• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja Mafia Edycja Ostateczna (Xbox Series X)

Mafia Remaster jest dokładnie taka jak zapamiętałem jedynkę. Można było tak powiedzieć, gdybym kierował się nostalgią i grał w tę produkcje w okolicy premiery. Natomiast swoją przygodę zacząłem dopiero od część drugiej i dopiero potem sięgnąłem po część pierwszą.

Sporo się zmieniło zaczynając od aktorów podstawiających głos, aż po sterowanie i mechaniki kończąc. Na tym lista zmian się nie zamyka. Oprócz takich nowości jak motory dokonano pewnych korekt w samych misjach i lokalizacjach.


Na słynnej stacji benzynowej zamiast rudery postawiono odpicowany „pensjonat”. Natomiast denerwujący pies zniknął. Za to kibel, który powinien być zaraz koło drzwi prowadzących na taras został przeniesiony na drugą stronę korytarza. Liczba przeciwników też została jakoś pomniejszona i do tego zabija się ich bardzo łatwo podstawą spluwą. W oryginale już do dyspozycji jest cięższy kaliber, a do tego na końcu pojawiał się przeciwnik, który mimo zabicia powraca ponownie po przerywniku.

Inną zmianą jest pierwsze pokazanie się Moreliego, który w oryginale zabija po przez walenie łbem nieszczęśnika o auto, a tu korbą go wykańcza. Nie wspominając o tym, że ustawienie ulic było inne. Jak już przy tym jestem kiedy Tomek Anioł trafia do baru Safialeri kolesie którzy go gonią wchodzą do środka.

Tutaj zamiast tego odchodzą cali i zdrowi czego nie było w oryginale. Aby urozmaicić pierwszy pościg jak i kolejne na ulicach wstawiono specjalne punkty dzięki którym wrogowie są spowolnieni po przez zderzenie się z jakąś przeszkodą. O ile sam pomysł jest samo w sobie dobry to już te przejścia filmowe za bardzo wyrywają z klimatu gry. Niestety jest ich więcej i czuć to od samego początku kampanii.


Po takim wstępie wydawać się mogło, że nową mechanikę będzie się wykorzystywać częściej. Lecz postanowiono zrobić niespodziankę. Wspomniane pomoce stoją na ulicach, ale tak rzadko, że praktycznie zdążyłem o nich zapomnieć.

Zmieniono też słynny wyścig. Po pielesze model auta jest inny, ale mniejsza z tym. Nie trzeba się przejmować już jego zniszczeniem w czasie kradzieży ani samego wyścigu. Sporym plusem jest komentarz prowadzącego, który na bieżąco informuje kto jest na prowadzeniu.

Błędy co tu nie mówić są elementem stałym każdej marki. Jednym z moich ulubionych jest wojna klonów. Fakt, że modele postaci się powtarzają to jeszcze nic. Gorzej to wygląda jeśli coś takiego pojawi się w czasie misji i zacznie się spamować.


Jeśli komuś mało to jeszcze będzie błąd w kolizji. Nogi npc lubią utknąć w ścianie, a jeśli komuś mało dostaje taki biedak drgawek sporego kalibru. Niedociągnięć tego typu jest więcej nie tylko z typkami co zaczepiali Sarę.

Ku memu rozbawieniu w czasie rozmowy z Donem garnitur Tomiego ożył i zaczął żyć własnym życiem. Innymi błędami jakie spostrzegłem, była policja, która od tak zniknęła i z tego wrażenie ludzie idący po chodniku też. Dobrze, że nie wszyscy.

Jeszcze jeden kamyczek, Czemu ochrona z jednego z zadań ciągle chce mieć wolne i powtarza to każdy jeden, a w innym q mamy non stop klepaną kwestie jak tylko przejmiemy władzę. Kurczę, aż się rozkręciłem no to jeszcze parę perełek. W grach z otwartym światem często mówi się o mieszkańcach, którzy chodzą po mieście.


Dopóki korzystałem z czterech kół wszystko wyglądało cacy. Sytuacja zmieniła się jak tylko wyszedłem z auto, aby się przejść. Nagle ku memu zaskoczeniu trafiałem na grupy ludzi, którzy stali bez ruchu i gapili się przed siebie. Dopiero motywacja w postaci piąchy włączała skrypt odpowiadający za działanie. Z faktu, że grałem na Xbox Series X sądziłem, że wszelkie odbicia w szybach będą w miarę wierne temu co mają pokazywać. Szybko wyprowadzono mnie z tego przekonania.

Trafiłem też na pomniejsze błędy jak choćby zbagowanę lampy, czy inne dziwne pokazy kulinarne. Jednak najbardziej mnie rozbawiła wojna klonów. Idę sobie i tu nagle dwie prawie identyczne babeczki, cała różnica miedzy nimi polegała na kolorze koszuli i koloru skóry. Innym ciekawym przykładem był klon Dona, który wyglądał jakby ktoś go ucharakteryzował na murzyna. Jednak nie trzeba się martwić takimi drobnostkami, trafić na nie można tylko w trybie wolnej jazdy.

Nie będę jednak się pastwił i teraz będzie coś pozytywnego. GTA wprowadziło GPS w który trzeba się gapić jak sroka w gnat. Na szczęście ktoś wreszcie sięgnął po rozum do głowy i dał pojawiające się znaki drogowe, które pokazują kierunek. Jaka ulga, że wreszcie można podziwiać widoki w czasie jazdy.


Zachowano wszystko co najlepsze z modelu jazdy z oryginału i podobnie jak wtedy jeździłem poprawnie nie łamiąc zasad ruchu drogowego. Dopiero na koniec trochę poszalałem. Przy okazji tego odkryłem kolejne zmienny. Policja nie daje mandatów, a do tego nie grzeszy inteligencją. Wystarczy być dla nich niewidoczny, aby odpuścili, co nie raz okazało się dobrym posunięciem.

Wspomnę jeszcze co nieco o samej rozwałce jaką nie raz, nie dwa będzie trzeba uczestniczyć. Przeciwnicy to trochę takie gąbki. Raz potrafią paść pod celnym strzale między oczy, aby innym razem po celnej serii w klatę iść jak terminator. Ciekawe są też ich próby podejścia tak, aby otoczyć Tomiego. Za wiele to co prawda nie daje, ale i tak robi wrażenie.

Same bronie są dobre mają moc, a różnice między nimi są widoczne jak na dłoni, co jest istotne, aby dobrać je pod własne preferencje. No dobrze, a teraz największa zmiana grafika. Bezapelacyjnie jest to najmocniejsza strona tego remake’u. Pierwsze co robiłem, po rozpoczęciu kampanii strzelałem fotki to na prawa to na lewo.


Szybko chciałem sięgnąć, po tryb fotograficzny, lecz takowego nie dodano na czym ubolewam. Animacje bohaterów nadawały niepowtarzalnego klimatu całości i miałem cały czas wrażenie, że oglądam dobrej klasy film.
Przejdę teraz do kinowych doświadczeniach. Sama fabuła jest niemalże identyczna. O pewnych zmianach już na początku wspominałem, ale resztę sami musicie zobaczyć. W nowych szatach robi jeszcze lepsze wrażenie. Pewne elementy wycięto, a przez to akcja jest jeszcze bardziej wartka i szybka. Wreszcie mogłem naprawdę się nią wkręcić. Niektórzy dostali nawet parę dodatkowych minut antenowych na czym skorzystali z całą pewnością.

Nie zabrakło sporych podobieństw do starego gangsterskiego kina w tym do Ojca Chrzestnego. Mogę rękę sobie dać uciąć, że pada też nazwisko Coreone, ale tylko w jeden rozmowie. Na koniec dodam, że zakończenie zostało trochę zmienione i nabrało nowego wybrzmienia. Dla konserwatystów może być to herezja, a jeśli nie graliście wcześnie nie wpłynie to w żaden odczuwalny sposób.

Podsumowując Mafia Edycja Ostateczna jest naprawdę bardzo udanym tytułem, który pokazuje, że zraz źle obranej drogi trudno zejść. No cóż, złożono Tomiemu propozycje nie do odrzucenia. Pokazano tam, że z jednej strony jest gangsterem, z drugiej człowiekiem, który ma serce. Ocena końcowa 9/10
Share:

Recenzja filmu Ojciec Chrzestny

Mówi się, że rodzinny się nie wybiera, co w sumie jest prawdą. Czy można jednak wybrać kim się człowiek stanie w przyszłości? Z jednej strony tak, a z drugiej już nie.

Porwać się na legendę to nie lada wyzwanie, ale jednak spróbuję się podjąć tego wyzwania. Ojciec Chrzestny to kino dla wymagających, ale też naprawdę ciekawe źródło wiedzy dotyczącej elit z półświatka. Gdy film miał powstać Sergio Leone był brany pod uwagę jako pierwszy reżyser.

Jednak jak stwierdził nie będzie brał udział w projekcie, który jak miał gloryfikować mafię. Po latach można śmiała stwierdzić, że tak nie było, a zamiast tego świat dostał niezwykły dramat ukazujący wojny między największymi rodzinami w latach 1945 - 1947 r.

Sam film posiada wiele ważnych momentów i zwrotów akcji. Już sam początek przeszedł do historii kina, gdzie Don Corleone w czasie wesela swojej córki musi zgodnie z tradycją spełnić wszelkie prośby. Sama scena z grabarzem nie tylko jest pełna słynnych cytatów, ale i pokazuję jakie panują zasady, etyka, czy mentalność amerykańskich Włochów.

Mimo, że w filmie Godfather jest wielu bohaterów głównych, drugoplanowych i epizodycznych od razu reżyser pokazuje na kogo należy w szczególności spoglądać. W scenie w której pozują do zdjęcia rodzinnego Don nie pozwala zrobić fotografii do póki nie pojawi się Michael.


W momencie jego pojawienia się zaczyna się cześć właściwa, czyli długa podróż w której zmienia się mentalnie, aż w końcu dorasta do bycia głową rodziny. Przez to, że Ojciec Chrzestny trwa prawie trzy godziny ma czas, aby stopniowo przechodzić na drugą stronę. Mimo, że zapewniał, że nigdy się tak nie stanie to los chciał inaczej.

W pierwszej połowie wyraźnie się dystansuje się od rodzinnych interesów. Jak podkreśla Sonny oni wiedzą, że jest cywilem. Samym śmiechem starszy odpowiada na propozycje w której proponuje zabicie Kapitana Policji i Turka. Mimo wszystko jest to pierwsza oznaka w jego mentalności i sposobu działania. Póki co, będący chwilowo tłem dla Sonniego, który jest jego skrajnym przeciwieństwem. Porywczy, nerwowy najpierw robi, a potem myśli. Od samego początku wykowana przez James Caan postać kipi tą wyrazistością, a jednocześnie widać, że stara się dbać o bezpieczeństwo rodzinny.

Skoro jestem przy związkach między członkami familii. Zainteresowała mnie mała rola odgrywana przez Franco Citti wcielającego się w Calo. Jak dobrze wiadomo dla Włochów rodzina jest wszystkim. Mimo tego przywiązania, które jest wielokrotnie podkreślane pozwolono, aż do samego końca bić Constanzie Connie Corleone Rizzie. Dziwie się wielce, że tak długo zwlekano z tym.


Prawdopodobnie naciągnęli to i owo, aby więcej zostawić na sam finał filmu, który jest naprawdę huczny, ale o tym później.

Wrócę teraz z powrotem do Michaela, jego pobyt na imigracji we rodzinnych stronach pokazuje już jego prawdziwe obliczę. Nie da się nie zauważyć, że bardzo, ale to bardzo wrodził w swego ojca. Podobnie jak on kieruje się sprytem i bystrym umysłem. W czasie swoich „wakacji” dokonują się dwa zasadnicze wydarzenia. Pierwszy to ślub, który szybko zmienia się w pogrzeb, a także śmierć Sonnego.

W ten oto sposób przeszedł wielki bohater wojenny pełną metamorfozę. Dzięki dość niepośpiesznym zmianom, które odpowiednio przygotowały widza do nich można było im się dokładnie przyjrzeć. Sam finał, który idealnie wpisuje się w całość to też niczego sobie majstersztyk. Uderzyć w czasie chrzcin dziecka było odważnym posunięciem.


 
Wykorzystano tradycję, a raczej ludzkie przyzwyczajenia. Jako, że kultura włoska mocno krąży wokół rodziny, o czym często wspominałem warto zwrócić uwagę na ta co wolno, a co nie. Nikt się nie spodziewał, że w momencie panowania rozejmu nowy Don uderzy.

Sam finał jest również zmyślnie podzielony i przepełniony symboliką, a może tym, że Ojciec Chrzestny, który się „narodził” jest znacznie groźniejszy od poprzedniego. Nim skończę tekst wspomnę, o paru błędach, które mogliście pominąć.

Większość z nich wiąże się z winem, a mianowicie jego ilości w kieliszkach, które bardzo lubią się zmieniać zależnie od ujęcia. Lecz ja nie o tym, a bardziej ważnych momentach jak choćby rana postrzałowa McCluskey'ego pojawia się zanim ten zostaje postrzelony.

Z kolei w pułapce jaką zastawiono na Sonnego widać, jak przednia szyba zostaje zniszczona, aby po przyjeździe ochronny znowu była cała. Takich bolączek jest co prawda więcej, ale akcja jest zbyt ciekawa, aby się na nimi przejmować. Ocena końcowa 10/10

Share:

Relacja z Jagacon 2022 r.!

Kto by się spodziewał, że po paru latach nieobecności Jagacon wróci. Chciałbym napisać, że w wielkim stylu, ale obraziłbym tym ludzi, którzy robili poprzednie edycje.

Nie oznacza to, że zamierzam obsmarować, czy wrzucić lawiny kamyczków do ogródka organizatorów. Relacje jak zwykle będzie miała przebieg tego co robiłem wraz ze moim komentarzem.


Zacznijmy od najważniejszego, a mowa tu lokalizacji. Tym razem trafiłem do Zamku Królewskiego w Chęcinach. Jest to miejscowość oddalona od Kielc o 15 km. Zamek jest wybudowany na wzniesieniu dlatego też nie da się go pominąć i widać go na sporej odległości. Dotarcie tam w weekend jest prawdziwym wyzwaniem.

Według danych podanych przez organizatorów jak i samą gminę nie kursuje tam nic oprócz autobusu linii 31. Busy pojawiają się tam w dni robocze. Okazało się, że z Żytniej jedzie jeden przewoźnik, a przynajmniej tak twierdzi Przemek Ciszek, który poprowadził ponownie panel o cenzurze w grach wideo.

Po dotarciu na miejsce rozpoczęła się magia, gdzie cudem znaleźć było właściwą drogę do zamku. Brakowało jakiś oznaczeń jak dojść, ale na szczęście za znakiem Chęciny żegnają był parking wraz z drogą do miejsca docelowego. No i teraz bez ironii zaczęło się robić ciekawie. Jeśli miałbym wskazać co zorganizowano z rozmachem to wskazałbym na wystawców. Było i będzie ich jutro od liku.


Jak to mówi klasyk dla każdego coś dobrego, a żeby nie być gołosłownym.... kupiłem magnesy na lodówkę dla rodzinki. Idąc tak i „strzelając fotki” zastanawiałem się kogo jest więcej, turystów, czy konwentowiczów?

Droga na szczyt jest naprawdę piękna co widać na pierwszy rzut oka. Zapraszam na mojego Instagrama, gdzie już od dawna opublikowałem foto relacje z Jagacon. Wzdłuż ścieżki postawiono posągi królów. Co jeden to bardziej „drewniany”. Taki suchar, bo były zrobione z drzewa.

Ludzie gadali i się śmiali. Szybko bilet kupiłem i oto co zobaczyłem. Wał wielki jak ta Polska wielka i szeroka. Bilet całodobowy stał się jednorazowy... (Spoiler alert) komunikacja siadła i rozwiązano ten problem jakiś czas później, o czym się dowiedziałem od jednego z organizatorów. 


Rezultatem tego było zwiedzanie ruin zamku na czas, tak aby się wyrobić na pierwszy panel. Może i dobrze się stało, bo szybciej robiłem fotki (śmiech). Od mojej ostatniej wizyty sporo się zmieniło. Zmieniono wejścia, czyli to co było niegdyś zamknięte teraz jest tym głównym itp. Dodano liczne wystawy „nową basztę” z lochem. Studnie na drobne i skarbiec. Do tego historycznego tortu dołączono kody Qr dzięki, którym można interaktywnie zwiedzać.

W samym zamku była też strefa planszuwkowa. Na polu, znaczy się dworze panował upał i to spory. Nie sądzę, żeby bez osłony ktoś chciał tam grać. W najbliższym sąsiedztwie ulokowali się ludzie z Klubu historycznego Hird. Na tym kończę tę część relacji, bo dalsza przenosi się na Małogoska 7, gdzie jest zabytkowa kamienica Niemczówka.

Pierwszy panel prowadziła Patrycja Jaśińska, o serialach. W sumie była to dyskusja oparciu o ocenie na poszczególne elementy na jakie dało się podzielić serial np. scenariusz, oryginalność, czy zdjęcia. Osób nie było za wiele, na szczęście wszystko trzymało się kupy i rozmowy w kameralnym granie sprzyjały.


Następnie wróciłem na tereny pod zamkiem, bo zależało mi na zobaczeniu jak się to rozkręciło. Nie ukrywam, że szukałem tez Komiksiarni w której lubiłem przebywać. Jak tak chodziłem to tu, to tam w końcu na nią natrafiłem. Liczba komiksów do czytania była równie symboliczna co podwyżki minimalnej krajowej.

Przy okazji usłyszałem jak jeden helperów był zdziwiony, że dla nich toaleta jest płatna. Zresztą jak wszystkie w okolicy. Trafiłem mimo chodem na stragan Barbarian Forge i ponownie pocykałem parę fotek. Po krótkim wymianie uprzejmości wróciłem do sali z prelekcjami.

Przyszła pora na mały recykling, czyli wspomnianej na samym początku cenzurze w grach. No jak już napisałem, z grubsza było to co ostatnio z drobnymi aktualizacjami. Jakie zapytacie, a żebym to ja wiedział.

Ostatnią dla mnie atrakcją był panel o prowadzeniu sesji rpg. Poprowadził go Artur Jeziorski. Spodziewałem się kogoś innego, a tu takie zaskoczenie. Ludzie przyszli masowo, a dzięki temu, że było kilku mistrzów można było poznać różne koncepcję dotyczące organizacji tego typu spotkań.

Przyznam się, że było to naprawdę ciekawe jak zasadniczo do tego podchodzono i jak spoglądano na kwestie prowadzenia historii, czy coś można, a czego się wystrzegać. Jak chociaż zanęcania się nad postacią gracza. Ciekawe były tez pomysły z odrabianie lekcji. Miało to za zadanie dodać back story poszczególnym bohaterom w danym uniwersum. Albo co jeszcze ciekawsze budowanie jakiś etapów oparciu o konkretną piosenkę.

Na tym kończy się ta relacja, bo musiałem się zmyć na autobus powrotny.

Podsumujmy to co już wiemy. Fundament solidny jak opoka. Chęć na zrobienie czegoś była i nawet się udało mimo że poświęcono na to tylko półtora miesiąca. Niestety czuć było, że to za mało i widać to gołym okiem. Brak dwóch bloków z panelami, a o mandze i anime już nie wspomnę. Strefy retro i nowych gier brak. Mimo to wierzę, że w kolejnych latach będzie lepiej i impreza jaką jest konwent Jagacon wróci na stare tory.



Share:

Recenzja Tomb Raider Game of the Year Edition (PC)

Moja pierwsza recenzja od bardzo dawna. Tak jak zapowiedziałem zagrałem w grę w Tomb Rider Goty z 2013 r. w wersji na PC.

Nie będę ukrywał szału nie ma. Jest dobrze całkiem znośnie, ale nie porywa. Nie twierdzę, że taki Uncharted 3 był lepszy. Czemu porównuje do tej odsłony z prostego powodu. Pradawne królestwo w którym też „żyją” jej mieszkańcy. Choć to dość naciągane stwierdzenie.


Fabuła, bo od niej zacznę jest dość naiwna i zbyt mocno skoncentrowana na Larze. Wiadomą rzeczą, że jest protagonistką, ale sposób w jaki większość załogi ją traktuje przypomina obchodzenie się z jajkiem. Dopiero Joslin Reyes raczyła zwrócić na to uwagę, bogom niech będą dzięki.

Powstało jeszcze parę bolączek, czyli chwile zaniku informacji w umyśle Lary. Uwaga wiąże się to z paroma spoilerami. Zostaliście ostrzeżeni!

W momencie dotarcia na wieże radiową pani archeolog nagle zapomina wspomnieć o tym, że na wyspie znajduje się sekta, która pozabija ratowników na dzień dobry. No bo, po co, o tym wspominać? Kolejnym potknięciem było odnalezienie notki przy dowódcy gwardii królowej tam już na czarno na białym było napisane na czym polegał rytuał przeniesienia duszy i mocy. Nie wspominając o tym jak w licznych notkach kapłanka pisała, że były traktowane jak lalka. Jakby komuś mało było jest wzmianka o tym, że patrzyła na nią jak w lustro.


Były też zabawne momenty, gdy Aleks Esc Weiss poszedł po narzędzia. Dziwnym trafem jak usłyszał kto idzie do niego zareagował tak jakby wiedział, że tego nie przeżyje. Co w sumie jest prawdą. Ksywy co prawda nie miał. Lecz był taki napis na jego koszulce co dodaje zabawnego kontekstu do całości.

Na samym finale ginie też James Whitman, ale nikt nawet nie raczył zapytać co z nim się stało. Taki tyci szczegół. Mała ciekawostka: można znaleźć jego klona na samym początku kampanii, jak więźniowie uciekają i ich wybiją. Koniec spoilerów.

Reszta tej epickiej historii to klasyka gatunku. Nie mogę sobie darować i pośmieszkować, o Bambi. Widać było jak przeżyła upolowanie zwierzęcia, ale jakoś wymordowanie prawie całej populacji wyspy nie było już problemem. Dla sprawiedliwości dziejowej jest rozmowa, gdzie ciut przeżywa. A następnie radośnie zabija.


W czasie całej tej wędrówki trafiałem na liczne znajdzki, i itemy do ulepszeń itp. Warto je zbierać do ulepszeń. Liczne teksty jakie można czytać są męczące. Lecz nie w tej grze! Można je wysłuchać. Początkowo brałem to za zaletę. Jednak potem i tak odczuwała się przesyt.

Dla tych z was, co będą chcieli zrobić grę na 100% czeka sporo roboty. Na pociesznie dodam, że jest perk, który daje Larze możliwość wykrywania ukrytych itemów. Skoro przy tym jestem. Orli wzrok też tu występuje. Robi dosłownie to samo co w Assasin Creed. No dobrze, a jak sama rozgrywka? Bo resztą bohaterów nie warto zawracać sobie głowy są oni jedynie tłem z antagonistą w roli głównej.

Lokacje w 99.9% są korytarzami. Tylko, gdzie nigdzie mogłem zaobserwować pół otwarte lokację lub mapy żywcem wyciągnięte z multika. Wyzwań nie ma co szukać. Fakt, da się niekiedy zablokować na chwilę w jakiejś misji. Są to jedynie wyjątki od zasady. Podobnie jest z nielicznymi bossami.


Nie mieli na nich większych pomysłów, a więc co robią? Dają dwa razy to samo podmieniając jedynie model Npc i zmienili broń (pięści na miecz) Wszystkie te różnice są czysto kosmetyczne. Krótkie rundy, które kończą się szybkim eventem cała pieśń. Dodać należy, że skryptów i qte jest od zarypania. Jest też druga strona medalu. Wiele ujęć zyskuje filmowego posmaku co uprzyjemnia rozgrywkę.

Jeśli CoD jest liderem w tej dziedzinie to ma godnego konkurenta. Wspomnę, że niekiedy gra nie daje znać: hej graczu przejąłeś kontrolę nad postacią! Kończyło się to zazwyczaj jednoznacznie… Zastosowano też zabieg rodem z Cienia Mordoru. Charakterystyczne wykończenia, które wymagały kliknięcia w odpowiednim okręgu. Tylko zamiast dać klawisz E lub F woleli jakąś rączkę ewentualnie znak wykrzyknika.

Trochę mylące, jak dla mnie. Ok, może jakbym nie miał tej przerwy to bym inaczej to odebrał. Niby nic, a jednak upierdliwe. Najgorzej wypada Si. Ono praktycznie nie istnieje. Pół biedy jak coś się wykrzacza w czasie zbiorowej walki. Wtedy można jeszcze przymknąć na to oko. Inaczej ma się sytuacja z małymi grupkami.


Przykładowo dwóch drabów stoi koło siebie i gada. Na co, ja strzał z łuku w łeb, a bot zaskoczony mówi: muszę sprawdzić co się stało. Mam jeszcze lepszą perełkę. Co prawda nieco innej natury (prowadzenie za rękę). Po uzyskaniu granatnika można było posłuchać tego: ma granatnik jak do nas dojdzie to zginiemy!

Innymi słowy gra podpowiada co i jak robić. Najczęściej objawia się to licznymi komentarzami Lary, a będzie tego sporo zwłaszcza na początku. W momentach, których się zatrzymałem choćby na chwilę troskliwa Larcia zaraz zaczęła mleć ozorem. Litości!

Na końcu kampanii devom zabrakło coś pomysłów, bo gdzie mogli dodawali etap z zjeżdżaniem na dupie lub ślizg na linie. Ostatnią aktywnością, która jest warta wspomnienia są opcjonalne grobowce. Nie stanowią one wyzwania, a udane urozmaicenie. Szkoda, że nie dodali szybkiej podróży, aby nie tracić czasu na powrót na właściwy szlak.


Przejdę teraz do perków. Początkowo nawet przyjemnie się je rozwijało. Moją uwagę zwrócił zwłaszcza jeden dający bonusy w exp za oprawienia zwierzyny. Szybko jednak okazuje się zbędny, bo jelonki wilki itp. znikają. Chyba, że szczury i kury będą ok. W dalszych etapach rozwoju pojawiają się wzajemne miksy umiejętności.

Wpisałbym bym to na minus. Wymuszało to odblokowywanie rzeczy całkiem zbędnych, aby dostać ten, który się chcę dostać. Wiele skilli wspiera walkę wręcz jest to całkowicie bezsensu w dość częstymi starciami arenowymi. Jeśli ktoś preferuje masochizm to jak najbardziej polecam. Praktycznie rzadko kiedy jest szansa zbliżyć się do wroga.

Ostatnim wątkiem przed podsumowaniem będzie część techniczna i graficzna. O szacie wizualnej mogę napisać tak: mimo wieku trzyma się dobrze. Trąci trochę myszką, co zauważyłem już na samym początku kampanii przy wyjściu na punkt widokowy. Zaskoczony też byłem kompresją pierwszych przerywników. Wyglądała jakby ktoś przerzucili kilka razy w format factory, aby zmniejszyć wagę nagrania. Zmiana na lepsze przyszła przy przejściu do gameplay’u. Tam już jest znacznie lepiej, lecz ząb czasu zostawił znak na grafie.


Tomb Rider Goty co prawda nie były zbagowane jak Cyberpunk 2077, ale swoje za uszami też ma. Po pierwszych pięciu minutach miałem niebieski ekran śmierci. Natomiast dalej nie było już tak tragicznie. Błędy za to przybrały nieco inną formę. Najczęstszym był zmiana na tryb okna po wyłączeniu monitora. Kolejnymi niedopatrzeniami, które zauważyłem do błędy w załadowaniu się cieni i kolizji obiektów. Przy kolejnej sesji z trzech łącznie gra postanowiła się zawiesić. Tym razem wystarczyło alt + F4. Druga połowa gry chodziła natomiast całkowicie stabilnie.

Podsumowujmy czy warto zagrać reboot Tomb Rider? Owszem jest to krótka gra z nawet ciekawą fabułą, którą nic nie zmąci, nawet wczytywanie ekranu. Zostały one ukryte w sprytny sposób. Poprzez przejścia przez szczeliny w których kieruje się Larą. Kampanie można przejść szybko i do tego nie poświęcając za dużo czasu. Z bohaterami raczej zżyć się nie da i jak szybko się sięgnęło tak jeszcze prędzej się odłoży na półkę Tomb Ridera, który nie oferuje nic, co mogłoby skłonić do powrotu. Produkcja na jeden strzał. Ocena końcowa 7/10.

 

Share:

Wielkie streszczanie z ostatniego roku!!!

Minął już rok od mojego ostatniego tekstu. Sporo jak na to nie patrzeć. Warto napisać, co przez ten czas się działo u mnie. Normalnie napisałbym to przy okazji jakiejś recki, ale pomyślałem, że zrobię wyjątek.

Tym razem poświecę temu nieco więcej miejsca na blogu. Od czego tu zacząć? No tak, od tego jak szukało się firmy remontowej. Z jednej strony brakuje ludzi do pracy, a z drugiej dobrych fachowców też nie ma. Niestety przekonałem się, że firmy z polecenia znajomych są nic nie wartę. No mówi się trudno i idzie dalej.   

Dostałem też bolesną  lekcję, ludzie pracujący w tym fachu to w większości przypadków to złodzieje. Pierwsza ekipa z swoim krasomówczym szefem kantowała bardzo na materiałach. Nie dało się stwierdzić tego od razu, bo faktur było zwyczajnie za dużo, a także wszystko trzymali w swoim dostawczaku. Sądziłem, że to uprzejme z ich strony i w pełni profesjonalne. 

Okazało się, że był w tym ukryty cel. Nie mogłem sprawdzić, co i ile trzeba użyć. Dzięki temu wszelkie gratisy zabrali dla siebie. Momentem kiedy to sobie człowiek uświadomił była sytuacja jak sąsiad przyniósł zgubiony wałek, który miał nie być użyty w moim mieszkaniu.  

Pod kątem porad nie było lepiej. Polecali płyty podłogowe. Jak dobrze, że ostatecznie padło na płytki gresowe. Gdyby okazało się ile będzie szurania i nie chodzi, o przenoszenia mebli to w sumie już mógłbym podłogę od nowa robić. Na dokładkę dodam, że wszystko robili na łapu capu, aż ręce opadają.   

Kolejna ekipa weszła w maju. Początkowo zanosiło się, że będzie lepiej. Nic bardziej mylnego! Tutaj co prawda człowiek mądrzejszy i wszystko sprawdzał. Jak się skapnęli, bo wprost się im powiedziało, że worków na wylewkę za dużo kupili to już nie chętni byli na przywożenie materiałów budowlanych.

Najzabawniejszy był szef, który chciał żebym wszystko wyrzucił z kuchni, chodziło o meble. Jak później dowiedziałem się od majstra, który dorabiał mi szafki: to bardzo dobrej jakości płyta. No i wszystko jasne. Z kuchnią poszło gładko więc nie ma specjalnie, o czym pisać jedyny w miarę normalny koleś.      

Natomiast z łazienką było też sporo zabawy. Dziadzio, który się tym zajmował uważał się za artystę. Zwrócenie mu na coś uwagi zawsze się kończyło fochem (śmiech). Poprawek po nim jak zresztą, po wszystkich było sporo. Na szczęście ta remontowa odyseja się skończyła i mogę znów tu pisać. 

W ostatniej części tego cyrku, czyli sprzątaniu wybrałem się na konwent w Chęcinach (miasto koło Kielc). Na Instagramie macie fotorelację o tutaj. Było to fajna odskocznia od codzienności i mała przygoda, bo komunikacja jest tam na weekend fatalna. 

No i w końcu zakupiłem meble i parę ekhem, dodatków np. klawiatura mechaniczną. Samo budowanie pokoju plus przeniesienie wszystkich rzeczy zabrało mi tydzień i dwa dni. Nie jest to w sumie koniec, bo jeszcze trzeba poukładać i zakupić brakujące rzeczy.

Na sam koniec pragnę pozdrowić: Tomka i Valoo za ciepłe komentarze dotyczące mojego powrotu do aktywnego działania na blogu. Nie zapomnę też o Cześku_Pl, który też nie mógł się doczekać reaktywacji mojej strony. Tak jak pisałem w poprzednim poście. Będę grał w grę... Tomb Rider. Mam na komputerze jakieś zalegające teksty więc wrzucę coś w ten weekend. 

TO na razie wszystko ode mnie. Widzimy się w sobotę :D 

Aktualizacja:

Okazało się że ze wszystkim się wyrobiłem, jutro poczytacie o reboocie TB z 2013 r. 
Share:

Dziennik pokładowy, jeszcze tu jestem! (Aktualizacja: 27.09.2022)


Aktualizacja ostatnia finałowa 1.9


Wszystko zostało ułożone i mogę już ruszyć do pracy.
Pierwszą grą jaką mam zamiar ograć jest... (fanfary)
Tomb Raider GAME OF THE YEAR EDITION

Tak więc będę grał w grę xD 

Mini aktualizacja 1.8c

Prawie już skończyłem. Większość rzeczy już stoi. Tak jak widać na zdjęciu poniżej 😏 Oczywiście mam tego więcej. Jeszcze zostało przenieść i podpiąć Pc i konsole (sztuk 10). Natomiast w środę wielka niespodzianka! Sony Bravia 65 cali.


Mini aktualizacja 1.8b

Pracę idą szybciej niż się spodziewałem. Jutro skończę składać meble itp. i zacznę rozkładać rzeczy ;)

Aktualizacja NR. 1.8

Od poniedziałku zaczynam mi się urlop. W związku z czym zaczynam skręcanie mebli. Póki co daje na to dwa tygodnie, bo i tak dłużej urlopu by mi nie dali :P

Mini aktualizacja 1.7c

Radość z zakupu była, krótka jak forsa po wypłacie. Okazało się, że Ikea mimo przyjęcia zamówienia postanowiła... Dokonać zmian i przesłać co uznali za słuszne bez pytania, czy wogule jestem zainteresowany :S Wyniku czego teraz muszę wybrać wyjście awaryjne. Kupię inne brzydsze, bo ciężko dostać duże regały. 

Kiedy zacznę dodawać nowe recki? A żebym wiedział ;p Będę szczery, bo i tak jestem. Czyli jak mawiał klasyk: jak będzie gotowe to opublikuję. 

Mini aktualizacja 1.7b

Regały zostały dziś zakupione (04.09.br) 

😁😏😄

Aktualizacja NR. 1.7

Sądziłem zawsze, że jak coś ważnego się stanie to warto o tym napisać. Mam dobrą i złą, no ok, średnią wiadomość. Pierwsza: zamówiłem większość mebli do game room. Ta gorsza to fakt, że interesujące mnie regały zostały chwilowo wyprzedane. 

Aktualizacja NR. 1.6

Miała być zapowiedzieć tekstu, a będzie na razie fotorelacja z tegorocznego Jagacon

Zapraszam serdecznie na mój Instagram.

 https://www.instagram.com/bezimierz/

Aktualizacja NR. 1.5

Nie sądziłem, że tak wcześnie dodam jakiś wpis. Główne prace remontowe zostały skończone. Obecnie zostało wykończenia i porządki. Staram się jakoś to załatwić równolegle. Z racji tego, że odbywa się to popołudniu lub wieczorem nie idzie za szybko. W takiej sytuacji nie jestem przekonany, czy w sierpniu ruszy blog. Postaram się, aby kolejny wpis był zapowiedzią pierwszego nowego tekstu jaki opublikuję. 

Aktualizacja NR. 1.4

Stan na 08.07.2022 majster klepka prawie kończy łazienkę. Ale.... płytki, które zamówiłem na pion będą dopiero na wtorek. Podobnie jest z szklaną płytą (nie ja to wymyśliłem). Żeby nie tracić czasu porządkuje już kuchnię. Będzie dzięki temu mniej sprzątania jak się skończą pracę remontowe. Nie zabraknie też dalszych prac porządkowych. Mieszkanie jest spore ponad 70 m2. Natomiast sam blog może ruszy w sierpniu. Zważając na fakt, że już jest obsuwa to patrzę z umiarkowanym optymizmem.

Aktualizacja NR. 1.3

Prace remontowe trwają znacznie dłużej niż przepuszczałem. Jeśli do połowy czerwca się wyrobią to będzie dobrze. Oznacza to, że raczej w lipcu zacznę coś publikować. 

Aktualizacja NR. 1.2

 Wiadomość na dziś: Remont w końcu się zaczął co oznacza, że czas postu od grania niedługo się skończy :D

Aktualizacja NR. 1.1

Prace remontowe jakie mają się odbyć w tym roku polegać będą na generalnym remoncie, czyli kucie ścian jak i podług. Możliwe, że dojdzie do przeniesienia kuchni do innego pomieszczenia. Stąd taka, a nie inna przerwa.

AKTUALIZACJA NR 1.0

Mała aktualizacja, bo szkoda mi publikować kolejny post. Praca, praca i końca nie widać. Piszę to tylko po to, aby dać znać, że nie rzuciłem w cholerę tego bloga. Na razie nie mam jak tworzyć nowych materiałów, jeśli dobrze pójdzie do w czerwcu zacznę działać. To co tu czytajcie piszę na tablecie (ZUO!)


 Kiedy tu coś ostatnio pisałem, oj dawno. No dobrze, pracę nad blogiem są chwilowo wstrzymane. Szykuje się mi remont tak od 3 listopada. Niestety nie będzie to koniec, bo ciąg dalszy będzie w maju. Możliwe, że raz na jakiś czas coś opublikuje. Nic nie obiecuje. Jednak będzie jeden plus całości, a będzie to POKÓJ GRACZA! 

Jeśli coś się zmieni to będę pisał. Wszelkie zapytanie piszcie w komentarzach.  

Jak to sobie wyobrażam, a jak wyjdzie to się okażę :D



Share:

Recenzja anime Kizumonogatari część 2

Można nazwać to maratonem, bo od razu wziąłem się za kolejną część Kizumonogatari. Tym razem było nieco inaczej. Jak pytacie, o tym będzie poniżej.

Druga część z pod tytułem Gorąca Krew opowiada jak Koyomi usiłuje odzyskać kończyny swojej pani (jakkolwiek by to nie zabrzmiało). Nie będę się powtarzał co wyszło jak trzeba, bo możecie o tym poczytać w poprzednim artykule do którego was odsyłam tutaj.


Tym razem wyeksponowano na pierwszy plan przewodniczącą, która co tu ukrywać buja się w Araragi „Ed” Koyomi taki lekki przytyk do Zmierzchu. Na szczęście tutaj nie jest to tak dennie przestawione. Nie taktują tego tak na poważnie, a z sporym dystansem.

Elementy ecchi znowu błysnęły, a co zabawniejsze jak zwykle starano się ograniczyć je tak, aby nie zobaczyli za dużo, a szkoda. Pierwszy raz jak oglądam anime trafiłem na fan serwis dla pań. Czyli dla każdego coś zboczonego.

Oprócz tego przedstawiono garść informacji dotyczących łowców wampirów. Nie będę pisał co i jak, aby nie psuć wam zabawy. Jedną z większych niespodzianek było wykorzystanie gore do czegoś innego niż szokowanie, aż dziw bierze, że tak można to wykonać.


Druga część Kizumonogatari była wyjątkowo zachowawcza. Rozwinęła co niektóre wątki, a animatorzy pokazali, że wiedzą co robią wykorzystując różnorodne style rysowania mang po to, aby przypomnieć wszystkim, żeby się nie spinali z tą powagą.

Nie zabrakło też niestety paru klisz jak nagłej eksplozji gniewu, czy niecnego wykorzystania (tutaj spoiler) damy w opałach. (koniec przecieku).

Mogę za to pochwalić niezwykły finał i świetną walke jaka tam się rozegrała. Nie oszczędzano na tym co to nie! Włożono wiele wysiłku, aby każda sekunda zapierała wdech w piersiach.


Zresztą co tu dużo mówić w każdej części mimika twarzy, czy ciała jest robiona z najwyższą starannością, a nie tylko ruchome usta, bo po co reszta ciała miałaby chociaż drgnąć, a nie daj boże poruszyć się.

Podobnie jak w części pierwszej Kizumonogatari tak tutaj wydzielono jedynie wąski fragment całości. Nie pozostaje nic innego jak włączyć ostatni film i zobaczyć co się stało dalej, a następnie zabrać się za wersje serialową.

Na koniec pragnąłbym pokreślić niezwykłą ścieżkę dźwiękową, która naprawdę robi swoje. Wykorzystanie muzyki instrumentalnej dodaje znacząco klimatu.

Podsumowując Kizumonogatari: Gorąca krew to udana kontynuacja, która idzie bezpiecznie wydeptaną ścieżką. Zachowano wszystko to co fani polubili w poprzedniej części. Ukazali także kolejne oblicza naszej licealnej pary, która lepiej rozumie czym jest miłość, czy przyjaźń. No i co najważniejsze nie świeci jak psu jajca na słońcu.
Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie