• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Wróciłem :D

Wpis co prawda już się pokazał na FB, ale wiem, że nie wszyscy tam zaglądają. Wiec wrzucę i tu. Dawno już nie pisałem, a wiec na początek mała rozgrzewka przed czymś większym. W sobotę wrzucę już obszerny tekst na temat tego co sądzę o bieżącej sytuacji i co przewiduję, że może się stać. Dodam jeszcze wątek o Egs i Steam, bo co tam się dzieje to w pale się nie mieści. :D


Ostatnio naprawdę się dzieje. Marketingowcy rozpoczęli już na poważnie wojnę na next geny. Betony zaczęły skakać sobie do gardeł. (Czyli to co zawsze) Jeśli oglądaliście konferencje obu stron to wiecie co i jak.


Warto w sumie też na bieżąco czytać wiadomości. Chaos, bo to co się dzieje to właśnie to. Brak określonych planów na przyszłość i wzajemne podkopywanie się skrzyżowane z brakiem zdecydowanego działania.



MS chwali się swoim abonamentem, a Sony grami na wyłączność. Ci ostatni zadali wprawny cios pokazując co będzie można zagrać na PS 5. Niestety nie zabrakło problemów komunikacyjnych w postaci dodatku do Spiderman.


Z kolei Xbox fapie swoimi flopsami, które ładnie brzmią, ale najbardziej się liczy łatwość tworzenia gier na konsole. Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak fanboy niebieskich, ale nie ma co ukrywać, że zieloni pokpili sytuację w mieniającej generacji.



Mam nadzieję, że teraz jak wykupili nowe studia w końcu coś się zmieni i zaczną produkować coś porządnego z bogatą singlową kompanią, a nie jedynie dodatki multi.


Tak zakończę mój pierwszy wpis po tak długiej przerwie.

Share:

Przerwa techniczna

W ostatni weekend nic nie wrzuciłem. W najbliższy też się na to nie zanosi ;p Postanowiłem zrobić sobie przerwę od pisania i na razie chcę pograć tak dla siebie bez pisania. Choć co do tego ostatniego nie jestem pewien.  Nie bójcie się (o ile to ktoś by się przejął) blog będzie dalej istniał i za jakiś czas zacznę znowu publikować. Na razie ;p 

Aktualizacja 
Zapraszam na mojego Instagrama Warto go polubić, aby zobaczyć co pogrywam i z czego pojawią się teksty. Na początku zrobię sobie podróż po USA, a co dalej zobaczymy.  

https://www.instagram.com/p/CAQgva9Btqr/?utm_source=ig_web_button_share_sheet


Share:

Recenzja Retro: Kirby 64: The Crystal Shards


Zgodnie z planem zaczynam mini retro serie. Ostatnio był Mario to teraz coś innego. Postanowiłem pograć Kirbiego. Mały różowy odkurzacz jest równie dobrze znany miłośnikom Nintendo, ale jakoś stoi na  uboczu.

Rozpocząłem grę mimo chodem. Jeśli mogę tak się wyrazić. N64 posiadam od jakiegoś czasu i parę gier już leży na półce. Początkowo chciałem sięgnąć po coś już dobrze znanego. Ale jakoś poczułem przesyt.

Kirby 64: The Crystal Shards wzbudza we mnie mieszane uczucia. Jest to naprawdę świetna produkcja dla każdego. Jednocześnie potrafi, gdzie nigdzie zaburzyć lajtowe  tempo. Echem, przygody różowej kulki to w sumie bardzo przyjemny spacer, który zapewni każdemu sporo radochy.

To co mnie najbardziej zaskoczyło to fakt, że  graficznie Kirby w ogóle się nie zestarzał. Wszystkie jego niedociągnięcia wynikają jedynie z ograniczeń sprzętowych. Animacje ruchu, i walki wciąż dają radę. Podobnie jak modele postaci, czy bossów.

Ząb czasu niewiele nadgryzł tę produkcje. Może jedynie muzyka mogła być trochę żywsza. Ale to już doszukiwanie się dziury w całym. Fabuła w kampanii solowej jako taka jest, ale symboliczna więc nie zawracałem sobie nią uwagi, bo coś innego wciągnęło i to bardzo.


Wraz ze przechodzeniem poszczególnych poziomów natrafiałem na różnych przeciwników. Każdy z nich wyróżniał się jakąś konkretną umiejętnością. Po pożarciu go (jakoś trudno nazwać to inaczej) protagonista pozyskiwał jego moc.

No i tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa w łączeniu w pary poszczególne umiejętności. Od gorejącego miecza, po „żywy” wulkan. Kombinacji od cholery. Niektóre zmieniały Kirbiego w op bohatera. Fakt, że  i bez tego było dość łatwo.

Pod koniec każdego poziomu składającego się z kilku pod mapek czekał boss. Oczywiście nie brakowała też ich mini wersji. O ile jeszcze szefowie potrafili, czasem zatrzymać na tę minutę dwie to już ich zastępcy nawet tego nie zdołali wykonać.


Dodam jeszcze, że o ile pierwsi bossowie mieli tylko jedną fazę, co się kończyło szybko to już później dodawano im jeszcze drugą rundę. W jednym wypadku miałem wrażenie, poprawcie mnie jeśli się mylę, pojawił się problem z hitbox’em. Mowa tu o wulkanicznym kolosie.  

Raz na jakiś czas mimo, że byłem oddalony maksymalnie od przeciwnika dostawałem obrażenia. Nie była to reguła, koniec końców padł. Mimo faktu, że nie zmieniłem strategii, co sugerowałoby, że coś tam devom nie wyszło.

Balans o ile takowy był, co wątpię, sprawia, że można zrobić tam rzeź niewiniątek. Dopiero ostatni przeciwnik jaki stanął mi na drodze wyszedł przed szereg. Zapewniam, że to pierwszy i zarazem ostatni jakiego spotkacie, który żuci wam wyzwanie.


Poszczególne planety jakie odwiedziłem były naprawdę ciekawie zaprojektowane. Nie odczułem ani razu, że już to robiłem wcześniej. Ostatnią kwestią, o której napiszę jest zdobywanie dodatkowych żyć i bonusach jakie się otrzymuje na koniec rundy.

Kirby posiada dwa paski jeden to życie dzieli się na kila „kulek”. Drugi natomiast służy do pozyskania kolejnego „serduszka”. Można go naładować gwiazdkami. Natomiast górny wymaga wciągnięcia jedzenia, które zostało porozrzucane po mapach.

Jeśli komuś był tego mało po przejściu trasy Kuleczka poprzez losowy skok i może dostać coś ekstra. Wszystko zależy od tego, gdzie zdołamy doskoczyć.


Przyszła pora na wszystko to co zapomniałem lub nie pasowało wyżej. Oprócz klasycznych wrogów trzeba jeszcze ocalić towarzyszy broni, którzy będą towarzyszyć w czasie podróży. Walki z każdym z nich różniły się zasadniczo i to jest faktem. Jednocześnie było to banalnie proste. W sumie i dobrze, bo miałem ochotę zagrać w coś luźnego.

Tak właśnie się prezentuje się Kirby 64: The Crystal Shards w mojej ocenie. Minęło już 20 lat, a gra wciąż się świetnie trzyma. Tylko, gdzie nigdzie można było coś poprawić, a tak jest naprawdę świetnie. Ocena 8.5/10.

Share:

Recenzja Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku Tom 4


Słoneczko świeci ptaszki śpiewają. Do czego to dąży, bo ja wiem? Wyjść już można to warto poczytać komiks na ławeczce, albo lepiej w domu :3

Nie było już dawno mangi. Dlatego uznałem, że warto to nadrobić i zajrzałem na półkę i po chwili zastanowienia sięgnąłem, bo czwarty tom Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku. Tomik ten przeczytałem jak zwykle jednym tchem. Tak to jest jak się ma styczność z wybitnymi dziełem (śmiech).

Fabuła jaka została przestawiona w tej mandze dzieli się na kilka osobnych historii np. jak Hanako i Kabakura się poznali. W ekranizacji nagrali z tego odcinek typu ova. Atrakcji jest znacznie więcej mamy jeszcze przezabawne randevu Ko i Nao - kun.

Zacznę jednak od początku. Bieżący tomik bardziej niż zwykle prezentuje relacje głównych bohaterów, a w szczególności Narumi, którą wzięło na shojo i tradycyjne Bl (gejoze). Widać wyraźnie, że postanowiła wreszcie przejąć inicjatywę. Lecz po tym co zobaczyła, czyli efektach uzależnienia Nifujiego powinna dać sobie spokój.

Dziwnym trafem mimo tego, że jest świadoma jego problemów ciągnie to dalej. Gdyby nie fakt, że jest to komedia to bym pomyślał, że jej też brakuje zdrowego rozsądku. Nie zabraknie też  „pikantnej sceny”. Oczywiście jedynie gorącej w opisie, bo w samej mandze tego nie zauważycie. Przedstawiono to odpowiednio, tak aby nie był to hentai ani ecchi.


Niebędący fizycznie przy tej jakże gorszącej sytuacji Hanako i Kabakura świetnie się bawią i komentują co bardzo mnie rozbawiło jak oni zrobili z tego serial rodem z TvP 2. Kolejną luźnie powiązaną przygodą był brak okularów Hirotaki. Jeśli znajdzie się tu jakaś czytelniczka lubiąca Boys love to będzie miała mocną sytuacje.  

Co do ważniejszych momentów to nie zabraknie flashbacka Narumi  z pierwszego dnia w pracy. Fujita (autorka dop. Ja piszący) pokazuję jak "subtelnie" nasza gwiazdeczka z gracją słonia w składzie porcelany zaczyna swoją karierę w firmie.

W sumie nie należy się niczego innego spodziewać po uroczej moe. Wszystko to jednak nie umowa się do naszej zakręconej drugiej pary „seniorów”. Musicie wiedzieć, że należą oni do rzadkiej odmiany wysportowanych otaku. Poznali się, a jakże w liceum i byli kapitanami swoich drużyn.

Już od tamtego czasu mieli skłonności do dominacji i braku poszanowania zdania drugiej strony. Tak swoją drogą, jakim cudem się w sobie zakochali to nie wiem. Pasują do siebie jak pies z kotem. W ich przypadku naprawdę sprawdza się powiedzenie kto się czubi ten się lubi.

Jakbym miał wskazać kto wypada w tym związku bardziej negatywnie to zdecydowanie wskazał bym Hane. Nie chodzi tu już nawet, o męską solidarność, ale o coś zgoła innego. Ona bardzo szybko narzuca swoja wole po przez awanturę. Nawet tsundere jest bardziej subtelna.

Kabakura też nie jest jej dłużny, bo to prawdziwy choleryk, który wpada szybko w szał. Można jednak zauważyć, że ma złote serce, ale trzeba się namęczyć, aby to zauważyć. Osobiście nie chciałbym mieć czegoś takiego w swoim związku.


Na koniec zostawiłem sobie deser czyli Nao i Ko. Dobrali się naprawdę bardzo dobrze. On do rany przyłóż tak zwany „miły człowiek”, albo nieogarnięte popychadło, ona zamknięta w sobie introwertyczka. Ta ciągnąca się od jakiegoś czasu znajomość jest naprawdę pocieszna. Jak zapewne wiecie Ko ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Nie jest jakąś superbohaterką, ale dziewczyną, której udało się to zamaskować.

Sytuacje jakie z tego wynikły są komiczne. Nie zmienia to faktu, że ten wątek jest jedynie niedużą odskocznią od części właściwej. Polecam gorąco każdemu kto jeszcze nie czytał warto się zaopatrzyć w własny egzemplarz.

A co wy sądzicie o tego typu komediach? Da się je czytać, czy może poszukać czegoś innego?
  

Share:

Spacer po Tyrii, czyli jak to wróciłem do MMORPG (PC)


Na początku jak powstał ten blog napisałem recenzję Guild Wars 2. Bardzo dobra produkcja, która miała swój debiut 2012 r. Spędziłem tam grubo powyżej 2 tyś godzin.

W ostatnich latach grałem symbolicznie bądź wcale. Stęskniłem się i postanowiłem sprawdzić co się zmieniło. No, a tak szczerze to miałem ochotę odpocząć od singlowych gier. Spędziłem w tym MMO ostatnie kilka dni. Zajrzałem to tu to tam i sprawdziłem jak się sprawy mają.


Pierwsza rzecz, którą chciałem sprawdzić to model biznesowy. Jak wiadomo mamy F2p, B2p, i P2p. Powszechnie wiadomo, że gry sieciowe typu Gw2 to głównie darmówki, w których króluje P2w. Nie płacisz nie masz nic. Proste jak konstrukcja cepa.

Arenanet wyszła z innego podejścia i poszła swoją drogą. Wymagany jest jedynie zakup gry. W samym item shopie mamy w sumie kosmetykę i opcjonalne wspomagacze dla tych co są wyjątkowo niecierpliwi. Warto zaznaczyć, że nie daję żadnej przewagi w samej rozgrywce.

Tak było na początku i o dziwo nic się nie zmieniło. Jedyne dziwne decyzje jakie zauważyłem dotyczą odblokowania bieżącego contentu wychodzącego w ramach Living World. Jeśli dobrze pamiętam,  można odblokować poszczególne epizody za darmo w ograniczonym czasie. Ci co nie zdążą muszą zakupić dostęp.  


Tutaj już mógł mi ktoś zarzucić, że jednak jakaś „ściana” funkcjonuje. W tym momencie powiem i tak  i nie. Obecny przelicznik za 100 gemów to ok. 32 golda. Jak na tyle lat działania Gw2 to tanio. Sposobów na zarabianie też nie brakuję. Każdy kreatywny gracz szybko zarobi taką kasę, a więc tutaj zadaje pytanie. Po kiego grzyba to dali?

Przeszkodą nazwać się tego nie da, a jedynie jakąś pierdołą, która uwiera w bucie. Skoro jestem już przy tego typu rzeczach. Zauważyłem opcje dostępu do stref Vip. Co tam można dostać? Kameralne miejsca do craftingu! No nie, brawa mistrzowie! Szkoda, że to samo jest dostępne dla wszystkich tyle, że w części „publicznej’.

Może są ludzie, którzy preferują coś takiego, ale po co w takim razie grają w MMO? Oto jest pytanie.

Czy dużo ludzi gra?

Jest to drugie równie ważne zagadnie co ekonomia gry. Znów muszę się cofnąć do początku Guild Wars 2. Na starcie ludzi było jak na lekarstwo mimo, że pokazywało zapełnione serwery. Dopiero wprowadzenie multiserwerów zmieniło sytuacje. 


Jedną rzeczą było zmniejszenie ich liczby, a druga łączenie lokacji w których grało mało graczy w jedną całość tak, aby było ich więcej na danej mapie.
Robiąc dzienne zadania nie raz, nie dwa zaglądałem na niskopoziomowe mapy. Początkujących tam nie brakowało tak samo jak na terenach przeznaczonych typowo pod end game.

Można by powiedzieć, że w takim razie na instancje, czy fraktale itp. szybko się znajdzie pt i można hulać, że hej!  No nie do końca. Jeśli chodzi o meta eventy to nie było w sumie problemów. Dziwne jest to, że ludzie nie są jakoś skłonni grać wspólnie.

Jest tym pewna ironia. Pierwszy raz poczułem samotność właśnie w produkcji, w której otaczają mnie żywi gracze, a nie same Npc. W sumie ludzie zachowują się jakby grali bardziej w produkcję singlową i to jest największy paradoks jaki można zobaczyć.


Kolejną sprawą jest podział społeczności na tych co kupili grę i tych co grają za darmo. Podstawką i pierwszy dodatek Heart of Thorns  może ogrywać każdy. Z jednej strony dobrze, bo więcej ludzi będzie online. Przynosi to też zagrożenie w postaci dzieci neo, które będą psuć zabawę innym.

Inną sprawą są boty, które wrzucają reklamy z sprzedażą złota. Kiedyś dość często na to natrafiałem. W sumie jak się na tym zastawić to ich teraz nie ma.

Co dodano do gry?   

Tutaj też zrobię takie małe wprowadzenie. Żywy świat (Living Word) miał być swojego rodzaju przedłużeniem kampanii. Początkowo devowie nie wiedzieli jak się do tego zabrać. Wymyślali jakieś tam historie o uchodźcach i związane z tym aktywności.


W późniejszym czasie się zaczęli powoli rozkręcać i dawali spore atrakcje jak World bossy i instancję. Niestety tylko na czas określony. Po pierwszym sezonie świat zaczął przypominać ten z WoW’ego Cataklizmu.  Rozumiem koncepcję, miał być to realny świat w którym cały czas coś się zmienia, a więc nie może nic zostać po wygranej batalii.

Dopiero w drugim i kolejnych częściach odeszli od tej „mechaniki”, na szczęście. Obecnie twórcy wprowadzili coś co mnie osobiście bardzo zainteresowało, a mowa tu o rajdach szkoleniowych. (Sam wymyśliłem to określenie). Oczywiście to nie wszystko. Mamy też do zdobycia wierzchowce doszło ich podajże trzy, czyli łączna pula to siedem.

W takim WoW kazano by nam chodzić na rajdy, aby z łaski gildii lub mechniki losowości dany mount trafił do nas. Tutaj mamy łańcuszek aktywności, który trzeba wykonać, aby to zdobyć. Jest to bardziej sprawiedliwe i mniej powtarzalne.


Atrakcji jest więcej, ale o tym będę pisał w kolejnych odcinkach o perypetiach jakie będę przeżywał grając sobie online. Na koniec wspomnę od nadchodzącym trzecim dodatku. Będzie to coś w rodzaju Mists of Pandaria. Póki co to tyle wiem na ten temat. Wstępnie jest dobrze, choć dupy nie urywa. Jeśli komuś mało to niech zagra w inną „darmową” grę MMORPG i sam się przekona, gdzie jest lepiej.  

A jak tam u was z grami sieciowymi? Przechodzicie też czasami na ciemną stronę mocy?

Share:

Recenzja Kokoro ga Sakebitagatterunda

Jedni nazywają to prostym schematem, Ja nazwę to genialną historią, która została przedstawiona w sposób wzniosły. Skoro coś zrobiono dobrze, po co to zmieniać?

Kokoro ga Sakebitagatterunda (tł. Symfonia serca) to nie jest wbrew pozorom film z prostolinijną fabułą. Reżyserzy Tatsuyuki Nagai i Shinobu Yoshioka  zawarli wiele pod wątków, które śledziłem z wielką uwagą.

Nakreślę wpierw zarys głównego wątku, a następnie dodam poboczne, ale tak, aby nie zdradzić za dużo. Główną bohaterką jest Jun Naruse, jako dziecko przyłapała swego tatę na tym, że zdradza jej matkę.

Skończyło się to oczywistym rozwodem, ale to było jedynie preludium tego co miało się stać. Nie trzeba, być psychologiem, aby się domyśleć jak się odbiło to na Naruse - chan. W późniejszej części fabuły widzimy perypetie jakie przeżywa i konsekwencję głupoty jej rodziców.  Tak można w wielkim skrócie to opisać.

Kolejnym równie ważnym elektem są jej relację z matką i Takumi Sakagami. Formalnie też jest głównym bohaterem jak Naruse – chan, ale jakoś w mojej ocenie schodzi on na drugi plan. Przejdę teraz do rzeczy.


Symfonia serca to dramat, który zaliczymy do okruchów życia. W ciągu dwóch godzin poruszył wiele ważnych spraw. Mnie osobiście najbardziej ruszyła kwestia podejścia rodziców do ich córki.

Nie wypada ujmować dosadnie co bym im zrobił, ale tak wyrodnych ludzi zamknąłbym w więzieniu na dożywacie. Twórcy idealnie i bez ogródek przedstawili destrukcyjny wpływ rozpadu rodziny. Takie wydarzenia są naprawdę ciężką traumą dla dziecka. Jeśli by było tego mało całą winę zwalili na nią.

Wielokrotnie maluchy i bez tego się winią, a tu wprost jej powiedzieli, a dalej niestety sposób wychowania i co ważniejsze samo podejście się nie zmieniło. Brak słów. W tym momencie warto przyjrzeć się na kolejnej kwestii.


Czy brak zainteresowanie szkoły wynika z samego sytemu, czy tylko nauczycieli. W  Kokoro ga Sakebitagatterunda mamy jedynie jednego psora Kazuki Joushima. Luzak, lekko duch, tak go odebrałem. Mimo wszystko pod koniec trochę, się zreflektował. No ciut przesadziłem, symbolicznie to zrobił.

Ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że pomógł swojej uczennicy. Nic bardziej mylnego. Tym właśnie zajął się Takumi. Początkowo nie wykazuje jakichkolwiek motywów swojego działania.  

Ten przełomowy moment wyszedł tak subtelnie jak poślizg na skrócę od banana. Tylko ci co są miłośnikami starych czarno białych filmów będą kojarzyć tego typu sceny. W sumie nie ma co się dziwić skoro już wypadły z obiegu.


Zabrakło mi spoiwa, które by łączyło to w spójną całość. Dostałem za to coś połączonego tanią taśmą klejącą. Szczęśliwe dalej jest już znacznie lepiej. Wbrew pozorom sama zmiana Naruse – chan nie jest jedynym celem, no w sumie jest, ale dodano tu bardzo dobre tło musicalowe.

A co tam, napiszę nieco w innej kolejności. Niekiedy finał, a w szczególności ostania część filmu potrafi zwolnić i nieco znudzić. Tutaj jest całkiem inaczej. Postarano się, aby chwaciło widza za serce i nie puściło, aż do napisów kocowych.

Kokoro ga Sakebitagatterunda warto obejrzeć właśnie choćby z tego powodu. Co by było krzywdzące, bo smacznych kąsków jest znacznie więcej. Żeby daleko nie szukać sama muzyka i piosenki są perełkami wartymi waszej uwagi.


Nie zabraknie też interesujących zjawisk społecznych, a zostało to pokazane w dość klarowny sposób. Czyli co dokładnie? Tylko ci co mają odwagę wyrażać się decydować nie są „tłumem”, którym można kierować.

Celowo pominąłem jeszcze parę szczegółów, aby zachować coś dla tych co się skuszą i obejrzą.
Kończąc tę recenzję długą jak lista zakazów koronnych. Zachęcam gorąco do obejrzenia  Kokoro ga Sakebitagatterunda cudowna fabuła, fantastyczna oprawa i ta muzyka coś miodnego. Ocena 9/10.

Share:

Taka tam gadka o koronce


Panuje nam wszem i wobec korona(ś)wirus i paradoksalnie coś gorszego. Szalone prawa, które są wbrew konstytucji, ale kto by się tym przejmował? Interes się kręci, bo w końcu można każdego orżnąć na co najmniej 500 zł, od tak!

Dziś chciałbym sobie dla odmiany pogadać o czymś innym niż zawsze. Choć i tak pewnie zawadzę o temat gier. Pierwsza sprawa to paranoja jaka panuję w naszym kraju. Rozumiem, że koronka to coś groźnego i należy wprowadzić pewne ograniczenia, aby nie było tu drugiej Italii lub Hiszpanii.

Źródło: Fanpage Pawła Kukiza

Jednak to co się dzieje to już szaleństwo. Zanim to się wszystko zaczęło to osobiście nie widziałem większych różnic między starą władzą, a tą aktualną. Klika jak to klika w sumie ta sama. Teraz mamy pokaz co się dzieje jak szaleńcy dorwą się do sterów. Przekręcą wszystko tak jak chcą i wciąż będą twierdzić, że działają zgodnie z zasadami demokracji. No po prostu śmiech na sali.

Przeciętnemu kowalskiemu wydaje się, że go to nie dotyczy. Chodzi do pracy, płaci podatki i ma się dobrze. Jeszcze miesiąc temu  też tak sądziłem. Teraz widzę, że to odbija się na każdym bez wyjątku.
W moim mieście i nie tylko łapią ludzi za chodzenie na spacer.

Dokąd to wszystko zmierza nie wiem i wolałbym nie wiedzieć. Na portalach typu wp.pl wielcy eksperci twierdzą, że czekają nas chude lata. No fajnie, ale kiedy były tłuste? No i co ważniejsze da się jeszcze bardziej odchudzić anorektyka jakim jest naród Polski?


Pierwsze próby już są robione w postaci zmiany kar finansowych, aby zapłata była bezwzględna. Gdyby były to normalne mandaty władza przegrałaby wszystkie sprawy sądowe. Śledząc tylko pobieżnie media odniosłem wrażenie, że elity sądzą, że dalej żyjemy w okresie przed Internetowym i nikt się nie dowie, a przynajmniej niezbyt szybko o tym jak sami łamią stworzone przez siebie prawo.

Miłujący nam ”ojciec” narodu robi nielegalne spotkania, czy odwiedza cmentarz, choć szary obywatel zrobić tego nie może. Im jednak wydaje się że ślepy naród tego nie zauważy. Szok, jest inaczej. Niestety, pewnie nic nie zrobi tak jak przez ostatnie 30 lat.

Tych co chcą coś zmienić jest za mało. Większość niezadowolonych woli pierdzieć w krzesła i wrzeszczeć do telewizora jak leci jakiś program z politykami. Natomiast jak nadchodzą wybory to już ich nie ma.

Teraz coś o bardziej przyziemnym życiu w czasie pandemii

Sporo ludzi zostało zmuszonych do pracy zdalnej lub nawet straciło stanowisko. Mogę szczęśliwie powiedzieć, że wciąż pracuję i do tego w miejscu pracy, a nie w własnym mieszkaniu. Nie widziałbym się w robocie „całodobowej” przed własnym PC. Dla mnie jest to zupełnie "niehigieniczne”. Brak wyraźnego rozdzielenia czasu na część zawodową i prywatną jest wyjątkowo niekomfortowe. 

Źródło: home.pl
No, ale jak mus to mus. Bardzo mnie ciekawił temat szkoły i tego jak sobie poradzą z tym nauczyciele. Jak na to nie patrzeć ministerstwo oświaty wiedziało co się szykuję, a mimo to olało sprawę.

Wybuchła epidemia i wszystko przeszło do sieci. W wielu domach jest tylko jeden komputer lub wcale go nie ma. Nagle trzeba dokupić kolejny i pół biedy, jeśli rzeczywiście tylko jeden ekstra, a nie dwa lub więcej.

Są to spore koszta, a do tego dojdzie abonament na lepsze łącze, aby domowa sieć dała radę. Spore opłaty, które trzeba z czegoś pokryć. „Jałmużna” 500 + to jednak za mało, aby to zrobić.

http://wybierzagd.com.pl/czy-warto-kupowa%C4%87-sprz%C4%99t-agd-w-internecie
Dochodzi jeszcze kwestia samego nauczania. Nagle wyśmiewani przez starsze pokolenia Youtuberzy mogą się pośmiać dla odmiany z psorów. Teraz to oni muszą ogarnąć pracę dość podobną co wyżej wymienieni.

O dziwo są tacy, którzy potrafią zrobić to kreatywnie i wykorzystać np. Haft – life Alex do prowadzenia lekcji matematyki. Wielka szkoda, że nie ma więcej tak ogarniętych ludzi. Niestety, u nas w kraju nad Wisłą mamy tylko TvP Szkołe. Wierzę, że gdyby nie robiono tego „na wczoraj” to wszystko poszłoby lepiej.

A tak dostaliśmy niezły kabaret, gdzie jedenaście plus cztery wyło szesnaście. Cud nad Wisłą, ale co poradzić jak ktoś naprędce to przygotował.

Ostatnim wątkiem niech będzie dystrybucja gier wideo 

Od lat mówi się o przemijającej epoce edycji pudełkowych. Centa handlowe i inne punkty sprzedaży zostały zamknięte. Fabryki, które nie zajmowały się niezbędnymi produkcjami też. Dzięki temu i wielu innym problemom mamy opóźnienie w premierze The Last of Us 2. Wydawałoby się co tam jeden tytuł zostanie opóźniony nic się nie dzieje.


Tutaj jednak nie chodzi o TLoU2 w samym sobie, a coś znacznie głębszego. Pierwsza sprawa i w sumie mniej istotna to czas w jakim dotrze  produkt do odbiorcy. Ta druga ważniejsza to prawa konsumenckie.

Na PC batalia została przegrana. Wszyscy jesteśmy na łasce wydawców i pośredników. Wydawało się że konsole są ostatnim bastionem prawdziwego tradycyjnego gamingu, gdzie mamy prawo robić z zakupioną kopią co chcemy.

Tak było, aż do 7 generacji. Teraz kiedy i tutaj trzeba sporo pobierać to już nie to samo. Mimo wszystko zachowało się cześć przywilejów w postaci wymiany, odsprzedaży itp. Co o dziwo jest solą w oku takiego MS i nie tylko ich.

Źródło: https://www.quickcomp.pl/gry-na-konsole

Co się stanie jak płyty przestaną istnieć? Dużo, bardzo dużo cyfrówki moim zdaniem szybko zostaną wyparte przez straming. Skoro już praktycznie człowiek będzie skazany na łaskę i niełaskę Steam, czy EGS to co za różnica jaką formę to przybierze?

Fakt posiadania licencji na korzystanie nie uchroni nikogo przed utratą danego tytułu z biblioteki. Żeby nie kończyć tego tak smętnie, pragnę zauważyć, że radio miało być wyparte przez telewizję, a net miał ostatecznie wykasować stare klasyczne media.

No i jak się to skończyło? Muszę odpowiadać? Wszystko będzie dobrze, tego jestem pewien. Na sam koniec przyszła mi taka konkluzja. Czy lubisz retro, czy nie i tak retro graczem staniesz się!

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie