąć. W trakcie przejścia takiego meczu zdarzały się różne nieprzewidziane sytuacje. Przykładowo, gdy już w następnym posunięciu miałem dojść do gwiazdki, jeden z botów użył itemu, który zamienił nas miejscami. Oczywiście jest tego więcej, ale szkoda mi psuć wam zabawy.
  
Cukierek, albo psikus!

Na sam koniec parę słów o pozostałych mniej istotnych elementach. Oprawa jak na konsolę mobilną daje radę. Dalej jest cukierkowa i nic nie stoi na przeszkodzie, aby mógł w to zagrać każdy, niezależnie od wieku. Podkład dźwiękowy na umiarkowanym poziomie i dlatego dość często go wyłączałem, bo nie wnosił nic do odbioru gry.

Czy warto kupić Mario Party Top 100? Tak, parę godzin wam zejdzie z tą grą, więc nie poczujecie się stratni. Poszczególne poziomy mają tyle do zaoferowania, że się nimi nie znudzicie, a po przejściu będziecie mile je wspominać. Moja ocena to 7/10. Jeśli macie z kim zagrać, dodajcie do oceny jeszcze jeden punkt. 

A wy gracie ze znajomymi na imprezach, czy raczej nie szukacie tego typu urozmaiceń?

Pamiętajcie, że zawsze chętnie podyskutuję z wami na temat waszych spostrzeń tej czy innej produkcji!

Share:

Recenzja Donkey Kong Country Returns

Dużo gier ma podkręcony poziom trudności, co jest wielce niesprawiedliwe i można powiedzieć zrobione na odczep się. Na szczęście są też takie gry, w których twórcy wiedzą, na czym to polega, no prawie...

Jak na razie pisałem, co nieco o głośniejszych markach: Mario i Pokemon. Teraz przyszła pora, aby wielkolud Donkey Kong dostał swoje pięć minut.

Taki to był BANAN!

Zacznę od najmniej ważnej części, czyli od fabuły, która jest jedynie delikatnie zarysowana i podobnie jak w innych platformówkach od Big N kampania zaczyna się od tego, że protagonista traci swoje ukochane owoce i ruszamy je odzyskać. No, nie powala, ale na szczęście nie jest to najważniejszy element w tym tytule.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=187759
Trzonem produkcji są niezwykle przemyślane poziomy, na których znajdują się liczne, ukryte obszary z puzzlami i bonusowymi lokacjami, w których czekają na nas złote niespodzianki. Nie raz zostawałem mile zaskoczony, gdy odkryłem takie miejsca, zupełnie się ich nie spodziewając.

Lecę na skórce od bana....

Jeśli ktoś z was interesował się tą produkcją pewnie pamięta, że ma ona cukierkową oprawę i przez to ktoś dał PEGI 3. No to się pomylił, bo mamy tu do czynienia z naprawdę wymagającą grą. Początkowo nie zanosiło się na to, lecz wraz z przechodzeniem na kolejne levele, poprzeczka szła odczuwalnie w górę. Swoją drogą, twórcy bardzo czytelnie ukazali poszczególne etapy w postaci całej wyspy w modelu 3d.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=187758
Jeśli ktoś chciałby iść w tango na tej wyspie, muszę go ostrzec, fizyka głównego bohatera i sterowanie nie idą ze sobą w parze. Reakcje goryla są odrobinę opóźnione, przez co wielokrotnie możemy zginąć. Jeśli jednak damy, Donkey Kongowi szansę, to w końcu wejdą nam w krew odpowiednie reakcje, dzięki czemu wykazując się świętą cierpliwością przejdziemy poszczególne etapy.

Oryginalny czy nowy tryb?

No dobrze, wspominałem w śródtytule o dwóch wersjach gry. Możemy grać tak jak na Wii lub w nieco uproszczonej wersji, które zasadniczo wiele się od siebie nie różnią. Bo to co jest najważniejsze nie zmienia się, a jedyne co dostajemy, aby zabawa dawała nam więcej radochy, to akcesoria takie jak: baloniki, papuga, dodatkowe życia i potki chroniące przed dziesięcioma skuchami. 

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=195079
Dziś natomiast pokazuje pazur w postaci bardzo wyśrubowanego poziomu trudności. Dodam, że część rzeczy zmieniła się względem oryginału np. przeciwnicy czy fakt, że nie mamy do czynienia z udawaną grafiką 3d, ale już z prawdziwym trójwymiarem.

Jakiś niedobry ten ba...!  

Na sam koniec pozwolę sobie ciut ponarzekać. W czasie spędzonym z tą grą wielokrotnie miałem odczucie, że poszczególne przeszkody w postaci platform lub też mobków zostały ustawione w taki sposób, aby nam dopiec. Ujmę sprawę jaśniej! Retro Studios tak zaprojektowało przeszkody, aby dać do zrozumienia, że toporne reakcje Donkey Konga są takie, a nie inne i z pełną premedytacją wstawiali w takich właśnie momentach macki lub innego kraby.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=195075
Czy warto kupić Donkey Kong Country Returns? Jeśli szukacie relaksu, to odradzam wam. Nie bierzcie tego, bo to jest tytuł dla tych, którzy mają za dużo czasu lub są masochistami, pardon wymagającymi graczami. Jeżeli jednak się skusicie, radzę najpierw rozłożyć gdzie się da poduszki w pokoju i okna też czymś osłonić, bo nie wiadomo gdzie wasz 3 ds poleci :D

A wy na co stawiacie, na poziom "nagłej śmierci", czy może kliknij w prawo i samo się przejdzie?

Komentarze są jak zawsze wasze, a lajki mile widziane ;)

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie