• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja Uncharted 2: Pośród Złodziei

Pisać o tym co już się widziało po raz kolejny jest trudne, bo w końcu, czy jest o czym? Może tak, może nie. Zobaczmy, co dodano w kolejnej odsłonie kultowego Uncharted.

Pod dwóch latach od premiery pierwszej części przygód Natana Draka pojawia się kolejna odsłona serii. Posiada ona podobnie jak jedynka swój własny podtytuł, Pośród złodziej. Wybaczcie, ale będzie to już znacznie krótszy tekst z dość prostego powodu, Naughty Dog, a może Sony, nie wynikam, zrobili tu skok na kasę.

Czy mówi tu ktoś po polsku?  

Wiem, że dla wielu zabrzmi to jak herezja, ale takie są fakty. Odpaliłem tą "złodziejską" produkcję na następny dzień po zakończeniu Fortuny Draka. Miałem wrażenie, ba gotów byłem przyrzec, że gram wciąż w ten sam tytuł, lecz jest to sequel, a nie kolejny akt, czy inny rozdział tej samej opowieści. W praktyce nie dostaniemy nic nowego, czy też ulepszonego, choć nie którzy twierdzą, że poprawiono celność rzutów granatem i "odlepianie" się od ścian.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=338508
Tak jak pisałem wyżej, ci co tak twierdzą mieli przeważnie przerwę kilkuletnią. U mnie to było zaledwie kilka godzin, dlatego nie kieruję się jakimiś dalekimi wspomnieniami z przeszłości, a świeżymi doświadczeniami. Co do zmian w temacie skradania się, fakt wprowadzili kosmetyczne "opcje" załatwiania spraw po cichu, ale tych było jak na lekarstwo, a do tego kończyły się zawsze tym samym... skryptem, który miał uruchomić jedyną słuszną sekwencję. A samo przemykanie pod murkami jest takie jakie było, więc póki co mamy tylko kalkę. 

Halo? Tak? Ok, kopiuj i wklej!  

Skupmy się teraz na tym, co jednak siłą rzeczy musiano dodać nowego, aby ludzie mieli co robić. Fabuła wciąż trzyma ten sam poziom. Jest dobra jak w każdym filmie akcji, gdzie zatrudniono reżysera, który wie na czym polega jego praca. Nathan dostaje propozycje odnalezienia skarbu Marco Polo. Z ofertą tą przychodzą nowi bohaterowie: Chloe Frazer i Harry Flynn.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=338514
Zacznijmy od początku, twórcy postanowili rozpocząć mocnym akcentem. Protagonista budzi się w wagonie pociągu z raną postrzałową i jeśli się nie pośpieszy zleci w przepaść. Następnie cofamy się w czasie do wcześniejszych wydarzeń i w odpowiednim tempie docieramy do momentu, gdzie zostawiliśmy biedaka. Zabieg ten na dzisiejsze czasy dość powszechny i mało wyróżniający się, jednak wtedy to było coś. A z kim będziemy rywalizować? Dla odmiany dali nam na antagonistę zbrodniarza wojennego z Bałkanów. Rys bossa: łysy, morduje na zawołanie i ma przerost ego, "klasa sama w sobie". W takich momentach zastanawiam się, jak można narzekać na CoD i AC.

 Moralności ciąg dalszy...

Niestety większych zwrotów akcji nie ma, no chyba, że w ten sposób  można nazwać oczywiste oczywistości. Nie będę pisał, o które dokładanie chodzi, bo nie chcę psuć zabawy. W kontynuacjach zawsze mamy więcej tego samego, tutaj jest tyle samo co w powszedniej części, natomiast walka jest równie dobrze wykonana. Jedyne co może się zmieniło, to sekwencje platformowe. Jest ich jakby mniej, a może mnie się tak wydaje? Jeśli miałbym powiedzieć co w samej rozgrywce zmodyfikowano, to fakt, że dołożono nam "żywe czołgi". Porównać je można do tanków z L4D tyle, że ci są znacznie mobilniejsi, a do tego mają kusze, które są z kolei najsilniejszą bronią palną w grze, do której mamy dostęp.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=133565
Język prawa swoje ma!

Co do dubbingu, pojawiła się mowa rdzennych mieszkańców z Tybetu. No i sporo możemy posłuchać tego, tyle że... ktoś pożałował kasy na tłumaczenie i jedynie co przeczytamy, to ”mówi po tybetańsku..."  Na serio?! Człowiek się męczy, uczy roli, a ludzie odpowiedzialni za lokalizacje poszli po najmniejszej linii oporu. Wstyd i to ciężki!

To co było solidne dalej takie jest, a co wam się prawdopodobnie nie podobało, dalej jest złe, więc jeśli pokochaliście U1:FD, to polubicie z całą pewnością tę odsłonę. A czy warto kupić Uncharted 2: Pośród Złodziei? Tak, gra mimo że jest tylko klonem daje to co powinna, dobrą zabawę i z tego też powodu przyznaję jej mocne 7.5/10.

A wy lubicie "wracać" do tych samych gier tylko w "odświeżonej wersji"? A może gardzicie takim skokiem na portfele graczy?

Dział z komentarzami jest do waszej dyspozycji. Liczę na miłą dyskusję ;D

Share:

Recenzja Uncharted: Drake's Fortune


Słowa starość nie znają niektóre gry. Trwają niewzruszone niepostarzane zębem czas. Odkopmy pradawny skarb, który dał szansę młodziutkiej PS3 wyjść na prowadzenie.

Dawno, dawno temu, gdy PS2 jeszcze żyło, a Microsoft wydał w końcu konsolę, a nie komputer, pewne studio stworzyło ponadczasową grę, czyli krzyżówkę Tomb RaiderGears of War. Twórcy ci znani byli głównie z platformówek typu Crash Bandicoot, a imię ich Naughty Dog. Produkcja, którą odkurzyłem na PS4 slim, to pierwsza część kultowego Uncharted, o dość błyskotliwym podtytule Fortuna Drake'a Remastered.

To wspaniale Barbaro!

Już dawno nie miałem okazji zagrać czegoś z polskim dubbingiem i z tego też powodu zakupiłem tę, a nie inną wersję kolekcji Uncharted: Kolekcja Nathana Drake'a, w której w rolę Drake wcielił się nie kto inny, jak Jarosław Boberek. Sposób w jaki odgrywał rolę był zadowalający. Protagonista brzmiał dzięki niemu dość naturalnie i to spowodowało, że nie miałem ochoty zmieniać języka na oryginalny (choć w sumie i tak by się nie dało). Nat, jak nazywają go postali bohaterowie historii, to wesołek i swojego rodzaju terminator. Nie będę ukrywał, że mamy tu dobrze znany schemat, gdzie w pojedynkę odpieramy całe fale przeciwników zalewających nas regularnie.


Co do pozostałych postaci... już nie jest tak dobrze, ale na szczęście tylko w pewnych kwestiach. Jeśli zdarzy się nam zginąć, usłyszymy w ich rozpaczliwym wykonaniu okrzyk przerażania. Szkoda tylko, że brzmi on tak, jakby dotyczył spóźnienia się na autobus lub inną wyprzedaż.

Przejdźmy teraz do oceny fabuły. Mamy tutaj krem de la krem. Przyjdzie nam odnaleźć El Dorado, miasto ze złota. Ale jak już w takich historiach bywa, coś się chrzani i źli ludzie będą starać się nam przeszkodzić i skrócić nas o głowę. Jednym słowem klasyka. Poszczególne przerywniki filmowe zostały wyrenderowane na silniku gry, a do tego przejścia między nimi, a gameplayem są naprawdę płynne. Tego typu zabiegi sprawiły, że mamy naprawdę filmowe widowisko. Sam finał jest jak dla mnie ciut odpychający. Nie chcę wam zbytnio spoilerować, a chodzi o motyw z zarazą i tym co się z nią zwykle wiąże. Sztampa i to męcząca, ale da się przeżyć.



A myślałem, że takie rzeczy to tylko w kinach!     

Oprawa graficzna wciąż trzyma wysoką formę z dość prostego powodu. Mamy tu do czynienia z krzyżówką oprawy cukierkowej, z realistyczną. Kompromis między nimi pozwolił zachować naprawdę przyzwoitą jakość. Kolejnym elementem są animacje. Wydawca nie pożałował na nie funduszy. Liczba ich umożliwiła stworzenie naprawdę realistycznych zachowań Drake'a, jak i jego wrogów. Tutaj muszę wrzucić mały kamyczek do ogródka twórców, czemu przeciwnik prawie za każdym razem po trafieniu go, musi lecieć do góry i robić salto do tyłu? Nie wiem czy jest to wynik błędu, że w trakcie  jednego ze skoków nie zamaskowano "wydłużającej się ręki". Chodzi tu zapewne o to, że przy zachowaniu naturalnych proporcji ludzkiego ciała, nie dało się wszędzie dosięgnąć. Dodam jeszcze, że jest to pewnego rodzaju uproszczenie. A o co chodzi? Ramię kierowanego przez nas avatara wydłuża się, by móc dosięgnąć wystającej półki skalnej lub innego gzymsu. Przyznam, że bez wiedzy o tym nie zauważyłbym tego i uznał za złudzenie.


A teraz przyszła pora na (doktora) rozgrywkę. Tak jak początkowo pisałem, mamy tu do czynienia z krzyżówką Lary z Fenix. W sumie porównania pasują do tego co będziemy robić na zmianę. Przyjdzie nam zwiedzać liczne grobowce i zatopione miasto, a żeby nie było nudno, okraszono wszystko drobnymi zagadkami, które są nawet fajne. Innymi słowy wymagają ciut pomyślunku, ale nie za dużo, przez co poczujemy się mądrzy i nie stracimy dużo czasu. Na pewnych etapach  będziemy mieć wrażenie jakbyśmy grali Księcia Persji, a to z powodu pracy kamery umieszczonej na siłę przed nami, a nie za plecami. Trafiłem nawet na śmieszne sytuacje, gdzie wróg prześcignął moją towarzyszkę, ale system tego nie odnotował i wszystko poszło gładko, choć powinno być inaczej.

Walka, to nic innego, jak już dobrze nam znane Gears of War. Przeciwników nie brakowało, a nawet było ich za dużo. W czasie zabawy najwięcej trudności sprawiło mi przyzwyczajenie się do kontrolera, który jest odczuwalnie gorszy od myszki. Jednak jak mówi stare powiedzenie, ćwiczenia czynią mistrza. No i w końcu się przyzwyczaiłem i nawet weszło mi to w krew. Boty o dziwo wykazywały się sporą inteligencją i starały się wykorzystać przewagę liczebną i otoczenie. Największym mankamentem było "wsparcie", które pojawiało się z tyłu lub z innego miejsca, gdzie się go najmniej spodziewałem. Ogólnie, to system walki został naprawdę dobrze wykonany.

Czy warto kupić Uncharted: Drake's Fortune?  Hmm, powiem, że tak! Można się w to wciągnąć, a fakt, że poświęcimy na to między osiem, a dziesięć godzin sprawi, że się nie zdążymy znudzić tym, co nam autorzy zaserwowali. Dla tych co chcą więcej, przygotowano znajdźki ukryte to tu, to tam, a jest ich naprawdę dużo!

A wy kogo preferujecie, Lare czy Drake'a, a może jeszcze kogoś innego?

Ogłoszenie parafialne. Komentujcie i lajkujcie, zapotrzebowanie na pozytywną energię jest zawsze spore ;D 
          

Share:

Recenzja BioShock Infinite (PC)


Filozofia idea i inne wytwory myśli ludzkiej, a największy z nich utopia. Świat idealny, który nie ma prawa istnieć. Jednak ludzie starają się tego nie widzieć, tak jak mieszkańcy miasta Columbia.

Trzecia odsłona kultowej serii BioShock z podtytułem Infinite, wydana przez 2K Games w 2013 r. Produkcja została stworzona przez weteranów Irrational Games. Ci z was, którzy pamiętają zapowiedzi z 2010 r. wiedzą, że reklamowano ten tytuł jako przełomowe dzieło, które pokaże, czym są gry wideo. Czy dokonano tego? Czy wzniesiono się ponad przeciętność? Sprawdźmy to! 

A widząc to Pan rzekł, że jest dobre

Po pierwsze warto przetłumaczyć sobie podtytuł Infinite. W słowniku angielsko-polskim znajdziecie tłumaczenie - nieskończony. Co w takim razie przysłowiowy autor miał na myśli? Odpowiedź na to pytanie mieści się w sednie fabuły tego ambitnego dzieła kończącego się w sposób naprawdę wybitny i powodujący, że zacząłem zastanawiać się nad jego przesłaniem.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=217055
Postaram się nie zdradzać fabuły, a jedynie ją zarysować, abyście wiedzieli czego możecie się spodziewać. Wcielamy się w człowieka od brudnej roboty, który ma dług do spłacenia. Aby to uczynić musi sprowadzić dziewczynę do Nowego Yorku z podniebnego miasta Columbia.   Sprawa nie jest prosta, bo główny antagonista ma inne plany co do młodej Elżbiety. Całą kampanię możemy podzielić na dwie części. Pierwsza to ucieczka z wieży i samego miasta, a druga, to pogoń za samozwańczym Prorokiem, który odgrywa tu rolę głównego bossa. Na zachętę dodam, że protagonistę Bookera DeWitta łączą z młodą Elżbietą relacje szczególne, ale inne niż sobie wyobrażacie.  

Ludzie są równi i równiejsi...

BioShock Infinite stara sie poruszyć bardzo trudne tematy, takie jak rasizm czy podziały społeczne. Jest to powiew świeżości, choć pomimo że starano się podjeść do tego tematu rzetelnie, to moim zdaniem dość nijako to zaakcentowano. Tylko gdzieniegdzie można trafić na informacje o podziałach społecznych. Tym co wyszło na pierwszy plan jest religia, potem długo nic i mamy pokazany w sposób dobitny wyzysk robotników. Jak to powiedział pewien fabrykant, pszczoły to najlepsze stworzenia! Ciągle pracują i nie chorują i nie chodzą na zwolnienia. Bądź jak pszczoła! Nie jest to dosłowny cytat, ale wyraźnie pokazuje podejście elit do ludzi.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=258571
Daję 9 minut i 99 sekund   

Seria BioShock zasłyneła między innymi z tego, że miasto zawsze było pełnoprawnym bohaterem biorącym udział w kampanii. W trzeciej części jest tylko tłem z licznymi ozdobami. Mogę śmiało powiedzieć, że tylu obrazów, plakatów, rzeźb nawiązujących do chrześcijaństwa jeszcze nie widziałem. Odniosłem wrażenie, że nawet pod kamieniem znajdę obrazek czy inny posążek jakiegoś świętego. Generalnie miasto było wytapetowane niczym w okresie kampanii wyborczej. Wbrew pozorom stworzyło to pewną atmosferę i niepowtarzalny klimat. Kolejnym istotnym elementem jest szczegółowość i przywiązanie do detali. Columbia, to odbicie USA z początku XX wieku, piękna i oszałamiająca, a muzyka, która nam towarzyszy, a zwłaszcza utwory z pierwszych godzin, jest cudowna i w zachęca do zatrzymania się i wsłuchania się w nią.  

Robotnicy, robotnice. Towarzysze.

Zmuszony natomiast jestem włożyć łyżkę dziegciu do graficznej beczki miodu. Budynki, wnętrza i roślinność wciąż zachwycają. Niestety, jeśli się przyjrzymy np. koszom, czy krzakom, to zobaczymy bezmyślną "papę" rodem z gier z PS2. Na szczęście, ten i inne niedociągnięcia, nie rzucają się aż tak w oczy.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=253177
Irrational Games musiało się inspirować filmami w wytwórni DreamWorks Animation. Elżbieta została zamknięta w wieży, pilnowana przez przerośniętego strażnika. Brzmi znajomo? Oczywiście, oprócz tego można zauważyć analogie do bohaterów filmowych w jej zachowaniu i animacji twarzy, która się wyróżnia na tle "masek" noszonych przez NPC.

Jadę do ciebie tramwajem

Rozgrywka to dość szybki shooter okraszony super mocami podobnymi do tych, które można było zobaczyć w Dishonored. Możemy je zdobyć poprzez wypicie zawartości odpowiedniej buteleczki. Po kilku takich "głębszych" wzmocnieniach miałem wrażenie, że mam do czynienia z symulatorem żula spod budki z piwem. No ok, nie będę aż tak złośliwy, poprostu ktoś za bardzo lubi zaglądać do butelki. Poszczególne ataki specjalne można podzielić na à la kula ognia  lub pułapkę. Wyjaśnienie poszczególnych mechanik zostało wykonane w formie dość humorystycznego filmu, a bardziej pasowałoby powiedzieć, przedstawienia marionetek.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=253177
W zwiastunach wydawca podkreślał to, że będziemy się przemieszczać w grze podwieszeni na szynach tworzących podniebną kolejkę. Jest to bardzo fajny i widowiskowy dodatek, który uprzyjemnia podróżowanie, a także nadaje się do wykorzystania w walce. Co do rodzajów broni jest dobrze, wystrzały mają moc, ale nie jest to poziom na tyle wysoki, aby zadowolić wymagających odbiorców. Na szczęście fabuła i przeciwnicy nadrabiają to.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=250081
Wracając do samego wyposażenia, trzymać możemy tylko dwie sztuki broni naraz. W większości przypadków jest to liczba wystarczająca, bo automatów z amunicją jest sporo i ich rozłożenie jest odpowiednie, więc zazwyczaj jest gdzie kupić nowe magazynki. Nie musicie się martwić ich barakiem, bo z wrogów będzie ich leciało w hurtowych ilościach, tak samo apteczki, czy sole (mana), które będą leżeć to tu, to tam.

Do trzech razy sztuka

W ostatnim akapicie wspomnę o tym, co moim zdaniem jest zbędne lub też psuje zabawę. Pomaganie jest miłe, przyzna to każdy, jednak w grach można to inaczej odebrać, zwłaszcza kiedy gameplay staje się odczuwalnie prostszy. Elżbieta wyszukuje cały czas jakieś rzeczy, które nam rzuca,  przez co odniosłem wrażanie, że gram na kodach, a mój skill nie ma większego znaczenia. Dodam jeszcze, że zaniedbano tę mechanikę pod pewnym względem. Nasza towarzyszka potrafi rzucić do nas item nawet wtedy, gdy oddziela nas ściana, czy inna przeszkoda. Wiem, czepialstwo. Więcej wad nie pamiętam, poproszę o kontynuację i kolejne dobre gry.

Czy warto kupić BioShock Infinite? O tak, warto! Mamy tu do czynienia z treściwą produkacja, która jest naprawdę dobrze wykonana. Dużym plusem jest fakt, że poruszono tu sporo istotnych tematów. Historia wciąga i nie nudzi, a czas który poświęcimy daje zadowolenie, więc się nie zastanawiacie i zagrajcie.

A wam przypadła do gustu taka forma narracji? Czy może wolicie coś bardziej widowiskowego jak w CoD?

Piszcie, komentujcie! Wasz głos jest dla mnie ważny :D
        

Share:

Recenzja Devil May Cry (PC)


W ostatnim czasie, na blogu królowało PS4 jako główna platforma do grania. Nadszedł czas, aby PC podniosło się i pokazało co oznacza Master Race. Pora zrobić porządek w alternatywnej wersji "Folwarku zwierzęcego" Orwella.

Przyszedł moment na zrobienie przeglądu w biblioteczce gier na steam i nie tylko tam. Na tej sporej liście rzucił mi się w oczy tytuł kultowej serii  Devil May Cry i jej przedostatniej części wydawanej przez Capcom w 2013 r. na komputery osobiste, PS3 i X360. Mamy tu do czynienia z rebootem marki. Został on przyjęty dość chłodno. Pozwolę sobie na śmiałe stwierdzanie, że mnie przypadła do gustu ta odsłona.

Kill him!

Głównym bohaterem jest oczywiście nie kto inny jak Dante, który zachował w tej części swój zadziorny charakter. Warto dodać, że protagonista co nieco zyskał z tego też powodu, że nie rzuca tyloma kiepskimi dowcipami. W pewnych sytuacjach możemy nawet usłyszeć całkiem ciekawą grę słów.  

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=194734
Ninja Theory, którzy trzymali pieczę na tą produkcją przedstawili na początku głównego bohatera jako buca, uważającego się za kogoś lepszego i oczywiście playboy'a. Wraz z rozwojem kampanii mogłem zauważyć stopniową zmianę, rzecz jasna na lepsze. Przejście tego tytułu na średnim poziomie trudności to zaledwie dziesięć godzin zabawy.

A co ty masz im do zaoferowania?

Świat w jakim przyszło mi spędzić ten czas, to typowe odtworzenie państwa totalitarnego, gdzie społeczeństwo jest kontrolowane i manipulowane przez władzę. W DMC antagonistą jest  Władca Demonów Mundus, pełną gębą pan ciemności. On, jak i cała gra zachowują bezpieczne standardy. Nie spodziewajcie się zobaczyć czegoś nowego, a jednak czeka was    niespodzianka. Zastaniecie zaskoczeni finałem, bo tam gdzie powinien być koniec, mamy drobny twist, który przedłuża nieco zabawę.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=244355
Kolejną interesującą bohaterką jest Kat. Jej historia jest smutna, ojciec (demon) i przykład totalnej patologii. Z rozmów jej z Dante można dowiedzieć się co nieco o jej przeszłości. Na ich tle ukazuje się nam ona jako silna osoba. Nie da się ukryć, że potrzebowała pomocy ostatniego aktora tego spektaklu, Vergila, brata bliźniaka protagonisty, stojącego na czele ruchu oporu. Stara się on być wyrazisty, ale odebrałem go jako tło dla Dantego i nic po za tym. Miałem wrażenie, że  scenarzysta dodał go tylko po to, żeby wszystko trzymało się kupy.

This is your end!

Premiera Devil May Cry miała miejsce pięć lat temu. Mimo upływu lat grafika wciąż daje radę. Limbo, czyli coś w rodzaju zaświatów jest urocze na swój sposób i wciąż potrafi przykuć uwagę swoim wyglądem, który przyciąga detalami. Jedynym, do czego mógłbym się doczepić, to przerywniki filmowe, na których widać gdzie niegdzie gorszą jakość pewnych elementów otoczenia.
Muzyka nie jest ani epicka, ani też filmowa. Dostaliśmy ciężkie brzmienie gitar elektrycznych. Dość dobrze komponuje się to z rozgrywką akcji, a także nadaje pewnego klimatu. Wspomnę też, że efekty dźwiękowe broni dobrano z odpowiednią starannością, przez co łatwiej było mi się wczuć w bieżące wydarzenia.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=250626
Fu*k you Dante!

Przyszła pora na esencję i trzon tej produkcji, rozgrywkę. Od samego początku czuć siłę jaką dostaliśmy. No ok, nie ma co też szaleć na starcie, bo nowe umiejętności zostają odblokowane później wraz z postępami. Walka jest szybka, mimo że mamy tylko 30 FPS. Widać poświęcono płynność na rzecz oprawy graficznej. Wyzwań nie ma co szukać na średnim poziomie trudności, bo nawet jeśli nie spamięta się wszystkich kombinacji, to i tak comba będą wchodzić sam z siebie. Jednak ci z was co chcą poszaleć, też coś znajdą. Na poziomie Nowa gra+ dostajemy już większy wycisk. Mało tego, DMC ocenia nasz styl i promuje go lepszymi nagrodami, więc warto się starać.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=235569
Ciekawym smaczkiem są ceny w sklepie, w którym wykupujemy skille i przedmioty. Im w większą liczbę wspomagaczy się zaopatrzymy, tym każdy następny będzie kosztował coraz więcej. Drobne urozmaicenie, a cieszy. Nie ma ono większego znaczenia, bo jak już pisałem, na normalu nie ma większych przeszkód, no może z jednym wyjątkiem. Przejdźmy teraz do kluczowych przeciwników. 

Bossów łączą dwie rzeczy: są łatwi, aż do bólu i prawie wszystkich trzeba walić w słabe punkty, robiąc uniki i skacząc między platformami. W trakcie przechodzenia tego korytarzowego slashera trafiałem na mocniejszych od nich wrogów. Wstyd dla producenta! Przyszedł czas na podsumowanie.

Czy warto kupić Devil May Cry? Tak, to świetnie przemyślana produkcja, która może zaspokoić szeroki wachlarz graczy, od tych co grają dla fabuły, aż po tych, co szukają czegoś więcej. Liczne znajdźki i misje dodatkowe z całą pewnością zadowolą starych wyjadaczy, a przez to, że kampania nie jest zbyt długa spowodują, że się nie znudzimy, a może nawet sięgniemy po DLC.

A wy wolicie być jak tytułowy nefalem, czy cichym skrytobójcą?   

Pamiętajcie, wasze wsparcie jest dla mnie ważne. Mam nadzieję na dalszą owocną współpracę ;D  

Share:

Recenzja The Journey

Czy gry zostaną uznane za jedną z dziedzin sztuk pięknych? Trudno powiedzieć. Przede wszystkim są one traktowane jako rozrywka. Może jednak są czymś więcej? Władysław Tatarkiewicz w "Dziejach sześciu pojęć" zakłada, że "Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć - jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać." Przyjrzyjmy się zatem pewnej małej produkcji.

Dopiero co opublikowałem na blogu recenzje Persony 5, a już ukończyłem kolejny tytuł, który stoi na drugim biegunie pod względem długości czasu przejścia. Tym razem sięgnąłem po jedną z tych produkcji, które możemy nazwać artystyczne lub relaksacyjne. The Journey wydana na PS3 i PS4 przez Sony.

Cisza i dobra muzyka

Mimo, że mamy tu do czynienia z odświeżoną wersją z PS3, to jest dobrze, powiem więcej, wspaniale, a przepiękna oprawa graficzna jest ponadczasowa. Zacząłem od grafiki, bo tego dali nam najwięcej. Dodam, że w mistrzowski sposób odtworzone zostało światło i odbicia. Rzecz jasna takich rzeczy w grach nie ma, a przynajmniej do tego roku nie było. Zasięg widzenia też jest niczego sobie, przez co pejzaże są naprawdę zapierające dech w piersiach.  Sama historia jest dość oszczędnie przekazywana za pomocą odkrywanych przez nas obrazów ściennych i krótkich przerywników filmowych. W czasie tytułowej Podróży przemierzamy pustynie, ale także zbocza góry, która jest naszym celem.

W trakcie wędrówki natkniemy się na ruiny starej cywilizacji. Jej pozostałości będą spełniać rolę drogowskazów. Jest to dość powszechna praktyka, ale czy oprócz tego coś jeszcze autorzy dodali? No, dodali... Objaśnili, które przyciski odpowiadają za skok i pozostałe interakcje. Jednak to nie wszystko. Dodano ciekawy smaczek, a mianowicie DualShock, który robi za kontroler ruchowy. Przyjemny bajer, choć mogli sobie darować.



O samych zagadkach środowiskowych nie opłaca się rozpisywać, bo są tak proste, że w praktyce same się wykonują. Jedyne co warte jest wzmianki to fakt, że będziemy mieli przeciwnika. Niestety lub stety, jak kto woli, jest tak prosty, że tylko naprawdę początkujący gracz nie poradziłby sobie z nim.

Kolejną rzeczą, którą chcę się z wami podzielić jest genialny podkład muzyczny. Idealnie wpasowuje się w klimat tego enigmatycznego tytułu. Muzykę skomponował Austin Wintory, odwalił kawał dobrej roboty. Praktycznie nie ma się do czego doczepić. Zachęcam gorąco do posłuchania tego saundtracku. Z całą pewnością jest jednym z lepszych jakie usłyszałem w tym roku.



Nim przejdę do podsumowania, parę słów o ciekawym systemie kooperacyjnym.  Spacer, który odbyłem był krótki, lecz spotkałem na nim innych graczy. W pierwszej chwili myślałem, że to jakieś Npc, ale nie, to ludzie. Gdybym grał na PC to nie zwrócił  na to uwagi.

Fakt, że na PS4 trzeba mieć wykupioną subskrypcję, aby móc grać online, robi wrażenie. Nie możemy się komunikować z naszym potencjalnym towarzyszem, ale są na to różne inne sposoby. Nie będę o nich pisał, bo nie o nich ten tekst.  Po przejściu ponownie The Journey nie odczułem jakichś szczególnych różnic.



Czy warto kupić The Journey? Nie widzę przeszkód, aby tego nie zrobić. Mało jest na rynku takich perełek. Gra jest krótka, bo trwa tylko dwie godzinny, ale warto je poświęcić. Polecam przejść całość przy jednym posiedzeniu. Moje ocena to 8.5/10.

A wy już ruszaliście na szczyt góry, czy wciąż tylko zmierzacie się tam wybrać?

Napiszcie w komentarzach, czy waszym zdaniem tworzenie takich produkcji ma sens? Nie zapomnijcie też zalajkować posta ;D 

Share:

Recenzja Persony 5


Udało się, zmieniłem serca ludzi, a przynajmniej niektóre z nich. Zapraszam was na najdłuższą podróż jaką miałem okazję odbyć w tym roku. Przygotujcie się na liczne wydarzenia, które z całą pewnością was zadziwią i to nie raz.

Ukończyłem po ponad 100 godzinach Persona 5 autorstwa Atlus z 2016 r. Jest to dopiero druga gra, którą miałem okazję ograć na PS4. Dzięki temu tytułowi zdążyłem tak bardzo przyzwyczaić się do dualshocka, że jak sięgnąłem po Xpada, to palce trafiały w niewłaściwe miejsca. No, ale nie o tym miał być ten artykuł.

Jakie masz na dziś plany?  

Gra robi dość dobre wrażenie. Zaczyna się od dość ważnej sceny, która ma za zadanie przyciągnąć uwagę i zachęcić do przejścia kampanii. Powiem wam, że długo i to bardzo czekałem nim znowu doszedłem do tego fragmentu Persony.

W pierwszej kolejności postaram się przedstawić plusy tego ciekawego tytułu, który zajął piąte miejsce w Top najlepsze gry według Metacritic za 2017 r. Fabuła jest naprawdę dobrze rozplanowana. Wydarzenia wraz z rozwojem akcji nabierają tempa powodując, że w przerwach od grania zastanawiałem się co się dalej stanie. Mało tego, twórcy z początku trollują nas poprzez spore z pozoru błędy, jakie popełnili. Szczęśliwie wszystko wyjaśniają, pod koniec gry. Lepiej późno niż wcale.  
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=327086
Część właściwa kampanii, którą rozpoczniemy po pierwszym samouczku, (a tych będzie dość sporo) przeniesie nas do Tokio. Oczywiście, nie mamy co liczyć na miasto takie jak w serii GTA czy Assassin's Creed. Mamy tu do czynienia z ładnie zaprojektowanymi małymi dzielnicami, które posiadają tylko to co konieczne w wyjątkowo minimalistycznym stylu. Odnosiłem wtedy wrażenie, że może Atlus obawiał się, że konsola nie da rady z pełnoprawnym otwartym światem. Nie musiałem długo czekać, aby przekonać się, że byłem w błędzie. Lochy, które przyszło mi zwiedzać, czy też pałace jak je tu nazwano, były słusznych rozmiarów, lecz o tym nieco później.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=330492
Główny bohater trafia do stolicy kwitnącej wiśni w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jaki mu się wydarzył. Został niesłusznie oskarżony o napaść na człowieka. W dość krótkim czasie odkrywa, że ma niezwykłą moc. Może przemieszczać się do innych wymiarów, a są nimi ludzkie umysły, czy też serca (jak to w kółko powtarzają bohaterowie Persony). Tam odkrywa ich najmroczniejsze sekrety i zmienia ich w dobrych ludzi. Historia przedstawiana została w interesujący sposób. Protagonista przesłuchiwany jest w areszcie, a każde z pytań jakie mu zadają jest kolejnym etapem w grze. Tak jak wspominałem wyżej, w tracie całej przygody poznamy szereg postaci. Nasza grupa to typowi bohaterowie z anime. Mamy Ryuji, to taki w gorącej wodzie kąpanej człowiek, dość nerwowy, lecz nie zawaha się ruszyć na pomoc. Kolejna postać to Anna. Przepełniona wewnętrznymi problemami dziewczyna, która obwinia się że nie jest dość silna, żeby móc wesprzeć przyjaciół. No i został Morgana. Tak wiem, że z  pozoru wygląda, że zrobiłem błąd, ale w tym wypadku mamy postać płci męskiej z damskim imieniem.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=327084
Warto zadać sobie pytanie. Czy da się ich polubić? Owszem, można, są naprawdę fajni choć dość szablonowi. Tak samo jak pozostała cześć ekipy, którą spotkamy na poszczególnych misjach głównych.

Pałac super! Daleko jeszcze?

Rozgrywkę, która wypełniła cały czas jaki spędziłem z Personą 5 możemy podzielić na eksploracje pałaców i życie ucznia. Wbrew pozorom łączą się ze sobą dość znacząco. Przynajmniej tak powinno być, ale o absurdach jakie dostrzegłem napiszę na samym końcu. Utrzymywanie dobrych relacji jest ważne, bo dzięki temu dostajemy dodatkowe bonusy w czasie walki, których tu nie brakuje. Jeśli się postaracie to możecie je wymaksować i niekiedy mogą pomóc. Niestety element losowości jaki zaimplementowano powoduje, że sporo z tych mechanik traci na znaczeniu.

No dobra, a teraz esencja Persony 5, pałace! Tutaj twórcy wykazali się sporą pomysłowością. Przede wszystkim tematyka każdego lochu jest inna, a różnice nie ograniczają się jednie do zmiany tekstur. Co to, to nie! Każde z odwiedzonych przeze mnie miejsc było jedyne w swoim rodzaju. Kolejna rzecz, która mnie pozytywnie zaskoczyła, to liczba modeli wrogów. Plejada ich była naprawdę imponująca. Co prawda można było doszukać się małej "wojny klonów", lecz nie rzucało się to, aż tak w oczy.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=299038
Sama walka natomiast to czysta turówka, do której dodano ciekawe zasady. Jeśli udało mi się odnaleźć słabość wroga, to mogłem uderzyć ponownie lub przełączyć się na innego członka drużyny. Innym innowacyjnym rozwiązaniem jest możliwość rozmowy z potworami. Gdy tylko powaliło się wszystkich milusińskich można było z nimi pogadać, ewentualnie zrobić specjalne combo (czyli wszyscy huzia na Józia). Jeśli doszło do pokojowej wersji musiałem odpowiednio dobierać odpowiedzi tak, aby zadowolić drugą stronę. Swoją drogą rozmowa jest lepszym rozwiązaniem niż spuszczanie łomotu, z dość prostego powodu. Droga pacyfisty prowadziła do szybkiego zwycięstwa. Niestety nie mogę tego powiedzieć o agresywnej alternatywie.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=338471
Innymi bajerami z jakimi przeszło mi się zetknąć były negocjacje z mobkami. Zdarzały się sytuacje, gdzie członek drużyny został wzięty na zakładnika i w takich momentach można było negocjować lub wezwać na pomoc złodzieja z gildii. Swoją drogą przypominało to mechanikę z Cienia Mordoru, w której mogliśmy pomścić innego gracza. Kolejnym interesującym rozwiązaniem, zapożyczonym zapewne z Monster Huntera, była ucieczka drugiej strony, ewentualnie błaganie o litość. Przeciwnik mógł wpaść w panikę i wtedy mogliśmy go zatrzymać dzięki kolegom po fachu lub puścić wolno, co się nie opłacało, bo zwiększał się poziom alarmu. Ostatnim przyciągającym elementem jest limit czasowy. Każde zadanie główne trzeba wykonać do określonego dnia. Jeśli tego się nie zrobiło to trzeba zacząć misję od nowa.  

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=338464
Na samym końcu zostawiłem sobie grafikę i soundtrack. Ci z was, którzy lubią anime na pewno się tu odnajdą i będą zachwyceni oprawą, bo jest na czym oko zwiesić. Twórcy dołożyli wszelakich starań, aby dać nam wrażenie, że bierzemy udział w filmie animowanym, którego jesteśmy częścią. Muzyka jest w porządku, tylko tyle mogę powiedzieć. Utworów jest kilka na krzyż, przez co będą się nam ciągle powtarzać i szybko się znudzą. 

Kiedy zabawa staje się harówką...

Pochwały były "poklepałem po ramieniu", a teraz o wadach słów kilka. Nie będzie to dużym spoilerem, gdy napiszę, że gra ma siedem misji fabularnych. Na pierwszą z nich poświęciłem sporo czasu i myślałem, że już przeszedłem około połowy kampanii. Jednak było inaczej, bo to była zaledwie 1/7 produkcji. Następną dość istotną pomyłką było dawanie mobom op ataków. Dochodziło do dość częstych potyczek, w których wszyscy członkowie dostali debuffa agresji. Po czymś takim można było powiedzieć: pa, pa wygrano. Na domiar złego stan gry można było zapisywać tylko w określonych strefach, czyli bezpiecznych pokojach. Konsekwencją tego rozwiązania była niekiedy utrata dużej liczby postępów lub udanej walki z mini-bosem. Muszę tu wbić szpilę twórcom, szefowie byli prostsi niż ich mniejsi odpowiednicy.

Największą bolączką Persony 5 jest jednak to, że autorzy postawili na ilość, a nie jakość. Jak ktoś grał w mmo wie, że na instancjach dość często starzy gracze skipują niepotrzebne moby, a nowi robią pług, czyli wybiją wszystko jak leci. W P5 mamy to drugie i do tego jeszcze trzeba dołożyć backtracking. Mamy przez to zabójczo wkurzające połączenie. No i zostawiałem jeszcze "najlepsze" na koniec.  
https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=321030
Główni bohaterowie mówią przez cały czas w miejscach publicznych, że są Fantomowymi Złodziejami, których szukają wpływowi politycy, służby bezpieczeństwa itp. Dziwnym trafem nie dają rady ich odnaleźć, ale koleżanka ze szkoły już tak. Gdzie tu logika? No, widać zabrakło...

Czy warto kupić Persone 5? Mam mieszane uczucia. Z jednej strony to całkiem dobry jRPG. Mógłbym wystawić ocenę 7/10, a gdyby nie wspomniane wady dałbym więcej, bo sporo tu fajnych rozwiązań. Lecz odchodząc od gry człowiek powinien czuć niedosyt, a w przypadku P5 czułem "przejedzenie". Jeśli macie dużo czasu i nie przeszkadzają wam elementy w rodzaju: kopiuj i wklej, to możecie sięgnąć po Persone.                         

A wy lubicie długie gry, na które trzeba poświęcić ponad 100 godzin, czy preferujecie coś krótszego?         

Zalajkujcie tekst i napiszcie, które gry waszym zadaniem są lepsze, a może jest coś pośrodku?

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie