• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games

Gry, gierki, mini gry... Czemu, ach, czemu, Wielkie N je tak lubi? Kto to wie? Może dlatego, że są "jedyne w swoim rodzaju"?

Dawni wrogowie na rynku konsol Sega i Nintendo ci pierwsi przegrali, a drudzy trwają dalej. Lecz nie będę tu roztrząsał, która firma była lepsza, czy też gorsza! Na blogu pojawiła się już recka Mario Party Top 100, a teraz przyszła pora na inne konkurencje (sportowe) przypominające te ze MPT100. Zagrajmy sobie w Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games.

Proszę chuchnąć do...  

Kolejna produkcja, w której przyszło mi się zmierzyć z mini grami, co tu ukrywać najlepsze nie są! Jakbym miał w kilku słowach opisać rozgrywkę powiedziałbym quick time event. Możecie mi wierzyć na słowo qte stanowi podstawę w większości naszych aktywności, jakie dane będzie nam wykonywać. Jeśli macie w domu Wii to lepiej skorzystajcie z tej wersji gry, a niż z portu na 3 DS. Ok, żeby nie było tak smętnie to postaram się też, co nieco napisać o plusach tego tytułu.
http://sega-addicts.com/2012/03/04/review-mario-sonic-at-the-london-2012-olympic-games-3ds/
Bo to subiektywna opinia była! 

Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games posiada kilka trybów zabawy kampanie, multi, (ale takie lokalne) gra dowolna i tworzenie czegoś w rodzaju "playlisty" konkurencji, które chcemy zgrać. Zacząłem od części fabularnej, bo mimo że będzie to miałka opowieść zawsze to jakaś motywacja do przechodzenia gry.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=209283
Akacja rozgrywa się w Londynie, w którym zorganizowano najważniejsze zawody sportowe. Z jakiegoś dziwnego powodu zaproszeń nie dostaje dr Eggman i Bowser. Siłą rzeczy nie byli tym faktem zachwyceni i postanowili nie dopuścić do odbycia się zawodów. Dalej do akcji rusza (i tu lecą fanfary) nie tylko sam Mario, a wszyscy bohaterowie z świata Marianna i Jeża Sonica. Kampania jest rozłożona początkowo na epizody osobne dla tych dwóch bohaterów. O dziwo jest to ciekawy zabieg, bo dzięki temu widzimy dużo więcej niż w wariancie narracji z perspektywy jednego protagonisty.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=219596
To wszystko okazało się dość miałką bajeczką, którą dodano na siłę. Sądzę jednak, że nikt nie spodziewał się czegoś powyżej przeciętnej jakości. Każdy etap posiada swoje wyzwania, które trzeba zaliczyć. Początkowo wydawało się to nawet fajne, ale...
Dość szybko Sega zaczęła robić recykling tego, co się już widziało. Nie ładnie, be złe korpo! Szczęśliwie później wpuszczono na scenę inne konkurencje, które wprowadziły pewne urozmaicenie.

Klik, klik, klik

Jak się uprzeć to można nawet dobrze się bawić. Twórcy postarali się wykorzystać różne możliwości sprzętowe takie jak: mikrofon czy opcje "ruchowe" 3 DS. Na początku to nawet wprowadza pewne urozmaicenie, potem spostrzegamy pewne absurdy, przykładem może być mini gra, gdzie wyrywamy sztangę. Nie zgadniecie robi się to poprzez odpowiednie "dmuchnięcie" w mikro. "Trafienie" w odpowiednie miejsce na pasku siły to kwestia szczęście, a nieumiejętności. Innym śmiesznym przypadkiem są konkurencje, gdzie jedynie co musimy zrobić to odpowiednim czasie wcisnąć klawisz A.

Z tego też powodów lepiej darować sobie kampanie i przejść to trybu, gdzie sami wybieramy konkurencje i poziom trudności. Tam powinnyśmy znaleźć coś, co nas zainteresuje. Jednak nie wpłynie to na odbiór tego tytułu.
https://robertkmaxwell.wordpress.com/2012/03/03/review-of-mario-and-sonic-at-the-london-2012-olympic-games-for-nintendo-3ds/
Nie będę już dużej się znęcał nad tą grą i przejdę do podsumowania. Czy warto kupić Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games? Kiepskim grom mówię stanowcze nie!!! Żenująca rozgrywka mogła być bardziej rozbudowana. Widać pewien pomysł na siebie w postaci wykorzystywania dodatkowych możliwości konsoli, ale na tym kreatywność się skończyła, a szkoda, bo twórcy dobrze kombinowali i tak stworzono przeciętniaka, któremu dam 6/10.

Gracie, a może szukacie czegoś więcej niż mini gier na konsolach 3DS? Napiszcie o swoich wrażeniach z tego typu produkcjami od Wielkiego N!

Dział z komentarzami jak zwykle należy do was :)
      
  


Share:

Recenzja Mario Party Top 100


Mini gry, lubiane, a może zbędne? Czy warto się interesować tytułami, które składają się wyłącznie z takich maleństw? Wielkie N raczy nas takimi produkcjami od czasu wydania konsoli Nintendo 64. Czas to sprawdzić! 

Przeglądając dość pokaźną bibliotekę gier na konsolę z rodziny 3DS zwróciłem uwagę na jedną z produkcji: Mario Party Top 100. Po tak sugestywnym tytule przypomniały mi się dobrze znane w Polsce żółte kartridże sprzedawane na bazarach w latach 90-tych. Zapyta ktoś, czemu? W owym czasie "Janusze biznesu" sprzedawali je pod podobnymi tytułami np. "999 in 1". Rzecz jasna większość z nich to były tylko klony lub jakieś badziewne zapychacze.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355973
W przypadku Mario Party Top 100 mamy kompilację najlepszych gier, które wyszły od początku tej serii i dlatego postanowiłem sprawdzić, czy warto poświęcić trochę czasu i pieniędzy na tę plejadę mini gier.

Multi? Możesz pomarzyć!

Trybu sieciowego unikam jak ognia, lecz tym razem miałem ochotę pograć sobie z kimś i z tego też powodu, że MPT 100 została zaprojektowana tak, abyśmy mogli bawić się wspólnie ze znajomymi. Dużym plusem jest fakt, że wystarczy do tego jeden egzemplarz gry i można zrobić "lan party". Niestety, z przyczyn technicznych nie miałem z kim grać. Widać tu skutki traktowania naszego kraju przez Nintendo jak jakiegoś zadupia z krańca świata. Dodam, że przez Internet też nie znajdziemy nikogo do zabawy, bo nie dodano takiej możliwości. Trochę dziwne, zwłaszcza, że swoją premierę MPT 100 miało w 2017 r.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355971
No dobrze, więc co możemy zrobić z imprezową grą samemu? W tym momencie was zaskoczę, bo nawet dość dużo. Twórcy Nd Cube dodali tryb dla jedno gracza, który chcąc nie chcąc, daje najwięcej frajdy. W ramach "kampanii" przyjdzie nam odblokować zaledwie 4 poziomy podzielne na górny i dolny. Podobnie jak w innych tytułach od tego wydawcy, poszczególne mini etapy oceniane są gwiazdkami od 0 do 3. W przypadku "walk" z bossami jest ich więcej, o tak, złote monety też tu występują.

Hej ho, hej ho, do Bousera by się szło 
Warto, a nawet trzeba przejść tryb single player, aby odblokować wszystkie gierki, które zostały wybrane do tej topki. No i teraz pora na esencję, czyli samą rozgrywkę, czy jest coś warta? Jest i niekiedy delikatnie zaskakuje, ale nic poza tym. Nie znajdziecie tu czegoś co zapadnie w pamięć dzięki swojemu genialnemu wykonaniu, a jedynie zbiór mini ciekawostek. Jedną z tego tupu perełek jest wykorzystanie wbudowanego w konsolę mikrofonu. W konkurencji, w której musimy celować do ruchomego celu, używamy, właśnie to urządzenie poprzez dmuchanie w nie. Przyznacie, że podobnie dziwne zabiegi bardzo rzadko wykorzystywano w naszej branży i jedyną marką, w której coś takiego pojawiło się, był Metal Gear Solid. Do innych niekonwencjonalnych rozwiązań można zaliczyć to, że konsola potrafi stać się "ruchomym kontrolerem". W Mario Party Top 100 jest parę wyścigów wykorzystujących tę opcję.

Coś tam było, ale się skończyło...  

Gierki, które tam dodano są głównie zręcznościowe lub też samo przechodzące się, a że są krótkie, to zdarzyło mi się jedną z nich zaliczyć, nie naciskając nawet jednego przycisku. Ok, teraz rozszerzę tę myśl. Konkurencje, które przebyłem dość często wymagały spostrzegawości, przykładowo trzeba było przeliczyć ilość ruchomych bomb, a było ich tam bez liku. W innym przypadku trzeba pamiętać, pod którym przykryciem jest ciasto, a nie ładunek wybuchowy.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355970
A czy którąś z gier zapamiętałem? Parę było nawet wartych uwagi, np. siatkówka, czy piłkarzyki. No i wszelakie gry logiczne, które w sposób minimalny zachęcały do zastanowienia się, co zrobić. Gdy tylko się uporałem z tą "kampanią", w której głównym antagonistą był  Bouser, zabrałem się za pozostałe tryby.

Grać, czy nie grać, oto jest pytanie 

W pierwszej kolejności wziąłem się za Decathlon. W tym trybie można zagrać w pięć lub dziesięć gierek. Faktem dość oczywistym było to, że trzeba zająć w nich jak najlepsze miejsca. Zabawa na parę minut, a główną ich wadą jest brak opcji wybierania sobie konkurencji. Następnie uruchomiłem Championship Battles, gdzie można było zagrać w wybrany zestaw gier, a jeśli nie mieliśmy ochoty na coś konkretnego, to system nas w tym wyręczał. Co do reszty, to było tak jak wyżej. 
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=355969
Na sam koniec zostawiłem drugi, co do wielkości tryb, Minigame Match. Tym razem naszym celem było zebrać gwiazdki, co okazało się nie takie proste. W trakcie rozgrywki mogliśmy za pomocą różnych ulepszaczy i przeszkadzajek zmieniać sytuacje na mapie, szkoda tylko, że na jednej. Na planszy dało się ruszać tylko turami, natomiast rzut kostki decydował, o ile pól naprzód wolno było się przesunąć. W trakcie przejścia takiego meczu zdarzały się różne nieprzewidziane sytuacje. Przykładowo, gdy już w następnym posunięciu miałem dojść do gwiazdki, jeden z botów użył itemu, który zamienił nas miejscami. Oczywiście jest tego więcej, ale szkoda mi psuć wam zabawy.
  
Cukierek, albo psikus!

Na sam koniec parę słów o pozostałych mniej istotnych elementach. Oprawa jak na konsolę mobilną daje radę. Dalej jest cukierkowa i nic nie stoi na przeszkodzie, aby mógł w to zagrać każdy, niezależnie od wieku. Podkład dźwiękowy na umiarkowanym poziomie i dlatego dość często go wyłączałem, bo nie wnosił nic do odbioru gry.

Czy warto kupić Mario Party Top 100? Tak, parę godzin wam zejdzie z tą grą, więc nie poczujecie się stratni. Poszczególne poziomy mają tyle do zaoferowania, że się nimi nie znudzicie, a po przejściu będziecie mile je wspominać. Moja ocena to 7/10. Jeśli macie z kim zagrać, dodajcie do oceny jeszcze jeden punkt. 

A wy gracie ze znajomymi na imprezach, czy raczej nie szukacie tego typu urozmaiceń?

Pamiętajcie, że zawsze chętnie podyskutuję z wami na temat waszych spostrzeń tej czy innej produkcji!

Share:

Recenzja Donkey Kong Country Returns

Dużo gier ma podkręcony poziom trudności, co jest wielce niesprawiedliwe i można powiedzieć zrobione na odczep się. Na szczęście są też takie gry, w których twórcy wiedzą, na czym to polega, no prawie...

Jak na razie pisałem, co nieco o głośniejszych markach: Mario i Pokemon. Teraz przyszła pora, aby wielkolud Donkey Kong dostał swoje pięć minut.

Taki to był BANAN!

Zacznę od najmniej ważnej części, czyli od fabuły, która jest jedynie delikatnie zarysowana i podobnie jak w innych platformówkach od Big N kampania zaczyna się od tego, że protagonista traci swoje ukochane owoce i ruszamy je odzyskać. No, nie powala, ale na szczęście nie jest to najważniejszy element w tym tytule.
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=187759
Trzonem produkcji są niezwykle przemyślane poziomy, na których znajdują się liczne, ukryte obszary z puzzlami i bonusowymi lokacjami, w których czekają na nas złote niespodzianki. Nie raz zostawałem mile zaskoczony, gdy odkryłem takie miejsca, zupełnie się ich nie spodziewając.

Lecę na skórce od bana....

Jeśli ktoś z was interesował się tą produkcją pewnie pamięta, że ma ona cukierkową oprawę i przez to ktoś dał PEGI 3. No to się pomylił, bo mamy tu do czynienia z naprawdę wymagającą grą. Początkowo nie zanosiło się na to, lecz wraz z przechodzeniem na kolejne levele, poprzeczka szła odczuwalnie w górę. Swoją drogą, twórcy bardzo czytelnie ukazali poszczególne etapy w postaci całej wyspy w modelu 3d.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=187758
Jeśli ktoś chciałby iść w tango na tej wyspie, muszę go ostrzec, fizyka głównego bohatera i sterowanie nie idą ze sobą w parze. Reakcje goryla są odrobinę opóźnione, przez co wielokrotnie możemy zginąć. Jeśli jednak damy, Donkey Kongowi szansę, to w końcu wejdą nam w krew odpowiednie reakcje, dzięki czemu wykazując się świętą cierpliwością przejdziemy poszczególne etapy.

Oryginalny czy nowy tryb?

No dobrze, wspominałem w śródtytule o dwóch wersjach gry. Możemy grać tak jak na Wii lub w nieco uproszczonej wersji, które zasadniczo wiele się od siebie nie różnią. Bo to co jest najważniejsze nie zmienia się, a jedyne co dostajemy, aby zabawa dawała nam więcej radochy, to akcesoria takie jak: baloniki, papuga, dodatkowe życia i potki chroniące przed dziesięcioma skuchami. 

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=195079
Dziś natomiast pokazuje pazur w postaci bardzo wyśrubowanego poziomu trudności. Dodam, że część rzeczy zmieniła się względem oryginału np. przeciwnicy czy fakt, że nie mamy do czynienia z udawaną grafiką 3d, ale już z prawdziwym trójwymiarem.

Jakiś niedobry ten ba...!  

Na sam koniec pozwolę sobie ciut ponarzekać. W czasie spędzonym z tą grą wielokrotnie miałem odczucie, że poszczególne przeszkody w postaci platform lub też mobków zostały ustawione w taki sposób, aby nam dopiec. Ujmę sprawę jaśniej! Retro Studios tak zaprojektowało przeszkody, aby dać do zrozumienia, że toporne reakcje Donkey Konga są takie, a nie inne i z pełną premedytacją wstawiali w takich właśnie momentach macki lub innego kraby.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=195075
Czy warto kupić Donkey Kong Country Returns? Jeśli szukacie relaksu, to odradzam wam. Nie bierzcie tego, bo to jest tytuł dla tych, którzy mają za dużo czasu lub są masochistami, pardon wymagającymi graczami. Jeżeli jednak się skusicie, radzę najpierw rozłożyć gdzie się da poduszki w pokoju i okna też czymś osłonić, bo nie wiadomo gdzie wasz 3 ds poleci :D

A wy na co stawiacie, na poziom "nagłej śmierci", czy może kliknij w prawo i samo się przejdzie?

Komentarze są jak zawsze wasze, a lajki mile widziane ;)

Share:

Recenzja Uncharted 2: Pośród Złodziei

Pisać o tym co już się widziało po raz kolejny jest trudne, bo w końcu, czy jest o czym? Może tak, może nie. Zobaczmy, co dodano w kolejnej odsłonie kultowego Uncharted.

Pod dwóch latach od premiery pierwszej części przygód Natana Draka pojawia się kolejna odsłona serii. Posiada ona podobnie jak jedynka swój własny podtytuł, Pośród złodziej. Wybaczcie, ale będzie to już znacznie krótszy tekst z dość prostego powodu, Naughty Dog, a może Sony, nie wynikam, zrobili tu skok na kasę.

Czy mówi tu ktoś po polsku?  

Wiem, że dla wielu zabrzmi to jak herezja, ale takie są fakty. Odpaliłem tą "złodziejską" produkcję na następny dzień po zakończeniu Fortuny Draka. Miałem wrażenie, ba gotów byłem przyrzec, że gram wciąż w ten sam tytuł, lecz jest to sequel, a nie kolejny akt, czy inny rozdział tej samej opowieści. W praktyce nie dostaniemy nic nowego, czy też ulepszonego, choć nie którzy twierdzą, że poprawiono celność rzutów granatem i "odlepianie" się od ścian.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=338508
Tak jak pisałem wyżej, ci co tak twierdzą mieli przeważnie przerwę kilkuletnią. U mnie to było zaledwie kilka godzin, dlatego nie kieruję się jakimiś dalekimi wspomnieniami z przeszłości, a świeżymi doświadczeniami. Co do zmian w temacie skradania się, fakt wprowadzili kosmetyczne "opcje" załatwiania spraw po cichu, ale tych było jak na lekarstwo, a do tego kończyły się zawsze tym samym... skryptem, który miał uruchomić jedyną słuszną sekwencję. A samo przemykanie pod murkami jest takie jakie było, więc póki co mamy tylko kalkę. 

Halo? Tak? Ok, kopiuj i wklej!  

Skupmy się teraz na tym, co jednak siłą rzeczy musiano dodać nowego, aby ludzie mieli co robić. Fabuła wciąż trzyma ten sam poziom. Jest dobra jak w każdym filmie akcji, gdzie zatrudniono reżysera, który wie na czym polega jego praca. Nathan dostaje propozycje odnalezienia skarbu Marco Polo. Z ofertą tą przychodzą nowi bohaterowie: Chloe Frazer i Harry Flynn.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=338514
Zacznijmy od początku, twórcy postanowili rozpocząć mocnym akcentem. Protagonista budzi się w wagonie pociągu z raną postrzałową i jeśli się nie pośpieszy zleci w przepaść. Następnie cofamy się w czasie do wcześniejszych wydarzeń i w odpowiednim tempie docieramy do momentu, gdzie zostawiliśmy biedaka. Zabieg ten na dzisiejsze czasy dość powszechny i mało wyróżniający się, jednak wtedy to było coś. A z kim będziemy rywalizować? Dla odmiany dali nam na antagonistę zbrodniarza wojennego z Bałkanów. Rys bossa: łysy, morduje na zawołanie i ma przerost ego, "klasa sama w sobie". W takich momentach zastanawiam się, jak można narzekać na CoD i AC.

 Moralności ciąg dalszy...

Niestety większych zwrotów akcji nie ma, no chyba, że w ten sposób  można nazwać oczywiste oczywistości. Nie będę pisał, o które dokładanie chodzi, bo nie chcę psuć zabawy. W kontynuacjach zawsze mamy więcej tego samego, tutaj jest tyle samo co w powszedniej części, natomiast walka jest równie dobrze wykonana. Jedyne co może się zmieniło, to sekwencje platformowe. Jest ich jakby mniej, a może mnie się tak wydaje? Jeśli miałbym powiedzieć co w samej rozgrywce zmodyfikowano, to fakt, że dołożono nam "żywe czołgi". Porównać je można do tanków z L4D tyle, że ci są znacznie mobilniejsi, a do tego mają kusze, które są z kolei najsilniejszą bronią palną w grze, do której mamy dostęp.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=133565
Język prawa swoje ma!

Co do dubbingu, pojawiła się mowa rdzennych mieszkańców z Tybetu. No i sporo możemy posłuchać tego, tyle że... ktoś pożałował kasy na tłumaczenie i jedynie co przeczytamy, to ”mówi po tybetańsku..."  Na serio?! Człowiek się męczy, uczy roli, a ludzie odpowiedzialni za lokalizacje poszli po najmniejszej linii oporu. Wstyd i to ciężki!

To co było solidne dalej takie jest, a co wam się prawdopodobnie nie podobało, dalej jest złe, więc jeśli pokochaliście U1:FD, to polubicie z całą pewnością tę odsłonę. A czy warto kupić Uncharted 2: Pośród Złodziei? Tak, gra mimo że jest tylko klonem daje to co powinna, dobrą zabawę i z tego też powodu przyznaję jej mocne 7.5/10.

A wy lubicie "wracać" do tych samych gier tylko w "odświeżonej wersji"? A może gardzicie takim skokiem na portfele graczy?

Dział z komentarzami jest do waszej dyspozycji. Liczę na miłą dyskusję ;D

Share:

Recenzja Uncharted: Drake's Fortune


Słowa starość nie znają niektóre gry. Trwają niewzruszone niepostarzane zębem czas. Odkopmy pradawny skarb, który dał szansę młodziutkiej PS3 wyjść na prowadzenie.

Dawno, dawno temu, gdy PS2 jeszcze żyło, a Microsoft wydał w końcu konsolę, a nie komputer, pewne studio stworzyło ponadczasową grę, czyli krzyżówkę Tomb RaiderGears of War. Twórcy ci znani byli głównie z platformówek typu Crash Bandicoot, a imię ich Naughty Dog. Produkcja, którą odkurzyłem na PS4 slim, to pierwsza część kultowego Uncharted, o dość błyskotliwym podtytule Fortuna Drake'a Remastered.

To wspaniale Barbaro!

Już dawno nie miałem okazji zagrać czegoś z polskim dubbingiem i z tego też powodu zakupiłem tę, a nie inną wersję kolekcji Uncharted: Kolekcja Nathana Drake'a, w której w rolę Drake wcielił się nie kto inny, jak Jarosław Boberek. Sposób w jaki odgrywał rolę był zadowalający. Protagonista brzmiał dzięki niemu dość naturalnie i to spowodowało, że nie miałem ochoty zmieniać języka na oryginalny (choć w sumie i tak by się nie dało). Nat, jak nazywają go postali bohaterowie historii, to wesołek i swojego rodzaju terminator. Nie będę ukrywał, że mamy tu dobrze znany schemat, gdzie w pojedynkę odpieramy całe fale przeciwników zalewających nas regularnie.


Co do pozostałych postaci... już nie jest tak dobrze, ale na szczęście tylko w pewnych kwestiach. Jeśli zdarzy się nam zginąć, usłyszymy w ich rozpaczliwym wykonaniu okrzyk przerażania. Szkoda tylko, że brzmi on tak, jakby dotyczył spóźnienia się na autobus lub inną wyprzedaż.

Przejdźmy teraz do oceny fabuły. Mamy tutaj krem de la krem. Przyjdzie nam odnaleźć El Dorado, miasto ze złota. Ale jak już w takich historiach bywa, coś się chrzani i źli ludzie będą starać się nam przeszkodzić i skrócić nas o głowę. Jednym słowem klasyka. Poszczególne przerywniki filmowe zostały wyrenderowane na silniku gry, a do tego przejścia między nimi, a gameplayem są naprawdę płynne. Tego typu zabiegi sprawiły, że mamy naprawdę filmowe widowisko. Sam finał jest jak dla mnie ciut odpychający. Nie chcę wam zbytnio spoilerować, a chodzi o motyw z zarazą i tym co się z nią zwykle wiąże. Sztampa i to męcząca, ale da się przeżyć.



A myślałem, że takie rzeczy to tylko w kinach!     

Oprawa graficzna wciąż trzyma wysoką formę z dość prostego powodu. Mamy tu do czynienia z krzyżówką oprawy cukierkowej, z realistyczną. Kompromis między nimi pozwolił zachować naprawdę przyzwoitą jakość. Kolejnym elementem są animacje. Wydawca nie pożałował na nie funduszy. Liczba ich umożliwiła stworzenie naprawdę realistycznych zachowań Drake'a, jak i jego wrogów. Tutaj muszę wrzucić mały kamyczek do ogródka twórców, czemu przeciwnik prawie za każdym razem po trafieniu go, musi lecieć do góry i robić salto do tyłu? Nie wiem czy jest to wynik błędu, że w trakcie  jednego ze skoków nie zamaskowano "wydłużającej się ręki". Chodzi tu zapewne o to, że przy zachowaniu naturalnych proporcji ludzkiego ciała, nie dało się wszędzie dosięgnąć. Dodam jeszcze, że jest to pewnego rodzaju uproszczenie. A o co chodzi? Ramię kierowanego przez nas avatara wydłuża się, by móc dosięgnąć wystającej półki skalnej lub innego gzymsu. Przyznam, że bez wiedzy o tym nie zauważyłbym tego i uznał za złudzenie.


A teraz przyszła pora na (doktora) rozgrywkę. Tak jak początkowo pisałem, mamy tu do czynienia z krzyżówką Lary z Fenix. W sumie porównania pasują do tego co będziemy robić na zmianę. Przyjdzie nam zwiedzać liczne grobowce i zatopione miasto, a żeby nie było nudno, okraszono wszystko drobnymi zagadkami, które są nawet fajne. Innymi słowy wymagają ciut pomyślunku, ale nie za dużo, przez co poczujemy się mądrzy i nie stracimy dużo czasu. Na pewnych etapach  będziemy mieć wrażenie jakbyśmy grali Księcia Persji, a to z powodu pracy kamery umieszczonej na siłę przed nami, a nie za plecami. Trafiłem nawet na śmieszne sytuacje, gdzie wróg prześcignął moją towarzyszkę, ale system tego nie odnotował i wszystko poszło gładko, choć powinno być inaczej.

Walka, to nic innego, jak już dobrze nam znane Gears of War. Przeciwników nie brakowało, a nawet było ich za dużo. W czasie zabawy najwięcej trudności sprawiło mi przyzwyczajenie się do kontrolera, który jest odczuwalnie gorszy od myszki. Jednak jak mówi stare powiedzenie, ćwiczenia czynią mistrza. No i w końcu się przyzwyczaiłem i nawet weszło mi to w krew. Boty o dziwo wykazywały się sporą inteligencją i starały się wykorzystać przewagę liczebną i otoczenie. Największym mankamentem było "wsparcie", które pojawiało się z tyłu lub z innego miejsca, gdzie się go najmniej spodziewałem. Ogólnie, to system walki został naprawdę dobrze wykonany.

Czy warto kupić Uncharted: Drake's Fortune?  Hmm, powiem, że tak! Można się w to wciągnąć, a fakt, że poświęcimy na to między osiem, a dziesięć godzin sprawi, że się nie zdążymy znudzić tym, co nam autorzy zaserwowali. Dla tych co chcą więcej, przygotowano znajdźki ukryte to tu, to tam, a jest ich naprawdę dużo!

A wy kogo preferujecie, Lare czy Drake'a, a może jeszcze kogoś innego?

Ogłoszenie parafialne. Komentujcie i lajkujcie, zapotrzebowanie na pozytywną energię jest zawsze spore ;D 
          

Share:

Recenzja BioShock Infinite (PC)


Filozofia idea i inne wytwory myśli ludzkiej, a największy z nich utopia. Świat idealny, który nie ma prawa istnieć. Jednak ludzie starają się tego nie widzieć, tak jak mieszkańcy miasta Columbia.

Trzecia odsłona kultowej serii BioShock z podtytułem Infinite, wydana przez 2K Games w 2013 r. Produkcja została stworzona przez weteranów Irrational Games. Ci z was, którzy pamiętają zapowiedzi z 2010 r. wiedzą, że reklamowano ten tytuł jako przełomowe dzieło, które pokaże, czym są gry wideo. Czy dokonano tego? Czy wzniesiono się ponad przeciętność? Sprawdźmy to! 

A widząc to Pan rzekł, że jest dobre

Po pierwsze warto przetłumaczyć sobie podtytuł Infinite. W słowniku angielsko-polskim znajdziecie tłumaczenie - nieskończony. Co w takim razie przysłowiowy autor miał na myśli? Odpowiedź na to pytanie mieści się w sednie fabuły tego ambitnego dzieła kończącego się w sposób naprawdę wybitny i powodujący, że zacząłem zastanawiać się nad jego przesłaniem.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=217055
Postaram się nie zdradzać fabuły, a jedynie ją zarysować, abyście wiedzieli czego możecie się spodziewać. Wcielamy się w człowieka od brudnej roboty, który ma dług do spłacenia. Aby to uczynić musi sprowadzić dziewczynę do Nowego Yorku z podniebnego miasta Columbia.   Sprawa nie jest prosta, bo główny antagonista ma inne plany co do młodej Elżbiety. Całą kampanię możemy podzielić na dwie części. Pierwsza to ucieczka z wieży i samego miasta, a druga, to pogoń za samozwańczym Prorokiem, który odgrywa tu rolę głównego bossa. Na zachętę dodam, że protagonistę Bookera DeWitta łączą z młodą Elżbietą relacje szczególne, ale inne niż sobie wyobrażacie.  

Ludzie są równi i równiejsi...

BioShock Infinite stara sie poruszyć bardzo trudne tematy, takie jak rasizm czy podziały społeczne. Jest to powiew świeżości, choć pomimo że starano się podjeść do tego tematu rzetelnie, to moim zdaniem dość nijako to zaakcentowano. Tylko gdzieniegdzie można trafić na informacje o podziałach społecznych. Tym co wyszło na pierwszy plan jest religia, potem długo nic i mamy pokazany w sposób dobitny wyzysk robotników. Jak to powiedział pewien fabrykant, pszczoły to najlepsze stworzenia! Ciągle pracują i nie chorują i nie chodzą na zwolnienia. Bądź jak pszczoła! Nie jest to dosłowny cytat, ale wyraźnie pokazuje podejście elit do ludzi.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=258571
Daję 9 minut i 99 sekund   

Seria BioShock zasłyneła między innymi z tego, że miasto zawsze było pełnoprawnym bohaterem biorącym udział w kampanii. W trzeciej części jest tylko tłem z licznymi ozdobami. Mogę śmiało powiedzieć, że tylu obrazów, plakatów, rzeźb nawiązujących do chrześcijaństwa jeszcze nie widziałem. Odniosłem wrażenie, że nawet pod kamieniem znajdę obrazek czy inny posążek jakiegoś świętego. Generalnie miasto było wytapetowane niczym w okresie kampanii wyborczej. Wbrew pozorom stworzyło to pewną atmosferę i niepowtarzalny klimat. Kolejnym istotnym elementem jest szczegółowość i przywiązanie do detali. Columbia, to odbicie USA z początku XX wieku, piękna i oszałamiająca, a muzyka, która nam towarzyszy, a zwłaszcza utwory z pierwszych godzin, jest cudowna i w zachęca do zatrzymania się i wsłuchania się w nią.  

Robotnicy, robotnice. Towarzysze.

Zmuszony natomiast jestem włożyć łyżkę dziegciu do graficznej beczki miodu. Budynki, wnętrza i roślinność wciąż zachwycają. Niestety, jeśli się przyjrzymy np. koszom, czy krzakom, to zobaczymy bezmyślną "papę" rodem z gier z PS2. Na szczęście, ten i inne niedociągnięcia, nie rzucają się aż tak w oczy.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=253177
Irrational Games musiało się inspirować filmami w wytwórni DreamWorks Animation. Elżbieta została zamknięta w wieży, pilnowana przez przerośniętego strażnika. Brzmi znajomo? Oczywiście, oprócz tego można zauważyć analogie do bohaterów filmowych w jej zachowaniu i animacji twarzy, która się wyróżnia na tle "masek" noszonych przez NPC.

Jadę do ciebie tramwajem

Rozgrywka to dość szybki shooter okraszony super mocami podobnymi do tych, które można było zobaczyć w Dishonored. Możemy je zdobyć poprzez wypicie zawartości odpowiedniej buteleczki. Po kilku takich "głębszych" wzmocnieniach miałem wrażenie, że mam do czynienia z symulatorem żula spod budki z piwem. No ok, nie będę aż tak złośliwy, poprostu ktoś za bardzo lubi zaglądać do butelki. Poszczególne ataki specjalne można podzielić na à la kula ognia  lub pułapkę. Wyjaśnienie poszczególnych mechanik zostało wykonane w formie dość humorystycznego filmu, a bardziej pasowałoby powiedzieć, przedstawienia marionetek.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=253177
W zwiastunach wydawca podkreślał to, że będziemy się przemieszczać w grze podwieszeni na szynach tworzących podniebną kolejkę. Jest to bardzo fajny i widowiskowy dodatek, który uprzyjemnia podróżowanie, a także nadaje się do wykorzystania w walce. Co do rodzajów broni jest dobrze, wystrzały mają moc, ale nie jest to poziom na tyle wysoki, aby zadowolić wymagających odbiorców. Na szczęście fabuła i przeciwnicy nadrabiają to.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=250081
Wracając do samego wyposażenia, trzymać możemy tylko dwie sztuki broni naraz. W większości przypadków jest to liczba wystarczająca, bo automatów z amunicją jest sporo i ich rozłożenie jest odpowiednie, więc zazwyczaj jest gdzie kupić nowe magazynki. Nie musicie się martwić ich barakiem, bo z wrogów będzie ich leciało w hurtowych ilościach, tak samo apteczki, czy sole (mana), które będą leżeć to tu, to tam.

Do trzech razy sztuka

W ostatnim akapicie wspomnę o tym, co moim zdaniem jest zbędne lub też psuje zabawę. Pomaganie jest miłe, przyzna to każdy, jednak w grach można to inaczej odebrać, zwłaszcza kiedy gameplay staje się odczuwalnie prostszy. Elżbieta wyszukuje cały czas jakieś rzeczy, które nam rzuca,  przez co odniosłem wrażanie, że gram na kodach, a mój skill nie ma większego znaczenia. Dodam jeszcze, że zaniedbano tę mechanikę pod pewnym względem. Nasza towarzyszka potrafi rzucić do nas item nawet wtedy, gdy oddziela nas ściana, czy inna przeszkoda. Wiem, czepialstwo. Więcej wad nie pamiętam, poproszę o kontynuację i kolejne dobre gry.

Czy warto kupić BioShock Infinite? O tak, warto! Mamy tu do czynienia z treściwą produkacja, która jest naprawdę dobrze wykonana. Dużym plusem jest fakt, że poruszono tu sporo istotnych tematów. Historia wciąga i nie nudzi, a czas który poświęcimy daje zadowolenie, więc się nie zastanawiacie i zagrajcie.

A wam przypadła do gustu taka forma narracji? Czy może wolicie coś bardziej widowiskowego jak w CoD?

Piszcie, komentujcie! Wasz głos jest dla mnie ważny :D
        

Share:

Recenzja Devil May Cry (PC)


W ostatnim czasie, na blogu królowało PS4 jako główna platforma do grania. Nadszedł czas, aby PC podniosło się i pokazało co oznacza Master Race. Pora zrobić porządek w alternatywnej wersji "Folwarku zwierzęcego" Orwella.

Przyszedł moment na zrobienie przeglądu w biblioteczce gier na steam i nie tylko tam. Na tej sporej liście rzucił mi się w oczy tytuł kultowej serii  Devil May Cry i jej przedostatniej części wydawanej przez Capcom w 2013 r. na komputery osobiste, PS3 i X360. Mamy tu do czynienia z rebootem marki. Został on przyjęty dość chłodno. Pozwolę sobie na śmiałe stwierdzanie, że mnie przypadła do gustu ta odsłona.

Kill him!

Głównym bohaterem jest oczywiście nie kto inny jak Dante, który zachował w tej części swój zadziorny charakter. Warto dodać, że protagonista co nieco zyskał z tego też powodu, że nie rzuca tyloma kiepskimi dowcipami. W pewnych sytuacjach możemy nawet usłyszeć całkiem ciekawą grę słów.  

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=194734
Ninja Theory, którzy trzymali pieczę na tą produkcją przedstawili na początku głównego bohatera jako buca, uważającego się za kogoś lepszego i oczywiście playboy'a. Wraz z rozwojem kampanii mogłem zauważyć stopniową zmianę, rzecz jasna na lepsze. Przejście tego tytułu na średnim poziomie trudności to zaledwie dziesięć godzin zabawy.

A co ty masz im do zaoferowania?

Świat w jakim przyszło mi spędzić ten czas, to typowe odtworzenie państwa totalitarnego, gdzie społeczeństwo jest kontrolowane i manipulowane przez władzę. W DMC antagonistą jest  Władca Demonów Mundus, pełną gębą pan ciemności. On, jak i cała gra zachowują bezpieczne standardy. Nie spodziewajcie się zobaczyć czegoś nowego, a jednak czeka was    niespodzianka. Zastaniecie zaskoczeni finałem, bo tam gdzie powinien być koniec, mamy drobny twist, który przedłuża nieco zabawę.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=244355
Kolejną interesującą bohaterką jest Kat. Jej historia jest smutna, ojciec (demon) i przykład totalnej patologii. Z rozmów jej z Dante można dowiedzieć się co nieco o jej przeszłości. Na ich tle ukazuje się nam ona jako silna osoba. Nie da się ukryć, że potrzebowała pomocy ostatniego aktora tego spektaklu, Vergila, brata bliźniaka protagonisty, stojącego na czele ruchu oporu. Stara się on być wyrazisty, ale odebrałem go jako tło dla Dantego i nic po za tym. Miałem wrażenie, że  scenarzysta dodał go tylko po to, żeby wszystko trzymało się kupy.

This is your end!

Premiera Devil May Cry miała miejsce pięć lat temu. Mimo upływu lat grafika wciąż daje radę. Limbo, czyli coś w rodzaju zaświatów jest urocze na swój sposób i wciąż potrafi przykuć uwagę swoim wyglądem, który przyciąga detalami. Jedynym, do czego mógłbym się doczepić, to przerywniki filmowe, na których widać gdzie niegdzie gorszą jakość pewnych elementów otoczenia.
Muzyka nie jest ani epicka, ani też filmowa. Dostaliśmy ciężkie brzmienie gitar elektrycznych. Dość dobrze komponuje się to z rozgrywką akcji, a także nadaje pewnego klimatu. Wspomnę też, że efekty dźwiękowe broni dobrano z odpowiednią starannością, przez co łatwiej było mi się wczuć w bieżące wydarzenia.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=250626
Fu*k you Dante!

Przyszła pora na esencję i trzon tej produkcji, rozgrywkę. Od samego początku czuć siłę jaką dostaliśmy. No ok, nie ma co też szaleć na starcie, bo nowe umiejętności zostają odblokowane później wraz z postępami. Walka jest szybka, mimo że mamy tylko 30 FPS. Widać poświęcono płynność na rzecz oprawy graficznej. Wyzwań nie ma co szukać na średnim poziomie trudności, bo nawet jeśli nie spamięta się wszystkich kombinacji, to i tak comba będą wchodzić sam z siebie. Jednak ci z was co chcą poszaleć, też coś znajdą. Na poziomie Nowa gra+ dostajemy już większy wycisk. Mało tego, DMC ocenia nasz styl i promuje go lepszymi nagrodami, więc warto się starać.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=235569
Ciekawym smaczkiem są ceny w sklepie, w którym wykupujemy skille i przedmioty. Im w większą liczbę wspomagaczy się zaopatrzymy, tym każdy następny będzie kosztował coraz więcej. Drobne urozmaicenie, a cieszy. Nie ma ono większego znaczenia, bo jak już pisałem, na normalu nie ma większych przeszkód, no może z jednym wyjątkiem. Przejdźmy teraz do kluczowych przeciwników. 

Bossów łączą dwie rzeczy: są łatwi, aż do bólu i prawie wszystkich trzeba walić w słabe punkty, robiąc uniki i skacząc między platformami. W trakcie przechodzenia tego korytarzowego slashera trafiałem na mocniejszych od nich wrogów. Wstyd dla producenta! Przyszedł czas na podsumowanie.

Czy warto kupić Devil May Cry? Tak, to świetnie przemyślana produkcja, która może zaspokoić szeroki wachlarz graczy, od tych co grają dla fabuły, aż po tych, co szukają czegoś więcej. Liczne znajdźki i misje dodatkowe z całą pewnością zadowolą starych wyjadaczy, a przez to, że kampania nie jest zbyt długa spowodują, że się nie znudzimy, a może nawet sięgniemy po DLC.

A wy wolicie być jak tytułowy nefalem, czy cichym skrytobójcą?   

Pamiętajcie, wasze wsparcie jest dla mnie ważne. Mam nadzieję na dalszą owocną współpracę ;D  

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie