• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Wielkie streszczanie z ostatniego roku!!!

Minął już rok od mojego ostatniego tekstu. Sporo jak na to nie patrzeć. Warto napisać, co przez ten czas się działo u mnie. Normalnie napisałbym to przy okazji jakiejś recki, ale pomyślałem, że zrobię wyjątek.

Tym razem poświecę temu nieco więcej miejsca na blogu. Od czego tu zacząć? No tak, od tego jak szukało się firmy remontowej. Z jednej strony brakuje ludzi do pracy, a z drugiej dobrych fachowców też nie ma. Niestety przekonałem się, że firmy z polecenia znajomych są nic nie wartę. No mówi się trudno i idzie dalej.   

Dostałem też bolesną  lekcję, ludzie pracujący w tym fachu to w większości przypadków to złodzieje. Pierwsza ekipa z swoim krasomówczym szefem kantowała bardzo na materiałach. Nie dało się stwierdzić tego od razu, bo faktur było zwyczajnie za dużo, a także wszystko trzymali w swoim dostawczaku. Sądziłem, że to uprzejme z ich strony i w pełni profesjonalne. 

Okazało się, że był w tym ukryty cel. Nie mogłem sprawdzić, co i ile trzeba użyć. Dzięki temu wszelkie gratisy zabrali dla siebie. Momentem kiedy to sobie człowiek uświadomił była sytuacja jak sąsiad przyniósł zgubiony wałek, który miał nie być użyty w moim mieszkaniu.  

Pod kątem porad nie było lepiej. Polecali płyty podłogowe. Jak dobrze, że ostatecznie padło na płytki gresowe. Gdyby okazało się ile będzie szurania i nie chodzi, o przenoszenia mebli to w sumie już mógłbym podłogę od nowa robić. Na dokładkę dodam, że wszystko robili na łapu capu, aż ręce opadają.   

Kolejna ekipa weszła w maju. Początkowo zanosiło się, że będzie lepiej. Nic bardziej mylnego! Tutaj co prawda człowiek mądrzejszy i wszystko sprawdzał. Jak się skapnęli, bo wprost się im powiedziało, że worków na wylewkę za dużo kupili to już nie chętni byli na przywożenie materiałów budowlanych.

Najzabawniejszy był szef, który chciał żebym wszystko wyrzucił z kuchni, chodziło o meble. Jak później dowiedziałem się od majstra, który dorabiał mi szafki: to bardzo dobrej jakości płyta. No i wszystko jasne. Z kuchnią poszło gładko więc nie ma specjalnie, o czym pisać jedyny w miarę normalny koleś.      

Natomiast z łazienką było też sporo zabawy. Dziadzio, który się tym zajmował uważał się za artystę. Zwrócenie mu na coś uwagi zawsze się kończyło fochem (śmiech). Poprawek po nim jak zresztą, po wszystkich było sporo. Na szczęście ta remontowa odyseja się skończyła i mogę znów tu pisać. 

W ostatniej części tego cyrku, czyli sprzątaniu wybrałem się na konwent w Chęcinach (miasto koło Kielc). Na Instagramie macie fotorelację o tutaj. Było to fajna odskocznia od codzienności i mała przygoda, bo komunikacja jest tam na weekend fatalna. 

No i w końcu zakupiłem meble i parę ekhem, dodatków np. klawiatura mechaniczną. Samo budowanie pokoju plus przeniesienie wszystkich rzeczy zabrało mi tydzień i dwa dni. Nie jest to w sumie koniec, bo jeszcze trzeba poukładać i zakupić brakujące rzeczy.

Na sam koniec pragnę pozdrowić: Tomka i Valoo za ciepłe komentarze dotyczące mojego powrotu do aktywnego działania na blogu. Nie zapomnę też o Cześku_Pl, który też nie mógł się doczekać reaktywacji mojej strony. Tak jak pisałem w poprzednim poście. Będę grał w grę... Tomb Rider. Mam na komputerze jakieś zalegające teksty więc wrzucę coś w ten weekend. 

TO na razie wszystko ode mnie. Widzimy się w sobotę :D 

Aktualizacja:

Okazało się że ze wszystkim się wyrobiłem, jutro poczytacie o reboocie TB z 2013 r. 
Share:

Dziennik pokładowy, jeszcze tu jestem! (Aktualizacja: 27.09.2022)


Aktualizacja ostatnia finałowa 1.9


Wszystko zostało ułożone i mogę już ruszyć do pracy.
Pierwszą grą jaką mam zamiar ograć jest... (fanfary)
Tomb Raider GAME OF THE YEAR EDITION

Tak więc będę grał w grę xD 

Mini aktualizacja 1.8c

Prawie już skończyłem. Większość rzeczy już stoi. Tak jak widać na zdjęciu poniżej 😏 Oczywiście mam tego więcej. Jeszcze zostało przenieść i podpiąć Pc i konsole (sztuk 10). Natomiast w środę wielka niespodzianka! Sony Bravia 65 cali.


Mini aktualizacja 1.8b

Pracę idą szybciej niż się spodziewałem. Jutro skończę składać meble itp. i zacznę rozkładać rzeczy ;)

Aktualizacja NR. 1.8

Od poniedziałku zaczynam mi się urlop. W związku z czym zaczynam skręcanie mebli. Póki co daje na to dwa tygodnie, bo i tak dłużej urlopu by mi nie dali :P

Mini aktualizacja 1.7c

Radość z zakupu była, krótka jak forsa po wypłacie. Okazało się, że Ikea mimo przyjęcia zamówienia postanowiła... Dokonać zmian i przesłać co uznali za słuszne bez pytania, czy wogule jestem zainteresowany :S Wyniku czego teraz muszę wybrać wyjście awaryjne. Kupię inne brzydsze, bo ciężko dostać duże regały. 

Kiedy zacznę dodawać nowe recki? A żebym wiedział ;p Będę szczery, bo i tak jestem. Czyli jak mawiał klasyk: jak będzie gotowe to opublikuję. 

Mini aktualizacja 1.7b

Regały zostały dziś zakupione (04.09.br) 

😁😏😄

Aktualizacja NR. 1.7

Sądziłem zawsze, że jak coś ważnego się stanie to warto o tym napisać. Mam dobrą i złą, no ok, średnią wiadomość. Pierwsza: zamówiłem większość mebli do game room. Ta gorsza to fakt, że interesujące mnie regały zostały chwilowo wyprzedane. 

Aktualizacja NR. 1.6

Miała być zapowiedzieć tekstu, a będzie na razie fotorelacja z tegorocznego Jagacon

Zapraszam serdecznie na mój Instagram.

 https://www.instagram.com/bezimierz/

Aktualizacja NR. 1.5

Nie sądziłem, że tak wcześnie dodam jakiś wpis. Główne prace remontowe zostały skończone. Obecnie zostało wykończenia i porządki. Staram się jakoś to załatwić równolegle. Z racji tego, że odbywa się to popołudniu lub wieczorem nie idzie za szybko. W takiej sytuacji nie jestem przekonany, czy w sierpniu ruszy blog. Postaram się, aby kolejny wpis był zapowiedzią pierwszego nowego tekstu jaki opublikuję. 

Aktualizacja NR. 1.4

Stan na 08.07.2022 majster klepka prawie kończy łazienkę. Ale.... płytki, które zamówiłem na pion będą dopiero na wtorek. Podobnie jest z szklaną płytą (nie ja to wymyśliłem). Żeby nie tracić czasu porządkuje już kuchnię. Będzie dzięki temu mniej sprzątania jak się skończą pracę remontowe. Nie zabraknie też dalszych prac porządkowych. Mieszkanie jest spore ponad 70 m2. Natomiast sam blog może ruszy w sierpniu. Zważając na fakt, że już jest obsuwa to patrzę z umiarkowanym optymizmem.

Aktualizacja NR. 1.3

Prace remontowe trwają znacznie dłużej niż przepuszczałem. Jeśli do połowy czerwca się wyrobią to będzie dobrze. Oznacza to, że raczej w lipcu zacznę coś publikować. 

Aktualizacja NR. 1.2

 Wiadomość na dziś: Remont w końcu się zaczął co oznacza, że czas postu od grania niedługo się skończy :D

Aktualizacja NR. 1.1

Prace remontowe jakie mają się odbyć w tym roku polegać będą na generalnym remoncie, czyli kucie ścian jak i podług. Możliwe, że dojdzie do przeniesienia kuchni do innego pomieszczenia. Stąd taka, a nie inna przerwa.

AKTUALIZACJA NR 1.0

Mała aktualizacja, bo szkoda mi publikować kolejny post. Praca, praca i końca nie widać. Piszę to tylko po to, aby dać znać, że nie rzuciłem w cholerę tego bloga. Na razie nie mam jak tworzyć nowych materiałów, jeśli dobrze pójdzie do w czerwcu zacznę działać. To co tu czytajcie piszę na tablecie (ZUO!)


 Kiedy tu coś ostatnio pisałem, oj dawno. No dobrze, pracę nad blogiem są chwilowo wstrzymane. Szykuje się mi remont tak od 3 listopada. Niestety nie będzie to koniec, bo ciąg dalszy będzie w maju. Możliwe, że raz na jakiś czas coś opublikuje. Nic nie obiecuje. Jednak będzie jeden plus całości, a będzie to POKÓJ GRACZA! 

Jeśli coś się zmieni to będę pisał. Wszelkie zapytanie piszcie w komentarzach.  

Jak to sobie wyobrażam, a jak wyjdzie to się okażę :D



Share:

Recenzja anime Kizumonogatari część 2

Można nazwać to maratonem, bo od razu wziąłem się za kolejną część Kizumonogatari. Tym razem było nieco inaczej. Jak pytacie, o tym będzie poniżej.

Druga część z pod tytułem Gorąca Krew opowiada jak Koyomi usiłuje odzyskać kończyny swojej pani (jakkolwiek by to nie zabrzmiało). Nie będę się powtarzał co wyszło jak trzeba, bo możecie o tym poczytać w poprzednim artykule do którego was odsyłam tutaj.


Tym razem wyeksponowano na pierwszy plan przewodniczącą, która co tu ukrywać buja się w Araragi „Ed” Koyomi taki lekki przytyk do Zmierzchu. Na szczęście tutaj nie jest to tak dennie przestawione. Nie taktują tego tak na poważnie, a z sporym dystansem.

Elementy ecchi znowu błysnęły, a co zabawniejsze jak zwykle starano się ograniczyć je tak, aby nie zobaczyli za dużo, a szkoda. Pierwszy raz jak oglądam anime trafiłem na fan serwis dla pań. Czyli dla każdego coś zboczonego.

Oprócz tego przedstawiono garść informacji dotyczących łowców wampirów. Nie będę pisał co i jak, aby nie psuć wam zabawy. Jedną z większych niespodzianek było wykorzystanie gore do czegoś innego niż szokowanie, aż dziw bierze, że tak można to wykonać.


Druga część Kizumonogatari była wyjątkowo zachowawcza. Rozwinęła co niektóre wątki, a animatorzy pokazali, że wiedzą co robią wykorzystując różnorodne style rysowania mang po to, aby przypomnieć wszystkim, żeby się nie spinali z tą powagą.

Nie zabrakło też niestety paru klisz jak nagłej eksplozji gniewu, czy niecnego wykorzystania (tutaj spoiler) damy w opałach. (koniec przecieku).

Mogę za to pochwalić niezwykły finał i świetną walke jaka tam się rozegrała. Nie oszczędzano na tym co to nie! Włożono wiele wysiłku, aby każda sekunda zapierała wdech w piersiach.


Zresztą co tu dużo mówić w każdej części mimika twarzy, czy ciała jest robiona z najwyższą starannością, a nie tylko ruchome usta, bo po co reszta ciała miałaby chociaż drgnąć, a nie daj boże poruszyć się.

Podobnie jak w części pierwszej Kizumonogatari tak tutaj wydzielono jedynie wąski fragment całości. Nie pozostaje nic innego jak włączyć ostatni film i zobaczyć co się stało dalej, a następnie zabrać się za wersje serialową.

Na koniec pragnąłbym pokreślić niezwykłą ścieżkę dźwiękową, która naprawdę robi swoje. Wykorzystanie muzyki instrumentalnej dodaje znacząco klimatu.

Podsumowując Kizumonogatari: Gorąca krew to udana kontynuacja, która idzie bezpiecznie wydeptaną ścieżką. Zachowano wszystko to co fani polubili w poprzedniej części. Ukazali także kolejne oblicza naszej licealnej pary, która lepiej rozumie czym jest miłość, czy przyjaźń. No i co najważniejsze nie świeci jak psu jajca na słońcu.
Share:

Recenzja Mario Tennis 64 na Nintendo 64

Siedzę i testuję nowy mobilny głośnik, a przy okazji pisze nową reckę Mario Tenis 64. Jak widać można robić przyjemne z pożytecznym.

Stare poczciwe Nintendo 64, choć nie zaliczyło dobrego debiutu jest naprawdę wartym uwagi sprzętem podobnie jak omawiana gra. Grając MT 64 warto rozróżnić dwie rzeczy solo granie i multi lokalne.


Grając samemu gra starczy na stosunkowo krótko. Raptem parę turniejów, których jest raptem dwa, chyba, że się trochę pokombinuje. Warto je jednak odblokować poszczególnymi grywalnymi zawodnikami, aby mieć dostęp choćby do dodatkowych kortów i postaci, aż w końcu i postaci.

Jeśli chodzi o same korty to rzeczywiście wybór będzie miał wyraźny przekład na samą rozgrywkę. Nie mogę jednak tego powiedzieć o grywalnych bohaterach, których podział jest w sumie na te same typy co zawsze. 

Zauważyłem, że sztuczna inteligencja wraz z rozwojem serii przechodzi odczuwalne zmiany. Postanowiłem się trochę nią pobawić grając w debla. Najciekawszy zachowania można wyłapać przy ustawieniu trudny po jednej stronie, a łatwy u przeciwników, a także przy odwrotnej konfiguracji. Si na swoim najgłupszym ustawieniu działa dwojako.


Jeśli jest po drugiej stronie siatki potrafi odbijać, a nawet niekiedy stanowić wyzwanie dla bota, który powinien bić na głowę swoimi umiejętnościami. Sytuacja odwraca się całkowicie w momencie kiedy głąb stał się moim partnerem w meczu. Spełnił wszelkie „oczekiwania”, czyli można go zupełnie olać, bo nie jest wstanie nic zrobić. A co jeśli ustawi się takiego osiołka i prosa z jednej strony, a po drugiej kolejnego prosa i zostawi pad w spokoju?

Tutaj zaczyna się prawdziwa magia. Przez większość czasu, a w szczególności kiedy bot znajduje się na końcu boiska praktycznie sam odbija piłkę i można czekać, aż załatwi sprawę. Oczywiście tak pięknie nie jest, ale i tak robi wrażenie. W momencie jednak jak stoi tuż koło siatki, a naprzeciw jest cymbał to ścina w większości przypadków.


No dobrze, skoro mam już analizę Si za sobą, pora przejść do tego co oferuję gra. Jak wspomniałem wcześniej są turnieje, ale jest to standard. Ciekawsze jest arena Bowsera, którą rozwiną w wersji na GameCube. Chodzi oto, że podobnie jak na Mario Kart 64 trzeba korzystać z Power ups.

Następnym dość sporym trybem są mini gry, której w głównej mierze polegają na przebijaniu piłki przez złote obręcze według określonej reguły, czy to liczby przebić, czy w określonym czasie. Bardziej jednak przypadł mi już do gustu ball hell, że tak to nazwę. Ujmując rzecz jaśniej gracz obrzucany jest przez kochane muchołapki piłkami, a żeby nie było za łatwo przeciwnik odbija piłeczki gracza.

Esencją Mario Tennis 64 jest gra w grupie do czterech osób. Nie ma tam niczego co nie dało się zrobić wspólnie z Si. Mimo wszystko prawdziwa czar rozpoczyna się jak sztuczną inteligencję zastąpią żywi ludzie. Z całą pewnością osoby grające będą zadowoleni. Mimo, że minęło już dwadzieścia jeden lat od premiery to sama gameplay wciąż jest bardzo dynamiczny. Jedynie grafika wciąż przypomina o wieku produkcji. Cała reszta jest niemalże ponadczasowa jak to zwykle bywa w produkcjach od Nintendo.

Ocenę końcową zostawiam wam, bo Mario Tennis 64 będzie wymagał zakupu konsoli, gry jaki i szeregu dodatkowych przejściówek lub telewizora do którego będzie obsługiwał N64. Ostatecznie są też emulatory, ale o tym cicho sza.
Share:

Relacje z Sabat Fiction Fest 2021 r. część 2

Drugi dzień Sabatu i wiecie co? Nawet się nie spóźniłem i dojechałem na czas. Brawo, Ja! O ile pogoda dopisała w sobotę tak dzisiaj lało. Mimo to ludzie przyszli, o dziwo, co prawda nie od razu, ale zawsze.

Tegoroczna edycja co tu dużo mówić była jedyna w swoim rodzaju i dało znać o tym między innym zmianą rozkładu namiotów. Odruchowo poszedłem w stronę alejki na której stał namiot w którym odbywały się panele. Ku swoim zaskoczeniu dopiero po chwili zauważyłem, że go niema.


Z powodu panujących warunków atmosferycznych przeniesiono wszystko pod „dach”. Szybko ulokowałem się na "sali" z prelekcjami i usiadłem na jednym z wolnych krzeseł. Pierwszym panelem był Od Batmana po Justice League- Krótka historia DCAU w ramach, którego Piotr „Durley” Durlik omawia wszelakie animacje dotyczące bohaterów DC.

Wydawało mi się, że jako dziecko sporo oglądałem tych serii, ale okazało się inaczej. Sądzę, że warto ponadrabiać te i owe klasyki, które pominąłem. Oprócz interesującej pogadanki nie zabrakło konkursu. Fakt, faktem, że nagranie na podstawie, którego trzeba było rozpoznać określoną postać było samo w sobie kłopotliwe. Nie powstrzymało to uczestników od wygłupów, co się wszystkim udzieliło.

Kolejnym jakże ważnym dla mnie panelem (subiektywność jak się patrzy) było Znajdź sobie hobby z anime prowadzący mógł być nie kto inny jak Filuś. O dziwo sporo z omawianych anime było mi bardzo dobrze znane. Lecz od niektórych się odbiłem mimo, że są podobno uznane za jednych z lepszych jak np. K-On!! Mimo wszystko parę serii wartych zobaczenie podpowiedział. Postaram się jakoś ogarnąć, czas pokaże.


Kolejnym interesującym punktem programu był Noc Kupały, Swaróg i wiły, czyli o mitologii słowiańskiej słów kilka prowadzonej przez Paweła Staszczaka i Demony ze Śląska rodem w których Michał Brzoza skupił się na potworach z Śląska. Najważniejsza rzeczą potwierdzoną zarówno przez jednego jak i drugie było to, że strzyga jest wampirem. Sama nazwa bestii oznacza sowę lub Puszczyka. W słowiańskich wierzeniach to właśnie te ptaki miał wsysać krew.

Kolejną zaskakującą wiadomością było udowodnienie, że każdy z nas brał udział w obrzędzie grzebania wampiorza. Jak to zwykle bywa sporo rzeczy przeniknęło z tak zwanych pogańskich obrządków do tych jakże prawych chrześcijańskich. Ciekawe, czy są tego świadomi duchowni.

Nie zabrakło też kolejnego feministycznego punktu w programie. Dla formalności dodam, że tytuł tego panelu Nie taki feminizm straszny, czyli jak kobiety radzą sobie w popkulturze Anna „Ancymon” Daszewska starała się udowodnić jaką to krzywdę ponoszą kobiety. Już na samym początku złapała się na tym jak już chciała po raz enty uwodnić jako dużo męskiego jest wszędzie w tym i języku. Przykładem miał być między innymi dziadkowie co miało być od słowa dziadek.


Na szczęcie jeden z uczestników sprostował, że historycznie chodziło o określenie starszych ludzi, a nie samego dziadka jako mężczyzny. Kolejne potkniecie było z liczbą kobiet pracujących jako operator kamer. Tutaj błąd i brak researchu wytknęła słuchaczka, która celnie zauważyła, że kamera jest zwyczajnie za ciężka do obsługi dla kobiety.

Nie zabrakło też oklepanych sloganów jak: seksualizacja kobiet w filmach i ich roli. Szkoda, że facetów czeka to samo, ale cicho sza. Przystojne ciacha, które są idealni pod każdym kątem dla pań jest ok., reszta już nie.

A jaka jest prawda? Część kobitek promuje się swoimi walorami, druga szaleje i coś udowadnia, a trzecia i najmądrzejsza część ma to gdzieś i żyje swoim życiem. Nie zrozumcie mnie źle nie jestem przeciw równości kobiet i mężczyzn. Jedynie mnie drażni jak pod płaszczykiem rzekomej sprawiedliwości dochodzi do walki o dodatkowe przywileje z racji tego, że zamiast chuja ma pizdę.


Ostatnim punktem, który przykuł moją uwagę dotyczył mody. Lolita fashionczym jest i jak się za to zabrać? W popkulturze lolity często są mylone z lolitkami, a o samym stylu ubierania nawet nie bierze się pod uwagę.

Większość osób interesujących się kulturą masowa Japonii pewnie kojarzy małe uroczę dziewczynki, które nazywa się lolitkami. Z kolei dorosłe panny o sylwetce dziecka zwie się lolitami. Jest jednak jeszcze styl ubierania loli. Kto by się spodziewał, że jest tego, aż tyle? Najczęściej można się spotkać z trzema pod rodzajami: gothicloli, classic loli i sweet loli. Jest tego jeszcze więcej jednak nie będę tu streszczał całości.

Na tym kończę relacje z tegorocznej edycji Sabat Fiction Fest. Podsumuję co się udało, a co nie. Po pierwsze, pragnę pogratulować udanej kontynuacji i powrotu na stare tory. Zdaje sobie sprawę, że przygotowanie czegoś takiego wymagało zgranej ekipy.

Najbardziej jednak kulała kwestia dźwięku o czym często pisałem. Pomimo posiadania odpowiedniego osprzętowania i personelu odpuszczono sobie w zupełności tą kwestie. Mimo, że dało się wyciszyć nagłośnienie. Kolejną sprawą był brak listy z poszczególnymi atrakcjami, który był czymś oczywistym kiedy impreza odbywała się na Targach Kielce.

Co do pozostałych odstępstw to nie będę w żaden sposób wytykał organizatorom, bo nie od nich wszystko w końcu zależy. Mam nadzieje, że w następnym roku spotkamy się normalnie w halach, gdzie będzie można bawić się jak za starych dobrych czasów.
Share:

Relacje z Sabat Fiction Fest 2021 r. część 1

Pierwszy prawdziwy Sabat od niemalże niepamiętnych czasów. Dla sprawiedliwości dziejowej w zeszłym roku był konwent online, ale wyszedł dość skromnie.

Tegoroczna edycja Sabat Fiction Fest przybrała już fizyczną postać. Niech bogom będą dzięki, lecz coś nie do końca wyszło. Nie są to oskarżenia, bo wszystko co zrobili wymagało sporego wysiłku i organizacji.


Zacznijmy więc od samego początku jak to zwykle pisze w relacjach z Sabatu. Pierwsza i najważniejsza rzecz busiarze te gnidy, które robią człowieka w bambuko. Spóźniłem się przez nich na pierwszy panel.

Dobrze, że jak jest motywacja to z dworca szybko dobiegłem do parku koło Pałacu Biskupów w Kielcach. Pomysł na zorganizowanie imprezy na wolnym powietrzu była naprawdę genialnym zagraniem. Równocześnie trochę nietypowe, bo wymagało powrotu do domu, bo brak sleeping room’u robi swoje.

Zmian było znacznie więcej, które w głównej mierze wiązały się z warunkami polowymi z jakimi musieli się mierzyć organizatorzy. Wszelkie atrakcje rozlokowali w okolicy sceny, którą potocznie mieszkańcy nazywają muszlą. Od samego wejścia gości witają stragany z planszówkami. Tuż za nimi sprzedawali swoje wyroby chłopaki z Barbarians FORGE, a dalej podręczny sklep dla „satanistów”, wata cukrowa i mini kafejka.


W sumie to by sporo wyjaśniało, czemu organizatorzy ustawili się naprzeciw mini  baru. Po drugiej stornie skweru ustawili się najbliżej sceny rekonstruktorzy z Klubu Historycznego Hird i ludzie z Kreatywnych Kielc. W alejce prowadzącej do ul. Jana Pawła II rozgościli się fani papierowych rpg w pierwszym namiocie, a tuż za nimi znalazł się namiot z prelekcjami i wypożyczalnia z planszówkami wraz sporą liczbą stanowisk do grania.

Kiedy jechałem na konwent zastanawiałem się jak odbędę się wszelakie panele dyskusyjne? Początkowo sądziłem, że będą to jakieś pogadanki bez żadnych wspomagaczy w postaci prezentacji. Szczęśliwie wybrnięto z tego problemu i umieszczono telewizor wraz z laptopem. Jeśli komuś było mało to połączenie z Internetem też działo i to jeszcze jak szybko!

Jednej sprawy jednak nie przemyślano do końca i kiedy zaczęto puszczać muzykę na Scenie Sabatu to skutecznie zagłuszano prelegentów. Na drugiej prelekcji Anime z 2021 roku, które warto zobaczyć przyniesiono głośnik, ale na mikrofon trzeba było w sumie poczekać. Koniec końców nic to nie dało, bo rozwiązanie to nie spełniło swojego zadania.


Mimo wszystko trzon Sabatu został zachowany. Atmosfera jak i liczba uczestników dopisała, co należy jak najbardziej podkreślić. Pogoda też była prima sort, aż do samego końca. Najzabawniejsze były reakcje osób, które nie były świadome tego co to za impreza. Zarówno rodziny jak i seniorzy przyglądali się z zainteresowaniem to zdziwieniem. Jeśli odbędzie w tym roku Marsz Gandalfa to szczęki im opadną, aż do ziemi.

Nie będę ukrywał, że z paneli jakie się odbyły tylko, a może, aż trzy przyciągnęły moją uwagę. Wspomniany wcześniej Anime z 2021 roku, które warto zobaczyć – prowadzącym był przez Przemysława „Filusia” Koczotowskiego. Nie ma co ukrywać, że „chińskie bajki” są mi bardzo bliskie. Skoro jestem przy tym to muszę zajrzeć na MyAnimeList.net i odhaczyć parę interesujących serii, które koniecznie będę musiał obejrzeć.

Ok., zrobione dalej na liście jest Feminizm horroru, który prowadziła Julia Palmowska. Temat jak najbardziej ciekawy tylko, że jakoś wplątywanie w to tradycyjnych sloganów, jak sami faceci i zaledwie kilka produkcji z kobietami. Ewentualnie o „zagrożeniu” dla mężczyzn i społeczeństwa w postaci wyzwolenia seksualnego kobiety jakoś do mnie nie przemawiało.


Możliwe, że tylko dla mnie horror nie zagląda nikomu w gacie, chyba, że chce przeciąć na pół. Doszukiwanie się tam wątków feministycznych, tak tam pasuje jak pięść do oka. Dreszczowiec ma przede wszystkim straszyć, a nie bawić się w sprawy damsko męskie.

Nieco zabawniejsze były próby zdefiniowania czym jest horror i w ten oto sposób dramat z zemstą w tle stał się kinem grozy. Hmm, co dalej jak facet spojrzy się na kobietę w sposób niewłaściwy zdaniem feministek to zaliczymy taką produkcję do propagandy uprzedmiatawiającej kobiety? Dobrze, że nie doszukiwała się swoich bzdurek w anime z gatunku ecchi, aż strach myśleć czego by się tam dopatrzyła.

Ostatnim dla mnie wyróżniającym się punktem w którym uczestniczyłem był Poznaj bogów mroźnej Północy. Mitologia nordycka. Prowadzącymi byli członkowie Klubu Historycznego Hird. Zaczęli od omówienia pancerzy ich kosztów jak i broni z jakich korzystali wikingowie. Nie zabrakło też śmiesznego zbiegu okoliczności z serii pod tytułem przypadek. Gdy prowadzący opowiadał jak spowodował wstrząs mózgu członka klubu z sąsiadującego namiotu w którym rozgrywano sesje Rpg ktoś powiedział: on to przeżył? Szkoda, że nie wszyscy to usłyszeli, bo przeszło do historii konwentu, jako super anegdota.


Następnie zaprezentowano przykładową walkę, która rzeczywiście wymagała odpowiedniego przygotowania tak, aby nie zrobić nikomu krzywdy. Warto wiedzieć, że nim ktoś zostanie dopuszczony do rekonstrukcji musi zdobyć certyfikat. Na sam koniec zostawiłem sobie to co się działo na scenie.

Przechodząc się to tu, to tam zauważyłem jak to lokalna kapela bądź solowi wokaliści zabawiają publiczność. Każdy starał się jak może i chyba tylko ludzie odpowiadający za dźwięk coś się pogubili, bo niekiedy słychać było, że coś zasadniczo jest nie tak. No cóż, liczą się dobre chęci. Przy okazji robiąc zdjęcia, które pokażą się na moim Instagramie zauważyłem malutki szczegół, strefę dla gier video.

Oczywiście była tam nieśmiertelna FIFA i Just Dance. Wszystko było ok., gdyby nie fakt, że gra została uruchomiona na Xbox 360 z grudnia 2005 r., czyli premierowym modelu na około 40+ calowym telewizorze. O dziwo, gra prezentowała się bardzo dobrze.

Dalszą część napisze po niedzielnej części. Ciąg dalszy nastąpi.

Share:

Recenzja Dlc Wiedźmin 3 Krew i Wino na Xbox One X

Jak każda podróż ma początek, tak i zakończenie. Czas ruszyć na ostatnią wyprawę Białego Wilka. Ruszam do Toussaint!

Niezwykłe to miejsce winem płynące, gdzie błędni rycerze wciąż kierują się szlachetnymi cnotami. Prawdę powiadają, że to królestwo jest jak kraina z baśni. Lecz jest jeszcze jedno powiedzenie. Najciemniej jest pod latarnią.


Podobnie jak w Sercu z Kamienia wszystko zaczyna się niepozornie od zadania, które rozpoczyna niezwykłą przygodę. Tym razem nie ograniczono się do paru wsi, czy dworu! Miałem okazję odwiedzić po raz trzeci najbardziej wysunięty region na południu w świecie Wiedźmina 3.

Księstwo jest niezwykle malownicze, czym będzie bardzo kontrastowało z Białym Sadem, czy Velen. Rozgrywając po raz enty dodatek zastanawiałem się którym krajem się inspirowano? Otóż będzie to Francja. Jeden z Npc w zadaniu pobocznym wprost zwrócił się do Geralda monsieur. Kwestia ta została dla mnie jednoznacznie zamknięta.

Główny powód dla którego Wiedźmina ściągnięto to księstwa była Bestia z Beauclair. Ów stwór zabija dzielnych rycerzy z nieznanych powodów i trzeba ją powstrzymać. Jako, że lubię zajrzeć pod każdy przysłowiowy kamień szybko trafiłem na dwa istotne tropy. No, ale napisze je na końcu dla tych co chcą wiedzieć.


Kampania jest w moim odczuciu o wiele lepiej napisana niż w pierwszym dodatku. Mimo nadania fabule bardziej zachodniego klimatu spotkałem na swojej drodze niezwykłych bohaterów w tym jednego naprawdę ważnego, że się tak wyrażę.

Robiąc drobne przerwy, a raczej chcąc jak najdłużej zostać wykonałem wszelakie misje poboczne, zlecenia i poszukiwania. W czasie tych skoków w bok mogłem zobaczyć mroczniejszą stronę Toussaint. Sporo jest ukrytych historii, które zachęcają do eksploracji do wszelkich miejsc, które widać na horyzoncie lub pokazane są na mapie jako większe miejscówki.

Jest jeden warunek, aby się nimi cieszyć. Trzeba lubić czytać, a będzie tego całkiem sporo. Spędziłem tak dobre trzy popołudnia, gdzie zaglądałem od jednej ruiny do innej porzuconej winnicy. Poszczególne wydarzenia są tak ułożone, aby stworzyć naprawdę spójna całość. Oprócz ciekawych opowieści, czy nawiązań nazbierałem różnego rodzaju broni i pancerzy z zleceń na potwory.


Wyżej w rankingu są natomiast zadania poboczne, które kwitną zarówno humorem jak i powagą. Do najbardziej zapadających w pamięć mogę zaliczyć Klient ma zawsze rację jest to oczywiste nawiązanie do Dwunastu prac Asteriksa. Perełek tego typu jest znacznie więcej. Niektóre są dość dobrze ukryte dlatego warto ich poszukać, bo może i Płotka dostanie swoje pięć minut?

Podobnie jak w Hearthfire, Gerald dostaje na dzień dobry kostnice, znaczy się winnice. Trzeba zrobić porządek w papierach. Początkowo stan jest nie najlepszy, ale dzięki drobnemu remontowi szybko można przywrócić rezydencje do świetności. Wraz z postępami budowlanymi zyskałem miejsce na cenniejszy ekwipunek, który mogłem wykorzystać jako ozdobę. Oprócz tego zyskuje się dostęp do ziół i warsztatu alchemicznego. Innymi słowy same korzyści.

W całej serii przewija się wątek łóżka, a to w kontekście romantycznym, a to wypoczynkowym. Chcąc zregenerować siły lub przesunąć czas do przodu wykorzystuje się medytację, a przez to łóżko jest jedynie elementem dekoracyjnym. Tym razem warto skorzystać z tego mebla, aby pozyskać dodatkowe bonusy do statusu.


Nie zabraknie też nowego drzewka talentów. Z notatek niejakiego profesora można się dowiedzieć się, że pracował nad mutacjami. Po niedużej przygodzie odblokowuje się nowe drzewko talentów. Tym razem jednak trzeba mieć jeszcze mutageny. Same punkty nie wystarczą do odblokowywania umiejętności.

Przez takie rozwiązanie polowania na potwory nabrało większego sensu. Skoro jestem przy nich. Nie zabrało całkiem nowych osobników do ubicia. Głównie kotowate, ale i niezwykłych misi o malutkim rozumku też niezabranie, a na tym nie kończą się potworne niespodzianki.

W czasie przechodzenia dodatku po raz pierwszy można naprawdę się wciągnąć we wewnętrzne intrygi na książęcym dworze. Wraz ze nowymi poszlakami syndrom jeszcze jednej tury był coraz silniejszy.

Grając w Krew i Wino czuć, że włożono sporo serca w zawartość. Podobnie jak w podstawowej kampanii. Jest parę istotnych momentów, które mocno wpływają na to jak rozwinie się historia. Niektóre z nich są naprawdę ciekawie umieszczone, a przez to byłem zaskoczony, bo coś co wydaje się pierdołą może odegrać sporą rolę.


Sam finał jest spektakularny i co tu dużo mówić daję to co powinien, czyli pożegnanie z przytupem. Na sam koniec parę ciekawostek do Corvo Bianco może przejść jeden z czterech przyjaciół. Jeśli się jednak trochę pogłówkuję do tej jakże cudownej krainy przyjdzie ktoś jeszcze.

Nie zabraknie też nieco wadliwych, czy też oszczędnych rozwiązań. W ciągu całej tej winno krwistej afery nie zabrakło aktywności w których trzeba było jedynie biegać i odhaczać określone punkty. W q Awantura o wino jest właśnie jednym z nich ciągnie się i to dość długo. Zależnie od podjętej decyzji można uzyskać różne zakończenia. Szybko jednak można się doszukać, że coś jest nie tak, bo sama gra podpowiada.

Sama treść pod mini mapą może się zmienić zależnie od tego, czy wykonało się wszystkie w niej zawarte rzeczy po właściwym półfinale misji. Kolejnym równie rozległym zadaniem jest pomoc Błędnym rycerzom. Tak jak wspomniałem wcześniej eksplorując świat można mimo chodem zrobić je przy okazji nie wiedząc o tym.


Podobnie jak w baśniach w Krwi i Winie jest zawarty pewien morał. Nie bestią jest ten kto nie człek, a ten co potwornych czynów się dopuszcza. W poszczególnych zakończeniach można zobaczyć, że nie zawsze szuka się winnego, a kozła ofiarnego.

Podsumowując ostania przygoda Białego Wilka to wspaniałe uwieńczenie jego przygód. O ile sam wątek główny jest krótki, tak z aktywnościami pobocznymi daje ponad trzydzieści godzin zabawy. Ocena końcowa 10/10

Zgodnie z obietnicą, pierwsze  wskazówki co do tajemnicy Bestii można znaleźć w magazynie koło karczmy Kuroliszek jak i biurze, gdzie odbiera się nagrody za pomoc błędnym rycerzom.
Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie