• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

To znowu Ja?! (Aktualizacja 07.11.2023)

Aktualizacja 07.11.2023
W tą sobotę pojawi się pierwszy artykuł, który zapowiadałem. Trochę to zeszło, ale za to już mam z powrotem PC z pewnymi zmianami xD Tekst jest już dziale: oczekuje na publikacje. Co prawda Halloween już było, ale listopad to miesiąc strachów, a więc coś się pokaże. 
 
......................................................

Wróciłem, po "terapii" jaką zapewnili mi w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Postanowiłem wrócić wreszcie do pisania.

Nie wchodząc w szczegóły, po tych kilku miesiącach nie byli wstanie powiedzieć, czy jestem już zdrowy, czy do leczenia. Będę dalej to konsultować z innymi lekarzami.

Przejdę do kwestii moich planów dotyczących tego bloga. Pierwszy tekst jaki się pokaże będzie dotyczyć Cyberpunk 2077 po najnowszej aktualizacji, która dużo zmieniła. Dodatek Widmo Wolności pojawi się później. Obecnie muszę oddać Pc do serwisu, aby móc jak człowiek pisać na klawiaturze, a nie na telefonie jak teraz. 

Planuje też poświęcić więcej uwagi filmom, bo w ostatnich tygodniach trafiłem na wiele ciekawych produkcji wartych uwagi. 

Jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie w komentarzach.

Pierwszy tekst prawdopodobnie pojawi się w następną sobotę. Wszystko zależy od tego jak szybko naprawią mi komputer i skończę grać Cyberpunk.



Share:

Info dla Was (aktualizacja 2.08.2022)

Drodzy czytelnicy i czytelniczki. W ten weekend i następny nie pojawią się żadne nowe recenzje, czy inne posty. Nie owijając w bawełnę mam prawdopodobnie raka i co tu dużo mówić. Od poniedziałku będę w szpitalu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to odezwę się ponownie.

Mała aktualizacja:
Jak już się dowiem co tam ostatecznie wyszło to napiszę w tym poście. 

Kolejna aktualizacja:
Usunęli mi dwa zęby i torbiel (ropę). Teraz czeka mnie leczenie kanałowe szóstki i regeneracja szczęki + dieta pół roczna.

Aktualizacja 13.07
Wyszedłem z szpitala. Lekarz na dowidzenia oprócz zaleceń dodał, że wykryto torbiel w mózgu. Już się umówiłem prywatnie u neurochirurga, bo na fundusz jest na  marzec. 

Aktualizacja 2.08.2023
Dostałem wyniki z szpitala. Na kontroli wyszło, że to rak. Będę musiał z tym jechać do Warszawy. Związku z tym zawieszam, aż do odwołania blog.



Share:

Recenzja mangi Wotakoi Miłość jest Trudna dla Otaku (Tom od 5 do 10)

Dość często pisze o anime, filmach i grach (zależnie od tego, jak szybko je przejdę). Znacznie mniej jest tekstów z mang. Warto zmienić to raz i na zawsze i położyć na to większy nacisk.

Omawiać tu będę mangi od tomu 5 do 10. Dla tych co są zainteresowani zapoznaniem się z poprzednimi tekstami zapraszam do zapoznania się z nimi. No dobrze, a teraz tylko poprawie okulary i zobaczmy jak się ma sytuacja u naszych otaku.


O dziwo, jest nawet dobrze! Hirotaka wreszcie ruszył się i zrobił krok naprzód, co nie jest tak oczywistą sprawą w jego przypadku. Jak pewnie wiecie lub nie jest on graczem wprost uzależnionym. Może jednak tak zaangażowanym? Mniejsza z tym. Istotne jest, to że nie jest zbyt ogarnięty w kwestiach międzyludzkich.

Mimo to w końcu miał okazję zabłysnąć na festynie i otoczyć Narumi swym męskim ramieniem i być jej rycerzem na białym koniu. Spokojnie będzie tego znacznie więcej. Na tyle, że młodszy Nao też będzie miał swoje rendez-vous z Ko. Okraszone będzie to posypką z moe, co nada pewną kawai otoczkę.

Lepiej było napisać, że to był kolejny krok, kroczek w stronę czegoś więcej. Przesuwając się dalej osobny wątek w tym odcinku zajęła Hana i Narumi. Obie panie uwielbiają gejoze i nie będę wnikał co im chodzi, po głowie. Lecz domyślam się tego... Jednak mają swoje osobne zainteresowania. Momose zajmuje się tworzeniem swoich mang. Z kolei druga strona to cosplay'ami. Zmierzam do tego, że jedna próbowała wciągnąć drugą w swoje zainteresowania. Jak wyszło? Przeczytajcie, a się dowiecie.

Japończycy lubią przemycać do swojej twórczości rzeczy, miejsca, a nawet zwyczaje. Tak się i tu się dzieje. Przykładem niech będzie Biały dzień, w którym to panowie dają podarki panią, które w czasie walentynek podarowały im własnoręcznie zrobioną czekoladę. Dorzucono też co nieco z życia biurowego. 


Nie zapomniałem o biednym Kabakurze. Aparycje ma jaką ma, ale nie potrafi być asertywny i zostaje wciągnięty w przygotowanie wycieczki firmowej. Swoją droga, czy nie lepiej było po prostu dać dzień wolny? Nacisk na integrację przymusową jest u nich normalne, jak np., obowiązkowe wyjście po pracy do baru.

Kolejny tomik jest już nieco bardziej chaotyczny. Dość często dokłada się retrospekcje jako przerywnik do głównej fabuły. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że jest on bardziej na siłę, a niż z jakimś głębszym sensem.

W tego typu seriach nie raz nie dwa pojawiają się plaże, czy wspomniane festyny. Dziwnym trafem, po gorące źródła sięga się dużo rzadziej. Możliwe, że nawet w formie rysowanej są zbyt drogie. Lecz, co tu w końcu się dzieje? Hanako i Kabakura się hajdają. Patrzcie państwo, po tylu tomikach i licznych awanturach z ich udziałem zdecydowali się na ten ważny krok.

Same uroczystości zostały zminimalizowane, jak nie zmiecione pod dywan. Pokazano w zamian, że zamiast stawić na kompromis i wspólne szczęście to widzi się czubek swojego nosa. Nie jest to odkrywcze. Dobrze, że jednak ktoś raczył to zauważyć.

Autorowi było mało tradycyjnych dodatków i musiał niczym monsun zaproponować plaże. Dobrze, że dodał coś od siebie i nie był to typowy odgrzewany kotlet jak ich wiele. Coraz bardziej zaciska się pętla kupidyna i Nao coraz bardziej przybliża się do Ko, która inaczej się na to zapatruje. Introwertyk to jednak wymaga pewnego wysiłku, aby do niego dotrzeć. Chciałem powiedzieć do niej w końcu Ko to dziewczyna, wbrew pozorom.

Nie zabrakło też miłych dodatków jak pierwsze dni Hirotaki w firmie i nie tytko są to jednak bardziej małe smaczki z którymi warto się zapoznać. Uwieńczaniem tych miłosnych rozterek jest finałowy tom w posiadanej przeze mnie kolekcji. Tutaj dla odmiany Narumi zeszła całkowicie na boczny tor i przyjęła role suportu. Z kolei młoda para. po raz kolejny zderzyła się z rzeczywistością.

Każdy ma swoją wizję szczęścia i tego co jest dla niego istotne. Koniec, końców życie weryfikuje to dość mocno i je naprostowuje. Dobrze, że choć wszelkie wydarzenia są przedstawiane w humorystyczny sposób, bo inaczej skończyło się najlepiej. Nao z Ko też w zmienili status to jest skomplikowane na jesteśmy parą. Ko jak to Ko za grosz się nie zmieniła, a jedynie miotała się na prawo i lewo. Natomiast Nao stanął na wysokości zadania i wyznał swoje uczucia.

Podsumowujmy warto przeczytać Miłość jest trudna dla otaku (od tomu 5 do 10)? Manga jest naprawdę treściwa mimo tego, że kołuje na paru wątkach. Gdzie nigdzie dodano poboczne elementy jak relacje między braćmi, czy Kabakure, który stara się ogarnąć, czemu pewne sprawy są bardziej, a inne mnie istotne w związku. Tomiki są tworzone ładną kreską i chętnie się je podziwia. Jedynie brak końcówek takich jak chan, dono sama itp. psują odbiór tej mangi.

Share:

Recenzja anime Leadale no Daichi Nite

Obiecałem sobie nie będzie więcej Isekai! Już przestane oglądać, przyrzekam więcej nie tknę takich anime! Bo uwierzę (śmiech)

Szukałem czegoś na szybko, o czym mógłbym napisać i polecić wam do obejrzenia. Leadale no Daichi Nite to nic innego jak wyjątkowo radosny w swoim założeniu anime. Fabuła jest dość prosta w przyjętej konstrukcji. Jest jak ta prosta droga idzie wprost przed siebie, aby czasem gdzieś zakręcić. Lecz zaraz i tak wróci na ten sam tor.


Główna bohaterka Cayna to dziewczyna, która spędziła sporą część swojego życia w szpitalu. W wyniku pewnych wydarzeń trafia do innego świata. Tutaj nie stało się nic nadzwyczajnego po prostu zmarła i przeniosła się do nowej rzeczywistości. Tyle słowem wstępu.

W części właściwej zaczyna się naprawdę sporo dziać. W głównej mierze jest to dość szybkie przesunięcia się miejsc wydarzeń. Jednakowoż będzie miało to związek natłokiem akcji jaki wywołają NPC, które stworzyła w grze. No tak, ale o co chodzi?


Jednym z bardziej lubianych motywów w tym gatunku jest łącznie świata fantasy z gamingiem. Tym razem nie jest inaczej. Zakładam, że miało to zmniejszyć próg wejścia dla protagonistki i oszczędzić czas antenowy. Generalnie pierwsze odcinki to szybka przebieżka przed atrakcjami jaką czeka blond elfkę.

Trzonem tej serii nie będą wbrew pozorom pokazy siły Cayny, a jej relacje z NPC, którzy stali się jej rodzinną i to dość bliską. Wszelkie cheheszkowe momenty to nic innego jak przerysowane sceny z jej dziećmi w roli głównej. W tym momencie muszę przybliżyć jej profil psychologiczny, o ile tak mogę się wyrazić.


Owa elfka ma kilka oblicz, od klasycznej miłej uprzejmej dla wszystkich do czego przyzwyczaiły inne produkcje, aż po denerwującej się o wszystko choleryczki, która lubi wymierzać kary na prawo i lewo. Jej nerwowa postawa rysuje jej wizerunek i powodowały pewien dyskomfort w czasie seansu. Sama przemoc jaką wtedy zaobserwowałem, była dość kliszowa. Nie przestaje mnie zadziwiać jak z pewnym uwielbieniem panie uwielbiają lać po przysłowiowej mordzie każdego chłopa, który się podwinie.

Idąc dalej widać kolejne dość znane zjawisko, a mianowicie całkowite ignorowanie wszelkich dysfunkcyjnych zachować. Jasne, że jest to komedia, ale jakoś za bardzo kole to w oczy. Wraz z kolejnymi odcinkami eksploatują to, aż do przesady. Stąd też was przestrzegam, że będzie trzeba przymrużyć na to oko, albo wyłączyć.


Będzie to jednak błędem! W menu z jakiego podano kolejne smaczki będą wszelkie wyprawy Cayny. W tej części szanowna już wypada znacznie lepiej. Nie staje się jakoś ciekawszą postacią, a jedynie staje się standardowa. Nie wiem, czy wspominałem, że jest Op, co daje wszelkie pole do popisu w jej masakrowaniu każdego, kto stanie jej drodze.

I tak będzie odbierać liczne zlecenia z Gildii, a także zacznie wprowadzać w ruch pozostałe bazy jej towarzyszy z gry. Każde takie miejsce zawiera swój własny motyw przewodni i strażnika. Nie będą to jakieś spektakularne wydarzenia, jedynie krótkie rozmowy. Mimo to warto zwracać uwagę na starania jakie włożono w kształtowaniu ich. Mam swojego faworyta jakim jest szkielet tsundera.


Postawiono też dorzucić innych graczy, a równolegle nie wyjaśniono, czemu tam trafili. Jedyną informacją wartą przemyślenia to czas w jakim się tam znaleźli. Zakładając, że się pokrywa z rzeczywistym to co niektórzy już tam przebywali przed oficjalnym zamknięciem serwerów. Na tym urywa się ten wątek.

Mimo sielankowej atmosfery i dowcipów niekiedy niskiego lotu, starają się podchodzić dość poważnie do tematu zabijania. Praktycznie stało się to czarną komedią lub czymś ważnym, ale sami do końca nie widzą czemu. Mimo wszystko nie chcę cisnąć tej serii, bo oglądało się bardzo przyjemnie. Kreska też niczego sobie.

Podsumowując Leadale no Daichi Nite to całkiem udane dzieło, które ogląda się z przyjemnością. Jedynie, gdzie nigdzie trzeba odwrócić wzrok. Jeśli jednak czegoś trzeba było się czepić do niedomknięte wątki fabularne jakie się ukazały. Ocena końcowa 7.5/10
Share:

Recenzja anime Tsukimonogatari: Yotsugi Doll

Powrót do tego pokręconego anime nie było proste, a może było tylko specjalnie tak napisałem, aby móc dwa razy napisać jedno słowo i dać tyle przecinków?

Tsukimonogatari: Yotsugi Doll w swoim założeniu ma przybliżyć bardziej postać Ononoki Yotsugi. Napisałem to przybierając odpowiednie spojrzenie. Powrót po paru miesiącach nie był ani leki ani ciężki. W sumie zaserwowano to co zwykle, ale z większym naciskiem na nieszablonowość, którą widać porównując to produkcje z seriami jakie pokazują się w ostatnich sezonach.


O czym to jak, a tak o małej Yotsugi – chan, która jest, a może miała być główną bohaterką tego filmu, czy też z nieznanych mi powodów serii podzielonej na cztery części. W pierwszym odcinku rzeczywiście można odnieść wrażenie, że tak jest. Jak to już zwykle bywa jest to jedynie zmyłka. Szybko na jaw wychodzi motyw przewodni.

Choć tak naprawdę trudno powiedzieć, czy nie jest to tylko zasłona dymna, która ma jedynie jeszcze bardziej zagmatwać chronologie wydarzeń. O samej „lalce” jak o sobie mówi, za dużo się nie dowiedziałem. Kim jest i jak powstała już mówiła w poprzednim sezonie. Jedynymi nowymi faktami jest jej wpływ na relacje Siostrzyczki i „antagonisty”.


Wspomniany czarny charakter też się pokazuję, ale w sumie nie wiadomo w jakim właściwie celu. Więcej o nim można się dowiedzieć, ze samych rozmów niż od niego samego. Jak szybko się pojawił tak też zeszedł z sceny. Jestem ciekaw, czy „wróci”. Póki co nie zanosi się, aby tak miało być.

W trakcie oglądania tego seansu pewne wątki zaczęły się gryźć. Dość często padała kwestia, że loli wampirzyca jest byłym krwiopijcą. Ostatecznie sama potwierdziła to co przewija się od dłuższego czasu, ale jakoś używa tych pojęć zamienię jakby znaczyły to samo. Ona jest zapieczętowana, a ściślej rzecz biorąc jej moce.


Oprócz tego będą jeszcze urocze kłótnie szanownych pań, które będą okraszane jak to zwykle bywa w anime niepasującym, a przynajmniej z pozoru obrazem. Spróbuję teraz to jakoś naprostować.

Tsukimonogatari: Yotsugi Doll miało być serią, która powinna się skupić na Yotsugi, ale zamiast tego mamy kolejne kłopoty protagonisty, a biedula została zepchnięta na bok. Niema co ukrywać, że niemieli raczej na nią pomysłu.


Standardowo dodano parę ecchi scen i garść filozoficznego bełkotu. Mogę pochwalić za nawet ciekawe tła i jeszcze bardziej umowne otocznie w którym rozgrywała się akcja. Jak wyczytałem w komentarzach jest lub miał być to film pełnometrażowy, co ma więcej sensu niż puszczanie w kilku odcinakach.

Nic tu szczególnego nie wniesiono, no może poza wampiryzmem na jaki choruje Koyomi. Czuję, że jednak nic z tym nie zrobią, bo jak na to nie patrzeć wszystko kręci się wokół walk z osobliwościami. Trudno będzie je prowadzić na gołe pięści.

Jeśli lubicie to uniwersum to warto obejrzeć, aby mieć pełne spojrzenie na wszelkie wydarzenia. Mam nadzieje, że jakoś się jeszcze odniosą do tego co się działo tej jednej nocy.
Share:

Recenzja serialu Sherlock sezon 3

Od pewnych rzecz się nie ucieknie. Jest tylko kwestia czasu jak człowieka dorwą i tak się właśnie stało.

Sezon trzeci Sherlocka musiał być wielkim szokiem dla widzów w momencie jego premiery. Nagła śmierć protagonisty i co dalej? Wtedy nie wiadomo było jak wyjdą twórcy z tej sytuacji, a może nawet dokonają zmiany warty lub zamkną projekt. No, ok to ostanie nie miało szans na zrealizowanie.


Z aktualnej perspektywy nie brałem nawet możliwości innej jak jego powrót. Szczęśliwie twórcy dalej konsekwentnie się trzymali się logiki. Retrospekcja była po prostu obłędna i co tu dużo mówić warta swojego czasu. Swoją drogą, czy też odnieśliście wrażenie, że poprawiono efekty specjalne, a do tego zaczęło się pokazywać więcej scen z slowmotion?

Dalsza część sezonu przeszła pod szyldem znaku trzech. Równolegle był to również tytuł odcinka jeden z gorszych jaki się pojawił w serialu. Po ponownym obejrzeniu zyskuje co nieco na wartości nawiązując do oryginału. Zaznaczę, że jest to zrobione stosunkowo delikatnie i w stosunku do odcinka pierwszego z premierowego sezonu. Warto zwracać uwagę na wszelkie drobne gesty i zdania, a zwłaszcza te drobne monologi. Dzięki temu wszystko jest w miarę wykończone i logiczne. Przy okazji potwierdzono że Holmes ma lekkie upośledzenie umysłowe.


Pokazano też nowego antagonistę, który za grosz nie może dorównać swojemu poprzednikowi. Fakt, faktem, że Profesorek był szpetny i dość agresywny jednak dopiero po czasie można docenić jego kunszt bycia arcyłotrem. Równolegle Magnusen też pokazuje, że ma pazur tylko taki na pozór spory. Jednak się przyjrzeć lepiej to okaże się, że jest stępiony i to zasadniczo.

Równolegle pokazuje się ktoś jeszcze, kto ma większy styl, co prawda póki co jest to bardziej subtelne niż bezpośrednie, ale wciąż daje nadzieje na lepsze zakończenie całej tej historii. Nie zabraknie też ciekawych postaci i sytuacji. 


Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Inspektor Lestrade jest tu najbardziej niedocenionym drugoplanowym bohaterem, który jak coś zrobi, a będzie to naprawdę dobre to kradnie całą uwagę. Tuż obok niego pojawia się Bill (ćpunek), który podobnie jak sam Holmes ma dość analityczny umysł. Spory potencjał bez większego pomysłu na siebie, czyli nuda.

Podsumowujmy, czy trzeci sezon Sherlocka jest wart uwagi? Jak się przeszło przez poprzednie to ten poleci z górki. Nie jest on tak dobry jak ten pierwszy, ale wciąż jest w nim więcej sensu niż u konkurencji. Zważając, że nie jest jakoś szczególnie długi to czas minie szybciej niż może się wydać. Ocenę zostawiam otwartą.







Share:

Recenzja anime Monogatari Series: Second Season

Anime jest jak serial, nie wróć… Anime jest serialem, no chyba, że będzie to pełnometrażówka, czyli mamy wtedy film. Czym właściwie jest Monogatari Series: Second Season?

Seria ta rozbiegła się na wszystkie strony nie ogranicza się zupełnie jakimikolwiek ramami. Jak chcą tak idą przed siebie i co tam ma być to będzie.


Oglądając kolejny sezon widzę już pewne zmęczenie materiału jest to prawdziwa powtarzalność tego co dobrze znam. Omawiany sezon składa się z dwudziestu sześciu odcinków. Araragi, tak ten co ma dziwne fetysze znowu rusza do akcji.

Z opisu tej serii wynikało, że w Monogatari go nie będzie, a kawai laseczki same będą musiały uporać się ze swoimi demonami. Początkowo się wszystko zgadzało, co zaostrzyło apetyt. Nawet plakat promującym pokazywał wyraźnie kto przejmie pierwsze skrzypce.

Szybko okazuje się jednak, że wracamy na stare tory. Szczęśliwie na sam koniec na scenę wkroczył stary znajomy, który wpuścił trochę powietrza, bo już w sumie duszno było. Podobnie jak w powszednich częściach mamy pewien motyw przewodni w poszczególnych scenach.


Zaczyna to przypominać Fife, w której zmiany mogą zauważyć tylko zagorzali fani. Nie widzę sensu się o tym rozpisywać, bo to były jedynie zmiany kosmetyczne. W sumie jak się tak zastanowić znowu zrobili bezpieczny sezon.

Mimo, że Monogatari oferuje, czy też zajmuje najwięcej czasu to nie ma za dużo do zaoferowania. Najlepiej porównać to do wałkowania ciasta. Cały czas usilnie próbuje się spłaszczać treść, aby starczyło jej na dłużej.

Nie twierdzę, że źle się bawiłem lub musiałem się zmusić do obejrzenie tego wszystkiego. Poziom jest zadawalający i usłyszenie charakterystycznych tekstów dalej jest ok., ale ile razy można przemielać podrzucanie Hachikuji – chan?


Rozumiem, że są elementy, które stanowią fundament marki. O ile, charakterystyczne wtrącenia Senjougahary lubiącej się poprawiać w swoich opiniach można zaliczyć do sposoby wyrażania się tak, to już sprośny humor z lolitkami jest już nie do przyjęcia.

Skoro już się rozkręciłem to jeszcze ponarzekam na czas antenowy dla poszczególnych dziewcząt. Hachikuji – chan poświęcono go najmniej. Na czym ubolewam, bo mimo faktu, że po przerwie dodali co nieco to wciąż było zdecydowanie okrojony.

No dobrze, koniec narzekanie teraz pochwalmy, bo w końcu jest za co. Uważam, że jest to póki co najpoważniejsza część ze wszystkich serii. Sporo nawet jak na nich fragmentów przegadano. Choć jak się zastanowić w sumie nic innego nie robią. No może trochę walczą, czy też uciekają, zależnie od sytuacji.


Sporym zaskoczeniem, czy lepiej powiedzieć uzupełnieniem była historia Kiss – Schot. Nie zabrakło też innych smaczków. W końcu sprostowano też czym w rzeczywistości jest więź łącząco Araragi z małą wampirzycą.

Nie będę wam psuł zabawy i tym razem nie będzie spoilerów. Dostaniecie za to ciekawy wykład o podróżach w czasie. Skoro o tym mowa... Nie wiem, czy pisałem o tym w poprzednich recenzjach, ale jakoś bardziej postawiono nacisk na tematy egzystencjalne. Brzmi jak klisza, ale nie jest, aż tak źle.

Wszystko dobrze się zgrywa w spójną całość. Jeśli miałbym jakoś podsumować jak do tej pory widzę to anime to powiedziałbym, że wszyscy starają się być psychologami, a przynajmniej przejrzeć zamiary pozostałych.


Więcej rzeczy nie pamiętam, a teraz podsumowanie. Monogatari Series: Second Season to ciekawa kontynuacja której pozwolono zabłysnąć Senjougaharze i przewodniczącej. Obie panie są naprawdę złożone i nie należy ich lekceważyć i szufladkować.

Natomiast trzecią istotną bohaterką była Sengoku Nadeko. Narobiła sporo szumu i zakończyła z hukiem całość. Na sam koniec wtrącę, że jak z hukiem weszła tak w sumie szybko stamtąd zleciała. Nie zdziwię się jeśli znowu coś zmaluje. Ocena końcowa 7.5/10

P.S. jeśli komuś mało to niech przeczyta resztę tekstów. Będzie miał lepsze spojrzenie na całość, bo i tak nie ma sensu oglądać to w bliżej nieokreślonej kolejności. Napiszcie w komentarz jakie są wasze wrażenia.

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie