Recenzja Mirror's Edge

Czy mieliście kiedyś ochotę poczuć się jak super ludzie?
Jak  Spiderman, który lata nad dachami drapaczy chmur?


http://store.steampowered.com/app/17410/Mirrors_Edge/?l=polish
                                                   

W 2009 r. miała premierę na komputerach osobistych gra Mirror's Edge wydana przez "lubiane" przez wszystkich Electronic Arts. Samo studio, które za to odpowiadało też jest nam bardzo dobrze znane, a jest to studio  Dice odpowiedzialne za serie Battlefield.

Gra niczym sen

W tytułowym Mirror's Edge wcielamy się w Faith, która w pierwszej chwili wydaje się postacią pozbawioną charakteru. Kiedy spędzimy z nią trochę czasu w grze możemy ją nawet polubić. Jednak przejdźmy do rzeczy. Protagonistka żyje w świecie opanowanym przez korporacje itp. Znajomo brzmi, prawda?

Faith jest kimś w rodzaju łącznika, czy też kuriera, dzięki czemu grupy ruchów wolnościowych wspomniane w tle mają możliwość przekazywania sobie istotnych informacji, bez których nie mogłyby funkcjonować. Postaram się nie spoilerować, choć jest to trudne i zminimalizuję wszystko do koniecznego minimum.

Akcja gry zaczyna się dość tradycyjnie, a mianowicie od samouczka z którego poznajemy podstawowe ruchy. Prawie całą grę przeszedłem na padzie do xboxa 360, więc wszelakie terminy dotyczące sterowania będą dotyczyły tego controllera.

Warto już tutaj zwrócić uwagę na pewną ciekawostkę. Choć gramy z perspektywy pierwszej osoby możemy zobaczyć postać bohaterki w różnych sytuacjach. Zapyta się ktoś co w tym wyjątkowego? Widok taki jest niezwykle rzadki. Najczęściej główna postać jest niewidzialna, a tu mamy pozytywny wyjątek.


Zwrot fabularny

Historia dość szybko się rozwija. Dowiadujemy się, że siostra bohaterki zachowuje się jakoś dziwnie, w związku z tym idziemy to sprawdzić i wtedy się zaczyna. A co dokładnie? Sami musicie się dowiedzieć. Fabuła jest jedynie pretekstem do przechodzenia kolejnych poziomów gry. Jednak zanim przejdziemy do samego omówienia rozgrywki mogę powiedzieć, że gra posiada dobrą fabułę.

Tor bez przeszkód

Na pierwszy rzut oka widać, że twórcy inspirowali się serią Prince of Persia, lecz czegoś tu zabrakło. Zacznijmy od projektu poziomów. Jeżeli graliście w którąś z gier z panią archeolog zauważyliście coś w rodzaju "plamy" na ścianie sugerującej, że możemy się tam wspinać. Takie elementy w dyskretny sposób służą nam za drogowskazy. Co prawda Mirror's Edge ma budowę korytarzową i nie daję nam swobody ruchu z pewnymi wyjątkami, jednak tutaj tego elementu brakuję, przez co trzeba się zatrzymać. No i tu tkwi problem, bo jak mówi na początku sama Faith, tu chodzi o poczucie flow. Niestety gra wielokrotnie nam to uniemożliwia. Dice powinno się uczyć od Segi. Kiedy się grało w ich platformówki, np. Sonic'a to aż czuło się tsunami flow. Jest to jednak najmniejszy zarzut jaki kieruję do tej produkcji.


Lecę, bo chcę!

Mieliście kiedyś wrażenie, że to co robicie nie zależy od waszych umiejętności, a od szczęścia? Tutaj poczujecie to, aż do bólu. Oczywiście to nie kwestia losu itp., a tego jak system odczyta położenie naszego awatara. Jeśli manewr jaki wykonaliśmy zrobimy na 100% dobrze to wylądujemy na nogach bez żadnych dodatkowych sygnałów dźwiękowych i wizualnych. Jeżeli jednak pójdzie gorzej, to złapiemy się rękami o krawędź, a trzecia wersja cóż, upadek na ziemię.

Wydawało się, że gdy jest jedna trasa to pewne manewry wykonują się automatycznie i nie sprawiają problemów. Niestety tak nie jest. Wyobraźmy sobie, że trzymamy się krawędzi i musimy się tylko odwrócić i doskoczyć do nieco wyższej platformy. Z jakiegoś nieznanego powodu gra na pięć prób zalicza tylko jedną. Skłonny jestem jeszcze przyznać rację, że to wina grającego, bo nie wcisnął w odpowiednim tempie komendy jak np. Lb + Pb + Lb, która odpowiada za skoki między ścianami znajdującymi się po obu stronach awatara.


Stój, bo strzelam!       

W samej rozgrywce nie zabraknie nam walki. W ciągu całej kampanii spotkamy kilka typów przeciwników, z czego co niektórzy różnią się od siebie tylko kosmetycznie. Na początku spotkamy "niebieskich", to nikt inny jak policja. Kolejni to ludzie z agencji ochroniarskich. Ci jegomoście co prawda posiadają karabiny szturmowe, niestety nie zadają one większych obrażeń od spluw policji. Groźniejsi są snajperzy, a najgroźniejsi agenci przeszkoleni w projekcie "Ikar", ponieważ dysponują tym samym wachlarzem możliwości co główna bohaterka. Przeciwnicy nie stanowią dla nas szczególnego zagrożenia, a jedynie są męczącą przeszkodą, którą trzeba pokonać (opcjonalnie pominąć, ale nie zawsze się da). Pomysł nawet dobry i całkowicie uzasadniony, bo byłoby dziwne gdyby nie było przeciwników.

Jedna rzecz mnie naprawdę zdziwiła. Przez całą kampanie jesteśmy zalewani falami policji i im podobnymi służbami, czemu więc totalitarna władza zamiast nich nie wyszkoliła armii antysprinterów?

Ja tu wrócę!   

Na sam koniec warto wspomnieć, że w czasie zabawy spotkamy tylko dwóch bossów. Nie należy się spodziewać poziomu jak w Lords of the Fallen. Walka jest dość prosta, wystarczy Rt + Y co spowoduje odebranie przeciwnikowi broni i tyle.

Czy gra jest warta zagrania? Szczerze? Jeśli nie macie nic lepszego, to jak najbardziej. Zalecam krótkie sesje, które być może wywołają flow, a nie rage. No i żeby zakończyć pozytywnym akcentem, gra naprawdę bardzo dobrze się zestarzała i wciąż wygląda olśniewająco, a muzyka w niej to prawdziwe dzieło sztuki.

    


Udostępnij:

1 komentarz:

  1. Miałem zamiar kupić tę grę, ale po przeczytaniu Twojego tekstu mam wątpliwości. Zastanawiam się, czy warto.




































    OdpowiedzUsuń

Translate

Czytelnicy

Wyświetlania