• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja GTA V (PC)

Wiecie co mnie najbardziej wkurza? Złośliwość rzeczy martwych! Człowiek trudzi się i pracuję, aby wykonać plan, a tu wredny PC usuwa mu jego dzieło.

Nie zostało mi nic innego jak napisać ponownie recenzję GTA V wydanej na 7, 8 i zapowiedzianej na 9 generację. Tekst który czytacie opiera się na porcie PC. Legendarna seria, gdzie celebryci, aktorki i pieroński adwokat wieszali psy.

Dobrze by było, aby się na tym ograniczyli, bo afer było całkiem sporo. Przejdźmy jednak do rzeczy. Wielka Kradzież Aut, bo tak można przetłumaczyć tytuł gry to cudeńko. Pełnoprawny tytuł, który można kupić na własność i ogrywać bez potrzeby bycia online. 
 

Za samo to mógłbym ich ozłocić, ale jeśli komuś mało to tryb fabularny, bo tak zwie się kampania nie posiada pierońskich DLC. Jak dla mnie miodzio. W dobie okradania ludzi z kasy w postaci podwójnego płacenia za to samo mogę śmiało podciągnąć to pod fenomen. 

Skupię teraz na samej historii jaka została przedstawiona w piątej części. Jest nie równa i cześć z niej przypomina produkcję z "Trudnych spraw". Z czego to wynika? Już śpieszę z odpowiedzią. Mamy pierwszy raz w tej serii trzech grywalnych bohaterów: Michael De Santa, Franklin Clinton i Trevor Philips. 

Każdy z nich ma swoją oddzielną linie fabularną jak i część wspólną. O ile jestem wstanie przymknąć oko na Trevora i FC to rodzina Michaela jest żywcem wzięta z pato programów. Prawdziwy rak na który nie mogłem patrzeć. 


Za pierwszym razem jak grałem parę lat temu jakoś tego tak nie odczuwałem. Miałem wtedy wrażenie, że jest to tania sztampa. Teraz widzę, że to coś co powinno zostać wycięte. Czemu poświęcam temu tak dużo miejsca? Bo przerywniki pokazujące fabułę są dość częste i bardzo wpływają na odbiór gry. 

No dobrze, przejdźmy dalej. Szczęśliwie oprócz takich wewnętrznych rodzinnych wątków, które występują u każdego z protagonistów mamy ich misję bojowe, że tak się wyrażę. Chodzi o questy, gdzie dominuje broń palna i szybkie bryki.

W tym przypadku Michael dominuje. To właśnie jego filmowe perypetię najbardziej się wyróżniały błyskotliwymi zwrotami akcji. Ba, będzie tam nawet jedna pamiętna scena, którą do dziś pamiętam. Nie będę pisał wam jaka, aby nie psuć wam zabawy. 


Trevor z kolei wypada blado. Nie ma co się tym przejmować, bo nadrabia to sowim temperamentem. Jeśli można tak to nazwać. Jest bardzo dziki i nieokiełznany. Można śmiało go zaliczyć do jednoosobowych armii. 

Nie będzie to spoilerem jak napiszę, że jednym z misji będzie torturowanie "świadka", a katem będzie on. Wiąże się  z tym ciekawa sprawa. Gdy w 2005 r. pewien modder wyciągnął z kodu źródłowego mini porno gierkę wszystkie święto jebne media chciały się zapluć żółcią.

Teraz nic, spokój, no prawie zamieszanie też to wywołało jak i scena z dupczeniem, którą reporter z tabloidów fotografuje wspólnie z FC. Sporo się widać zmieniło i w końcu ludzie zauważyli, że gra dla dorosłych. Nie dla dzieci może zwierać takie, a nie inne treści. 


Wspólna cześć kampanii jest moim zdaniem najbardziej spójna i tworzy zgrabną całość. Nie raz Gta V pokazuje, że jest świadome, czym jest i nie traktuje się z śmiertelną powagą. Co stanowi całkowite przeciwieństwo poprzedniej odsłony.   

Niezwykły humor w postaci zbzikowanych "obrońców USA", czy ludzi, którzy strzelają do anten sąsiadów stoi na porządku dziennym. Na mapie rozsiane są znaki zapytanie pod którymi kryją się niezwykli epizodyczni bohaterowie. 

Nie zabraknie też gości z innych światów, co już stanowi crème de la crème. Pora wspomnieć co nieco o świecie i tego co tam czeka na nas. Wspomniałem już o znakach zapytania. Warto jeszcze dodać miejsca które można kupić. Kina, garaże, a nawet lotniska! 


Z poszczególnymi tymi miejscówkami wiążą się zdania poboczne, które są całkowicie opcjonalne. Stanowią jednocześnie jedną z nielicznych form zarobków. Jak już o tym piszę. Pora na jeden z absurdów, który wrył mi się w pamięć. 

Do jednego z większych skoków, o których napiszę później potrzebny był podrasowany samochód i kostiumy itp. O ile większość rzeczy można zdobyć siłą. TO musicie wiedzieć, że nie FBI, czy szalony milioner jest największym bossem w mieście. 

Są to sklepikarze! Nie ważne, czy się pali, czy nie i jakie macie broń przy sobie. Im i tylko im nie zdołacie zwinąć towaru. Kolejnym już nieco mniejszym absurdzikiem są samochody. Da się zrobić wgniecenia, czy nawet oderwać to i owo. Lecz niech pierwszy żuci kamieniem ten komu się udało wysadzić prowadzone cztery kółka. 


Auta są naprawdę mocne, a system prowadzenia całkiem przystępny. Jadąc grzecznie ma się wrażenia odprężenia. Natomiast jak już dociśnie się spust pada nie ma już zmiłuj. Jazda bez trzymanki w 100% zręcznościowym stylu. 

Skoro już jestem przy tym FC jak i reszta mają specjalne moce. Nasz gnagus umie spowalniać czas prowadząc auto, co pozwala na brawurowe akcję w czasie pościgów lub ucieczek. Wszystko byłby naprawdę super, jakby tylko dopuszczano go częściej za kółko. 

Michael jest w tym trio odpowiednikiem Maxa Paina. Natomiast Trevor wpada w szał i zyskuję tymczasową nieśmiertelność. Tylko w przypadku pierwszego z naszych milusińskich nie ma odczuwalnych ograniczeń z korzystania z umiejętności specjalnej.


Regeneracja u pozostałych towarzyszy broni wymaga czasu. Dla tego używa się tego jedynie w trudniejszych etapach kampanii GTA V. Przejdźmy teraz do napadów. Są spektakularne i widowiskowe.

Jednocześnie powtarzalne w swoim schemacie. Pewne etapy jak planowanie i wykonywanie przygotowań mogą drażnić. Jeśli jednak się przez to przebije mamy sporo dobrej, ba bardzo dobrej zabawy. W czasie takich akcji przełączamy między grywalnymi postaciami co dodaje jeszcze większej ekscytacji. 

Podsumowując. Atrakcji i możliwości eksploracji świata jest znacznie więcej. Gta V na sporo możliwości, ale nie jest wstanie zrobić więcej niż jednego dobrego wrażenia. Za pierwszym razem byłem pod wielkim wrażeniem jak i rozmachem, czy jakością graficzną. Natomiast teraz jak mam  już drugie podejście za sobą dostrzegam sporo rzeczy, które warto zmienić. Ocena końcowa 7.5/10.   


  
Share:

Recenzja MARVEL'S SPIDER-MAN

Wakacje tego mi trzeba było. Koniec z pisaniem na określone terminy! Pora podejść do tego na luzie. Zacznę więc swoją gamingową podróż w 80 dni dookoła świata.

Plan jaki przyjąłem jest dość prosty. Zamierzam zrecenzować produkcje osadzone w istniejących miastach. Epoka nie będzie miała znaczenia i dzięki temu lista może być dość obszerna.  

Zastanawiałem się, gdzie najpierw się wybrać? Jaki kraj i czas będzie najlepszy, aby rozbujać ten urlop. Zawsze chciałem odwiedzić dwa kraje USA i Japonię. Stany jak zwykle wzięły górę. Teraz tylko dobór miasta. San Francisko, a może Los Angales? Chicago lub taki Boston brzmią lepiej! Puściłem piosenkę Sinatry i wiedziałem już, gdzie się skierować. Do Wielkiego Jabłka, nie inaczej New York.  


Przejdźmy do rzeczy. Każdy z was dobrze zna Spider-man’a. W 2018 r. wydana została ostatnia cześć jego wirtualnych przygód. Recenzje zebrała dobre. Nie ma co się dziwić, bo jest to naprawdę doskonały kawałek kodu.

Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest przedział czasowy w której rozgrywa się akcja. Peter nie jest już amatorem. Dostałem do dyspozycji prawdziwego zawodowca. Nawet jego dowcip się wyostrzył.

Kolejnym istotnym wątkiem jaki warto poruszyć jest fakt, że nie jest to ekranizacja filmu lub komiksu. Insomniac Games  dostało dzięki temu wolną rękę do działania. Jeśli oglądaliście serial kreskówkowy lub jakąkolwiek ekranizację to będziecie doskonale się orientować kto jest kim.


W sumie to potwierdza moje odczucie, że Spaider-man jest kierowany do fanów pajęczaka. Skoro tak jest to powinno być sporo znanych postaci. Nie chcę zdradzać kogo dokładnie poza tymi oczywistymi jak ciotka May, czy MJ.

Miałem szczere nadzieję, że będę miał okazję zmierzyć z całą plejadą antagonistów. Częściowo się to spełniło. Niestety większość z nich dostała bardzo krótki czas antenowy. Przez większość cześć wiedziałem, że istnieją, ale nie miałem okazji ich zobaczyć.

Warto robić zadania poboczne, żeby nie minąć opcjonalnej walki z jednym z nich. Devowie skupiają się początkowo tylko na jednym przeciwniku, aby pod sam koniec na hura wrzucić kogo się da. Czy to dobrze? Trochę średnio, bo mimo, że wprowadzili urozmaicenie i ciekawe misje to nie mogłem odpuścić sobie wrażenie, że to wciąż tylko atrakcja dodatkowe.


Ujmując rzecz jaśniej Premium zapchaj dziura. Jeśli jednak przejrzy się temu całościowo to składa się zgrabną kompozycje.

No, a jak wypada sam główny wątek? Cudowanie! Wreszcie się wciągnąłem i miałem ochotę na więcej. Sony zainwestowało w polską wersję językową. Okropną, kreskówkową, czyli najlepszą dla tych co się wychowali na kreskówkach z Pajączkiem. W innej produkcji potraktowałbym to jako sporą wadę.

Historia nie jest jednoznaczna, choć tak się może początkowo wydawać. Pewne wydarzenia mają drugie dno. Po napisach będziecie mieli dwie sceny. Warto je zobaczyć, ale i bez tego można się domyślić, że planowana jest kontynuacja.


Grając czułem się jakbym oglądał film z Tobey Maguire w roli głównej z 2002 r. klasyka i obowiązkowa pozycja dla fanów Spaider-mana. Fabuła zachowywała dobre tempo, a aktywności poboczne z pewnym bonusikiem, o czym napiszę za chwilę dawały niepowtarzalne doświadczenie.

Tym głośnym dodatkiem był nikt inny jak J. Jonah Jameson, który prowadził audycję radiową w której jechał po Peter jak po łysej kobyle. Wbrew pozorom dobrze się słuchało tych krótkich wypowiedzi.

Przejdę teraz do podziału kampanii na zadania i to zarówno główne i poboczne. Wielokrotnie w trakcie wykonywania wątku głównego zostawałem wytrącany q, które były cholernie krótkie.


Mimo, że nie wiązało się to z jakimś traceniem czasu na oglądanie ekranu wczytywania, to czułem wytrącenie z imersji, a szkoda. Jak już zacząłem się czepiać misji to podobnie jak w Wieśku musiałem rozegrać poziomy z MJ i nie tylko. Wszystkie zrobiono na jedno kopyto. Skradanki pod kątem mechanik różniły się jedynie akcesoriami i sposobem odwracaniem uwagi wrogów.

O dziwo nawet pod koniec nie znudziłem się tym, co to, to nie. Bardziej już  były uciążliwe zadania logiczne. Nie były one szczególnie wymagające, ale szczęśliwie można je pominąć. Normalnie teraz zaczął omawiać system walki lub rozwoju, ale wpierw zacznę od poruszania się.

Insomniac nie stworzyli koła od nowa, a jedynie ulepszyli to co można było zobaczyć w The Amazing Spaiderman. Wszelakie ruchy zachowano w sposób taki, że nie można było zarzucić łamania zasad fizyki. Animacje były bardzo wierne tym z filmom.


Tak bardzo mi to przypasowało, że nawet po skończeniu kampanii dalej wykonuję aktywności poboczne i z wielką chęcią się bujam na pajęczynach.

Teraz słów kilka o typowych atrakcjach rodem z sandboksów. Zbierałem plecaki, robiłem fotki kultowych miejsc itp. Nie były one dostępne wszystkie naraz. Blokowało to możliwość tworzenia nowych kostiumów, które posiadały specjalne moce.

Rozumiem, że powinno się dawkować doświadczenie, ale skoro już widać interesujący skin, który chciałoby się zdobyć to taka przeszkoda jest po prostu upierdliwa. No, ale pal pięć. Dziwniejszą sprawą są drzewka talentów.


Sądzicie, że jak tylko wbijecie poziom to przełoży się to na nowe umiejętności? Nic bardziej mylnego. Na to też będzie trzeba poczekać. Nazwałbym to prowadzenie za rękę 2.0 Niby swoboda jest, ale została sztucznie ograniczona.

Jednak jak tylko się to przeskoczy dostanie się system walki jak z Batmana. W moim odczuciu był bardziej rozbudowany. Natomiast sam pajączek jest bardziej brutalny niż jego kolega po fachu z Gotham.

Walka nie jest pozbawiona wad, po sporo ciosów ustawionych jest pod jednym przyciskiem co wywołuje różne efekty. Sami wrogowie też się bardzo powtarzają i różnią się tylko przydziałem do określonej frakcji.


Dobrze, że poszczególne ugrupowania mają też niepowtarzalne jednostki ze własnymi umiejętnościami. Peter może też tworzyć akcesoria, które bardzo wspomagają jego pracę jako pełnoetatowego super bohatera.

Używanie ich wiąże się z grindowaniem potrzebnych punktów. Warto w szczególności zainteresować się wyzwaniami. Nie zdradzę wam dlaczego sami zobaczycie.

Podsumowując dostałem bardzo dobrą grę, która została staranie wykonana. Mimo, że po chodnikach chodziłem rzadko to i te partie Nowego Yorku zostały zrobione szczegółowo. Sama muzyka w czasie lotu dodaje skrzydeł, szkoda, że wciąż mamy gwałtowne przejścia, gdy się nagle zatrzymam.

Nie przedłużając, jeśli masz PS4 to koniecznie zagraj, naprawdę warto.  

 


Share:

Odwieczna wojna konsol, kto wygra?

Sony i MS piszę skrótem, bo nie chcę mi się całej nazwy notować. Wiem, szczery ze mnie leń. Odwieczna wojna marketingowa między tymi firmami nie przestanie mnie zadziwiać.

W tym roku zabrakło targów E3, co jest wielką stratą. Natura jednak nie lubi próżni i szybko zapełniła tą lukę. W sumie Niebiescy i tak już dawno się z tego wycofali i poszli na swoje. Wracając jednak do rzeczy.

Stoimy u progu nowej generacji konsol. Prawdopodobnie ostatniej. Zapyta ktoś, czemu tak sądzisz? Odpowiedź jest prosta jak konstrukcja cepa. Zanika powoli dystrybucja płyt na te platformy. Pierwszym sygnałem jaki dostaliśmy były nowe usługi abonamentowe na Xbox One.


Następnie co jest o wiele ważniejsze MS wrzuca na rynek sprzęt pozbawiony napędu. Na ostatniej konferencji  Sony zobaczyliśmy nowy Ps5 w dwóch wydaniach. Jedno klasyczne, a drugie „okrojone”. Japończycy badają grunt jak widać.

Jeśli ludzie zagłosują za „dekoderami” to prawdopodobnie zarząd firmy wycofa z rynku wersję fizyczne gier. No i tu dochodzimy do sedna sprawy. Skoro nie ma potrzeby posiadania płyty to po co i sama konsola?

Fani Zielonych mogą grać we wszystkie produkcje w ramach abonamentu, który łączy się z systemem win10.  Czy to nie logiczne? Skoro mamy takiego Netflixa, który umożliwia nam oglądanie filmów i seriali na dowolnym urządzeniu z połączeniem do neto to czemu nie zrobić tak z grami.


Żeby daleko nie szukać. Google Stadia już pokazało, że jest to możliwe. Ciekaw jestem, czy ci smutni panowie w garniturach są tego świadomi.

Przejdźmy do pierwszego tematu, który wiąże się ściśle z powyższym. Sony, od nich zacznę (pierwsi  w moim serduszku) zorganizowali w tym roku dwa istotne imprezy. Pierwsza była klapą wizerunkową.

Jeśli nie pamiętacie był to panel omawiający część techniczną Ps5. Dla pasjonatów mogło być to wartościowe wystąpienie, ale w przypadku masowego odbiorcy już nie. Trochę dziwny ruch. Najwyraźniej ktoś na górze nie chciał zmarnować przygotowanego materiału. Błąd i strzał kolano, bo kogo obchodzi długa analiza sprzętu?


Klienta będą interesowały gry! Następnie co bardziej nerdziałych możliwości konserwacji sprzętu i temperatury itp. No i na samym końcu trafią się ci co chętnie wysłuchają tego co mają do powiedzenia o najmniejszych detalach.

Runda druga  

Jeszcze to samo półrocze. Akcja na ringu się rozgrzewa MS zaczyna zdradzać co nieco o swojej konsoli. Pierwszą istotną jak dla mnie informacją były teraflopy. Dało to ogólny obraz tego jaką siłą obliczeniową będzie mógł się pochwalić nowy Xbox.

Szybko się stało jasne, że poszczególne betony zaczęły w ramach wojenki teraFapować. Umówmy się, Nintendo ma najsłabszą pod tym względem platformę, a i tak pokonał w tej generacji Zielonych.

Jednoznacznie pokazuje to, że nie samymi teraflopami konsola żyje. No dobrze, ale co pokazali w takim razie na swojej prezentacji? Wstępnie miały to być gameplay z gier itp. W pewnym sensie tak było.


Niestety były to jedynie skąpe fragmenty i ewentualne pokazy Ray Tracingu na Minecrafcie. Żeby było śmieszniej małą czcionką dopisane było: tak będę, ale nie muszą wyglądać gry po wydaniu. Wielka szkoda, ale nie przejmowałbym się takimi rzeczami.  

Istotniejszą sprawą było dalsze wsparcie bieżącej konsoli #cebula, a tak na poważnie. wsteczna kompatybilność. Tutaj należy pochwalić MS za przeniesienie w 100% swojej biblioteki na kolejną generację. Sytuacja wygląda już nieco inaczej w przypadku 7 i 6 generacji.

To co jednak mnie najbardziej zaskoczyło to możliwość dokładania dodatkowych kart pamięci. Wygląda to jak krok wstecz. Ciekawa, czy ceny będę wysokie, ewentualnie umożliwią montaż jakiś zmieników.

Runda 3

Po pierwszej wpadce Sony się w końcu odkuło. Do pewnego stopnia, rzecz jasna. Niestety na ostatniej konferencji nie zabrakło paru błędów. Ach, ten Sony coś zawsze musi pójść nie tak. O Spider Man: Miles Morales  było naprawdę głośno.

Sam miałem okazję już ograć podstawkę, a tu zapowiadają kolejną cześć. No to mamy tytuł, który na premierę sprzeda sporo konsol. Wiadro zimnej wody zostało wylane na następny dzień. Teraz powinienem dodać, że ochłodziło ekscytacje itp. ale nie, bo zamiast tego powstał chaos informacyjny.

W dużym skrócie będzie to samodzielne DLC, a nie jak początkowo się zanosiło remaster z dodatkowymi misjami. Kamień z serca, ale to nie koniec „niespodzianek”. Zapowiedziano GTA! Tak, ale nie VI, tylko V. Niby spoko, niedawno skończyłem grać po raz drugi. Jednak nie tędy droga.


Dalsza część imprezy wypadła znacznie lepiej, bo zapowiedziana Ratcheta i Clanka. Tam wreszcie można było zobaczyć możliwości nowego dysku ssd. Przyznaję, że ciekawie się to zapowiada. Podobnie jak przełączanie między grami na nowym Xbox.

To co jednak znacznie lepiej poszło na prezentacji to skupienie się na konkretach i jakości materiału. Mało gadania po próżni, a jak już ktoś coś wtrącili to dało się na to patrzeć.

Wiem robię z igły widły, ale jako to możliwe, że dużej firmy nie stać na porządne kamerki internetowe? Japończycy pod tym względem znacznie lepiej sobie poradzili.

Zbaczam powoli z tematu. Ps5 podobnie jak konkurencja ma obsługiwać gry z bieżącej generacji. Na początek dostaniemy Top 100 najlepszych gier. Jak to będzie wyglądało dalej to się okaże.

Lament szybko się rozniósł w Internecie, efektem tego było oświadczenie, że reszta gier też będzie dostępna, ale wymaga przetestowania. Jak dla mnie nie ma pospiechu. Ważne, aby dobrze to zrobili.


Ostatnim wątkiem łączącym obie firmy jest cena. Nasze media przewidują 2000 + zł. Ale z różnych przecieków cena waha się od 3 tyś do nawet 4 tyś zł. Według zapowiedzi Xbox ma być 100$ tańszy, czyli o ok. 400 zł

Póki co nie wiadomo ile co będzie kosztować. Jedni patrzą na drugich i starają się utrzymać pokerową twarz. Tak właśnie wygląda obecna sytuacja. Warto wspomnieć o ciekawej ofercie na Xbox. Gry które pokażą się na X One będą dodawane za darmo na następną generację.

Nie chodzi tu tylko o sam odczyt, a coś w rodzaju remastera. Bardzo ciekawa opcja. Na sam koniec dodam, że zaopatrzyłem się w Xklocka One S z napędem. Uznałem, że jeszcze się opłaca, bo nim next gemy zostaną porządnie przetestowane to dobry rok lub dwa miną. Wersję fat będą stare, ale slim co się pewnie pokażą będą miały za sobą choroby dziecięce.


Share:

Wróciłem :D

Wpis co prawda już się pokazał na FB, ale wiem, że nie wszyscy tam zaglądają. Wiec wrzucę i tu. Dawno już nie pisałem, a wiec na początek mała rozgrzewka przed czymś większym. W sobotę wrzucę już obszerny tekst na temat tego co sądzę o bieżącej sytuacji i co przewiduję, że może się stać. Dodam jeszcze wątek o Egs i Steam, bo co tam się dzieje to w pale się nie mieści. :D


Ostatnio naprawdę się dzieje. Marketingowcy rozpoczęli już na poważnie wojnę na next geny. Betony zaczęły skakać sobie do gardeł. (Czyli to co zawsze) Jeśli oglądaliście konferencje obu stron to wiecie co i jak.


Warto w sumie też na bieżąco czytać wiadomości. Chaos, bo to co się dzieje to właśnie to. Brak określonych planów na przyszłość i wzajemne podkopywanie się skrzyżowane z brakiem zdecydowanego działania.



MS chwali się swoim abonamentem, a Sony grami na wyłączność. Ci ostatni zadali wprawny cios pokazując co będzie można zagrać na PS 5. Niestety nie zabrakło problemów komunikacyjnych w postaci dodatku do Spiderman.


Z kolei Xbox fapie swoimi flopsami, które ładnie brzmią, ale najbardziej się liczy łatwość tworzenia gier na konsole. Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak fanboy niebieskich, ale nie ma co ukrywać, że zieloni pokpili sytuację w mieniającej generacji.



Mam nadzieję, że teraz jak wykupili nowe studia w końcu coś się zmieni i zaczną produkować coś porządnego z bogatą singlową kompanią, a nie jedynie dodatki multi.


Tak zakończę mój pierwszy wpis po tak długiej przerwie.

Share:

Przerwa techniczna

W ostatni weekend nic nie wrzuciłem. W najbliższy też się na to nie zanosi ;p Postanowiłem zrobić sobie przerwę od pisania i na razie chcę pograć tak dla siebie bez pisania. Choć co do tego ostatniego nie jestem pewien.  Nie bójcie się (o ile to ktoś by się przejął) blog będzie dalej istniał i za jakiś czas zacznę znowu publikować. Na razie ;p 

Aktualizacja 
Zapraszam na mojego Instagrama Warto go polubić, aby zobaczyć co pogrywam i z czego pojawią się teksty. Na początku zrobię sobie podróż po USA, a co dalej zobaczymy.  

https://www.instagram.com/p/CAQgva9Btqr/?utm_source=ig_web_button_share_sheet


Share:

Recenzja Retro: Kirby 64: The Crystal Shards


Zgodnie z planem zaczynam mini retro serie. Ostatnio był Mario to teraz coś innego. Postanowiłem pograć Kirbiego. Mały różowy odkurzacz jest równie dobrze znany miłośnikom Nintendo, ale jakoś stoi na  uboczu.

Rozpocząłem grę mimo chodem. Jeśli mogę tak się wyrazić. N64 posiadam od jakiegoś czasu i parę gier już leży na półce. Początkowo chciałem sięgnąć po coś już dobrze znanego. Ale jakoś poczułem przesyt.

Kirby 64: The Crystal Shards wzbudza we mnie mieszane uczucia. Jest to naprawdę świetna produkcja dla każdego. Jednocześnie potrafi, gdzie nigdzie zaburzyć lajtowe  tempo. Echem, przygody różowej kulki to w sumie bardzo przyjemny spacer, który zapewni każdemu sporo radochy.

To co mnie najbardziej zaskoczyło to fakt, że  graficznie Kirby w ogóle się nie zestarzał. Wszystkie jego niedociągnięcia wynikają jedynie z ograniczeń sprzętowych. Animacje ruchu, i walki wciąż dają radę. Podobnie jak modele postaci, czy bossów.

Ząb czasu niewiele nadgryzł tę produkcje. Może jedynie muzyka mogła być trochę żywsza. Ale to już doszukiwanie się dziury w całym. Fabuła w kampanii solowej jako taka jest, ale symboliczna więc nie zawracałem sobie nią uwagi, bo coś innego wciągnęło i to bardzo.


Wraz ze przechodzeniem poszczególnych poziomów natrafiałem na różnych przeciwników. Każdy z nich wyróżniał się jakąś konkretną umiejętnością. Po pożarciu go (jakoś trudno nazwać to inaczej) protagonista pozyskiwał jego moc.

No i tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa w łączeniu w pary poszczególne umiejętności. Od gorejącego miecza, po „żywy” wulkan. Kombinacji od cholery. Niektóre zmieniały Kirbiego w op bohatera. Fakt, że  i bez tego było dość łatwo.

Pod koniec każdego poziomu składającego się z kilku pod mapek czekał boss. Oczywiście nie brakowała też ich mini wersji. O ile jeszcze szefowie potrafili, czasem zatrzymać na tę minutę dwie to już ich zastępcy nawet tego nie zdołali wykonać.


Dodam jeszcze, że o ile pierwsi bossowie mieli tylko jedną fazę, co się kończyło szybko to już później dodawano im jeszcze drugą rundę. W jednym wypadku miałem wrażenie, poprawcie mnie jeśli się mylę, pojawił się problem z hitbox’em. Mowa tu o wulkanicznym kolosie.  

Raz na jakiś czas mimo, że byłem oddalony maksymalnie od przeciwnika dostawałem obrażenia. Nie była to reguła, koniec końców padł. Mimo faktu, że nie zmieniłem strategii, co sugerowałoby, że coś tam devom nie wyszło.

Balans o ile takowy był, co wątpię, sprawia, że można zrobić tam rzeź niewiniątek. Dopiero ostatni przeciwnik jaki stanął mi na drodze wyszedł przed szereg. Zapewniam, że to pierwszy i zarazem ostatni jakiego spotkacie, który żuci wam wyzwanie.


Poszczególne planety jakie odwiedziłem były naprawdę ciekawie zaprojektowane. Nie odczułem ani razu, że już to robiłem wcześniej. Ostatnią kwestią, o której napiszę jest zdobywanie dodatkowych żyć i bonusach jakie się otrzymuje na koniec rundy.

Kirby posiada dwa paski jeden to życie dzieli się na kila „kulek”. Drugi natomiast służy do pozyskania kolejnego „serduszka”. Można go naładować gwiazdkami. Natomiast górny wymaga wciągnięcia jedzenia, które zostało porozrzucane po mapach.

Jeśli komuś był tego mało po przejściu trasy Kuleczka poprzez losowy skok i może dostać coś ekstra. Wszystko zależy od tego, gdzie zdołamy doskoczyć.


Przyszła pora na wszystko to co zapomniałem lub nie pasowało wyżej. Oprócz klasycznych wrogów trzeba jeszcze ocalić towarzyszy broni, którzy będą towarzyszyć w czasie podróży. Walki z każdym z nich różniły się zasadniczo i to jest faktem. Jednocześnie było to banalnie proste. W sumie i dobrze, bo miałem ochotę zagrać w coś luźnego.

Tak właśnie się prezentuje się Kirby 64: The Crystal Shards w mojej ocenie. Minęło już 20 lat, a gra wciąż się świetnie trzyma. Tylko, gdzie nigdzie można było coś poprawić, a tak jest naprawdę świetnie. Ocena 8.5/10.

Share:

Recenzja Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku Tom 4


Słoneczko świeci ptaszki śpiewają. Do czego to dąży, bo ja wiem? Wyjść już można to warto poczytać komiks na ławeczce, albo lepiej w domu :3

Nie było już dawno mangi. Dlatego uznałem, że warto to nadrobić i zajrzałem na półkę i po chwili zastanowienia sięgnąłem, bo czwarty tom Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku. Tomik ten przeczytałem jak zwykle jednym tchem. Tak to jest jak się ma styczność z wybitnymi dziełem (śmiech).

Fabuła jaka została przestawiona w tej mandze dzieli się na kilka osobnych historii np. jak Hanako i Kabakura się poznali. W ekranizacji nagrali z tego odcinek typu ova. Atrakcji jest znacznie więcej mamy jeszcze przezabawne randevu Ko i Nao - kun.

Zacznę jednak od początku. Bieżący tomik bardziej niż zwykle prezentuje relacje głównych bohaterów, a w szczególności Narumi, którą wzięło na shojo i tradycyjne Bl (gejoze). Widać wyraźnie, że postanowiła wreszcie przejąć inicjatywę. Lecz po tym co zobaczyła, czyli efektach uzależnienia Nifujiego powinna dać sobie spokój.

Dziwnym trafem mimo tego, że jest świadoma jego problemów ciągnie to dalej. Gdyby nie fakt, że jest to komedia to bym pomyślał, że jej też brakuje zdrowego rozsądku. Nie zabraknie też  „pikantnej sceny”. Oczywiście jedynie gorącej w opisie, bo w samej mandze tego nie zauważycie. Przedstawiono to odpowiednio, tak aby nie był to hentai ani ecchi.


Niebędący fizycznie przy tej jakże gorszącej sytuacji Hanako i Kabakura świetnie się bawią i komentują co bardzo mnie rozbawiło jak oni zrobili z tego serial rodem z TvP 2. Kolejną luźnie powiązaną przygodą był brak okularów Hirotaki. Jeśli znajdzie się tu jakaś czytelniczka lubiąca Boys love to będzie miała mocną sytuacje.  

Co do ważniejszych momentów to nie zabraknie flashbacka Narumi  z pierwszego dnia w pracy. Fujita (autorka dop. Ja piszący) pokazuję jak "subtelnie" nasza gwiazdeczka z gracją słonia w składzie porcelany zaczyna swoją karierę w firmie.

W sumie nie należy się niczego innego spodziewać po uroczej moe. Wszystko to jednak nie umowa się do naszej zakręconej drugiej pary „seniorów”. Musicie wiedzieć, że należą oni do rzadkiej odmiany wysportowanych otaku. Poznali się, a jakże w liceum i byli kapitanami swoich drużyn.

Już od tamtego czasu mieli skłonności do dominacji i braku poszanowania zdania drugiej strony. Tak swoją drogą, jakim cudem się w sobie zakochali to nie wiem. Pasują do siebie jak pies z kotem. W ich przypadku naprawdę sprawdza się powiedzenie kto się czubi ten się lubi.

Jakbym miał wskazać kto wypada w tym związku bardziej negatywnie to zdecydowanie wskazał bym Hane. Nie chodzi tu już nawet, o męską solidarność, ale o coś zgoła innego. Ona bardzo szybko narzuca swoja wole po przez awanturę. Nawet tsundere jest bardziej subtelna.

Kabakura też nie jest jej dłużny, bo to prawdziwy choleryk, który wpada szybko w szał. Można jednak zauważyć, że ma złote serce, ale trzeba się namęczyć, aby to zauważyć. Osobiście nie chciałbym mieć czegoś takiego w swoim związku.


Na koniec zostawiłem sobie deser czyli Nao i Ko. Dobrali się naprawdę bardzo dobrze. On do rany przyłóż tak zwany „miły człowiek”, albo nieogarnięte popychadło, ona zamknięta w sobie introwertyczka. Ta ciągnąca się od jakiegoś czasu znajomość jest naprawdę pocieszna. Jak zapewne wiecie Ko ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Nie jest jakąś superbohaterką, ale dziewczyną, której udało się to zamaskować.

Sytuacje jakie z tego wynikły są komiczne. Nie zmienia to faktu, że ten wątek jest jedynie niedużą odskocznią od części właściwej. Polecam gorąco każdemu kto jeszcze nie czytał warto się zaopatrzyć w własny egzemplarz.

A co wy sądzicie o tego typu komediach? Da się je czytać, czy może poszukać czegoś innego?
  

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie