• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Wasze Top 5 na Blogu A dziś zagram w... z 2022 r.

Zapraszam do drugiego tekstu podsumowującego zeszły rok. Tradycyjnie powinno to być moja topka gier lub anime, ale tym razem będzie pewna odmiana.

Z faktu, że wróciłem po rocznej przerwie nie miałem za dużo czasu na ogrywanie gier. Zważając, że oprócz tego o czym zwykle piszę, czyli anime dołączyły jeszcze filmy i seriale. Dlatego mam coś innego w zanadrzu, a mianowicie Najchętniej czytane teksty na moim blogu.

Numer 1.

WarioLand: Super Mario Land 3

Pierwsze miejsce dostaje tytuł retro! Jest to prawdziwy klasyk na konsole GameBoy. Wpis ten osiągnął, aż 548 wyświetleń, co jest zadawalającym wynikiem. Recenzja miała swoje lepsze i gorsze dni, ale jednak niezmiennie przyciągnęła wasza uwagę. Za co serdecznie dziękuję.

Numer 2.

AnimeSuper Cub

Srebro dostało anime o tematyce obyczajowej. O dziwo, mimo, że odsłon zaliczyło 385 to chętniej i regularniej zaglądaliście do tego wpisu na blogu.  Jeśli ktoś nie miał okazję przeczytać tekstu, a zajrzał tutaj to gorąco zachęcam do obejrzenia tej serii. Gwarantuje, że zrelaksujecie się jak nigdy dotąd!

Numer 3.

RecenzjaWiedźmin 3 część 2

Ostanie trzecie miejsce na podium zajął Wiesiek z swoją sporą recką. Sam jestem zaskoczony, że właśnie druga część przykuła bardziej waszą uwagę. Brązowy medalista dostał 356 kliknięć. Moc wiedźmina nawet na moim blogu jest na tyle silna, że nie było sposobu przegrać z konkurencją.

Numer 4.

SuperMario Bros 3

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że na bloga wchodzi dużo miłośników wąsatego hydraulika. Jak widać na waszą listę załapała się kolejna gra spod znaku Wielkiego N z 302 odsłonami. Czyżby była to jakaś sugestia, że chcecie więcej retro gier od Nintendo? Dajcie znać w komentarzach.

Stawkę natomiast zamyka…(fanfary)

Dziennikpokładowy, jeszcze tu jestem! z 212 wyświetleniami! Tego naprawdę się nie spodziewałem, no ok. Widziałem jak się układają statystyki, ale mimo to jest to coś czego się nie spodziewałem. Uprzedzając pytania, czemu koc leży na fotelu od razu odpowiadam, że mój puszek lubi tutaj spać i już zdążył wbić pazury w siedzisko. Załatałem je i teraz dla ochronny położyłem tą oto osłonę. 


Tak się prezentuje wasze Top 5 postów z pisanego przeze mnie bloga. Wierzę, że spędzimy wspólnie kolejny rok razem. Czego wam i sobie życzę.

 

Share:

Branżowe podsumowanie 2022 roku

Rok 2022 mamy już za sobą, co tu dużo mówić działo się tam sporo rzeczy. Warto pochylić się nad najważniejszymi wydarzeniami. Wybór jest czysto subiektywny i zapraszam do komentarzy, gdzie będziecie mogli napisać wasze spostrzeżenia.

Zacznę od największej dramy minionych dwunastu miesięcy. Wojna Sony i Microsoftu wywołała sporo zamieszanie dzieląc społeczność graczy. Małe streszczenie dla tych z was, którzy mogli pominąć to gigantyczne szambo walące na kilometr. MS wykupił, a przynajmniej próbuje zagarnąć dla siebie Activision-Blizzard.


Wydawało by się, że to nic wielkiego, bo Sony zarzuca tylko możliwość utraty do marki Call of Duty. Tym wielkim skrótem można ogarnąć, o co rzekomo idzie ta cała awantura. Tylko, czy naprawdę nikt nie raczy zauważyć jakie podlegają im marki i studia? Długo by wymieniać, dlatego przejdę od razu do setna. MS, który udaje prokonsumenckiego chce załadować to wszystko do swojego Game (RAK) Passa.

O dziwo czytając opinie graczy wynika, że przynajmniej tym z Polski nie przeszkadza być dojną krową ruchaną na sporą kasę. Póki co zarówna UK jak UE blokuje ten numer bis. Nie jest to pierwszy taki numer z ich stronny. Na samym początku swego istnienia chcieli wykupić Nintendo. Historia lubi się powtarzać.

Wracając do meritum. Z dokumentów, które ujrzały światło dzienne wynika, że połączenie to jest potrzebne ze względu na to, że MS jest beznadziejny w tworzeniu i sprzedaży gier. Takie tłumaczenie przypomina płaczliwego bogatego bachora, któremu trzeba wykupić dostęp do prestiżowej szkoły, bo zły i zdolny uczeń z niższych sfer pokonał go na głowę.


Następnym „argumentem” za dobrą wolą MS jest gwarant na dziesięć lat wydawania CoD na platformy Sony. Czyli potwierdzają, że to jedynie zagrywka pod publikę i będą blokować dostęp w przyszłości. (No kto by się spodziewał)

Jak Filip z konopi wyskoczył Gabe, który nawet nie potrzebuje żadnych umów, bo wierzy na słowo prezesowi Xboxa. Jak to czytałem nie mogłem się przestać się śmiać. Steam jest gigantem na rynku PC z którym MS Store nie ma szans. Ominięcie tak wielkiego gracza, póki co jest nie opłacalne.

Żeby nie robić z Japończyków świętych warto wspomnieć, że już teraz stosują te same metody, które na 100% będzie stosowała konkurencja, a chodzi tu o utrudnianie dostępu pewnych gier na konsole MS. Czyli i tu i tu nie ma niewiniątek. Jest jednak jedna różnica. Ci pierwsi raz, że nie udają dobrodusznych, a dwa zapracowali przez lata na swoją pozycję i nie udają jakie mają stosunki do tej sprawy.


Skoro i tak jestem przy wielkich tego świata pociągnę jeszcze trochę ten temat i przyjże się ich rakowym usługą. Sony, zresztą nie tylko oni starają narzucić graczom kaganiec na mordy i trzymać krótko na smyczy, a jednocześnie głęboko sięgać do kieszeni. W zamian oferując wielkie nic.

W ramach subskrypcji w PS Now dodano Extra i najdroższy pakiet Premium. Jak donoszą media jest to nic innego jak skok na kasę. Jednocześnie przewija się w tle brak nowości z segmentu 3a i brak częstych aktualizacji mogących zatrzymać graczy przy tej tfu, usłudze. Na pocieszenie powiem, że jak przestaną dawać GP za 4 zł to też ludzie zwieją stamtąd tylko już nie będzie do czego.

Dalszymi konsekwencjami zmieniających się trendów było przejęcie Bungie. Coraz bardziej gry stają się wyłącznie usługami nawet, jeśli są nastawione na tryb single player. W takim wypadku studio, które ma już spore doświadczenie w tego typu produkcjach idealnie będzie się do tego nadawać. Na dokładkę to właśnie oni stworzyli Halo. Symboliczne zagranie na nosie MS. Nie będzie miało to większego znaczenia w sferze biznesowej, ale sądzę, że w wizerunkowej już tak.


Nie wiem czemu, ale jakoś nie mogę odkleić się od tego Sony. W ostatnim czasie można zagrać w ich tytuły na PC. Wreszcie każdy będzie mógł odpalić takiego GoW, czy Uncharted Kres Złodzieja. O ile to pierwsze jeszcze jestem wstanie zrozumieć, bo to jest całkiem nowy rozdział w serii i nie trzeba znać koniecznie poprzednich części, tak już braki w fabule U4 już są poważnym problemem. Same wyniki sprzedaży ich gier na piecach nie okazały się zbyt zadawalające. Osobiście się temu nie dziwie na wspomnianej platformie wychodzi tyle tytułów, że nie sposób ich ogarnąć. Natomiast parę perełek ekstra nie będzie nawet zauważone przez graczy.

Zgrabnie przejdę do kolejnej pato usługi jaką jest Google Stadia. Zaczęło się od tego, że byli na tyle pewni, że nie dali nikomu dostępu do okresu próbnego. Następnie trzeba było dokupować osobno dostęp do gier na ich abonamencie. Czyniło to z Stadi gorszą wersję GeForce NOW. Teraz po kliku latach długiego konania zostanie wreszcie zamknięte. Najwyższy czas, bo coś takiego nie miało prawa bytu na rynku.

Pora się przesiąść i się trochę rozejrzeć nad innymi wydarzeniami. Na początek tej części sięgnę po targi E3, które jak to mówią organizatorzy zbierają siły na coś więcej. Tak się zastanawiam, czym ma być to dokładnie skoro istotne rzeczy zostały zaprezentowane na różnego rodzaju imprezach, które odbywały się niezależnie. Czas najwyższy, aby skończyć ten drogi marketingowy projekt i zmienić, go na coś bardziej opłacalnego. Każdy się ze mną zgodzi, że na promocje idą za duże pieniądze. Sprawę w zeszłym roku jeszcze zaognił Geoff Keighley, który zorganizował własne Summer Game Fest.


Z działu premiery growe i techniczne wspomnę o Elden Ring i Steam Decku. FromSoftware słynie ze swoich soulsowych gier, które są już de fakto gatunkiem. W przypadku ich gier dziwą mnie dwie rzeczy. Pierwsza to fakt, że ludzie lubą grać w źle zbalansowaną grę, a dwa, że jakoś nikt im nie wypomina, że ciągle robią ta samą produkcje i jedyne co zmieniają to setting otoczenia. Jak mówi stare powiedzenie na każdego potwora znajdzie się amatora. Masochistów jak widać nie brakuje i zawsze się znajdą upośledzeni umysłowo co polubią taki chłam.

Następnie luknę na Steam Deck… tutaj też nie lepiej, bo jest to oficjalnie… komputer. Jeśli była to konsola to bym mógł jeszcze to zrozumieć. Lecz zachwyt nad czymś co ma zastąpić laptop jest wyrazem totalnej głupoty. Już na dzień dobry nie ma w nim nadmiaru mocy, a do tego wielokrotnie wspominano w recenzjach, że trzeba godzić się na kompromisy graficzne. Jeśli ma jedynie służyć do grania w podróży to od biedy może być. Jednak jakimś cudem znajdują się oszołomy twierdzące, że zastąpiło to normalny PC. Oznacza to, że ich bieżący piecyk to złom, a jeśli jest inaczej to cóż trzeba umówić ich z psychiatrom.

Zostając przy technikaliach, najpopularniejszą rozdzielczością w jakiej grają gracze to zaledwie 1080 p. według danych steam za grudzień zeszłego roku było to, aż 64,6%. Dziwniejsze jest fakt, że najwięcej osób korzysta z karty Gtx 1650, która jest budżetowym modelem nie miejącej większej przyszłości w dobie Ray tracingu. Sugeruje to, że gracze stali się bardziej oszczędni lub już nie dają się nabierać na obietnice producentów, którzy olali ich czasie krypto szału.


Tekst ten zakończę smutnym akcentem. W zeszłym roku zmarł Kevin Conroy znanego jako głos Batmana. Niech ziemia lekka mu będzie.

No dobra, tak wyglądał mój przegląd 2022 r. tekst co prawda trochę długi, ale wierze, że przypadnie wam do gustu. Pozwoliłem sobie na nieco prywatnych komentarzy. Nie stoi nic na przeszkodzie, aby podyskutować poszczególne tematy w dziale komentarzy, który należy do was.    

Share:

Recenzja drugiego sezonu Sherlock

Pora na kolejne zagadki, których nie może sprostać byle kto, a jedynie umysł ponad przeciętny! Pora na kolejny sezon Sherlocka.

Początek jest co tu dużo mówić dalej na tym samym poziomie i w tym samym miejscu. Emocje jakie się kłębiły na tym basenie między Holmes, a Moriarty były naprawdę gęste. Skłonny jestem porównać je do tych, które łączyły Jokera i Batmana. Jedyną różnicą jaką chciałbym zwrócić uwagę, że tutaj jest o wiele zabawniej.


Jak inaczej można skwitować moment, gdy się wszystko rozstrzyga, a tu rozbrzmiewa przebój z Gorączki z Sobotniej Nocy. Naprawdę wiedzą jak się bawić emocjami widza. No dobrze, idziemy dalej. Proszę spojrzeć na prawo mamy tu dom niejakiej pani Adler zwanej tą kobietą. Znałem tą bohaterkę i wiedziałem o niej co nieco, ale sposób jaki ją przerobiono był niczym grom z jasnego nieba.

Wstawienie wątku sado maso naprawdę sprawił, że balans absurdów znowu został naruszony i dobrze im więcej niespodzianek tym lepiej. Sam Sherlock też zaszalał i udowodnił, że do normalnych nie należy. Humor wraz z wizualizacjami wszedł na kolejny poziom, co wielce chwale. Więcej tego samego jest zalecany, a zwłaszcza wtedy kiedy jest to dopiero drugi sezon.

Historia pani Adler rozwinięto o wiele mocniej i oprócz wspomnianego upodobania do dzikich zabaw zrobiono z niej agentkę, czy innego szpicla. Mimo jej niezrównoważonego stylu bycia zachwyca swoim intelektem. Fakt ten sprawia, że nie jest szablonowa, czy jakaś jedno wymiarowa. Ma ona wiele oblicz i tak raz kusi, a innym razem kąsa niczym jadowity wąż.


Wraz z rozwojem wydarzeń, które coraz bardziej się zacieśniają w wątku głównym wpleciono krótką adaptacje (nie mylcie z ekranizacją) Psa Baskerville’ów. Jeśli zainteresuje kogoś wiernie oddana produkcja powstała w oparciu o tą książkę to polecam już dość stary film miejący premierę w ubiegłym stuleciu. W omawianym sezonie ponownie zgarnęli wszystko, a następnie wrzucono do kotła i zamieszano.

Motyw przewodni został zachowany. Jednakowoż cała reszta została już zaadoptowana do współczesnych czasów. Zgodność ogólna co prawda też nieostała się w idealnym stanie. Początkowo miałem pewne obawy i widziałem to jak przez mgłę. Lecz szybko się rozwiała i stało się całkiem klarowne. Nawet efekty specjalne się broniły mimo swojego serialowego rodowodu.

Jednak kropka nad i była kolejna potyczka miedzy Holmes, a jego arcywrogiem. Tutaj dopiero pokazano jak można zdrowo namieszać. Wykorzystanie wzorców myśleniowych słynnego detektywa i zawiści policji było przebiegłe. Tak, tak chytre posunięcia szły jedno po drugim. Wraz z tym naszpikowano je najróżniejszymi opcjami.


Nie można praktycznie odwrócić wzroku od ekranu. Jedynie przez fakt oczywisty, że nie będzie to finał psuło co nieco zabawę. Nie ma co się zrażać taką niedogodnością i dalej śledzić co się stanie. Bo nic nie jest tym, czym być mogło, a chciało tym się stać. W tym zdaniu starałem się oddać sposób działania twórców, którzy co raz to mniej się przejmują prostą liniową fabuła mającą być szybko zrozumianą przez widzów na rzecz czegoś bardziej zakręconego.

Podsumowując, czy warto obejrzeć drugi sezon serialu Sherlock? Nie ma o czym nawet mówić, bo jest to jasne jak słońce. Rozbudowano wszytko to za co się pokochało tą produkcję i podniesiono na wyższą poprzeczkę. Wyobraźcie sobie wykres i słupek idący cały czas po skosie w górę, tak to właśnie się prezentuje. Ocena końcowa 8.5/10.

P.S. Dalej ciągną insynuacje, że John i Holmes to geje (śmiech).
Share:

Życzenia noworoczne


Z okazji nadchodzącego nowego roku składam wam serdeczne życzenia: 

Niech się spełnią noworoczne życzenia
te łatwe i trudne do spełnienia.
Niech się spełnią te duże i te małe,
te mówione głośno lub wcale.
Niech się spełnią wszystkie one krok po kroku,
tego życzę w Nowym Roku.



Share:

Recenzja filmu Monster Hunter

Wzięło mnie na oglądanie filmów, a czemu, bo produkcja, którą miałem zamiar oblukać kiedyś trafi do kosza. Oznacza to tyle, czy aż tyle, że sięgnę po nią wcześniej. Tyle w temacie, a teraz danie główne.

Monster Hunter to jeden z tych filmów, które próbują przenieść świat gry na wielkie ekrany. Można powiedzieć, że na swój sposób się to powiodło. W czasie seansu widać było jak na dłoni, że pewne istniejące mechaniki wykorzystano przekładowo jad jednej bestii pomógł ulepszyć broń.


Pytanie brzmi, czy to dostatecznie dużo, aby przybić piątkę i dać Oskara. Nie mnie to oceniać, bo odpowiedź sama się nasuwa. Poszło jak zawsze, świetne efekty specjalne Smaug szalał, a nie sorry Rathalos chciałem powiedzieć podgrzewał solidnie atmosferę na finiszu. Czekałem tylko, aż Smocze Dziecię wyskoczy i wrzaśnie Fus Ro Dah. Lecz na próżno oczekiwałem, że się to stanie, ale może w jakiejś parodii to wstawią.

Zacząłem trochę od dupy stronny, bo i sam tytuł trochę takowy jest. Można go podzielić na kilka osobnych części, które o dziwo łączą się i nie sprawiają wrażenia wziętej z niczego układanki.

Sam początek Monster Hunter to istny burdel na kółkach. Chciałem napisać przemyślany i przepełniony akcją wstęp z genialnym montażem. Natomiast wszelkie cięcia leciały szybciej niż pociski z karabinu maszynowo. Można to było jakoś przeżyć, gdyby chociaż dołożyli jakiś dobry podkład muzyczny.


Jednak im dalej tym ciekawiej. Początkowo pokazano jakiś randomowy zwiad Rangersów wraz załogą. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że są to nieco ugrzecznieni, czy też spokojniejsi Żółwie Ninja. Sielanka skończyła się szybko i zaczęła się część właściwa.

Miałem nadzieje, że jednak będzie można zaprzyjaźnić się z tymi bohaterami, ale postawiono na radosną masakrę. Efektywna? Oczywiście, CGI miażdży jakością, a lokacje? Prawie, że idealne tylko gdzie nigdzie trąci myszką. Żeby bardziej zobrazować można odnieść wrażenie, że się cofnęło do okresu 6 generacji konsol.

Wrócę teraz do samych, bohaterów, bo o dziwo będzie ich trochę. Początkowo mamy zderzenie Robinsona Cruso i powiedzmy Piętaszka. Trochę to obraźliwe, ale niekiedy miałem wrażenie, że ten rdzenny mieszkaniec jest na takim właśnie poziomie. Zabawne jest, że po chwili potrafił zachowywać o wiele bardziej współcześnie.


Rozwinięcie Monster Hunter to zbitka dużej dawki walki, a biednie jeśli chodzi o wypełnienie fabularne. Sam fakt, że muszą ze sobą współpracować, aby przeżyć to ciut za mało. Przydałby się jakieś rozmowy mogące coś pokazać. Jasne, że są jakieś próby komunikacji i to z zadawalającym efektem.

Mimo wszystko wieje to bidą z nędzą. Największą część filmu można streścić tak. Chcieli się zabić, a następnie od tak „dogadali” się i pokonali main bossa. Łał, sporo tego jak widać. Sam koniec od którego zacząłem ma już więcej do powiedzenia.

Czemu tak sądzę, a no dla tego, że nagle pojawia się ktoś kto mówi po angielsku. W końcu sami przyznali, że nie da się budować jakiejś fabuły jedynie za pomocą migów. Niestety zmarnowano potencjał jaki mogła dać załoga. Zrobiono z nich jedynie tło dla głównych wydarzeń.


Całość jest jedną wielką sekwencją, no prawie. Dobrze, że choć są tam jakieś nawiązania do samej gry. Nie tylko idea walki z potworami z znanymi mechanikami, ale i wyglądem. Na koniec doszedłem do wniosku, że nawet dobrze się oglądało. Mogli jednak nie przesadzać z tymi licznymi cięciami.

Podsumowując, Monster Hunter może się spodobać, jeśli nie będzie się tego traktować jako filmu mającego wiernie oddać grę. Ocena końcowa 7.5/10
Share:

Recenzja anime Sono Bisque Doll wa Koi wo Suru

Czas na animę, co prawda mogło dopiero być, ale jakoś nie pamiętam co tam wrzuciłem, a może dopiero opublikuję. Tak, czy inaczej coś będzie.

Sono Bisque Doll wa Koi wo Suru lub jak przetłumaczono ten tytuł na polski Projekt Cosplay. Musicie wiedzieć, że anime powstało na podstawie mangi o tym tytule. Nie miałem jeszcze okazji przeczytać, a póki co zapoznałem się ekranizacją.


Całość można podzielić na kilka bloków tematycznych, a mowa tu o: przewrażliwionym wprost wkurzającym Gojo, który kompletnie nie radzi sobie w kwestiach damsko - męskich. Towarzyszy mu Marin – chan z nie lepszym upośledzaniem umysłowym. Seria ta, to nic innego jak komedia ecchi. Są jednak pewne granice. Odniosłem odmienne wrażenie widząc w tej produkcji brak refleksji w jednoznacznych scenach.

Nasza Marin - chan początkowo objawia się jako dość rozwiązła damulka, która nie wie co to wstyd i zahamowań nie ma praktycznie żadnych. Jak będziecie oglądać drugi odcinek upewnijcie się, że jesteście sami (śmiech). Jednak to co najważniejsze rozpisano bardzo dobrze.

Sono Bisque Doll wa Koi wo Suru to nie tylko love story o przegrańcu, odludku robiącym tradycyjne Japońskie lalki. W tej całej otoczce przebija się przede wszystkim miłość do swojej pasji. Mało tego postarano się, aby był to poradnik. Najwyraźniej w kraju Kwitnącej Wiśni wiedza jak po przez przyjemne promować pożyteczne.


Każdy z bohaterów pokazuję swoje zaangażowanie i podejście do tego jak ważne jest to co robi. Już samym intrze można było rozczytywać jak w wypracowaniu, które dokładnie charakteryzuje głównych bohaterów.

Drugim blokiem jaki mocno ciągnął całość do przodu to wszelkie reakcję Marin – chan. Naprawdę było to bezcenne. Najbardziej ujmujące była ta bezwzględna szczerość. W sumie doskonale wiadomo, co miały one na celu osiągnąć i nie będę udawał, że nie dałem złapać na ten uroczy lep.

W ciągu całej serii obserwuje się jak Gojo i Marin zbliżają do siebie nawzajem, aż trudno uwierzyć, że zaczęło się od przypadkowego spotkania w pracowni. Lecz od początku widać, kto tak naprawdę się zaangażował. Nie będę uprawiał czarnowidztwa i pewnie Gojo raczy ją zauważyć.


Pozostali bohaterowie też są nieźle napisani. Sam dziadek Gojo miał parę swoich chwil i trochę smutne jest, że byle co mogło podważyć jego zaufanie do wnuka. Najważniej, aż nadto jest tradycjonalistą i nie lubi rajtuzów.

Warto zwrócić jednak większą uwagę na siostry Inui. Kiedy pokazały się obie to, aż się prosiło zapytać. Na serio? Nawet tutaj musiano dodać ten jakże klasyczny duet, czyli mała loli i duża hojnie przez naturę obdarzona.

Jeśli komuś było mało młodsza siostra prócz atutów wygląda jakby była jej matką. Co kraj to obyczaj jak widać. Wszelkie sceny z nimi pokazuje jak bardzo są ze sobą zżyte i to się ceni. Oprócz tego całkiem przyjemnie się je ogląda, bo całkiem sporo wnoszą do całości. Nie mogłem ich odebrać jako tło. Jakie jest ecchi każdy widzi.


Doszło nawet do „słynnej” sceny, w której to facet wchodzi w niewłaściwym momencie. Wykorzystano to jako most do dalszego rozwoju wydarzeń i do satyrystycznych momentów. Szczęśliwie wynikających z pewnych niedomówień, a niż z dwuznaczności.

Jeśli miałbym już naprawdę się czegoś doczepić to brak pomysłu na wszelkie radykalne reakcję Gojo. Nie trzeba być Nostradamusem, aby się zorientować co wywołuje jego nagłe… ożywienie. W jednym z odcinków nawet odlecieli z tym wątkiem.

Początkowo szli konsekwentnie, aby po chwili w ramach zrobienia zdjęcia siadła okrakiem na nim w skąpym stroju. Wszystko to po to, aby dziewiczy jęk wybrzmiał jeszcze głośniej. Odebrałem to jako przyrost formy nad treścią, Lecz oglądając to bez wnikania w szczegóły można dobrze się bawić nie zwracając uwagi na te wszelakie odstępstwa.

Podsumowujmy, Sono Bisque Doll wa Koi wo Suru to naprawdę warte obejrzenie anime, które ma super waifu. Nawet wykreślając wszelkie dygibasy w strojach kąpielowych wciąż entuzjastycznie mówiłbym o tej produkcji. Widać jak wiele miłości włożono w to co zrobili i aż się chce oglądać, bo jak nie kochać tego pierwszego cosplayu?
Share:

Życzenia z okazji Bożego Narodzenia



Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, aby były one przepełnione radością i pokojem, którego teraz tak bardzo nam potrzeba. Niech ten wyjątkowy czas spędzony w obecności bliskich osób, przyniesie chwile wytchnienia od codziennych spraw i trosk.



Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie