Recenzja dodatku Serce z Kamienia do Wiedźmin 3 Dziki Gon na Xbox One X

Serce z Kamienia jest krótkie, powiem więcej. Jakbym włączył je w dzień wolny to bym przy jednym posiedzeniu skończył.

A teraz ci z was co doszli tylko do tego momentu i już chcą mnie zlinczować podziękuję, a resztę zapraszam do lektury. Pierwszy dodatek do Wiedźmina 3 jest średni. Po przejściu tego DLC na premierę byłem szczerze zawiedziony.


Cała fabuła sprowadzała się do odpowiedzenia na jedno pytanie, czy zemścić się na Olgierdzie von Everec. Natomiast wszystko co się stanie pomiędzy tym pierwszym, a ostatnim nie ma praktycznego znaczenia.

Otóż po kolejnym podejściu po latach ocena znacznie się zwiększyła. Same zadania poboczne tym razem nie zabłysły. W głównej mierze były to tylko fedeksy, ale za to zabarwiono je w ciekawą oprawę fabularne i mogłem się dowiedzieć co się stało z Zakonem Płonącej Róży. Wspomnę, że robiąc misje w której się ich spotka usłyszałem coś szalonego. 

Sytuacja się całkiem odwraca w przypadku misji głównej i jej poszczególnych podetapów, które znacznie błyszczą na tle pozostałych. Początek zaczyna się niewinnie od zwykłego zlecenia na potwora z kanałów. Jak się szybko się okazało będzie miało to drugie, a nawet trzecie dno.


Żeby za wiele nie zdradzić dodam, że trzeba spełnić trzy ostatnie życzenia, aby wypełnić treść cyrografu. Jeśli interesujecie się prawem to Redzi pokazali jak ważne jest interpretacja i sformułowania warunków umowy. Chylę czoła.

Serce z Kamienia jest swojego rodzaju adaptacją Pana Twardowskiego, ale żeby nie było tak skromnie zauważyłem naprawdę sporą inspirację Weselem Wyspiańskiego. Jeśli podstawka była tak zwanie słowiańska to SzK są jeszcze bardziej przesiąknięte polskością.

Poczynając od faktu, że drugi z głównych bohaterów jest Sarmatą pełną gębą, co widać jak na dłoni, że to kozak, który jest niezwykle dumny ze swojej szabli. Mało tego podkreśla on swój ród, herb itp., co ukazuje się w dalszej części kampanii.


W samej grze jest sporo nawiązań do naszej kultury np. Misia Barei, czy Vabanku i tych rzeczy, o których już pisałem wcześniej. Poszczególne zadania jakie trzeba wykonać to samodzielne pełnoprawne mini kampanie, które choć na krótką chwilę porwały mnie po innych zakątkach północno – wschodnich części Velen.

Ci co grali w samą podstawkę dostaną w dodatki parę nowych miejscówek. Natomiast posiadacze edycji Goty będą mieć to od razu plus parę zadań w podstawce. Pierwsza ze misji to wspomniane wesele na które wybiera się Gerald z dawną znajomą. Zabaw tam nie brakuję podobnych do dych aktualnie istniejących. Natomiast brak Olgierda, Witold do prawdziwa hulaj dusza, która potrafi pokazać, czym jest dobra zabawa. 

Kolejne q to napad do skarbca. Przyznam, że Rockstar mógłby się uczyć od naszych. Aby skompletować całą ekipę trzeba porobić parę zadań, które mogą mieć niekiedy bombowy wydźwięk. Całość nabiera jeszcze kilku ciekawych nawiązań historycznych jak się odpowiednio zmotywuje strażników. Warto też zabrać na aukcje trochę kasy będzie bardzo przydatna. Nie zabraknie też pewnego twistów, złoto, po prostu złoto.  


W ostatnim zleceniu nie zabrakło nuty grozy. Osobiście uważam, że było to najlepsza część dodatku. Klimat jaki tam panował szczerze zachwycał. Dodatkowo na dokładkę można było poznać lepiej historie Olgierda. Jednak, aby mieć całość obrazu warto w czasie napadu poszperać to tu to tam. W samym dworze nie zabraknie też pewnych dobrze zabiegów rodem z horrów podobnych do tych z Layers of Fear.

Jednakowoż nie pan Sarmata, nie Gerald zgarnęli uwagę publiki. Osobą, której się to udało był nikt inny jak Gaunter O'Dimm zwany Panem Lusterko lub Szklanym Człowiekiem. W polskiej wersji językowej wcielił się w niego Dariusz Odija i dokonał niemożliwego. Każde wypowiedziane przez niego słowo słucha z zapartym tchem.

Miłą zmianą była możliwość przeprowadzenia rozmów z poszczególnymi bohaterami w nieco inny sposób. W Sercach z Kamienia rozbudowano to bardziej wymianę zdań. Podobnie ma się sytuacja z przerywnikami. Zostały one o wiele lepiej wyreżyserowane, a animacje twarzy odczuwalnie wzbogacono nawet u postaci epizodycznych.


W samej rozgrywce dodano nową mechanikę. Na samym początku pojawia się misja z Ofierskim kupcem. W jedno z nich wcielił się Cezary Kwieciński. Bez urazy, ale nie da się go słuchać. Wracając do tematu. Trzeba pomóc tak zwanemu rzemieślnikowi w stworzeniu warsztatu, aby mógł zaklinać pancerze i broń słowem mocy.

Kosztowna jest to zabawa, bo trzeba wydać 5,10,15 tyś sztuk złota. Doszedłem do drugiego etapu i kupiłem od „wdzięcznego” fachowca parę ulepszeń. Czułem się naprawdę oszukany i machnąłem na to ręką.

Wygody w tworzeniu nie ma. Z tego też powodu muszę wypunktować pewien mankament w craftingu. Jak się wytwarzało nowy sprzęt u kowala była możliwość kupna brakujących surowców z tego samego panelu w którym się robiło item. Dziwnym trafem tutaj się tego nie da zrobić i trzeba mieć, gdzieś to spisane lub zapamiętać jakie przedmioty kupić.


Kolejną już dobrą nowością są bossowie. Każdy z nich ma swoje własne ataki, a do tego nie staje się w późniejszym czasie standardowym wrogiem. Przypomina to w istocie Dark Souls, ale jest o wiele prostsze. Jedynie Klucznik może przedstawić podobny poziom psucia zdrowia. Sukinkot potrafił przyzywać duchy za pomocą, których się regenerował. Nie mówiąc o tym, że jego skille miały spory zasięg. 

Podsumowując, Serce z Kamienia jest jako całość grą liniową, która prowadzi do jednego pytania. Wszelkie wybory nie mają znaczenia jeśli chodzi całokształt. Jeśli jednak wziąć lupę to jest nieco inaczej. Przez taki sposób narracji można się skusić na ponowne przejście i zobaczenie co się stanie jeśli zrobi się coś innego.
Udostępnij:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate

Czytelnicy

Wyświetlania