• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Relacja z Sabat Fiction Fest 2019 Część 1

Kolejne lato już prawie za nami. Czas mija nieubłaganie, siądzie wygodnie – powiedział wędrowiec – pora opowiedzieć wam o niezwykłym miejscu, gdzie czas nie istnieje, o miejscu zwanym Sabat Fiction Fest. Zapytacie zapewne, gdzie to miejsce się mieści? Na Targach Kielce na zaklętej ziemi świętokrzyskiej. Geeki, nerdy, otaku i cosplayerzy zmierzają tam niczym czarownice na Łysą Górę, bo co tam się dzieje owiane jest już legendami. Najlepsi gawędziarze opowiadają o dalekiej Japonii o jej kulturze i wierzeniach. Mało i słusznie, bo i wielkie bitwy się tam odbywają! Najlepsi stratedzy stają w szranki rozgrywając spektakularne bitwy w Warhammerze czy innych światach. Można spotkać  tajemniczych mistrzów gry, którzy wciągną cię w wir przygody w ciemnych lochach, gdzie przyjdzie się zmierzyć się ze smokami. A jak przyjdzie ochota na coś innego stare poczciwe gry retro dadzą ukojenie. Nie zabraknie tam klasyków od Nintendo (tł. jap. szczęście pozostaw niebiosom), czy od Segi. Zabawa czeka was przednia przy commodorku czy innej Atari 2600


Dla tych co szukają wyzwań e-spotowych też się coś znajdzie! Samotnicy ceniący sobie spokój chętnie zagrywali się w Hearthstone lub Heroes 3. Dziwnym trafem zabrakło Gwinta, możliwe, że nie zdążyli w tym roku przybyć… Nie smucie się moi mili, bo wszak League of Legends dał szansę się wyszaleć na turniejach. Jeśli jednak woleliście poszaleć w Lola, czy Dote  z randomami to nic nie stało na przeszkodzie, aby zająć miejsce przy komputerach obok i tam kontynuować zabawę. Dajcie odpocząć moje dziadki i zaciągnąć z fajki – i jak rzekł, tak też zrobił. Puścił parę pierścieni z dymu. – W drugiej hali podobnie jak w zeszłym roku znalazła się jaskinia trolli zwana również sleeping room. Nie patrzcie tak zdziwieni. Naprawdę może było spotkać tam „trolle”. Co prawda przyjęli ludzkie postacie, ale nie dajcie się temu zwieść. Nim przejdziemy do atrakcji jakie tam miałem okazję zobaczyć słów kilka o targowisku na którym kupcy sprzedawali swoje towary. 

Jak mówi stare powiedzenie dla każdego znajdzie się coś dobrego. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy był stragan z Dakimakura (jap. 抱き枕 daki-makura). Oczywiście nie zabrakło też innych akcesoriów chociażby, kubków, figurek czy plakatów. Miłośnicy dobrej literatury też mogli się zaopatrzyć w ciekawe tytuły. Długo można było mówić o niezwykłościach jakie można było tam dostać. Dlatego wspomnę jeszcze tylko o części kulinarnej. Ku radości wielbicieli kuchni z kraju kwitnącej wiśni. Sprzedawano tam ramen i dobrze wszystkim znane słodycze Pocky.


W tegorocznym konwencie było mniej osób, co nie zmienia faktu, że atmosfera było wspaniała. Doceniam trud jaki włożono, aby to wszystko się odbyło, ale brak stoisk promujących głośne gamingowe hity obniżył nieco prestiż wydarzenia. Nadeszła teraz pora, abym opowiedział o tym co się działo na prelekcjach. 

W tym roku blog mangi i anime został rozszerzony i zajął dwie sale. W pierwszej z nich onee-chan (tł. z jap. braciszek) równo o godzinie 14:00 rozpoczął się panel Jak zrobić film animowany? Prowadzony przez Wiktora Kowalczyka, Bartłomieja Harna i Agatę Wróbel z "Cellar Studio". Panowie omawiali w jaki sposób tworzy się filmy animowane. Wbrew pozorom jest to dość zawiłe zajęcie. Lecz dla chętnego nic trudnego. Chłopaki przyznali się, że właściwie dopiero się uczą, ale dają z siebie wszystko. Omówili w sposób ciekawy proces tworzenia. Panel ten miał też elementy humorystyczne. Wiktor i Bartłomiej niekiedy wchodzili sobie w słowo, co powodowało nagłe zwroty akcji. Publika żywo na nie reagowała i chętnie się udzielała. W czasie prelekcji odbyła się premiera filmu krótkometrażowego będącego ekranizacją ich sesji rpg. 

Wychodząc z założenia, że komiksy nie kończą się na mangach poszedłem na do sali prelekcyjnej nr 2, w której Piotr Durlik omawiał słownictwo komiksowe. Wysławiał się w przystępny sposób przez co amatorzy DC i Marvella mogli zapoznać się z terminologią jaka jest wykorzystywana przez te wydawnictwa. Publika była zachęcana do zadawania pytań, nawet takich nie koniecznie mądrych. Nie omieszkałem nie skorzystać i zapytałem jak Superman zrobił „rzeźbę” skoro jest niesamowicie silny jak na ziemskie standardy? Odpowiedź była prosta miał specjalne ciężary. Przy okazji tego wyszło parę faktów o tym, że Lois Lane nie była wcale taka delikatna jak mogło się wydawać.


W następnej kolejności zacząłem robić zdjęcia na konwencie, a skończyło się tym, że wylądowałem w raju dla otaku (komiksiarni). Jak zapewne pamiętacie ze zeszłorocznej edycji byłem naprawdę zachwycony bogatymi zbiorami. Ku mojemu zachwytowi i zapewne innych też zbiory został powiększone o nowe tytuły. Zacząłem przeglądać jakie to nowości doszły i odkryłem, że wiele z serii anime, które obejrzałem mają swoje mangi przetłumaczone na nasz język. Udało mi się trafić na kilka interesujących pozycji np. Moje lesbijskie doświadczenia w walce z samotnością autorstwa Kabi Nagata, Nagata Kabi, czy Chcę zjeść twoją trzustkę stworzoną przez Izumi Kirihara, Yoru Sumino. Ostatnią pozycję jaką chce polecić jest Oblubienica czarnoksiężnika, którego twórcą jest Kore Yamazaki.

Gdybym miał wskazać, która grupa na Sabacie była najbardziej aktywna wskazałbym na miłośników anime. Jak tylko wybiła godzinna 17:00 rozpoczął się przegląd sezonu letniego prowadzonego przez Agnieszkę "Hime" Lipiec i Przemysława "Filusia" Koczotowskiego. Może to przyzwyczajenie, a może Filuś się wyrobił, ale w tegorocznym przeglądzie nie dało się nudzić. Nowości o których wspomnieli prowadzący były lub też są interesujące zależnie, czy już zostały obejrzane. Mam dobrą wiadomość dla fanów serii Dungeon ni Deai wo Motomeru no wa Machigatteiru Darou ka pojawił się drugi sezon. Innymi seriami, którymi warto się zainteresować jest Maou-sama, Retry! i Tsuujou Kougeki ga Zentai Kougeki de Ni-kai Kougeki no Okaasan wa Suki Desu ka? Nie chce wam nic spoilerować, ale intencje studia i gatunek ecchi pasuje do siebie jak pięć do nosa.


Przed ostatnim punktem było Anime, które wyciągną Cię z piwnicy prowadzone przez Michała "Orziego" Orzechowskiego. Na przykładzie kilku serii udowodniał, że jest to możliwe. Sam fakt, że tyle osób przyszło potwierdziło jego tezę. Pierwsze pod młotek poszło Dumbbell Nan Kilo Moteru? Celem tego anime jest zachęcenie do uczęszczania na siłownie. Muszę dodać, że o ile promowanie aktywnego życia jest dobre to nie należy wykonywać ćwiczeń tak jak bohaterki tej serii. Kolejną propozycją było Yuru Camp tutaj z kolei promowany jest camping. Przyznam bez bicia, że można się przy tym zrelaksować, ale czy zachęca do tego typu aktywności to raczej nie. Ostatnim animcem promującym inne hobby niż oglądanie jest Yama no Susume jak sama nazwa wskazuje mamy tu historie o wędrowaniu po górach.   

Ostatnim punktem programu był maraton całonocny. Filuś postarał się znaleźć coś odpowiedniego  Grand Blue. W dużym skrócie mamy tu bohatera, który „zapisał” się „dobrowolnie” do klubu dla płetwonurków, którzy lubią pić i to dużo. 

Sobota była moim dniem próby, bo miałem swój panel dyskusyjny, ale idźmy po kolei co się wtedy działo. Po jakże „długiej” nocy i przygotowaniu się do kolejnego dnia zajrzałem do komiksiarni, gdzie w ciszy i spokoju czekałem na 15 lat czarodziejek kopiących tyłki - prelekcja o Precure prowadzona przez Sebastiana "SebastianOrf3" Raczyńskiego i Michała "Orzi" Orzechowskiego. Anime o którym mówili przez dwie i pół godzinny ma aż 16 sezonów po 50 odcinków każdy. Przypomnę wam, że standardowo powinno być 12. Możecie się zastawiać kiedy obejrzycie wszystkie te odsłony? Spokojna głowa! Nie są one jedną całością, a osobnymi historiami. Ciekawostką jest, że za każdym razem robi je inne studio.


Chcąc jednak zobaczyć jak najwięcej po godzinie opuściłem sale, o jakże cudownej nazwie imouto (tł. z jap. młodsza siostra). Czym prędzej pobiegłem na panel o wodnych potworach. Utopce im podobne bestie dość znajome, lecz nie mogłem znowu zostać, bo… Dostałem telepatyczną wiadomość od Adama kōhai, że już przyjechał. Wprowadziłem go do tajemniczego świata nerdów, otaku i geeków. Pozwolę tu w wielkim skrócie napisać, że oprowadziłem go po halach konwentowych i wspólnie spędziliśmy większość tego dnia. 

Gwiazdą soboty był Cyber Marian kolejny znany youtuber. Co mogę o nim powiedzieć, że jest miły, spontaniczny? Nawet w czasie wystąpienia na żywo potrafił świetnie improwizować. Sypał dowcipami jak z rękawa. Pytania jakie mu zadawano były dość sztampowe. Czy tradycyjne media to przeżytek? Jak widzi przyszłość yt itp. Wszyscy się świetnie bawili i zdawali mądre pytania, przeciwieństwie do prowadzącego. 

Tworzenie gier wideo od kuchni, czyli jak powstawały największe hity. Ludzi przybyło dość sporo. Miałem tremę, to fakt, ale wiecie co? Cieszę się, że się na to zdecydowałem. Publiczne występy to dość krępująca rzecz i dzięki tego typu doświadczeniom uczymy się czegoś nowego. W tracie mojego panelu starałem się omówić powstawanie gier z perspektywy samotnego twórcy, studia samodzielnego, ale nie zamożnego i devów uchodzących za tuzy branży. Odniosłem wrażenie, że dotarłem do niektórych z moich słuchaczy. Wolałbym napisać rozmówców, ale w większości wypadków milczeli jak zaklęci. Wypadało się pochwalić czymś jeszcze, ale nie będę, bo to co się stało po panelu było jeszcze ciekawszym i niepowtarzalnym doświadczeniem.

Zapraszam do części drugiej! KLIK

Share:

Raport o postępach w pracy :3


Dziennik pokładowy. Ukończyłem wreszcie pisać swoje największe dzieło! (Lol) Relacje ze Sabat Fiction – Fest. Teraz tylko zostało „wyczyścić” tekst i pokazać go światu!


Share:

Info post ;p



Hej wszystkim. Dawno już się nie odzywałem, dlatego piszę teraz ten info post. Postaram się w tym tygodniu wrzucić relację z tegorocznego Sabatu i recenzję z CoD. W związku z tym złożyłem konto na Instagramie. Parę fotek już wrzuciłem z konwentu, mam nadzieję, że się wam spodobają wkrótce pokażą się kolejne.

https://www.instagram.com/?hl=pl


Share:

Recenzja Call of Duty: Black Ops II (PC)


Kolejny CoD do rozkodowania. Strzał, przeładowanie i jedziemy dalej przed siebie, aby odbębnić 7 godzin przed monitorem. Czy warto? Może tak, może nie zależy od tego co kto lubi.

Wydana przed Activision Blizzard druga część Black Ops to coś innego niż poprzednia ogrywana przeze mnie część. W porównaniu do Modern Warfare 2 mamy tu w BO2 konkretną fabułę, a przynajmniej zaprezentowano ją dość zjadliwie. Dzięki temu nie dostałem bólu brzucha jak po raz setny przewinął się motyw zemsty na USA.

W tej części Treyarch nie poszedł w schemat bij niemca/ruska/chinola itp., o co to nie! Mamy tu dramat wojenny i wyraźnie jak na zachodnie standardy nakreślonego antagonistę. Rzecz jasna nie jest on tak dobrze napisany jak TrupiaCzaka z Wolfenstein: The New Order. No, ale w końcu recenzuje tu odpowiednik kina akcji jakimi się ludzi karmi od zawsze. Interesującym zabiegiem jest to, że niema tu jednego głównego bohatera, ale to należy traktować jak standard w kampaniach z tej serii. Nie odnoszę się teraz do tej konkretnej pod serii.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=236867
Jedna jaskółka wielowątkową kampanie nie czyni
Twórcy dali możliwość podjęcia decyzji, które w sposób symboliczny wpłynie na zakończenie. Smaczny kąsek, a jakże! Wprowadzenie kosmetycznych wyborów natury moralnej dodało pikanterii. Najbardziej zapamiętała mi się misja w której się wcieliłem w Raula Menendeza. Przez te parę minut miałem wrażenie, że gram Jokerem. Zły, okrutny, ale przede wszystkim bardzo inteligentny i sprytny, a do tego bardzo dobrze zorganizowany. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o tych dobrych, którzy są z pozoru wzorowo przygotowani, ale tak naprawdę są to dupy wołowe.

Kampania odeszła od swojego filmowego charakteru na rzecz „serialowego”. Nie wpłynęło to na odbiór całej historii w sposób negatywny, wprost przeciwnie przyjąłem to bardzo dobrze. Podział ten dał możliwość złapania oddechu zrobienia sobie krótkiej przerwy pomiędzy poszczególnymi misjami.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=251439
Mechaniki i rozwiązania jakie są wszyscy widzą
Na samym początku dostałem „celowniczek na szynach” z tą różnicą, że miałem więcej zabawek i pewną mobilność. W późniejszych zadaniach jest już lepiej, a początkowa siekanka nie powinna nikogo odstraszyć. Nazwałbym to rozgrzewką przed kolejnymi ćwiczeniami, które wypadły naprawdę przyzwoicie.

Przed każdym odcinkiem mody na CoD'a mogłem dobrać sobie pasujący mi ekwipunek lub rozpocząć poziom z domyślnym. Osobiście dobierałem broń umożliwiającą walkę na niedużej odległości niż długodystansowe snajperki. Lecz to o czym się nie mówi jest fakt, że często zmieniałem pukawkę na losową. Moim zdaniem skrzynie z amunicją nie były dość często rozkładane, aby móc uzupełnić magazynki.

Budowa poszczególnych lokacji umożliwiała mi szybkie przewidzenie, gdzie będą rozlokowani wrogowie. Z jednej strony upraszcza to zabawę, a z drugiej pozwala poczuć się jak Rambo. Zachowania botów były mało przemyślne, bo jakby spełniły się marzenia senne graczy o realistycznych zachowaniach Si to nikt niedbały rady przejść takiego symulatora. Kolejną nowością jest dołączenie mechanik rodem z RTS. Byłem w stanie o dziwo sterować członkami swojego zespołu. Mogła być to cała drużyna jak pojedyncze jednostki, a do tego można się było w nich wcielać i samemu ruszyć w bój. Gdy to zobaczyłem zacząłem się obawiać się rozsypania całej misji, ale wszystko zadziałało zgodnie z planem.

https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=249227
Grafika i inne dźwięki…
A teraz przyszedł czas na dział wszystko to, co nie pasowało wyżej lub zapomniałem.
Grafika, naprawdę mogli sobie darować i zmienić silnik, bo widać było, że jest stary. No ale co zrobić taka zdecydował zapewne wydawca i nic na to nie można poradzić. inną kwestią jest jakość broni, poprawiono ją w stosunku do wcześniejszego MW2, lecz dalej brzmiało to jak zabawki na kapiszony.    

Czy warto kupić Call of Duty Black Ops 2? Odpowiedz będzie jak najbardziej pozytywna. Twórcy zapewnili coś więcej niż formułę bić Niemca, ta miła odmiana szczerze zachęciła mnie do poświęcenia tych paru godzin tej produkcji. 

Share:

Recenzja Call of Duty: Modern Warfare 2 (PC)


Odcinek drugi mody na służbę! Co za akcja, a jakie zwroty fabularne! Szał ciał i te skoki do helikoptera.

Dawno, dawno temu była sobie seria Wezwanie do Służby w skrócie WdS. Wy drogie dzieci znacie je jako Call of Duty (CoD), ale na szczęście nie pocztowy. Początkowo była to strzelanka drugo wojenna. Lecz zmieniono nieco wystrój na konflikty współczesne. Czy to dobrze? Jak dla mnie tak, bo dało to dostęp do szerszego pola do popisu dla twórców, czyli Infinity Ward.

Nim przejdę dalej kilka słów przypomnienia, co się dzieję aktualnie na blogu. Rozpocząłem mały projekt, gdzie oceniam serie CoD dobierając losowo części, które zostały wydane. Po więcej informacji odsyłam do TEJ recki.


Boże, boże, boże co za dno. Nie będę ukrywał, że się rozczarowałem i to mocno tą odsłoną serii, która zasłynęła z misji terrorystycznej na lotnisku w Moskwie. Dużo słyszałem jak i czytałem o tej produkcji, a nawet przeprowadziłem panel dyskusyjny na Sabat Ficton-Fest na temat kontrowersyjnych gier, jakie wyszły od samego początku branży wideo games. Więcej masakr, gracze narobili w serii GTA od tak z nudy, a tu robią z igły widły. Zapewne w 2009 r. wywołało to większe wrażenia, a gdyby premiera miała miejsce w 2001 r. to by wycięto lub wycofano się z całej produkcji, aby uniknąć skandalu.

Pomijając fakt, że atakujemy dosłownie armie klonów i że fabularnie się kupy to nie trzyma, bo naród ruski kupił to i ruszyli na Amerykę. Z przyczyn mi nieznanych jakoś obrońcy moralności dziecięcej pozwalających grać maluchom w tytuły dla dorosłych zapomnieli wspomnieć o tym, że nie trzeba strzelać do cywili, a jedynie poczekać i dopiero wkroczyć do akcji, gdy pokażą się ochroniarze.


Fabularnie to nie ma się nad czym zachwycać, ganiamy z ruskiem Makaronem, (tak specjalnie przekręcam jego nazwisko, czy też pseudonim) i Shepherdem, nie z tym z Mass Effecta. W ciągu całej kampanii przelecimy się po świecie od stolicy stanów po jakieś slamsy i inne przedmieścia. Poszczególne miejscówki są dość spore, przez co jest więcej swobody i nie czuje się, że to jest ta jedyna słuszna droga ciasno wytyczona przed nami. Rozgrywka jest szybka i to bardzo. Kule lecą w hurtowych ilościach, jak obietnice wyborcze. Bronie są nawet ok, choć brzmią o wiele gorzej i ledwo da się odczuć kop jaki powinny dawać.

Chciałoby się powiedzieć, że to były tylko niedociągnięcia, ale jakoś się nie da. Jeszcze nigdy nie trafiłem na tak "nie czytelną rozgrywkę", chodzi o to, że trudno było odróżnić swego od wrogo, pół biedy jak sojusznicy zajmowali swoje pozycje. Dzięki temu nie miałem wątpliwości co do tego, gdzie skierować lufę. Może mi ktoś zarzucić, że boty miały szaro czerwone moro, co powinno pomóc w tym.  


W tym momencie gratuluje tym, co mają taki sokoli wzrok i dostrzegli "barwy wojenne" drugiej strony. Kolejną pomyłką było jeszcze gorsze audio, bo wiele faktów umyka w trakcie. Rozkazy wydawane w czasie misji lub rozmowy między zadaniami można jeszcze uznać za wykonane na poziomie, lecz to co się działo w trakcie akcji to już inna historia. Bełkot i to totalny początkowo sądziłem, że wystarczy zmienić opcję i pogłośnić same dialogi, ale o zgrozo się nie dało. Jedynie ustawienia dźwięku można przestawić na słuchawki, dźwięk windos czy system 5.1. Można się do tego przyzwyczaić. Kampania w sumie to wciąż stare dobre bić Niemca, no tym razem ruska, a więc nic się nie traci jak się coś nie usłyszy. Najważniejszych rzeczy nie da się uniknąć.

Należy pochwalić twórców za nałożenie nacisku na "realizm growy", co należy tłumaczyć z rzeczywistością nic nie ma wspólnego, ale dla kanapowych komandosów z Gromku już tak. Nasza drużyna zachowuje się jak należy nie głupieje, w jaskiniach i innych ciemnych bazach noktowizor to podstawa, a dym jest gęsty jak mgła. W poszczególnych misjach nie zabraknie scen z filmów akcji, które wciąż będą robić wrażenie, a jakże.


Najmocniejszą strona CoD:MW 2 jest grafika. Gra się w sumie nie zestarzała wciąż jest bardzo dobra. Brawo, choć ta jedna rzecz się udała, bo reszta leży i kwiczy może z paroma wyjątkami, o których napisałem wyżej.

Czy warto zagrać Call of Duty: Modern Warfare 2? Jeśli kierujecie się ciekawością lub też jest to pierwsze spotkanie z serią to nie. Proponuję już Black Ops 1 lub MW4 o wiele lepsze tytuły, które z całą subiektywną pewnością zachęcą was do sięgnięcia po inne części, a MW2 unikajcie jak ognia.

Wakacje się zaczęły, czas zabawy i gier ;p Podzielcie się w co gracie i jak zwykle liczę, że podzielicie się waszymi wrażeniami dotyczącymi omawianej gry.

Komentujcie i udostępniajcie, bo jakoś lepiej po tym się piszę.

Share:

Recenzja Call of Duty: Infinite Warfare

Co jest nie tak z tym Call of Duty? Szczerze? To powtarzalność, ale taka z najgorszego sortu! Innymi słowy Activision nawet nie udaje, że wprowadza coś nowego. A może to ludzie nie wiedzą do końca czego potrzebują. Idą za stadem coraz bardziej krzycząc i żądając czegoś coraz mniej sensownego.

Mamy maj 2016 r. maszyna marketingowa daje w piece jak orkowie w Mordorze. Pojawia się zwiastun tegorocznego CoD: Infinite Warfare. Ludzie dostają szewskiej pasji i obrzucają błotem i czym tam jeszcze mają na zwiastun gry. Trajkoczą, że seria się cały czas pogrąża i nawołują do powrotu do II wojny światowej jako settingu. Trzy lata później kupuję tę jakże znienawidzoną odsłonę na PS4. Oto moja historia.

Akt 1. Mars jest lepszy niż Snickers!
Głównym daniem tej odsłony jest o dziwo kampania singlowa.  Przyznam, że dość rozsądnej długości, bo aż 10 godzin wliczając w to zadania poboczne. Sam fakt, że są tu opcjonalne side quests wywołuje wrażenie. Skupie się jednak w pierwszej kolejności na fabule. Ziemie atakują Marsjanie, dokładnie rzecz biorąc Front Obrony Kolonialnej w skrócie F.O.K. Cel ich jest prosty jak konstrukcja cepa podbić nasz świat. Antagonista w którego wcielił się Kit Harington znany też z roli Jona Snowa z Gry o Tron. W moim odczuciu wyszło jak zwykle w tego typu przypadkach. Użyto tu tradycyjnego schematu bić Niemca, czyli patrzcie to ten zły! Masz teraz pretekst, aby tłuc wszystko i wszystkich. 


Jeśli taką miał spełnić funkcję to sprawił się naprawdę znakomicie, bo jeśli było inaczej to powiem wam dupa blada. Przez całą historie wali on banalnymi tekstami typu śmierć to nie hańba i Mars na zawsze. Odniosłem wrażenie, że CoD: Infinite Warfare to taka alternatywna wersja rewolucji w koloniach brytyjskich w Ameryce Północnej, która zamiast odpierać ataki Zjednoczonych Królestw Brytyjskich postanowiła je zaatakować, a że w F.O.K. są sami fanatycy, a na pewno w straży przybocznej wodza, bo kiedy ten dostaje swoje pięć minut zabija jednego ze swoich, a drugi nic z tego sobie nie robi.

Raz matka rodził i raz się zdycha
Wielu się z tego śmiało, ale w przypadku fanatyków to norma. Tak zwany zakon skrytobójców jest tego najlepszym przykładem, nie byli to walczący z templariuszami bojownicy o wolność, a sekta działająca od ok.1090 r. na terenie Środkowego wchodu. Kończąc te wywody historyczne mamy tu podobną analogie.

CoD'y od zawsze nastawione były na patos bohatera i pokazywanie, że Amerykanie to są ci dobrze, a reszta już nie i trzeba ich przegonić, tutaj mamy podobny wzór. Wspomnę dla formalności, że kampania jest liniowa i jedynym powodem, dla którego warto przejść ponownie grę jest odblokowanie dwóch poziomów trudności specjalisty i yolo.


Aktorzy tego spektaklu są umiarkowanie dobrze napisani. Widać jakie mają motywy i poglądy na daną sprawę. Nie powala to z nóg, ale wystarczy to w zupełności, aby ich zaakceptować.  Co jakiś czas, któryś z nich ginie, nie wywarło na mnie to wrażenia mimo, że dali dość czasu na związanie się z nimi emocjonalnie. Odstępy między zgonami też są ok dzięki temu nie miałem wrażenia, że walą z tego jak z armaty.

Strzelajcie na moją pozycję
Najlepszym bohaterem był Ethan robot bojowy o "wielkim sercu". W polskiej wersji grał go nikt innym jak Jarosław Boberek. Wszelakie żarty i momenty tragiczne odegrał idealnie, przez co nabierały one prawdziwego połysku. Kończąc tą część powiem wam jeszcze, że warto zainteresować się napisami końcowymi, dodają one kropkę nad "i" do zrozumienia tragizmu wojny.

Ach ten gameplay był naprawdę miodny. Szybkie tempo, ale bez przesady, odpowiednio oskryptowane sceny i te bronie, który brzmiały bardzo wiarygodnie, a strzelanie z nich to poezja. CoD jak to CoD to gra, gdzie poszczególne poziomy to nic innego jak korytarze pozwalające posuwać się jedynie do przodu. Dzięki odpowiedniemu zaprojektowaniu ich i dodanemu jectpack'owi można było się poczuć jak żołnierz przyszłości. Bajer w postaci biegania po ścianie, co prawda urozmaicił mi zabawę, a jakże! Niestety dość często o nim zapominałem i rozgrywałem sprawy strzelając za osłony. Przeciwnicy byli całkiem, całkiem i przyznam, że nie raz, nie dwa dostałem wciry od nich.


Jedną z ciekawszych nowości jakie dodano było hakowanie wrogich botów. Możliwość "wskoczenia" w cudzą skórę i robienia spustoszenia na tyłach wroga było naprawdę ciekawym urozmaiceniem. Kolejną atrakcją były granaty, a mianowicie antygrawitacyjne i porażające wysokim napięciem. Ten drugi świetnie nadawał sie przeciw wszelkim mechom. Nie zabrakło też klasycznych odłamkowych w moim odczuciu robiły najmniej szkody. Głównym gwoździem programu były pająki miny, które same namierzały wroga i rzucały się na nich jak krabopająki z Haft Life.

Taki ME tylko lepsze!

Na początku wspominałem o zdaniach pobocznych. Nie mają one wpływu na zakończenie czy nawet na przebieg misji fabularnych. Wykonać je warto, bo będzie można przelecieć się "szakalem" coś w rodzaju x-winga z Star Wars, ta mini gierka nie jest jakoś szczególnie wymagająca, a model latania jest w 100% arcedowy. W trakcie wykonywania q dość często będzie trzeba powtórzyć określone czynności. Na szczęście nie będzie tego na tyle duża, aby się tym znudzić. Osobiście dobrze to wspominam.
Oprawa graficzna stawia na realizm, co z jednej strony daje super efekt, który przykuł moją uwagę, a z drugiej strony za parę lat będzie to niemiłosiernie brzydka produkcja, bo właśnie takie najszybciej się starzeją.


A teraz, a jakże przyszła pora na wszytko to, o czym zapomniałem, albo nie pasowało wyżej. No tak, nie ma specjalnie o czym pisać ;p Więc podzielę się moim pomysłem na najbliższe posty na bloga. Dużo czytałem, że co CoD wyjdzie to gorzej. Dlatego poczynając od tej odsłony, aż do Call of Duty 2 będę losowo dobierał poszczególne odsłony i na świeżo porównywał je, przez ten zabieg uniknę oceny w której będę oceniał je po przez pryzmat wspomnień, a jedynie świeżych doświadczeń.

Czy warto zagrać w CoD: Infinite Warfare? Ocena 8.5 na 10! Koniec, dobranoc idę grać w Call of Duty: Modern Warfare 2.

A wy graliście, czy będzie grać? Odpowie ktoś? Czy znowu zignorujecie pytanie ;s
                                                                                               

Share:

Recenzja The Last of Us: Left Behind

Rzadko biorę się od razu za dodatki fabularne do gry, chyba że jest to dlc z wieśka. Dopiero, co czytaliście recenzje z głównej kapani to teraz zechciejcie poświęcić trochę czasu na mały dodatek.

Nie będę się tu za bardzo rozpisywał, bo mamy tu prawie, że to samo co w The Last of Us. Kampania będzie trwała do max 3 godz. Szału tu nie ma, ale jeśli podstawka przyjadła wam do gustu to nie będziecie żałować czasu ani pieniędzy. W wersji na PS4 jest dodawana jako gratis i to się chwali, bo gdyby ktoś chciał to nabyć za 80 lub 60 zł jak to miało miejsce w okolicach premiery to należałoby nazwać to skokiem na kasę.


Co prawda trochę urozmaiceń dodano, ale są one tylko kosmetyczne. Nowością jest fakt, że możemy walczyć jednocześnie z zarażonymi i bandytami. W moim odczuciu nie wpływa to znacząco na balans walki. Natomiast dało to trzecią opcję rozwiązania problemu, a mianowicie, gdzie dwóch się bije tam trzeci się przekrada, inna opcją jest usunąć tych co wygrali. Zazwyczaj tego typu sytuacja jest opcjonalna, ale nie należy traktować to jako regułę.  

Fabuła dlc rozgrywa się pod koniec kampanii w przed ostatnim rozdziale "jesień". Elli ląduje razem z rannym Joelem w centrum handlowym, aby udzielić mu pomocy. Nie będę mówił co dokładnie się wydarzyło, aby nie psuć nikomu zabawy. Historia, która została tu zaprezentowana pokazywała czasy jak mała była jeszcze w sierocińcu jak i te bieżące. Nic w sumie się tu nowego nie dowiadujemy, bo zakończenia obu historii znamy już przed ich finałem. 


Akcja, która rozgrywa się przeszłości to swego rodzaju przygotówka, która jest całkiem sympatyczna i pokazuje relacje przyjaciółek. Natomiast współczesna to tradycyjne idź, zdobądź, wróć. 

Linie czasowe się przeplatają. W okrasie "przeszłym" nie mamy dostępu do ekwipunku, a jedynie 
mechaniki i to jeszcze niektóre. Trudno coś tu napisać nie mówiąc, co dokładnie się tam wydarzyło.

Możecie mi wierzyć, że jako gratis warto sięgnąć po ten tytuł. Błędów, czy problemów z optymalizacją w praktyce nie było, choć takowe istniały. W momencie pisania tego teksu nie odnotowałem żadnego problemu.


Czy warto zagrać Left behind? Jako gratis to nawet fajna przystawka, z która miło spędzicie czas. Nie zabraknie tu dodatkowych pobocznych historii przedstawionych w postaci zapisków jak i nagrań na dyktafonach. Co do tych drugich, o zgrozo, źle się ich słucha przez głośnik w padzie.

Szybki wpis na bloga zaliczony, a jakże! W sobotę pojawi się następny artykulik. Mam nadzieję, że nie będzie już opóźnień ;p

Komentujcie i udostępniajcie. Niech więcej osób zobaczy to co robię xD 

Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie