• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja serialu Inspektor Ricciardi (Sezon 1)

Przyszła pora na pierwszy wpis w tym roku. Zajęło to trochę więcej czasu, niż sądziłem, ale wszystko jest już gotowe. Nie tracę więc czasu i zaczynam omawianie pierwszego serialu.

Inspektor Ricciardi to włoska produkcja z 2021 roku, rozgrywająca się w okresie rządów Mussoliniego. Każdy odcinek to pełnometrażowy film, co wywołało szok swoim rozmachem. Jednak to nie to zrobiło na mnie największe wrażenie


Oglądając poszczególne odcinki, czułem brak czegoś „istotnego”. Otóż prawie nie było tam całej patologicznej ideologii lewicy. Coś, co nie powinno nawet być jakkolwiek wzmiankowane w recenzji, musiało wręcz wyjść na pierwszy plan. Żeby nie było – jakiś akcent tej różnorodności zachowano, ale w satyrycznej formie, która w żadnym wypadku nie przeszkadzała.

Chciałbym, aby tak było, lecz pokuszono się także o jeden mocniejszy akcent. Pokazano go w raptem jednej scenie, która stała się motorem napędowym rozwoju fabuły. Jednak nie zdziwiło mnie to, że umieszczono ją właśnie w ten sposób

Poszczególne epizody opowiadają indywidualne historie, jednak przez cały serial rozwijane są wątki spajające wszystko w całość. Niektóre wydarzenia, które zaczęły się w pierwszym odcinku, zostały zakończone dopiero na końcu sezonu. Z tego powodu nie polecam oglądania w dowolnej kolejności


Od samego początku reżyser rozpieszcza widza licznymi panoramicznymi widokami Neapolu. Liczba szczegółów przytłacza, zwłaszcza podczas oglądania wnętrz mieszkań czy komisariatu.

Dopełnieniem wstępnych wrażeń było staranne dopracowanie poszczególnych bohaterów. Relacje między nimi były wyraziste i doskonale przemyślane. Nawet postacie drugoplanowe i epizodyczne zostały dopracowane i otoczono je pełną troską. Aby to podkreślić, często stosowano zbliżenia, dzięki czemu widz mógł poczuć się, jakby znajdował się tuż obok nich.

Nim przejdę do samej fabuły, warto poświęcić jeszcze kilka słów o ścieżce dźwiękowej. Subtelne tony wypełnione są bogactwem emocji. Zdecydowano się na powtórzenie niektórych utworów w powtarzających się momentach. Początkowo odebrałem to jako cięcie kosztów – oczywisty błąd. Gdy ponownie zagłębiłem się w zamysł twórców, dostrzegłem, że powtarzający się motyw stanowi naprawdę silne podbicie wydarzeń rozgrywających się przede mną.


Pierwsze morderstwo jest dość klasyczne – zaczyna się od odkrycia trupa i wrzasku pracownicy. Swoją drogą, czemu one zawsze muszą krzyczeć? Mężczyźni potrafią się opanować.

Przedstawione wydarzenia to zbiór ściśle powiązanych ze sobą scen, które warto oglądać z uwagą. Wszelkie poszlaki są pokazane tak, aby widz mógł równolegle z inspektorem rozwiązywać zagadkę. Jednak żeby nie było zbyt nudno, protagonista ma, powiedzmy, szósty zmysł. Dzięki niemu wyłapuje główną wskazówkę, która pozwala mu rozwikłać całą zbrodnię.

Warto jeszcze wspomnieć o pozostałych bohaterach. Mamy Maione, który pracuje jako policjant i asystent inspektora. Początkowo jego wątek rozpoczyna się od tragedii, która dotknęła jego i jego rodzinę. Klarownie ukazano tam zarówno emocjonalne napięcie, jak i stan psychiczny poszczególnych członków rodziny. Następnie nie zabrakło też bardziej gorących spraw – zarówno w tradycyjnym znaczeniu, jak i w nieco innym. Taka mała niespodzianka dla tych, którzy jeszcze nie oglądali.


Żeby nie było zbyt nudno, nasz inspektor, płacący bykowe doczekał się dwóch kandydatek na żonę. Nie odczuwałem tu większych zachwytów związanych z rozwinięciem tego motywu w postaci trójkąta miłosnego.

Na początku wspomniałem o okresie historycznym, w którym rozgrywa się serial. Doktor, który będzie badał ofiary, będzie jawnym przeciwnikiem władzy. Mimo słusznych poglądów i stania po stronie opozycji, odebrałem go jako buca, który aż za bardzo pokazuje swoją wyższość. Równocześnie, gdy schodził z tematów politycznych, stawał się o wiele bardziej do zniesienia.

Rodzynkiem w tym serniku jest informator, o którym w sposób okrężny wspomniałem w niektórych akapitach. Wyrywa on każdego z ponurej i poważnej atmosfery. Nadaje całkiem inny klimat i daje chwilę, aby zebrać wszystkie poszlaki o potencjalnym mordercy, który jest widoczny od samego początku każdego odcinka.


Miłość to jedna z tych zagadek, których nawet ja nie zdołam rozwiązać. Drugi odcinek przygód Inspektora został bardziej podzielony w stosunku do pierwszego. Tak równo rozdzielony tort może być naprawdę dobrym balansem dla utrzymania zainteresowania widza. Nie będzie to spoilerem, jeśli napiszę, że temat główny wciąż jest ten sam. Lepiej byłoby powiedzieć, że pewne rzeczy się zmieniły.

Tym razem brygadier Maione miał swoje pięć minut. Nie był jednak jedynym, który ugrał coś więcej. Jak mówi stare powiedzenie napoleońskie: 'Bóg jest kupcem, który nie płaci w sobotę.' Żeby nie zagmatwać wydarzeń, będę omawiać je chronologicznie, unikając wszelkich faktów zdradzających istotne elementy historii.

No to do dzieła! W rodzinie brygadiera nie działo się najlepiej, i widać tutaj, jak jedna strona stara się utrzymać wszystko w całości. Na horyzoncie pojawia się jednak pewna możliwość, która wystawia te relacje na próbę.


Nie mogę powiedzieć, że było to jakoś szczególnie pikantne, ani też płaskie w odbiorze. Nazwałbym to spotkaniem dwojga ludzi, którzy potrzebują się nawzajem, aby móc poukładać swoje życie.

Następnie pociągnięto wątek romantyczny Inspektora. Dla odmiany było tu bardziej romantycznie, melodramatycznie, z nutką komedii. Oglądając, jak swatka zwana losem próbuje ich połączyć, człowiek zaczyna się rozczulać. W tak wzniosłych momentach pokazano, jak maski opadają. Wszystko jest widoczne jak na dłoni, co należy docenić.

Teraz przejdę do przełożonego Inspektora. Nie jest to nowa postać, o nie. Ten Janusz w najczystszej postaci wyraźnie dał popis od momentu, kiedy miałem wątpliwą przyjemność zobaczyć go na ekranie.


Jest on swojego rodzaju politycznym akcentem tamtych czasów. Póki co jest to tylko sygnalizowane, ale z całą pewnością zmieni się to wraz z kolejnymi wydarzeniami, o których wspomniano w tym epizodzie.

Teraz o samej sprawie. Czasy się zmieniają, lecz ludzie słabi pozostają tacy sami. Szukają pomocy u sił wyższych, a trafiają do oszustów. Jednakże, muszę przyznać, że w kontekście tego serialu jest to naprawdę paradoksalne.

W moim odczuciu kolejne morderstwo rozgrywało się jedynie gdzieś w tle. Nie mogę napisać, że było nieistotne. Śmiem stwierdzić, iż jedna z bohaterek sprawy była niezwykle nieoszlifowaną perełką, a mowa tu o córce dozorczyni. Tak niezwykle oddać postać upośledzoną... Niby tylko bohaterka epizodyczna, a była niczym innym jak początkiem lawiny.


W kontekście całego śledztwa największy nacisk położono na krzywdę ludzką. Pytaniem, jakie należy zadać, nie jest to, kto zabił, ale kim jest prawdziwy winowajca? Na sam koniec tego epizodu pochwalę, jak zgrabnie oddano mentalność włoską. Nacisk na szybkie związki jest podkreślany na każdym kroku. Kult rodziny, dzieci wciska się bez pardonu, jak to tylko możliwe.

Udało się dotrzeć do połowy serialu. Nabrał on kolorytu i w pełni się ustabilizował. Wypośrodkowano poszczególne części układanki, aby stworzyć kompozycję niemalże idealną. Każdy z punktów programu został wyraźnie skierowany na swoje własne tory. Oczywiście pewne wątki łączą się ze sobą, co jest nieuniknione.

Lecz nie o tym teraz, bo w końcu do akcji weszła polityka i woke. W czasie śledztw, które stawały się coraz cięższe, zaczęły się wkradać o wiele gorsze rzeczy. W pierwszej kolejności władze, które boją się byle doktorka i każdego, kto z nim ma do czynienia.


Motywacje poszczególnych postaci są niejednoznaczne. Zaczynają oni budować labirynt będący pułapką dla tych, którzy próbują dojść do dalszych wydarzeń na podstawie swoich doświadczeń.

Teraz o sprawach pobocznych. Faszyści coraz mocniej zaciskają swoje macki na szyi doktora i niebezpiecznie zbliżają się do pozostałych bohaterów. Doktor, jaki jest, każdy widzi, a dokąd go to doprowadzi, łatwo się domyślić. Co ciekawe, nie zarysowano ani nie podkreślono jego pozycji społecznej. Dlatego też dziwi mnie, jak bardzo przez agentów reżimu podkreślają jego ważność.

Następnie mamy wątek homoseksualny. Postanowiono umieścić go w najbardziej męskiej części, by mógł wybrzmieć najgłośniej. Zrobiono to z sporą dozą wdzięku. Zamiast nachalności, był to tylko akcent, czymś w rodzaju dźwigni napędowej. Jeśli chcą, potrafią pokazać to w sposób naturalny.


Na koniec mały pozytywny akcent. Nasz Maione zaliczył drobne nieporozumienie w rodzinie. Dobrze, że skończyli opłakiwanie i zaczęli coś nowego. Niedomówienia mogą zrodzić nieoczekiwane sprawy. Skutkiem tego jest zdrowa dieta i większe zbliżenie się między małżonkami. Taka odskocznia od poważnych tematów była jak najbardziej wskazana.

Trzeci odcinek to doskonale znane motywy. Fani serialu nie będą czuć się zawiedzeni i z całą pewnością z wielką chęcią będą śledzić losy Inspektora. Wielka odmiana w fabule, chciałoby się powiedzieć. Jednak to, co się wydarzyło, nie należy tak ująć.

Z wyżyn społecznych Inspektor zeszedł do plebsu. Kolejną ofiarą jest małe dziecko. Teoretycznie sprawa prosta – osłabiony organizm sieroty, a do tego kiepska pogoda i nieszczęście gotowe.


To, co bardziej zwróciło moją uwagę, to klątwa Luciano. Lokomotywą napędową był brak głównego świadka, powtarzającego swój monolog. Należałoby zadać pytanie: co, jeśli byłby to tylko samobójstwo?

Drążąc sprawę, protagonista zmuszony jest do zejścia do jądra ciemności, czy też otchłani. Dobór miejsca, w którym mieszkały sieroty, był wręcz idealny. Scena, w której po raz pierwszy schodzi tam Luciano, to naprawdę symboliczny moment.

Wiele złego zostało pokazane. Nawet kontrowersyjne tematy, jak wykorzystanie dzieci przez kościół. Tym razem nie chodzi o pedofilię, lecz to nie było o wiele lżejsze. Zimno i obojętność były wyraźnie odczuwalne. Środowisko szybko przymyka oko na to, co dzieje się za życia tamtych dzieci. Zaszokowała mnie hipokryzja duchowieństwa. Lecz zbrodniarze idą swoją drogą, a ofiary gdzieś obok.


Teraz coś lżejszego dla odmiany – wątek romantyczny. Trójkąt miłosny staje się coraz bardziej kłopotliwy. Z jednej strony przypomina to trochę jakieś 'Trudne sprawy', a równocześnie zaszczycono mnie widokami z komedii dla nastolatków. Zabawa 'Romea i Julii', nie wiedzących, czego chcą, staje się męcząca. Staram się zrozumieć to i interpretuję jako próbę pokazania niewinnego uczucia.

Z drugiej strony, strong feminy mogą warczeć o uprzedmiotowienie Enrica i promowanie kobiety jako kury domowej. Oddaje to, moim zdaniem, ducha tamtych czasów.

Brud zmyty, a rynsztok zamieniony w luksusowy salon. Nie będę owijał w bawełnę – chodzi o luksusowy burdel, a w nim kolejna ofiara. Sprawa jest już bardziej oczywista. Kluczowym momentem był, jak zwykle, przypadek. No dobrze, trochę więcej. Mimo utrzymania stałego poziomu, którego nie mogę przestać chwalić, chciałoby się czegoś więcej, co będzie zaskakiwać w trakcie seansu.


Lubicie gry słowne? W tym epizodzie będzie ich sporo. Na tyle dużo, że można dzięki nim dojść do celu. Wielokrotnie wspominałem o ludziach z różnych warstw społecznych. W trakcie seansu odegrają one fundamentalną rolę, jednak nie wskażą wprost sprawcy.

Ostatni odcinek to jeden wielki melodramat, przepełniony niedopowiedzeniami oraz nieodwzajemnioną miłością. Zresztą... cały czas wykorzystywano ten zabieg jako element domyślny. W ostatnim odcinku brak tego uczucia pchnął wszystkich w objęcia szaleństwa.

Wielka szkoda, że za decyzje jednych musieli zapłacić inni. Jak jednak inaczej można podsumować wszelkie śledztwa? Sumienie, wykonana praca opierająca się na dokładnym zebraniu poszlak i połączeniu wszystkiego w jedną całość.


Koniec, wreszcie doszedłem do finału tej naprawdę wciągającej historii. Warto w związku z tym odnieść się do całej serii jako takiej. Każdy odcinek, do pewnego stopnia, był zamkniętą całością. Zbrodnia, a wraz z nią dusza zatrzymana na tym łez padole.

Śledząc te dramatyczne wydarzenia po raz wtórny, zrozumiałem jedną rzecz. Wszystko to było tylko tłem do tego, co działo się wokół. Nieszczęśliwa miłość Inspektora, wdowy Vezzi, czy agenta Falco. Nie zabrakło też dzielnego brygadiera, który tak majonez lubił. Dano dość sporo czasu, aby opowiedzieć jego historię.

Nie wolno zapomnieć o Doktorze Modo z niewyparzonym językiem. O nim mógłbym napisać, że w wielu momentach był motorem, tym który ciągnął to wszystko do przodu.


Całość jednak została okryta realiami historycznymi. Mussolini u władzy, starano się to z pewną maniakalną namiętnością pokazać. Choć tak naprawdę rzadko kiedy dano temu więcej czasu antenowego. Zabawne jest, jak postarano się powiązać ten radykalizm z ruchem woke. Nie nazwałbym tego przymusowym forsowaniem tej agendy, a czymś, co mogło mieć miejsce.

Skoro już przy tym jestem, to nie wolno zapomnieć o informatorze, do którego przychodził Brygadier. Tutaj dla odmiany wszystko miało charakter komediowy. Będąc szczery, rola owego człeka najbardziej błyszczała w całości.

Zabrzmiało to kontrowersyjnie, ale sposób, w jaki wciela się w niego odtwórca, dokonywany jest z pełną gracją. Bijąca pozytywność nie pozwala patrzeć na tę postać przez jakiś konkretny pryzmat.

Podsumujmy, czy warto obejrzeć serial Inspektor Ricciardi? Mimo wszelkich zalet i wad, które dostrzegłem po wtórnym obejrzeniu, jestem przekonany, że jak najbardziej. Wartka akcja, wiele wątków, które mniej lub bardziej zazębiają się ze sobą, sprawiają, że obraz ten jest wart waszego czasu. Ocena końcowa: 9/10.
Share:

Ogłoszenie parafialne (aktualizacja 10.10.2025)

Siemaneczko, konbanwa – czy o której godzinie to czytacie!

Aktualizacja 1.3d
W tym tygodniu w moje ręce trafił telewizor kineskopowy i PS2 Fat. Nie zastanawiając się długo powstało nowe retro stanowisko. Miało być coś w rodzaju jakby grało się za dzieciaka w własnym pokoju w latach 2000 - tysięcznych. 


Aktualizacja 1.3c
Dawno nic nie pisałem tutaj, a sporo się działo, tak jakby. Przede wszystkim chciałbym już oficjalnie powitać nowych czytelników na blogu: 

https://przygodozonabibliotekaprzygodowek.blogspot.com 
https://recenzja137.blogspot.com

Polecam serdecznie ich blogi. Wkładają całe serce, aby dostarczyć wam wszystko co najlepsze. Następnie warto wreszcie wrzucić choć kawałek zdjęcia z mojego gameroom. Jestem gotów, aby się wreszcie tym podzielić. 
 

Teraz małe info co tutaj widzicie. Jest to moje stanowisko, przy którym ogrywam retro i produkcje do 8 generacji (plus PC). Na drugim można rzec głównym? Umieszczone są konsole, które miały premierę po 2020 r. Napiszcie w komentarzach jak się wam podoba. ;p 

Aktualizacja 1.3b 

Uszanowanie, małe info! Po wielu latach pisania wreszcie się udało coś osiągnąć. XD Liczba komentarzy i postów jest taka sama :]]]] 


Aktualizacja 1.3 

Na blogu szlej wiatr i pustka, ale nie znaczy, że całkiem porzuciłem pracę nad tym serwisem.
Ostatnim czasie skupiłem się nad skończeniem swojego pokoju gracza. Trochę to zajęło, bo między czasie wyskoczyły pewne nieoczekiwane niespodzianki. Wyszedłem jednak z nich obronna ręką i projekt został zakończony. 


Obecnie ogrywam Death Stranding. Na recenzje jeszcze poczekacie, bo czyszczę mapy do czysta, no prawie. Staram się jak najlepiej wgryźć w ta produkcję. Na koniec dodam, że jeszcze mam parę tekstów przygotowanych i czekających na opracowanie. W następnym tygodniu postaram się już z powrotem publikować w miarę możliwości regularnie. 


Aktualizacja 1.2 

Skończyłem ogrywać kolejne tytuły jak Crash Bandicoot, czy Ojca Chrzestnego na PS2. Przygotowałem też moje wrażenia z Gothic Remake. Okazało się że demo jest dość krótkie. Związku z tym, czy chcecie aby wrzucił wcześniej tekst o odświeżonym G1, czy ma poczekać aż pojawi się cała mini seria Lost Judgment?


Aktualizacja 1.1 
Pomyślałem sobie, że podziele się pierwszymi wrażeniami z dema Gothic Remake. Wrzucam pierwsze przemyślenia. Na sam początek wspomnę, że gra mimo swej oficjalnej premiery w Polsce domyśleni ustawiona jest na angielski.


Kolejna sprawa to kamera. Grając tradycyjnie myszką i klawiaturą zauważyłem, że praca kamera to jakaś pomyłka. Szybkie ruchy psują efekt i brak możliwości ustawiania. Sięgnąłem, po pada i wszystko jak za dotknięciem magicznej różdżki naprawiło się od ręki.

Następnie synchronizacja głosu i ust, odniosłem wrażenie, że zapomniano o tym całkowicie. Jeśli komuś mało to jeszcze dochodzi problem z synchronizacją pionową. W innych grach nie miałem takiego problemu na PC. Diego mówi podobne teksty i o dziwo rzeczywiście jest oziębły i nie przyjemny, ale nie ma tragedii. Nie zabrakło też typowych mini zdań z piwem za informacje, aż wspomnienia wracają.

Jak ma ktoś chęć to dalej można kraść co popadnie bez konsekwencji. Ale co z bronią? Kilof czeka tam gdzie był i pewna niespodzianka. Da się zwiedzić część tunelu który z G1 dostać się nie dała. Kretoszczury z jakiegoś powodu nie robią swoich ostrzegawczych animacji tylko niemalże od razu atakują. Dziwi mnie to tym bardziej, bo taki ścierwojad działa na tych samych skryptach, co w pierwowzorze i wiadomo jak się zachowa. Szczęśliwie dalej można ściągać moby na Npc, które chętnie pomagały,

System walki jest powolny, toporny innymi słowy Gothic na obecne czasy. Trzeba się przyzwyczaić, bo nie wejdzie się na pełnej kurwie i sru. Trzeba się od nowa nauczyć grać. Odbieram to jako dobra monetę, bo przygoda nabierze nowych barw. Interfejs jest inspirowany tym z Gothic 2, ale wciąż mógł być bardziej przejrzysty, ale to już czepianie się na siłę. Bardziej istotne jest fakt, że oddaje te same wrażenia co 2003 r.

Grafika, z tym jest w pierwszych wrażeniach pół, na pół. Nie ma tragedii, lokacje robią wrażenie bogatym wypełnieniem. Równocześnie odczułem zagubiony, gdzie jestem. Nie bierzcie tego dosłownie, bo wszystko oczywiście wyśniono dokładnie. Po opuszczeniu części prywatnej i rozjeżeniu się po otoczeniu wiedziałem na co patrzę. Skok technologiczny uderza z pełną siłą. Jeśli reszta dema będzie tak wyglądać to będę w siódmym niebie.

Aktualizacja 1.0
Nowy tekst pojawił się na blogu. Pomyślałem, że może też dodam co nieco w tym poście. Przydałoby się wprowadzić miejsce do komunikacji między mną, a wami. Będzie to luźna strefa do pogadania na różne tematy. Będą to wasze pomysły, a także będę tu ogłaszał o czym będę pisał na blogu.

Ostatnio czytelnik podrzucił mi kilka gier na PSP i PS2. Nie zabrakło również trochę sprzętu – PS2 Fat oraz PSP Street. Wreszcie mogłem napisać „czytelnik”! Szkoda, że nie chodzi o bloga, a o bibliotekę, w której pracuje. Tak czy inaczej, od marca jestem na urlopie i zajmę się konserwacją sprzętu.

Pochwalę się również zakupionym przez siebie Lenovo Legion Go. Już zacząłem na nim grać i przygotowywać materiały, aby sprawdzić, czy jest to hit, czy kit dla graczy mających już własną kolekcję platform. Następną grą, po opublikowaniu mini-serii z Lost Judgment, będzie Crash Bandicoot wydany na szaraka. Zachęcam również do oceniania pracy nowego korektora, który pomagał mi przy recenzji serialu Inspektor Ricciardi.

Aktualizacja 0.1
Od mojego ostatniego wpisu minęło już dobrych kilka tygodni. Kłaniam się nisko i przyspieszam pracę. Ukończyłem oglądanie pierwszych trzech seriali, które zrecenzuję w tym roku. Przygotowałem również materiały do miniserii z Lost Judgment. W związku z tym chciałbym podzielić się pierwszymi wnioskami. Podstawową kampanię wraz z kilkoma aktywnościami pobocznymi przeszedłem w 50 godzin, tryb Premium Adventure pochłonął 37 godzin, natomiast dodatek The Kaito Files jedynie 12 godzin. W sumie dało to – plus minus – 99 godzin. Muszę jednak zaznaczyć, że aby wycisnąć z gry wszystko, co oferuje, potrzeba ponad 100 godzin.

Lost Judgment to produkcja o wielu twarzach. Ma swoje wzloty i upadki, ale jednego jestem pewien – jeśli ktoś zdecyduje się zagrać, na pewno tego nie pożałuje. Szerzej jednak omówię ten tytuł w poszczególnych artykułach. Podzielę je następująco: w pierwszym skupię się na kluczowej zawartości, czyli mięsku. Wbrew temu, do jakich wniosków mogliście dojść, przystawka jest bardzo, ale to bardzo obfita. Dopiero tam widać korzenie, z których wyrósł ten spin-off.

Na koniec wisienka na torcie – solowy występ Kaito. Dość krótki, ale to już standard przy każdej produkcji wartej poświęcenia własnego czasu.

No dobrze, teraz małe pytanie do was – co chcecie zobaczyć jako pierwsze? Do wyboru macie:
  • Inspector Ricciardi
  • Nicolas Le Floch
  • Ojciec Brown
  • Mini seria z Lost Jugment 
Czekam na wasze odpowiedzi do godziny 16 w piątek. Natomiast już w tą sobotę pokaże się pierwszy post. 




Share:

Ogłoszenie parafialne (aktualizacja 10.01.2024)


Aktualizacja!!!

Pragnę was poinformować, że problem z Pc okazał się mniej groźny niż sądziłem. Związku z tym prace posuną się znacznie szybciej :D Aktualnie mam już przygotowane materiały do Lost Judgment (kampania i DLC fabularne już skończyłem) zostało jeszcze Premium Adventure. Wątek Profesora w zadaniach poboczny jest wart zobaczenia co jeszcze gra ma do zaoferowania. Z seriali już skończyłem Inspector Ricciardi i pierwszy sezon Ojca Browna.

Uwaga!

Komputer postanowił się zepsuć i wywala Blue Screen przy starcie. W związku z tym jestem zmuszony oddać go serwisu w celu naprawy tej usterki. 

Niestety chwilowo jestem bez środków i prawdopodobnie dopiero pod koniec miesiąca zawiozę sprzęt do naprawy. 
Związku z tym nie jestem wstanie powiedzieć kiedy zacznę publikować nowe wpisy na blogu.



Share:

Życzenia świąteczne ; )

 Drodzy Czytelnicy,

W ten magiczny, świąteczny czas życzę Wam ciepła rodzinnego ogniska, niezliczonych chwil radości i spełnienia marzeń. Niech Wasze domy wypełni śmiech, a serca miłość i spokój.

Życzę Wam także, abyście zawsze znajdowali czas na swoje pasje, rozwijali zainteresowania i czerpali radość z każdej chwili. Wasze wsparcie daje mi siłę i inspirację – dziękuję,
że jesteście ze mną! 

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! Niech 2025 rok przyniesie Wam same sukcesy i niezapomniane wspomnienia!




Share:

Ogłoszenie parafialne

Dobry wieczór, a może dzień dobry – zależy, kiedy to czytacie. W ten weekend, a prawdopodobnie także w kolejne, nie będę publikował nowych wpisów. Wszystko, co miałem do opublikowania, zostało już zaprezentowane.

Obecnie gram w Lost Judgment na PS5, a w związku z tym będzie to temat główny mojej kolejnej recenzji.

W planach mam również obejrzenie kilku seriali, w stylu Herkulesa Poirota. Na razie nie będę precyzował, o jakie dokładnie tytuły chodzi, aby nie obiecywać zbyt wiele.

Jeśli macie jakieś pytania lub propozycje, piszcie na beziol223@gmail.com lub przez formularz kontaktowy na końcu strony. Oczywiście zapraszam też do dyskusji w komentarzach! :D

Na razie!





Share:

Recenzja LoveKami -Divinity Stage (Nintendo Switch)

Obietnic należy dotrzymywać, a przynajmniej tak się mówi. Tak czy inaczej, oto pierwsza część LoveKami Trilogy.

Krótka wiadomość do Was, panowie: szkoda pieniędzy na tę serię, niezależnie od platformy. Teraz warto wrzucić obiektywny bełkot uzasadniający tę subiektywną opinię. Od czego zacząć?

Najważniejszą rzeczą, która mnie negatywnie zaskoczyła, była liczba decyzji, które dano mi podjąć. Budowa kampanii można streścić w następujący sposób: wstęp, pojawienie się poszczególnych kami (bogiń), wybór swojej lubej. Następnie jeszcze jakaś dalsza gadka szmatka i koniec.

Oglądając dowolne anime z gatunku ecchi, widziało się całą wizualną zawartość tej „gry”. W poprzednim wpisie o Storm Lover Kai sądziłem, że jest ubogo pod kątem możliwości, ale tutaj posucha jest już całkowita.

Nie oznacza to jednak braku jakichkolwiek zalet. Fabuła tej produkcji wyraźnie nakreśliła cel, do którego się dąży. Nie ma powodu, aby się skarżyć na treść, bo całkiem zabawne były poszczególne bohaterki. Równolegle podrywały one tylko jedną metodą, którą dobrze zna każdy fan anime.


Mimo swojej oszczędności LoveKami - Divinity Stage osiągnęło ocenę 90% pozytywnych opinii na Steamie. Gracze podkreślają lekkość i przyjemną komedię romantyczną. Osobiście zgadzam się z tego typu stwierdzeniami. LoveKami - Divinity Stage zawiera wszystkie przyjemne elementy tego typu produkcji.

Istotne jest również to, że jest więcej grafik w stosunku do poprzedniej gry, którą omawiałem. Jeśli ktoś, jakimś cudem, chciałby się skusić na zapoznanie się z pierwszą częścią LoveKami Trilogy, niech poszuka kluczyka za jakąś niską cenę. Pisząc ten tekst, zajrzałem do sklepu Steam i da się wyrwać pierwszą odsłonę za niecałe 10 zł.

Dla sprawiedliwości i formalności muszę dodać, że są powody, aby przejść całą kampanię więcej niż raz. Oprócz oczywistego zobaczenia, jak potoczy się historia z innymi boginiami, do odblokowania są chociażby piosenki. W sumie to niewiele, ale wspomnieć musiałem.

Czy warto zagrać w LoveKami - Divinity Stage? Jeśli zapłaci się za to jakieś symboliczne grosze, to czemu nie? Natomiast w pełnej cenie to szkoda kasy i czasu na tak ubogi tytuł.


Share:

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła (Recenzja Storm Lover Kai!!, Psp)

Miłość ma nie jedno imię. Jak jednak pokazane jest to w grach? Jak wiadomo panie mają pierwszeństw, a więc zacznę od tytułu skierowanych do nich, a jutro coś dla nas chłopów.

O otome grach, czyli haremówki łamane na randki mówi się Storm Lover Kai!! takrzadko..., że aż wcale. Jasną sprawą jest, że podgatunek jakim jest visual novel raczej się nie sprzedaje dobrze.


Tylko czytanie i czytanie ewentualnie jakiś wybór i tyle. Dla hecy włączyłem Storm Lover Kai!! zdając sobie sprawę, że to skierowane wyłącznie do kobiet. Jak się uda to poszukam jakiejś wersji dla panów. Nie będzie to ero gra tylko coś bardziej normalnego.

SLK na dzień dobry pozwala w stopniu minimalnym dostosować bohaterkę. Jest to czysta kosmetyka, która nie będzie miała znaczenia. Jeśli oglądaliście klasyczne haremówki, gdzie protagonista jest otoczony przez swoje fanki to tutaj na start ma znaczenie więcej wielbicieli....

Skoro gra stoi wyłącznie fabułą to skupiono się zapewne na dość sporym wachlarzu niepowtarzalnych bohaterów. Od niegrzecznych nauczycieli przez burzliwego tsundere, a kończąc na męskim, mężczyźnie ratującym niewiastę z opresji.


Początkowo spotyka się ich w różnych lokalizacjach jako "niespodziankę". Potem już gra sygnalizuje to na mapie. Jest to hub, z którego się można wybrać miejsca do odwiedzenia. Wszyscy wielbiciele są dubbingowani. Warto zapamiętać ich głosy, może się to przydać. Animacje w głównej mierze odnoszą się do ruchu ust. Na pocieszenie dodali jakieś pozy i raz na jakiś czas zmieniają miny.

Nie brakuje też dodatkowych wizualnych efektów jak trzęsący się ekran. Ma to sygnalizować jakieś nagłe wydarzenie. W kolejnych sesjach jakie zaliczyłem zostały  wyjaśniane, co można robić. Podzielono aktywności na szkolne, prywatne i zawodowe. Wszystko zostało rozdzielone nie tylko na pory dnia, ale na dni wolne i robocze.

Najciekawszą mechaniką jest stamina, czy też liczba tur, które można wykonać. Malowanie lub takie uczenie ma swój pasek do wykonywania. Przez to gracz nie będzie w stanie zaniedbać coś kosztem innych obowiązków. Również interakcje z poszczególnymi bohaterami będą bardziej istotne. Trzeba będzie się zastanowić komu odpisać w pierwszej kolejności. Mimo odnawiania się owej "staminy" trzeba poczekać więcej niż dzień, aby w pełni zacząć działać. 


Istotne będzie zaglądanie do kalendarza, gdzie będą oznaczone wszystkie ważne wydarzenia. Nawet comiesięczny wybór drogi do szkoły będzie istotny. Tyle teorii, a w praktyce każdy dzień to raptem jedna rozmowa i sprawdzanie jak idzie romantyczny progres. Fabularnie nic szczególnego się nie dzieje. Jednak w rozmowach i na forum szkoły można uzupełnić wiadomości kto, jaki jest, a także jego pozycja społeczna itp. Daje to lepszy pogląd z kim się ma do czynienia.

Historia, im szła dalej, tym bardziej była nijaka. Poziom podrywu chłoptasiów był bliski zeru. Większość jakichkolwiek relacji opierał się na duperelelach typu odprowadź mnie do domu. Jak się nie wybierze lokacji, gdzie znajduje się któryś z kandydatów to adieu i koniec "zmiany". Trzeba wybrać tego jednego i wałkować punktu miłości, aby łaskawie coś się ruszyło.

W czasie gry podkreślono ważność eventów i do pewnego stopnia są istotne. Jednak taki festiwal sportu nic nie znaczy. Podobnie jest z egzaminami i lekcjami dodatkowymi. Nie daje to możliwości zbliżenia się do innego amanta. Po prostu: dalej, dalej i koniec. Jak się przyjrzeć paskom w statusie można zauważyć pewną granicę i potencjalny przełom. Okazało się jednak, że dzieje się to wcześniej. Jeej, może to się skończy w końcu.


Opcja z sms miało coś wnieść. Teoretycznie pomaga gromadzić info o bohaterach podobnie jest ze forum szkolnym. A tak naprawdę to można to olać. Kompletnie nie wiadomo dokąd ta gra zmierza. Początkowo wydawało się, że celem jest nabicie miłosnej reputacji. Po zrobieniu pewnych kamieni milowych zaczyna się coś zmieniać. Zaangażowania było znacznie więcej, nawet dodano cukierkowe momenty. Nie zmienia to faktu, że dałoby się zrobić lepiej.

W czasie pierwszych wakacji można zacząć pracę dorywczą. Tylko, po co? Nie ma opcji swobodnego dawania prezentów. Owszem raz było, ale startowa kasa pokryła zakup. Zabawne jest różnica stawek, jakie można dostać za dzień pracy. Na automatach jest 4.500 yenów, a kawiarnia 6.000 tyś yenów. Taka ciekawostka, po kiego grzyba tak to ustawili.

Początkowo pisałem, że poszczególni adoratorzy się od siebie różnią. Jednak ich występy były w późniejszym czasie zminimalizowane do minimum. Jak już się kogoś wybrało to tamci stali się jedynie nieistotnym elementem tła. Żeby zdobyć ujemne punkty naprawdę trzeba by się starać, bo gra tylko raz może dwa daje taką możliwość. Jak się nie wstrzeli we właściwą odpowiedź. Widać było plan na pewne skoki w bok. Tyle że ewentualna rywalka, która słynie z odbijanek nie raczyła nic zrobić. Wielka szkoda, bo mogło być naprawdę ciekawie.


Wreszcie skończyłem tego potworka. Gra strasznie zaniedbała aspekt fabularny. Praktycznie nic się tam nie dzieje. Ktoś może wyskoczyć z wątkiem plażowym, imprezami szkolnymi itp. Jednak są one rzadko, a do tego przez większość czasu przeklikuje się poszczególne dni. Gra zajęła mi ponad 10 godzin. Jakby skróciło się, chociaż do 5 to nic by się nie straciło. Natomiast sielankowe bezsensowne życie nie dobijało.

Gra w żaden sposób nie zachęca, aby spróbować z pozostałymi. Mierna to produkcja. Z dobrym początkiem na coś więcej, a potem nic. Teraz zabieram się za wersję dla chłopów, gdzie boginie będą zdobywać serce protagonisty (śmiech).
Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie