• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja Call of Duty 2

Ostatni CoD przed przerwą na inne gry ;D Czuję z tego powodu radość. Gdy zaczynałem ten projekt myślałem, że pójdzie szybko, ale wyszło nieco inaczej.

Ostatnią odsłoną jaką wezmę na warsztat będzie Call of Duty 2 wydane w 2005 r. na PC i Xbox 360. Tytuł ten przedstawiany jest jako ostatni godny reprezentant shoterów drugo wojennych. Kampania, a raczej kampanie są przepełnione patosem (i tłustym sosem Lol). Zacznę od początku, bo w końcu mamy 2019 r. i na moim PC hula win10 pro, a nie stary xp.


O zgodności słów kilka
Wydawałoby się, że jeśli posiada się piec do grania to bez problemów odpali się wszystko co ma się w bibliotece. Ci co pomyśleli, że tak to się właśnie pomylili. Sytuacja jest zgoła inna. Raz się udaje, a innym nie. Jak rozwiązać taki problem? Pogrzebać w Google i dowiedzieć się, że należy skrakować oryginalną wersję kupioną lata temu. Jak tylko się z tym uporałem mogłem zacząć grać. Hurra!

Za matyja Rasyje 
Pierwsza kampania wprowadziła mnie w swojego rodzaju dysonans. Nasi bracia Rosjanie pięknie mówią po angielsku, a Niemcy, hmm no cóż po swojemu. Prezentuje się to dość komicznie. Wisienką na torcie był trening ziemniakami udającymi granaty odłamkowe. No co tu poradzić taki mamy klimat. Nie liczyłem, że będzie tu jakaś fabuła, bo już raz ograłem CoD 2. Generalnie znowu zobaczyłem skrót wydarzeń od obrony Stalingradu, aż po oblężenie Berlina.

Niestety w żadnej z kampanii nie było pamiętnych chwil. Już widzę te pochodnie świętego gniewu. Prawdę mówiąc jest to dla mnie jedna z gorszych odsłon, bo gameplay jest nijaki, a brak fabuły sprawił, że po każdej misji zadawałem sobie to samo pytanie, co osioł w Shreku. Daleko jeszcze? Żeby sprawiedliwości było zadość. Mamy przerywniki archiwalne, gdzie możemy się czegoś nauczyć o II wojnie światowej. Na tym się kończą plusy jeśli o to chodzi, bo dalej została tylko rozgrywka.


Kula leci przodem
Ech, jakbym miał zrecenzować tego CoD’a na serio napisałbym tylko. Idziemy do przodu i bijemy Niemców i nic ciekawego się nie stało przez kolejne godzinny.  

Tak jest, wynudziłem się jak mops, bo Call of Duty 2 nic nie oferuje. Nie zmienia to faktu, że jest jednocześnie najlepiej przedstawioną wizją wojny jaką widziałem. Nie ma tu miejsca na żadną przesadę rodem z Hollywood. Twórcy dokonali pod tym względem czegoś ponadczasowego i już później nie powtórzyli. Ale jednocześnie parę baboli nie usunęli. Grając na maszynie za mocnej na ten tytuł domyślnie miałem ustawione max detale itp.

Dzięki temu liczba poległych na polu walki była przeogromna. Dawniej mogło to zbytnio obciążyć PC. Może i dobrze, bo wtedy nikt nie zauważył braku kolizji z obiektami i przenikających się Npc. Inną szokującą i do dziś wypominaną rzeczą jest autoregeneracja. Osobiście mnie to nie przeszkadza, bo nie szukam w grach katorgi, a dobrej zabawy.


Warto jeszcze pochwalić Infinity Ward za reżyserie poszczególnych bitew i wykorzystanie trybu hordy do wprowadzenia pewnego realizmu w trakcie gry. Rekonstrukcje co ważniejszych wydarzeń jak np. Normandii była dobra, ale no cóż dupy nie urywała.

W tamtych latach można powiedzieć, że CoD był naprawdę piękny. Dziś zestarzał się i to bardzo. Armia klonów jaka mnie atakowała to kolejny mankament, który jest niewybaczalny. Na szczęście warstwa audio już jest znacznie lepsza i wciąż dobrze się broni. Karabiny mają siłę rażenia, a muzyka jest cudowna. Gorąco polecam posłuchać soundtracka z gry.

A teraz przyszła pora na wszystko co nie pasowało wyżej lub zapomniałem. Rozumiem, że to tylko zabawa, czy inna luźna interpretacja tamtych wydarzeń. Ale na litość boską, kto trzyma stena za magazynek? Blacha tam była cieńsza, a jeśli tego było mało ten sposób trzymania tej broni prowadził do szybkiej śmierci użytkownika. Brawo dla tego co to wymyślił (to była ironia).


Czy warto zagrać w Call of Duty 2? Nie, szkoda czasu chyba, że robicie jakiś maraton II-go wojennych produkcji, które w miarę trzymają się wiernie realiów tamtych czasów. Chcąc nie chcąc robi się tu cały czas to samo i nikt nawet nie udaje, że jest inaczej. Jeśli tęsknicie / tęsknisz za tamtymi czasami to wiedz, że nie warto psuć wspomnień. 

I jak wracacie do starych odsłon? A możecie wolicie dalej z nostalgią powtarzać, że dawniej było lepiej?

Napiszcie jaki jest wasz punkt widzenia na stare, ale jare gry z dzieciństwa.

Share:

Recenzja Wotakoi Miłość jest Trudna dla Otaku


Ostatnio pisałem na swoim Fanpage, czy kontynuować projekt CoD. Dla niewtajemniczonych, ogrywałem losowe części serii Call of Duty i oceniałem je w celu ustania tego…Czy im nowsza część tym gorsza, a starsza tym lepsza. Kończąc wywód, wrzuciłem ankietę pod którą dostałem propozycje o napisaniu recenzji mangi.

No ok, myślę, a co tam, napiszę coś na próbę. Moi drodzy otaku czytelnicy pora na jedną z lepszych komedii o naszym środowisku jaką wydano w tym roku Wotaku ni Koi wa Muzukashii. Nie będę ukrywał, że najpierw obejrzałem anime, które się nieco różni, ale nic się nie traci jak się najpierw zacznie od ekranizacji. Ok, ok, znowu zaczynam się rozpisywać nie na temat.
Tak jak pisałem wcześniej Wotakoi Miłość jest Trudna dla Otaku już można przeczytać w Polsce tom pierwszy miał premierę 13 maja br., a tom 2 w sierpniu. O dziwo mangi są póki co wydawana w miarę regularnie za co należy pochwalić wydawce. Seria wyróżnia się tym, że mamy tu dorosłych bohaterów w przedziale wiekowym 25 – 30 lat. Ci z was co siedzą w temacie wiedzą dobrze, że protagoniści są zazwyczaj licealistami.

Kolejną sprawą jest dawka humoru i jego dziwactw, eee znaczy się oryginalności. W pierwszej części jest go w rozsądnej liczbie. Dlatego początkujący miłośnicy komiksów z kraju kwitnącej wiśni nie będą przytłoczeni jego nadmiarem. Jeżeli już czegoś się czepić to wtrącenia wymagająca znajomości Japońskiej popkultury itp. Na szczęście to nie problem, bo na końcu tomiku jest słownik w którym macie wszystko wyjaśnione.


Teraz przyszła pora na nakreślenie bohaterów tej historii. Główną protagonistką jest Momose Narumi (dla tych co nie wiedzą w języku japońskim najpierw pisze się nazwisko, a potem imię). Jest 26-latką, która wstydzi się swoich zainteresowań. Wyniku zdemaskowania postanawia zmienić prace. Nie będzie to wielkim spoilerem jak wspomnę, że wpadła z deszczu pod rynnę. W nowej firmie spotyka przyjaciela z dzieciństwa, o którym napiszę niżej. Na bazie tego jakże solidnego fundamentu powstaje nieszablonowa fabuła, jak na mangę.

Kolejnym ważnym bohaterem dla tej serii jest Nifuji Hirotaka klasyczny nerd, który poza grami świata nie widzi i co tu ukrywać w czasie przerw w pracy też gra. Hirotaka ma dwa oblicza introwertyka, a także energetycznego człowieka. Niestety, aby poznać jego drugą wersję należy korzystać z komunikatorów internetowych.

Fabuła jest utrzymana w dobrym tempie. Gdy czytałem pierwszą cześć czułem się jakbym oglądał dobry relaksacyjny serial. Perypetie bohaterów to nic innego jak nawiązania do kultury masowej, którą zapewne większość z was zrozumie. Autorka w sposób subtelny wyśmiewa pewne zachowania występujące u otaku. Zapewniam was, że nikt nie poczuje się urażony. Czasami warto pośmiać się z samego siebie, bo wychodzi to na zdrowie.

Podsumowując ten jakże płomienny tekst (śmiech) kończę go i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Osobiście polecam Wotakoi Miłość jest Trudna dla Otaku na pewno się nie zawiedziecie i miło spędzicie czas poznając japońskie środowisko nerdów.

P.S Będę wdzięczny za wszelakie sugestie co bym mógł dodać, aby recenzja była jeszcze lepsza ;D








Share:

Recenzja Call of Duty Ghosts (PC)


Nie, to dno – powiedział jeden kolega do drugie. Nie zgadzam się z tobą! Jest dobrze! Ale jak jest naprawdę? – dorzucił trzeci.

Fabuła opowiada historię dwóch braci i ich ojca. Śledziłem wydarzenia z pewną dozą zainteresowania, co prawda bez szału, ale solidnie. Call of Duty Ghosts zapewniło parę pamiętnych momentów. Sztampa jak się patrzy i wątki, które nie zrobią wrażenia, ale jak wspominałem wyżej są ok. Motywem przewodnim było pokonać tych z Mordoru i złego antagonistę. Wszyscy bohaterowie zachowują status „bezpieczny”. Nie wyróżniają się jakąś bóg jeden raczy wiedzieć błyskotliwością, lecz zadowalającą jakością.


Twórcy tym razem wyważyli lepiej liczbę skryptów i ich siłę „rażenia”. Nie walą bardzo mocno, a jedynie podkreślają wydarzenia. Ciekawostką jest to, że póki się nie wykonamy jakiejś czynności to sekwencja się nie przerywa. Dzięki temu niezależnie od skilla gracza, każdy z nas powinien dobrze się bawić.

Pomiędzy dwoma duszami graficznymi
Odniosłem wrażenie, że silnik id Tech 3 osiągnął swoje maksimum. Z jednej strony na półotwartych przestrzeniach mogłem podziwiać piękne widoki, a z drugiej… Te ograniczenia pola widzenia. Mnie najbardziej kuło to w oczy w misjach z czołgami, gdzie role marginesu przyjął piach. Rzecz jasna przy skupieniu się na rozgrywce nie zwrócicie na to uwagi. Jednakowoż, gdy obiekty wchodzą w kamerę to się nie da nie zauważyć tej kiepskiej jakości tekstur. Szczęśliwie to „ohydztwa” są w jednej misji.


Dźwiny jest ten świat. CoD MW4 nic nie wprowadził nic nowego jak dla mnie. W sumie nowsze części prócz tych egzoszkieletów itp. rzeczy niczym się nie wyróżniały. No ok, można było poszaleć na marsie i rozwalić #JohnaSnow. W Ghosts natomiast była co najwyżej orbita. Ale, co mi się to ale za dużo powtarza, dało to lepszy efekt. Podobnie wizja wielkiej wojny, która nadawała swojego rodzaju klimatu z Fallauta.

CoD zawsze spełniał rolę interaktywnego filmu w mojej opinii. Dzielił się on na część ze skryptami, a tym samym efekciarskie momenty i walkę. Parę rzeczy mnie wyrwały z tego seansu. Pierwszy był błąd w audio. W trakcie przerywników przycinał się dźwięk. Kolejnym niedociągnięciem bugi w postaci problemów z kolizją, czy towarzysz, któremu Si się zawiesiło i zaciął się na drzewie.

Rozgrywka dobra, prawie nowatorska
No właśnie, czy Call of Duty Ghosts jest najgorszą częścią? Nie, do blaszki nędzy! Wbrew pozorom jest bardzo dobrze. Zacznę od kampanii, która wprowadziła tu pewne nowości. Wreszcie zasiadłem z chęcią do CoD'a zainteresowany tym co się wydarzy. Jeśli będziecie szukać przykładu współczesnej propagandy w nowych mediach to sięgnijcie po Ghosts. Nie zabrakło tu amerykańskiej megalomanii. Nie chcę wam psuć zabawy więc nie napiszę, o co dokładnie chodzi. Uprzedzę tylko, że nie o ratowanie świata przez USA.


Wreszcie mogę powiedzieć, że misję nie są powtarzalne, a różne! Raz trzeba zrobić zwiad innym razem coś sabotować itp. Nie byłem wstanie się nudzić. Najbardziej przemawiały do mnie mini zabawy w snajpera. Czemu zapytacie? Z dość prostego powodu. Miały wyrazisty filmowy charakter, o którym wspomniałem wcześniej. Kolejnym smaczkiem były zadania, gdzie wspierał mnie słynny owczarek niemiecki.

Jego rola opierała się na skradaniu się i eliminacji wskazanego przeciwnika. Sterując nim miałem wrażenie, że mam do czynienia z samochodzikiem. Kamera nie ruszała się jakoś inaczej ani też nie dodali czegoś co mogło przypomnieć mi, że kieruję czworonogiem. Pieseł jest swoją drogą nieśmiertelny więc nie musicie się martwić, że coś mu się stanie w trakcie akcji.

Ostatnią rzeczą na jaką pragnę zwrócić waszą uwagę są wtrącenia w postaci mini qustów. Raz na jakiś czas trzeba było się wcielić w jakiegoś szeregowca i zrobić coś innego. Widziałem w tym ciekawe uzupełnienie. Co prawda nie jest to jakaś nowość, a jedynie pozostałość po tym jak prowadzono fabułę w poprzednich odsłonach.


A teraz przyszła pora na wszystko co zapomniałem, albo nie pasowało wyżej. Istotną zmianą w CoDG są wspomniani bracia. Sztywne ustawienie ich jako jednych protagonistów pozwoliło mi się wreszcie z zżyć z postaciami. Ich relacje są naprawdę wzorowe, aż można pozazdrościć. Jedyną bolączkę stanowi milczący Logan, no ale nie można mieć wszystkiego.

Na sam koniec słów kilka o zakończeniu. Wielki finał i coś tam się dzieje, ale nie napiszę co! Zagracie, a dowiecie się, że było bardzo dobre mimo wszystko. Jedyne co zdradzę jest fakt, że należy nie wyłączać gry w czasie napisów końcowych, aby zobaczyć co się naprawdę stało! Brzmi znajomo? #The Darkness II

Czy warto zagrać Call of Duty Ghosts? Jeśli się znudziliście BF5 czy inną odsłoną konkurencyjnych produkcji to śmiało bierzcie się za tego CoD’a. Sporo się dzieję, ale w tym pozytywnym znaczeniu, ma się rozumieć. Gra nie jest długa, bo zaledwie 6 godzin, ale za to fajnie zrobionych. Polecam! Moja ocena 8.5/10.

Ogłaszanie parafialne :3 Lajkujcie subujcie, a nie to nie Yt xD

Zgadzacie się z moją opinią? A może macie jeszcze inny punkt widzenia? Dział komentarzy należy do was!

Share:

Recenzja Call of Duty Modern Warfare 4 (PC)

CoD'zie  ty smrodzie! Znaczy się CoD'dzie tyś jest jak zdrowie, jak tu Cię nie cenić? Ten się tylko dowie co.... A dobra, jedźmy z tym koksem!

Będę szczery jak na spowiedzi. Marka ta mi się przejadła. Mam jej dość mimo, że zrobiłem sobie przerwę. Tym razem sięgnąłem po rzekomo najlepszą część CoD'a jaka wyszła Modern Warfare 4.
Teraz powinienem ochać, achać i mieć nergazm itp. Otóż nie... Jest zgoła inaczej. Podchodzę po raz drugi do kampanii singlowej. Oczywiście już raz przeszedłem, teraz tylko tak, aby odświeżyć sobie. Misje na statku zapamiętałem całkiem inaczej niż teraz jak ponownie kapitan Price wrzasnął swój kultowy tekst: We are leaving. Mamy rok 2014, a może 2015 r. rozgrywam pierwszy raz MW4 i pierwsza myśl. To jakiś multi z botami? Choć nie bawię się takie tryby to odniosłem takie wrażenie. Mamy bieżący rok. Eee ok., dobra, gra dobra, ale dupy nie urywa. 




Zacząłem od rozgrywki z dość prozaicznego powodu. Fabuła jest i owszem. Dobra? Jak na codzika może być, ale szczerze? Kogo to obchodzi? Dopiero teraz jak robiłem research i dowiedziałem się o co chodzi na samym początku. Później Infinity Ward z subtelnością górskiego trolla oznajmia nam, jaki mamy cel główny. Będę się od czasu do czasu odnosił do wspomnień z pierwszego podejścia i porównywał do bieżącego, taka mała retrospekcje. Call of Duty Modern Warfare 4 był pierwszą częścią z jaką się zetknąłem i naprawdę byłem nią zachwycony. 

Teraz jako stary wyjadacz już nie. Bardziej niż fabułą zacząłem się przyglądać poszczególnym elementom. Najbardziej mnie rozczarowało to jak działa Si. O ile w większości misji jest ok. Tak w niektórych można bezmyślne biegać po lokacji. Nikt nie będzie reagować na to. Cała magie skryptów znika. Zdałem sobie sprawę, że jestem w czymś rodzaju lunaparku. Otaczający mnie świat to tylko makieta. Naprawdę jest to bolesne jak nagle zostaje się wyrwanym z imersji i patrzy na kukły. 

Pomarudziłem trochę to teraz postaram się pochwalić. Broń, tak broń wreszcie ma moc rażenia! Czuć, że coś się trzyma w tych rękach. Jest odrzut, a przeładowanie jest porządnie wykonane. Wymiana ognia jest zadowalająca, a twórcy zadbali o to co najważniejsze. Przeciwnicy nie są gąbkami na naboje. Działają w miarę dobrze, choć z pasją maniaka ustawiają się w tych samych miejscach. Na szczęście lub nie zależy jak kto to postrzega nadrabiają to liczbą. 


Misje są nawet przyjemne, z czego mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu dwie. Kultowa skradanka w Czarnobylu i ostrzał na podczerwieni, który wyglądał na realistyczny.

O grafice słów, coś tam, a może kilka?
Ci z was co siedzą w temacie to na pewno wiedzą, że powstał remaster MW4. Pod tym kątem zostałem zaskoczony, ale co caman? Oprawa graficzna się poprawiła i naprawdę odczuwalnie. Wiem nie może się równać z wydanym remakiem, ale i tak jest bardzo dobrze. Nowy piecyk wycisnął z tej starej produkcji wszystkie soki. Poziom szczegółowości niby ten sam, ale jakiś inny. Szkoda, że tylko tym mnie zaskoczył. Animacje takie jak mimika twarzy, czy ruchy bohaterów głównych jak i pobocznych nie były złe, ale też nie wybitne. Jakby mnie ktoś zapytał, która scena, czy też moment była tą najlepszą to powiedziałbym, że jak zobaczyłem wiernie otworzone budynki w Prypeci. A nie sorry wybuch atomówki i coś tam jeszcze, ale jakoś nie było. 


Sama scena wspomniana wyżej robi spore wrażenie, bo jest od strony technicznej świetnie zrobiona i wyreżyserowana. Dało się poczuć tę przytłaczającą siłę, która zabija jednego z wielu głównych bohaterów. Jeśli można ich tak nazwać, a jak już mowa o aktorach tego spektaklu.

A teraz, tak zgadliście, o kampanii
Zabrzmi to trochę dziwnie, ale w tamtym czasie zmiana settingu na współczesny konflikt nie była złym pomysłem. No bo ile można grać w bić Niemca? Pogrzebałem trochę w necie i co niektórzy milusińscy mieli dość okresu drugiej wojny. Z drugiej strony, po zobaczeniu pierwszych materiałów pokazujących jedną z ważniejszych mechanik gry dość się krzywili #odgrzewanykotlet. 

Czy warto zagrać w Call of Duty Modern Warfare 4? Raz tak, bo ponowne podejście zniszczy wam dobre wspomnienia z rozgrywki ;p

Artykulik dość spontanicznie napisany. No, co poradzę na to? Nie oceniam tu jak na premierą, bo tego jest w necie sporo. Tutaj trzeba nieco innej formy, pra?

Napiszcie, czy chcielibyście więcej takiego miszmaszu w komentarzach. Bajo!




 
Share:

Recenzja Call of Duty: Advanced Warfare (PC)

Zanim przejdę dalej. Napiszę parę krótkich zdań. No, bo jak wiecie piszę za długie. Koncepcja dobra i gra też, ale długością nie grzeszy.

Gdy pragniemy powiedzieć, że tytuł jest przełomowy graficznie mówimy o Crysisie. Sądzę, że należy zmienić to! Zobaczyłem nowego króla jakości. Call of Duty: Advanced Warfare jest moim osobistym faworytem do tego miana. Dodatkowo zgarnął koszulkę lidera do najładniejszej produkcji jaką ograłem w tym roku.

Grafa jak rafa, a Rtx 2060 do du*pa wołowa
Zacząłem od grafy, a więc rozwinę ten temat w pierwszej kolejności. Przeżyłem szok, gdy zobaczyłem jak piękny jest CoD:AW, a Kevin Spacey użyczający zwój wizerunek szefowi Atlasu ma drewnianą animacje twarzy. Ok, pośmialiśmy się, a tak naprawdę twórcy tej odsłony pokazali szkołę.


Ba, sztuki jakie zastosowali wyrażenie wyprzedzają swój okres. Dziwnym trafem nikt nie zwrócił na to uwagi. Advanced Warfare oberwał za to, że zachowano to co jest jak najbardziej charakterystyczne w tej serii, za skrypty. Fakt, są zaborcze jak Zus z składakami, lecz nie o tym mowa.

Wodotryski jakie dodano dzięki nowemu silnikowi graficznemu… Nie uwierzycie „zaskoczyły” mojego nowego blaszka, który posiada na pokładzie Rtx 2060. W sumie się nie dziwie, bo lokacje, wolne przestrzenie i same detale graficzne to poezja. Kiedy przechodziłem kampanie nie mogłem nacieszyć oczu tym jakże wspaniałym dziełem.

Niestety, bądź stety jak kto woli, ma to swoją drugą stronę. W drugiej połowie CoD postanowił się zbuntować i zacząć szaleć. Gwałtowny spadek klatek i wywalenia do pulpitu stało się czymś… normalnym. Na szczęście nie trwało to długo więc nie bierzcie tego w pierwszej kolejności w kryteriach swoich przy ewentualnych zakupach.


Prawie jak Black Ops 1 
Fabuła jest zadowalająca, o tak, ale nie genialna. Solidna i dopracowana tak tego słowa szukałem. Mamy tu całkiem dobrze przemyślaną historie, która powinna zadowolić większość z was. Mnie osobiście na tyle zainteresowała, że chętnie poświęciłem jej uwagę. Motyw prywatnych armii, egzo szkieletów i broni biologicznej, która jest wstanie zabić określone jednostki ludzkie znana jest już od dawna.

W Call of Duty: Advanced Warfare pokazano to w ciekawy sposób choć bez szału. Nie spodziewałem się tu jakiś przebłysków filozoficzno-egzystencjalnych, a czegoś bez zbędnych banałów. Kampania składa się z 15 misji. Przechodzi się przez nie bardzo gładko i początkowo nic nie sugeruje co się święci do momentu pokonania „boga śmierci”.

Odniosę się też do kultowej sceny, aby oddać honor kliki „F”. Growa brać zrobiła sobie jaja z sceny pogrzebowej i słynnego pożegnania. Z jednej strony ich rozumiem, bo interakcja manualna była zbyteczna i udział gracza jest całkiem zbędny. Ale, no właśnie… Ale jeśli zmusi się nas do reakcji to zapewne będzie bardziej interesująca lub emocjonalna. Osobiście jestem za nią w takiej formie jaką zobaczyłem i robienie podśmiechujek jest nie na miejscu.  


Podsumowując ten wątek. Porządna CoD’owa historia warta naszego czasu.

Wal, chłopie wal
Rozgrywka wciąż twardo trzyma się swoich fundamentów. Idź do przodu zabij wszystko co masz przed sobą. Są też pewne wyjątki. Np. nie wolno zabić podającego się wroga. Przyznajcie pozytywny akcent, który uczy czegoś dobrego. Do kluczowych mechanik jakie wprowadzono można zaliczyć linkę taką jak w Just Cause, czy spowalnianie czasu wyrwane żywcem z F.E.A.R lub egzoszkielet w którym można odblokować nowe umiejętności bojowe.

Jak brać to od najlepszych i umiejętnie zaimplementować je do swojego projektu. Odczułem to jako powiew świeżości i coś równie unikalnego na tle pozostałych odsłon serii.

Chciałbym szczerze napisać, że mamy tu swobodę taką jak w Deus Ex, ale nie mamy. Jakaś mądra głowa, która nie chciała iść do Pacanowa postanowiła… Blokować część perków, aby gracz wielmożny mógł jedynie wykorzystać te, które oni uznali za istotne w danej misji. Hmm, wicie co? Olałem to i tak grałem jakbym miał zwykłego FPS i bawiłem się przednio. Gra oceniała nas za liczbę i sposób eliminacji i dodawała odpowiednią liczbę punktów w celu odblokowania nowych skilli.


Muzyka i dźwięk i co tam sobie życzysz
Dźwięk jaki jest każdy słyszy. Broń miała już jakąś siłę odrzutu, a z różnych broni strzelało się nieco inaczej. Zgranie dobrego podkładu muzycznego i efektów dźwiękowych to trudna sztuka z której dobrze się wywiązano.

A teraz przyszła poro na wszystko to co zapomniałem lub nie pasowało wyżej. Sztuczna inteligencja hulała wbrew pozorom jak należy. Mimo skarg jakie czytałem na jej temat nie mogę potwierdzić tych doniesień. Czyli dobrze?

Czy warto zagrać Call of Duty: Advanced Warfare? A czemu nie? Nie widzę żadnych przeciwwskazań. Zaprawdę powiadam wam grajcie, a ammo będzie wam dane.

Tak mija kolejny odcinek tego „tasiemca”. A wy jaką serie ogrywacie? No i co sądzicie o samym CoD’dzie? Piszcie, komentujecie :D

Share:

Relacja z Sabat Fiction Fest 2019 Część 2


Witam w drugiej części mody na Sabat! Po panelu wydarzyło się coś niespodziewanego. Ale po kolei, aby bardziej rozrysować tę jakże filmową scenę. Po wyjściu z Adamem senpai z hali w celu zakupu małego co nieco w foodtrack spostrzegłem sesję zdjęciową cosplayerów. Czym prędzej dołączyłem się do nich. Poprosiłem jakże urodziwą damę o możliwość pozowania. Pozdrawiam serdecznie :D Może wydawać się, że to coś zwykłego, ale dla mnie było to coś niepowtarzalnego. Zamieszczam pod spodem efekt naszej wspólnej pracy. Po więcej zapraszam na instagram KLIK

Zmotywowało mnie to do dalszej aktywności i o dziwo spotkałem się z pozytywnym odbiorem. Mimo, że nie dysponowałem jakimś wypasionym sprzętem, a jedynie smartfonem to wszyscy chętnie pozowali. Arigatō za waszą współprace! Jeśli to jakimś cudem trafi do was to chętnie podpiszę kto znajduje się na poszczególnych fotografiach.
Co dalej? Tegoroczny Sabat upłynął mi pod znakiem Mangi & Anime. W przedostatnim punkcie udałem się do onee-chan na panel Znajdziemy Ci anime! Zabawy co nie miara, naprawdę każdy kto zdecydował się przyjść mógł coś znaleźć dla siebie. Mnie zaproponowano Hitoribocchino Marumaru Seikatsu, bo kryteria jakie dałem to komedia, a główna bohaterka miała być moe. Inni już mieli zgoła inne wymagania. Znaleźli się fani Made in Abyss, którzy szukali czegoś równie hardcorowego. Propozycja mogła być tylko jedna Shoujo Shuumatsu Ryokou. No nie smucie się tak, bo następna o wiele lżejsza seria to komedia z dość pokręconą fabułą Mikakunin de Shinkoukei. Pozostańmy przy wesołych treściach. Tasogare Otome x Amnesia ciekawe anime łączące mix paru gatunków, które nie koniecznie muszą do siebie pasować. Główny bohater uczęszcza do nawiedzonej szkoły. Co to oznacza? Horror, ale nie koniecznie, bo mogą to być jedynie elementy dodatkowe, a nie główne. Przyznaję się, że jeszcze nie obejrzałem więc nie będę się wypowiadał szerzej na temat tego tytułu. A jeśli macie ochotę na recenzje anime to dajcie znać w komentarzach na jakie, a ja postaram się coś fajnego napisać ;3

Podobnie jak w piątek przed nocnym maratonem zajrzałem do działu z komiksami. Tak się zaczytałem, że zapomniałem o Marszu Gandalfa. Gdy tylko rozległa się charakterystyczna muzyka dobrze znana każdemu weteranowi Sabatu ruszyłem, aby dołączyć do pochodu. Jak co roku były to magiczne chwile. Niech żałuje ten co był na konwencie, a nie poszedł. Naprawdę warto zobaczyć ten wulkan radości. Prawie każdy miał coś w rękach, a to krzesło, parasole lub śmietnik (nie wnikam ;p) Rund po halach było kilka. Zakończyło się po 40 minutach pod sceną. Wszyscy byli zadowoleni czego nie dało się w żaden sposób ukryć. Równo o północy rozpaczała się emisja Kobayashi-san Chi no Maid Dragon. Co prawda od roku oglądam regularnie, ale nie zmienia faktu, że zaległości mam wciąż spore. Zostałem zaskoczony, bo Maid Dragon znam bardzo dobrze.
Ostatni dzień, standardowa rutyna rozpoczynająca się od sprawdzenia co dziś będzie wartego zobaczenia. Nie tylko Avengers i X-men. Inne mniej popularne drużyny w uniwersum Marvela. Jak czytacie komiksy to zwykle skupiamy się na głównym nurcie, a warto czasami przyjrzeć się niszowym produkcją, które też mogą wam przypaść do gustu. Osobiście spodobała mi się rosyjska odpowiedź na Avengers, gdzie nie mogło zabraknąć niedźwiedzia.

RPG w pigółce, by Wiktora Kowalczyka. Na różnych konwentach bywałem na sesjach rpg. Ale nigdy nie miałem okazji spojrzeć na to z perspektywy mistrza gry. Wiktor rzucił na ten temat sporo światła. Publika, o której warto wspomnieć żywo brała udział, co należy pochwalić. Rozwinięte zostały takie kwestie jak gotowe scenariusze, czy własne. Trzymanie się określonego świata, a może zupełnie obcy itp.

Przedostatnim punktem w jakim wziąłem udział był Shintō - religia Japonii w pigułce. Mitologia, czy też lepiej powiedzieć wierzenia japońskie są naprawdę niesamowite i krwiste. Prawdą jest, że im dalej na wschód tym większa brutalność. Na szczęście też są pozytywne mity dodające ducha i nadziej na lepsze jutro. Szkoda tylko, że po nocnym maratonie, który był drugi z rzędu zacząłem przysypiać.

Ostatnim dla mnie, ale nie dla innych była panel dyskusyjny o wymownej nazwie. Your Waifu is Sh*t czyli debata o anime na "spokojnie". Cudzysłów nie wstawiono tu bez powodu, bo sam prowadzący Norbert "Torgeir" Krzak kipiał energią i niewyparzonym językiem, co tylko dodawało reszcie większą chętkę do zabrania głosu. Niestety nie zostałem i poszedłem się szykować do powrotu do domu. Nie zdążyłem jeszcze opuścić Targów Kielce, a już tęskniłem.

Ostatnie słowa ponownie kieruje do organizatorów Sabatu. Dziękuję wam ponownie za tę jakże wspaniałą imprezę w którą włożyliście tyle wysiłku i czasu. Zdaję sobie sprawę, że robiliście to za darmo (ktoś się wygadał w autobusie). Wierze, że spotkamy się w przyszłym roku i spędzimy znowu wspólnie trochę czasu. Arigato!    
     

Share:

Relacja z Sabat Fiction Fest 2019 Część 1

Kolejne lato już prawie za nami. Czas mija nieubłaganie, siądzie wygodnie – powiedział wędrowiec – pora opowiedzieć wam o niezwykłym miejscu, gdzie czas nie istnieje, o miejscu zwanym Sabat Fiction Fest. Zapytacie zapewne, gdzie to miejsce się mieści? Na Targach Kielce na zaklętej ziemi świętokrzyskiej. Geeki, nerdy, otaku i cosplayerzy zmierzają tam niczym czarownice na Łysą Górę, bo co tam się dzieje owiane jest już legendami. Najlepsi gawędziarze opowiadają o dalekiej Japonii o jej kulturze i wierzeniach. Mało i słusznie, bo i wielkie bitwy się tam odbywają! Najlepsi stratedzy stają w szranki rozgrywając spektakularne bitwy w Warhammerze czy innych światach. Można spotkać  tajemniczych mistrzów gry, którzy wciągną cię w wir przygody w ciemnych lochach, gdzie przyjdzie się zmierzyć się ze smokami. A jak przyjdzie ochota na coś innego stare poczciwe gry retro dadzą ukojenie. Nie zabraknie tam klasyków od Nintendo (tł. jap. szczęście pozostaw niebiosom), czy od Segi. Zabawa czeka was przednia przy commodorku czy innej Atari 2600


Dla tych co szukają wyzwań e-spotowych też się coś znajdzie! Samotnicy ceniący sobie spokój chętnie zagrywali się w Hearthstone lub Heroes 3. Dziwnym trafem zabrakło Gwinta, możliwe, że nie zdążyli w tym roku przybyć… Nie smucie się moi mili, bo wszak League of Legends dał szansę się wyszaleć na turniejach. Jeśli jednak woleliście poszaleć w Lola, czy Dote  z randomami to nic nie stało na przeszkodzie, aby zająć miejsce przy komputerach obok i tam kontynuować zabawę. Dajcie odpocząć moje dziadki i zaciągnąć z fajki – i jak rzekł, tak też zrobił. Puścił parę pierścieni z dymu. – W drugiej hali podobnie jak w zeszłym roku znalazła się jaskinia trolli zwana również sleeping room. Nie patrzcie tak zdziwieni. Naprawdę może było spotkać tam „trolle”. Co prawda przyjęli ludzkie postacie, ale nie dajcie się temu zwieść. Nim przejdziemy do atrakcji jakie tam miałem okazję zobaczyć słów kilka o targowisku na którym kupcy sprzedawali swoje towary. 

Jak mówi stare powiedzenie dla każdego znajdzie się coś dobrego. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy był stragan z Dakimakura (jap. 抱き枕 daki-makura). Oczywiście nie zabrakło też innych akcesoriów chociażby, kubków, figurek czy plakatów. Miłośnicy dobrej literatury też mogli się zaopatrzyć w ciekawe tytuły. Długo można było mówić o niezwykłościach jakie można było tam dostać. Dlatego wspomnę jeszcze tylko o części kulinarnej. Ku radości wielbicieli kuchni z kraju kwitnącej wiśni. Sprzedawano tam ramen i dobrze wszystkim znane słodycze Pocky.


W tegorocznym konwencie było mniej osób, co nie zmienia faktu, że atmosfera było wspaniała. Doceniam trud jaki włożono, aby to wszystko się odbyło, ale brak stoisk promujących głośne gamingowe hity obniżył nieco prestiż wydarzenia. Nadeszła teraz pora, abym opowiedział o tym co się działo na prelekcjach. 

W tym roku blog mangi i anime został rozszerzony i zajął dwie sale. W pierwszej z nich onee-chan (tł. z jap. braciszek) równo o godzinie 14:00 rozpoczął się panel Jak zrobić film animowany? Prowadzony przez Wiktora Kowalczyka, Bartłomieja Harna i Agatę Wróbel z "Cellar Studio". Panowie omawiali w jaki sposób tworzy się filmy animowane. Wbrew pozorom jest to dość zawiłe zajęcie. Lecz dla chętnego nic trudnego. Chłopaki przyznali się, że właściwie dopiero się uczą, ale dają z siebie wszystko. Omówili w sposób ciekawy proces tworzenia. Panel ten miał też elementy humorystyczne. Wiktor i Bartłomiej niekiedy wchodzili sobie w słowo, co powodowało nagłe zwroty akcji. Publika żywo na nie reagowała i chętnie się udzielała. W czasie prelekcji odbyła się premiera filmu krótkometrażowego będącego ekranizacją ich sesji rpg. 

Wychodząc z założenia, że komiksy nie kończą się na mangach poszedłem na do sali prelekcyjnej nr 2, w której Piotr Durlik omawiał słownictwo komiksowe. Wysławiał się w przystępny sposób przez co amatorzy DC i Marvella mogli zapoznać się z terminologią jaka jest wykorzystywana przez te wydawnictwa. Publika była zachęcana do zadawania pytań, nawet takich nie koniecznie mądrych. Nie omieszkałem nie skorzystać i zapytałem jak Superman zrobił „rzeźbę” skoro jest niesamowicie silny jak na ziemskie standardy? Odpowiedź była prosta miał specjalne ciężary. Przy okazji tego wyszło parę faktów o tym, że Lois Lane nie była wcale taka delikatna jak mogło się wydawać.


W następnej kolejności zacząłem robić zdjęcia na konwencie, a skończyło się tym, że wylądowałem w raju dla otaku (komiksiarni). Jak zapewne pamiętacie ze zeszłorocznej edycji byłem naprawdę zachwycony bogatymi zbiorami. Ku mojemu zachwytowi i zapewne innych też zbiory został powiększone o nowe tytuły. Zacząłem przeglądać jakie to nowości doszły i odkryłem, że wiele z serii anime, które obejrzałem mają swoje mangi przetłumaczone na nasz język. Udało mi się trafić na kilka interesujących pozycji np. Moje lesbijskie doświadczenia w walce z samotnością autorstwa Kabi Nagata, Nagata Kabi, czy Chcę zjeść twoją trzustkę stworzoną przez Izumi Kirihara, Yoru Sumino. Ostatnią pozycję jaką chce polecić jest Oblubienica czarnoksiężnika, którego twórcą jest Kore Yamazaki.

Gdybym miał wskazać, która grupa na Sabacie była najbardziej aktywna wskazałbym na miłośników anime. Jak tylko wybiła godzinna 17:00 rozpoczął się przegląd sezonu letniego prowadzonego przez Agnieszkę "Hime" Lipiec i Przemysława "Filusia" Koczotowskiego. Może to przyzwyczajenie, a może Filuś się wyrobił, ale w tegorocznym przeglądzie nie dało się nudzić. Nowości o których wspomnieli prowadzący były lub też są interesujące zależnie, czy już zostały obejrzane. Mam dobrą wiadomość dla fanów serii Dungeon ni Deai wo Motomeru no wa Machigatteiru Darou ka pojawił się drugi sezon. Innymi seriami, którymi warto się zainteresować jest Maou-sama, Retry! i Tsuujou Kougeki ga Zentai Kougeki de Ni-kai Kougeki no Okaasan wa Suki Desu ka? Nie chce wam nic spoilerować, ale intencje studia i gatunek ecchi pasuje do siebie jak pięć do nosa.


Przed ostatnim punktem było Anime, które wyciągną Cię z piwnicy prowadzone przez Michała "Orziego" Orzechowskiego. Na przykładzie kilku serii udowodniał, że jest to możliwe. Sam fakt, że tyle osób przyszło potwierdziło jego tezę. Pierwsze pod młotek poszło Dumbbell Nan Kilo Moteru? Celem tego anime jest zachęcenie do uczęszczania na siłownie. Muszę dodać, że o ile promowanie aktywnego życia jest dobre to nie należy wykonywać ćwiczeń tak jak bohaterki tej serii. Kolejną propozycją było Yuru Camp tutaj z kolei promowany jest camping. Przyznam bez bicia, że można się przy tym zrelaksować, ale czy zachęca do tego typu aktywności to raczej nie. Ostatnim animcem promującym inne hobby niż oglądanie jest Yama no Susume jak sama nazwa wskazuje mamy tu historie o wędrowaniu po górach.   

Ostatnim punktem programu był maraton całonocny. Filuś postarał się znaleźć coś odpowiedniego  Grand Blue. W dużym skrócie mamy tu bohatera, który „zapisał” się „dobrowolnie” do klubu dla płetwonurków, którzy lubią pić i to dużo. 

Sobota była moim dniem próby, bo miałem swój panel dyskusyjny, ale idźmy po kolei co się wtedy działo. Po jakże „długiej” nocy i przygotowaniu się do kolejnego dnia zajrzałem do komiksiarni, gdzie w ciszy i spokoju czekałem na 15 lat czarodziejek kopiących tyłki - prelekcja o Precure prowadzona przez Sebastiana "SebastianOrf3" Raczyńskiego i Michała "Orzi" Orzechowskiego. Anime o którym mówili przez dwie i pół godzinny ma aż 16 sezonów po 50 odcinków każdy. Przypomnę wam, że standardowo powinno być 12. Możecie się zastawiać kiedy obejrzycie wszystkie te odsłony? Spokojna głowa! Nie są one jedną całością, a osobnymi historiami. Ciekawostką jest, że za każdym razem robi je inne studio.


Chcąc jednak zobaczyć jak najwięcej po godzinie opuściłem sale, o jakże cudownej nazwie imouto (tł. z jap. młodsza siostra). Czym prędzej pobiegłem na panel o wodnych potworach. Utopce im podobne bestie dość znajome, lecz nie mogłem znowu zostać, bo… Dostałem telepatyczną wiadomość od Adama kōhai, że już przyjechał. Wprowadziłem go do tajemniczego świata nerdów, otaku i geeków. Pozwolę tu w wielkim skrócie napisać, że oprowadziłem go po halach konwentowych i wspólnie spędziliśmy większość tego dnia. 

Gwiazdą soboty był Cyber Marian kolejny znany youtuber. Co mogę o nim powiedzieć, że jest miły, spontaniczny? Nawet w czasie wystąpienia na żywo potrafił świetnie improwizować. Sypał dowcipami jak z rękawa. Pytania jakie mu zadawano były dość sztampowe. Czy tradycyjne media to przeżytek? Jak widzi przyszłość yt itp. Wszyscy się świetnie bawili i zdawali mądre pytania, przeciwieństwie do prowadzącego. 

Tworzenie gier wideo od kuchni, czyli jak powstawały największe hity. Ludzi przybyło dość sporo. Miałem tremę, to fakt, ale wiecie co? Cieszę się, że się na to zdecydowałem. Publiczne występy to dość krępująca rzecz i dzięki tego typu doświadczeniom uczymy się czegoś nowego. W tracie mojego panelu starałem się omówić powstawanie gier z perspektywy samotnego twórcy, studia samodzielnego, ale nie zamożnego i devów uchodzących za tuzy branży. Odniosłem wrażenie, że dotarłem do niektórych z moich słuchaczy. Wolałbym napisać rozmówców, ale w większości wypadków milczeli jak zaklęci. Wypadało się pochwalić czymś jeszcze, ale nie będę, bo to co się stało po panelu było jeszcze ciekawszym i niepowtarzalnym doświadczeniem.

Zapraszam do części drugiej! KLIK

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie