Hej wszystkim. Dawno już się nie odzywałem, dlatego piszę teraz ten info post. Postaram się w tym tygodniu wrzucić relację z tegorocznego Sabatu i recenzję z CoD. W związku z tym złożyłem konto na Instagramie. Parę fotek już wrzuciłem z konwentu, mam nadzieję, że się wam spodobają wkrótce pokażą się kolejne.
https://www.instagram.com/?hl=pl-
Recenzje
Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo
-
Manga i anime
Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj
-
Filmy i seriale
Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć
-
Publicystyka
Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem
Recenzja Call of Duty: Black Ops II (PC)
Kolejny
CoD do rozkodowania. Strzał, przeładowanie i jedziemy dalej przed siebie, aby
odbębnić 7 godzin przed monitorem. Czy warto? Może tak, może nie zależy od tego
co kto lubi.
Wydana przed Activision Blizzard druga część Black Ops to coś innego niż poprzednia ogrywana przeze mnie
część. W porównaniu do Modern Warfare 2
mamy tu w BO2 konkretną fabułę, a
przynajmniej zaprezentowano ją dość zjadliwie. Dzięki temu nie dostałem bólu
brzucha jak po raz setny przewinął się motyw zemsty na USA.
W tej części Treyarch
nie poszedł w schemat bij niemca/ruska/chinola itp., o co to nie! Mamy tu
dramat wojenny i wyraźnie jak na zachodnie standardy nakreślonego antagonistę. Rzecz
jasna nie jest on tak dobrze napisany jak TrupiaCzaka z Wolfenstein: The New Order. No, ale w końcu recenzuje tu
odpowiednik kina akcji jakimi się ludzi karmi od zawsze. Interesującym
zabiegiem jest to, że niema tu jednego głównego bohatera, ale to należy
traktować jak standard w kampaniach z tej serii. Nie odnoszę się teraz do tej
konkretnej pod serii.
![]() |
| https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=236867 |
Jedna jaskółka
wielowątkową kampanie nie czyni
Twórcy
dali możliwość podjęcia decyzji, które w sposób symboliczny wpłynie na
zakończenie. Smaczny kąsek, a jakże! Wprowadzenie kosmetycznych wyborów natury
moralnej dodało pikanterii. Najbardziej zapamiętała mi się misja w której się
wcieliłem w Raula Menendeza. Przez te parę minut miałem wrażenie, że gram
Jokerem. Zły, okrutny, ale przede wszystkim bardzo inteligentny i sprytny, a do
tego bardzo dobrze zorganizowany. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o
tych dobrych, którzy są z pozoru wzorowo przygotowani, ale tak naprawdę są to
dupy wołowe.
Kampania odeszła od
swojego filmowego charakteru na rzecz „serialowego”. Nie wpłynęło to na odbiór
całej historii w sposób negatywny, wprost przeciwnie przyjąłem to bardzo
dobrze. Podział ten dał możliwość złapania oddechu zrobienia sobie krótkiej
przerwy pomiędzy poszczególnymi misjami.
![]() |
| https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=251439 |
Mechaniki i rozwiązania
jakie są wszyscy widzą
Na
samym początku dostałem „celowniczek na szynach” z tą różnicą, że miałem więcej
zabawek i pewną mobilność. W późniejszych zadaniach jest już lepiej, a
początkowa siekanka nie powinna nikogo odstraszyć. Nazwałbym to rozgrzewką
przed kolejnymi ćwiczeniami, które wypadły naprawdę przyzwoicie.
Przed każdym odcinkiem
mody na CoD'a mogłem dobrać sobie pasujący mi ekwipunek lub rozpocząć poziom z
domyślnym. Osobiście dobierałem broń umożliwiającą walkę na niedużej odległości
niż długodystansowe snajperki. Lecz to o czym się nie mówi jest fakt, że często
zmieniałem pukawkę na losową. Moim zdaniem skrzynie
z amunicją nie były dość często rozkładane, aby móc uzupełnić magazynki.
Budowa poszczególnych
lokacji umożliwiała mi szybkie przewidzenie, gdzie będą rozlokowani wrogowie. Z
jednej strony upraszcza to zabawę, a z drugiej pozwala poczuć się jak Rambo. Zachowania
botów były mało przemyślne, bo jakby spełniły się marzenia senne graczy o
realistycznych zachowaniach Si to nikt niedbały rady przejść takiego
symulatora. Kolejną nowością jest dołączenie mechanik rodem z RTS. Byłem w
stanie o dziwo sterować członkami swojego zespołu. Mogła być to cała drużyna
jak pojedyncze jednostki, a do tego można się było w nich wcielać i samemu
ruszyć w bój. Gdy to zobaczyłem zacząłem się obawiać się rozsypania całej
misji, ale wszystko zadziałało zgodnie z planem.
![]() |
| https://www.gry-online.pl/S055.asp?ID=249227 |
Grafika i inne dźwięki…
A teraz przyszedł czas
na dział wszystko to, co nie pasowało wyżej lub zapomniałem.
Grafika,
naprawdę mogli sobie darować i zmienić silnik, bo widać było, że jest stary. No
ale co zrobić taka zdecydował zapewne wydawca i nic na to nie można poradzić.
inną kwestią jest jakość broni, poprawiono ją w stosunku do wcześniejszego MW2,
lecz dalej brzmiało to jak zabawki na kapiszony.
Czy
warto kupić Call
of Duty Black Ops 2? Odpowiedz będzie jak najbardziej pozytywna. Twórcy
zapewnili coś więcej niż formułę bić Niemca, ta miła odmiana szczerze zachęciła
mnie do poświęcenia tych paru godzin tej produkcji.
Recenzja Call of Duty: Modern Warfare 2 (PC)
Odcinek
drugi mody na służbę! Co za akcja, a jakie zwroty fabularne! Szał ciał i
te skoki do helikoptera.
Dawno, dawno temu była
sobie seria Wezwanie do Służby w
skrócie WdS. Wy drogie dzieci znacie
je jako Call of Duty (CoD), ale na
szczęście nie pocztowy. Początkowo była to strzelanka drugo wojenna. Lecz
zmieniono nieco wystrój na konflikty współczesne. Czy to dobrze? Jak dla mnie
tak, bo dało to dostęp do szerszego pola do popisu dla twórców, czyli Infinity Ward.
Nim przejdę dalej kilka
słów przypomnienia, co się dzieję aktualnie na blogu. Rozpocząłem mały projekt,
gdzie oceniam serie CoD dobierając
losowo części, które zostały wydane. Po więcej informacji odsyłam do TEJ recki.
Boże, boże, boże co za
dno. Nie będę ukrywał, że się rozczarowałem i to mocno tą odsłoną serii, która
zasłynęła z misji terrorystycznej na lotnisku w Moskwie. Dużo słyszałem jak i
czytałem o tej produkcji, a nawet przeprowadziłem panel dyskusyjny na Sabat Ficton-Fest na temat
kontrowersyjnych gier, jakie wyszły od samego początku branży wideo games.
Więcej masakr, gracze narobili w serii GTA od tak z nudy, a tu robią z igły
widły. Zapewne w 2009 r. wywołało to większe wrażenia, a gdyby premiera miała
miejsce w 2001 r. to by wycięto lub wycofano się z całej produkcji, aby uniknąć
skandalu.
Pomijając fakt, że
atakujemy dosłownie armie klonów i że fabularnie się kupy to nie trzyma, bo
naród ruski kupił to i ruszyli na Amerykę. Z przyczyn mi nieznanych jakoś
obrońcy moralności dziecięcej pozwalających grać maluchom w tytuły dla dorosłych
zapomnieli wspomnieć o tym, że nie trzeba strzelać do cywili, a jedynie
poczekać i dopiero wkroczyć do akcji, gdy pokażą się ochroniarze.
Fabularnie to nie ma
się nad czym zachwycać, ganiamy z ruskiem Makaronem, (tak specjalnie przekręcam
jego nazwisko, czy też pseudonim) i Shepherdem, nie z tym z Mass Effecta. W ciągu całej kampanii
przelecimy się po świecie od stolicy stanów po jakieś slamsy i inne
przedmieścia. Poszczególne miejscówki są dość spore, przez co jest więcej
swobody i nie czuje się, że to jest ta jedyna słuszna droga ciasno wytyczona
przed nami. Rozgrywka jest szybka i to bardzo. Kule lecą w hurtowych ilościach,
jak obietnice wyborcze. Bronie są nawet ok, choć brzmią o wiele gorzej i ledwo
da się odczuć kop jaki powinny dawać.
Chciałoby się
powiedzieć, że to były tylko niedociągnięcia, ale jakoś się nie da. Jeszcze
nigdy nie trafiłem na tak "nie czytelną rozgrywkę", chodzi o to, że
trudno było odróżnić swego od wrogo, pół biedy jak sojusznicy zajmowali swoje
pozycje. Dzięki temu nie miałem wątpliwości co do tego, gdzie skierować lufę. Może
mi ktoś zarzucić, że boty miały szaro czerwone moro, co powinno pomóc w tym.
W tym momencie gratuluje
tym, co mają taki sokoli wzrok i dostrzegli "barwy wojenne" drugiej
strony. Kolejną pomyłką było jeszcze gorsze audio, bo wiele faktów umyka w
trakcie. Rozkazy wydawane w czasie misji
lub rozmowy między zadaniami można jeszcze uznać za wykonane na poziomie, lecz
to co się działo w trakcie akcji to już inna historia. Bełkot i to totalny
początkowo sądziłem, że wystarczy zmienić opcję i pogłośnić same dialogi, ale
o zgrozo się nie dało. Jedynie ustawienia dźwięku można przestawić na
słuchawki, dźwięk windos czy system 5.1. Można się do tego
przyzwyczaić. Kampania w sumie to wciąż stare dobre bić Niemca, no tym razem
ruska, a więc nic się nie traci jak się coś nie usłyszy. Najważniejszych rzeczy
nie da się uniknąć.
Należy pochwalić twórców
za nałożenie nacisku na "realizm growy", co należy tłumaczyć z
rzeczywistością nic nie ma wspólnego, ale dla kanapowych komandosów z Gromku
już tak. Nasza drużyna zachowuje się jak należy nie głupieje, w jaskiniach i
innych ciemnych bazach noktowizor to podstawa, a dym jest gęsty jak mgła. W
poszczególnych misjach nie zabraknie scen z filmów akcji, które wciąż będą
robić wrażenie, a jakże.
Najmocniejszą strona CoD:MW 2 jest grafika. Gra się w sumie
nie zestarzała wciąż jest bardzo dobra. Brawo, choć ta jedna rzecz się udała,
bo reszta leży i kwiczy może z paroma wyjątkami, o których napisałem wyżej.
Czy
warto zagrać Call
of Duty: Modern Warfare 2? Jeśli kierujecie się ciekawością lub też jest to
pierwsze spotkanie z serią to nie. Proponuję już Black Ops 1 lub MW4 o
wiele lepsze tytuły, które z całą subiektywną pewnością zachęcą was do
sięgnięcia po inne części, a MW2
unikajcie jak ognia.
Wakacje
się zaczęły, czas zabawy i gier ;p Podzielcie się w co gracie i jak zwykle
liczę, że podzielicie się waszymi wrażeniami dotyczącymi omawianej gry.
Komentujcie i
udostępniajcie, bo jakoś lepiej po tym się piszę.
Recenzja Call of Duty: Infinite Warfare
Co
jest nie tak z tym Call of Duty? Szczerze? To powtarzalność, ale taka z
najgorszego sortu! Innymi słowy Activision nawet nie udaje, że wprowadza coś
nowego. A może to ludzie nie wiedzą do końca czego potrzebują. Idą za stadem
coraz bardziej krzycząc i żądając czegoś coraz mniej sensownego.
Mamy maj 2016 r. maszyna
marketingowa daje w piece jak orkowie w Mordorze. Pojawia się zwiastun
tegorocznego CoD: Infinite Warfare.
Ludzie dostają szewskiej pasji i obrzucają błotem i czym tam jeszcze mają na zwiastun
gry. Trajkoczą, że seria się cały czas pogrąża i nawołują do powrotu do II
wojny światowej jako settingu. Trzy lata później kupuję tę jakże znienawidzoną
odsłonę na PS4. Oto moja historia.
Akt
1. Mars jest lepszy niż Snickers!
Głównym daniem tej
odsłony jest o dziwo kampania singlowa. Przyznam,
że dość rozsądnej długości, bo aż 10 godzin wliczając w to zadania poboczne.
Sam fakt, że są tu opcjonalne side quests wywołuje wrażenie. Skupie się jednak
w pierwszej kolejności na fabule. Ziemie atakują Marsjanie, dokładnie rzecz
biorąc Front Obrony Kolonialnej w skrócie F.O.K. Cel ich jest prosty jak
konstrukcja cepa podbić nasz świat. Antagonista w którego wcielił się Kit
Harington znany też z roli Jona Snowa z Gry
o Tron. W moim odczuciu wyszło jak zwykle w tego typu przypadkach. Użyto tu
tradycyjnego schematu bić Niemca, czyli patrzcie to ten zły! Masz teraz pretekst,
aby tłuc wszystko i wszystkich.
Jeśli taką miał spełnić
funkcję to sprawił się naprawdę znakomicie, bo jeśli było inaczej to powiem wam
dupa blada. Przez całą historie wali on banalnymi tekstami typu śmierć to nie
hańba i Mars na zawsze. Odniosłem wrażenie, że CoD: Infinite Warfare to taka alternatywna wersja rewolucji w koloniach
brytyjskich w Ameryce Północnej, która zamiast odpierać ataki Zjednoczonych
Królestw Brytyjskich postanowiła je zaatakować, a że w F.O.K. są sami fanatycy,
a na pewno w straży przybocznej wodza, bo kiedy ten dostaje swoje pięć minut
zabija jednego ze swoich, a drugi nic z tego sobie nie robi.
Raz
matka rodził i raz się zdycha
Wielu się z tego
śmiało, ale w przypadku fanatyków to norma. Tak zwany zakon skrytobójców jest
tego najlepszym przykładem, nie byli to walczący z templariuszami bojownicy o
wolność, a sekta działająca od ok.1090 r. na terenie Środkowego wchodu. Kończąc
te wywody historyczne mamy tu podobną analogie.
CoD'y od zawsze
nastawione były na patos bohatera i pokazywanie, że Amerykanie to są ci dobrze,
a reszta już nie i trzeba ich przegonić, tutaj mamy podobny wzór. Wspomnę dla
formalności, że kampania jest liniowa i jedynym powodem, dla którego warto
przejść ponownie grę jest odblokowanie dwóch poziomów trudności specjalisty i
yolo.
Aktorzy tego spektaklu
są umiarkowanie dobrze napisani. Widać jakie mają motywy i poglądy na daną sprawę.
Nie powala to z nóg, ale wystarczy to w zupełności, aby ich zaakceptować. Co jakiś czas, któryś z nich ginie, nie
wywarło na mnie to wrażenia mimo, że dali dość czasu na związanie się z nimi
emocjonalnie. Odstępy między zgonami też są ok dzięki temu nie miałem wrażenia,
że walą z tego jak z armaty.
Strzelajcie
na moją pozycję
Najlepszym bohaterem
był Ethan robot bojowy o "wielkim sercu". W polskiej wersji grał go
nikt innym jak Jarosław Boberek. Wszelakie żarty i momenty tragiczne odegrał idealnie,
przez co nabierały one prawdziwego połysku. Kończąc tą część powiem wam
jeszcze, że warto zainteresować się napisami końcowymi, dodają one kropkę nad
"i" do zrozumienia tragizmu wojny.
Ach ten gameplay był
naprawdę miodny. Szybkie tempo, ale bez przesady, odpowiednio oskryptowane
sceny i te bronie, który brzmiały bardzo wiarygodnie, a strzelanie z nich to
poezja. CoD jak to CoD to gra, gdzie
poszczególne poziomy to nic innego jak korytarze pozwalające posuwać się
jedynie do przodu. Dzięki odpowiedniemu zaprojektowaniu ich i dodanemu
jectpack'owi można było się poczuć jak żołnierz przyszłości. Bajer w postaci
biegania po ścianie, co prawda urozmaicił mi zabawę, a jakże! Niestety dość
często o nim zapominałem i rozgrywałem sprawy strzelając za osłony. Przeciwnicy
byli całkiem, całkiem i przyznam, że nie raz, nie dwa dostałem wciry od nich.
Jedną z ciekawszych
nowości jakie dodano było hakowanie wrogich botów. Możliwość "wskoczenia"
w cudzą skórę i robienia spustoszenia na tyłach wroga było naprawdę ciekawym urozmaiceniem.
Kolejną atrakcją były granaty, a mianowicie antygrawitacyjne i porażające wysokim
napięciem. Ten drugi świetnie nadawał sie przeciw wszelkim mechom. Nie zabrakło
też klasycznych odłamkowych w moim odczuciu robiły najmniej szkody. Głównym
gwoździem programu były pająki miny, które same namierzały wroga i rzucały się
na nich jak krabopająki z Haft Life.
Taki
ME tylko lepsze!
Na początku wspominałem
o zdaniach pobocznych. Nie mają one wpływu na zakończenie czy nawet na przebieg
misji fabularnych. Wykonać je warto, bo będzie można przelecieć się "szakalem"
coś w rodzaju x-winga z Star Wars,
ta mini gierka nie jest jakoś szczególnie wymagająca, a model latania jest w
100% arcedowy. W trakcie wykonywania q dość często będzie trzeba powtórzyć
określone czynności. Na szczęście nie będzie tego na tyle duża, aby się tym
znudzić. Osobiście dobrze to wspominam.
Oprawa graficzna stawia
na realizm, co z jednej strony daje super efekt, który przykuł moją uwagę, a z
drugiej strony za parę lat będzie to niemiłosiernie brzydka produkcja, bo
właśnie takie najszybciej się starzeją.
A
teraz, a jakże przyszła pora na wszytko to, o czym zapomniałem, albo nie
pasowało wyżej. No tak, nie ma specjalnie o czym pisać ;p Więc podzielę się moim pomysłem na najbliższe
posty na bloga. Dużo czytałem, że co CoD
wyjdzie to gorzej. Dlatego poczynając od tej odsłony, aż do Call of Duty 2 będę losowo dobierał
poszczególne odsłony i na świeżo porównywał je, przez ten zabieg uniknę oceny w
której będę oceniał je po przez pryzmat wspomnień, a jedynie świeżych
doświadczeń.
Czy
warto zagrać w CoD:
Infinite Warfare? Ocena 8.5 na 10! Koniec, dobranoc idę grać w Call of Duty: Modern Warfare 2.
A
wy graliście, czy będzie grać? Odpowie ktoś? Czy znowu zignorujecie pytanie ;s
Recenzja The Last of Us: Left Behind
Rzadko biorę się od razu za dodatki fabularne do gry, chyba że jest to dlc z wieśka. Dopiero, co czytaliście recenzje z głównej kapani to teraz zechciejcie poświęcić trochę czasu na mały dodatek.
Nie będę się tu za bardzo rozpisywał, bo mamy tu prawie, że to samo co w The Last of Us. Kampania będzie trwała do max 3 godz. Szału tu nie ma, ale jeśli podstawka przyjadła wam do gustu to nie będziecie żałować czasu ani pieniędzy. W wersji na PS4 jest dodawana jako gratis i to się chwali, bo gdyby ktoś chciał to nabyć za 80 lub 60 zł jak to miało miejsce w okolicach premiery to należałoby nazwać to skokiem na kasę.
Co prawda trochę urozmaiceń dodano, ale są one tylko kosmetyczne. Nowością jest fakt, że możemy walczyć jednocześnie z zarażonymi i bandytami. W moim odczuciu nie wpływa to znacząco na balans walki. Natomiast dało to trzecią opcję rozwiązania problemu, a mianowicie, gdzie dwóch się bije tam trzeci się przekrada, inna opcją jest usunąć tych co wygrali. Zazwyczaj tego typu sytuacja jest opcjonalna, ale nie należy traktować to jako regułę.
Fabuła dlc rozgrywa się pod koniec kampanii w przed ostatnim rozdziale "jesień". Elli ląduje razem z rannym Joelem w centrum handlowym, aby udzielić mu pomocy. Nie będę mówił co dokładnie się wydarzyło, aby nie psuć nikomu zabawy. Historia, która została tu zaprezentowana pokazywała czasy jak mała była jeszcze w sierocińcu jak i te bieżące. Nic w sumie się tu nowego nie dowiadujemy, bo zakończenia obu historii znamy już przed ich finałem.
Akcja, która rozgrywa się przeszłości to swego rodzaju przygotówka, która jest całkiem sympatyczna i pokazuje relacje przyjaciółek. Natomiast współczesna to tradycyjne idź, zdobądź, wróć.
Linie czasowe się przeplatają. W okrasie "przeszłym" nie mamy dostępu do ekwipunku, a jedynie
mechaniki i to jeszcze niektóre. Trudno coś tu napisać nie mówiąc, co dokładnie się tam wydarzyło.
Możecie mi wierzyć, że jako gratis warto sięgnąć po ten tytuł. Błędów, czy problemów z optymalizacją w praktyce nie było, choć takowe istniały. W momencie pisania tego teksu nie odnotowałem żadnego problemu.
Czy warto zagrać Left behind? Jako gratis to nawet fajna przystawka, z która miło spędzicie czas. Nie zabraknie tu dodatkowych pobocznych historii przedstawionych w postaci zapisków jak i nagrań na dyktafonach. Co do tych drugich, o zgrozo, źle się ich słucha przez głośnik w padzie.
Szybki wpis na bloga zaliczony, a jakże! W sobotę pojawi się następny artykulik. Mam nadzieję, że nie będzie już opóźnień ;p
Komentujcie i udostępniajcie. Niech więcej osób zobaczy to co robię xD
Recenzja The Last of Us: Remastered
Dawno już nic nie pisałem... Chciałbym wam to jakoś wynagrodzić i dlatego dokonałem pewnej korekty w planach. Obiecałem wrzucić recenzję z retro gry, a dam coś innego.
The Last of Us wydano na PS3 i wersja remaster na PS4. Produkcja stworzona przez twórców Uncharted. Zacznę od tego, że ten tytuł zestarzał się naprawdę dobrze, przez co zrobił na mnie spore wrażenie. W trakcie kampanii zaliczyłem tu klasyczne postoje na podziwianie widoków i zachwycaniem się oddaniem detali otwartej miejskiej przestrzeni jak i wnętrz domów, hoteli czy kampusu studenckiego. W wersji na PS4 mogłem się cieszyć 60 FPS w 1080 p. Dzięki temu rozgrywka była wyjątkowo płynna, ale odbiło się to na cieniowaniu. W jakiej postaci zapytacie? Już spieszę z odpowiedzią! Ząbkowanie, tak jest pojawiły się tak zwane "ząbki" na cieniach.
Nie ma co się martwić, bo nie zwrócicie na to uwagi, chyba że będziecie bardzo, ale to bardzo przyglądać się każdemu elementowi graficznemu. Tak jak napisałem wyżej gra jest prześliczna, lecz gdzie nigdzie widać, że to nie jest produkcja zrobiona wprost pod bieżącą generacje i kole to w oczy. Skupię się jednak na czymś bardziej istotnym na klimacie w TLoU. Poszczególne miasta i miasteczka itp. opowiadały dość dobrze swoje historie i bez większych problemów mogłem otworzyć wydarzenia jakie tam miały miejsce, a wielokrotnie (no bez przesady), odegrały się tam tragedię, bo dramatem jest śmierć jednego człowieka, a masy to tylko statystyka.
Wrzucę teraz pierwszy kamyczek do ogródka Naughty Dog. Zabrakło ciał ludzi, czegokolwiek, co by świadczyło, że coś się tam wydarzyło. Co prawda było parę miejsc, gdzie dodali te "brakujące elementy", ale naprawdę trup powinien ścielić się bardziej. Dodam, że nie na pojedynczych lokacjach, a na całej drodze jaką trzeba przejść.
Ok, nie będę już się tak czepiał, bo reszta jest bardzo dobra. Ani razu nie pomyślałem, daleko jeszcze? Gra wciąga mimo, że jak na dzisiejsze standardy opiera się na sztampowych wydarzeniach. Uwaga spoilery, ogólne co prawda, ale są. Na dzień dobry córka Joela zostaje zabita przez żołnierza, który ginie chwile później. Dalej Tess początkowa partnerka protagonisty zostaje zarażona i wali gadkę o tym, że jeśli ją kocha to zabierze małą do świetlików. Nie muszę mówić, że za chwile też zginie? Dalej wątek dwóch braci, którzy są ze sobą mocno zżyci, gdy tylko młodszy został zarażony "grzybicą" i wymagał kuracji ołowiowej to starszy z nich się załamał i popełnił samobójstwo. Koniec spoilerów!
Okrutne to z moje strony, lecz tak to widzę z perspektywy innych gier wykorzystujących do znudzenie te same schematy. Na szczęście twórcy nie podeszli do tego jak pies do jeże i wykonali to wzorowo. Przejdźmy teraz do samej fabuły. Mamy tu, a jakże wiecznie żywy motyw apokalipsy zombie. Nie dostaniemy tutaj wesołego Drake i skarbu jakiegoś podróżnika w sosie wybuchowo strzelaninkowym. Tempo jest wolne i tylko na arenach przyśpiesza delikatnie.
Podobnie jak Bilbo z Hobbita przeszedłem tam i z powrotem. Fabuła była treściwa i opowiadała w kilku aktach historie Joela i Ellie. Relacje między nimi się stopniowo zmieniały co zostało wyraźnie zarysowane w poszczególnych etapach. O ile nasz "papa smerf" pozwala się polubić i poczuć więź jak z kimś bliskim, to o tyle z Ellie wiecznie mówiącą co parę minut o rany, kurwa i szmaciarz już nie. Dostała za mało czasu antenowego, że się tak wyrażę, bo jak już wychodziła na pierwszy plan to błyszczała i to aż zwalało z nóg. Jestem przekonany o tym, że w oryginalnej wersji językowej wypadło to znacznie lepiej. W wersji na bieżące konsole mamy tylko polski dubbing, który okaleczał dialogi, mało tego widać było gdzie nigdzie, że aktorzy nie wiedzieli, co się w danej scenie dzieje, a jedynie domyślali, przez co niekiedy dochodzi do śmiesznych wydarzeń.
W samej fabule powtórzono głoszone jak mantrę twierdzenie, że to ludzie są największym zagrożeniem w tego typu uniwersum. No i mieli skubańcy rację, a skoro, o adwersarzach mowa czas na rozgrywkę. TLoU to miks strzelanki, skradanki, i surwiwal horroru (wiem, że jest to dreszczowiec). Mimo, że jest to SH to nie przeraża, a zarażeni są bardziej upierdliwi niż straszni. Gdy trafiłem na podstawowe jednostki jakimi są biegacze to na początku starałem się ich eliminować po cichu, okazało się, że przyjemniej się ich boksuje bez żadnych pomocy w postaci pałki czy siekiery.
Sytuacja pogarszała się jak przyszło uprać się z klikaczami. Z nimi trzeba było rozprawiać się w pierwszej kolejności inaczej czekał krwawy "całus". Sposobów na usunięcie przeszkód było kilka od walki z metalową rurką, po broń palna, koktajlami Mołotowa, granat odłamkowe i dymne robione z cukru (słitaśnie). Rozgrywka się zmienia jak na przeciw staną żywi, ci są jeszcze bardziej wymagający, bo gdy jeden dowie się gdzie jestem reszta przyleci jak ćmy do światła. Flankowanie i wykorzystywanie różnego rodzaju sztuczek będzie czymś na porządku dziennym. Czego chcieć więcej?
Zabawa była dość schematyczna przedstawiając rzecz z grubsza, bo musicie wiedzieć, że prawie do samego końca coś nowego się pokazywało. Część pierwsza: gdzie mamy iść, część druga: walka z wrogiem, część trzecia zbieranie surowców i tak w kółko Macieju. O dziwo jakoś ten wzór nie nudzi się z dość prostego powodu, trzeba kombinować jak z dostępnych surowców rozwiązać daną łamigłówkę wiedząc, że jeśli zrobimy apteczkę możemy się pożegnać z innymi rzeczami itp.
Kolejnym istotnym elementem jest rozwój głównego męskiego bohatera (jakie to jest szowinistyczne). W trakcie podróży zbiera się pigułki, które są potrzebne do odblokowania poszczególnych umiejętności jak np. lepszego słuchu pomagającemu w lokalizacji wrogów.
W The Last of Us dodano jeszcze zębatki, za które można wykupywać ulepszenia broni, a żeby nie było za łatwo potrzebne są jeszcze specjalne narzędzia. Interesujące nas itemy są tak ustawione, że na pewno je znajdziecie w tracie poszczególnych misji.
Ostatnią rzeczą na jaką chciałbym zwrócić uwagę jest losowość przedmiotów jakie możemy znaleźć lub dostać od Ellie. Gra ma umieszczone w sobie mechaniki pomocnicze, gdy gracz zacina się w danym obszarze. Interesującym faktem jest, że możemy otrzymać niepowtarzające się itemy od naszej towarzyski, a także odnaleźć amunicje to strzelby zamiast do miotacza ognia w tym samym miejscu. Dropy z zarażonych podlegają tej samej zasadzie. Kolejną ciekawostką jest, że system gry potrafi dać nawet amo tej broni, której najczęściej się używało od ostatniego punktu kontrolnego. Nie jestem tego w 100% pewny, bo zaciąłem się tak tylko w jednym punkcie, gdzie zauważyłem te wspomagacze
Czy warto zagrać w The Last of Us? Hmm, tak bo to solidna produkcja. Co prawda nie jest jakoś szczególnie ambitna na tle innych tytułów, jakie wyszły w ciągu ostatnich lat. Jednakowoż to wciąż bardzo dobry kawałek kodu, po który warto sięgnąć, jeśli posiadacie PS3 lub PS4.
Będę się starał pisać bardziej regularnie. Spodziewajcie się następnego tekstu w kolejny weekend.
Recenzja Wolfenstein II: The New Colossus
Czasy
gier dla jednego gracza się skończyły! Dzisiaj liczy się tylko multi, a i gry
jako usługi! Tak ma być, bo my wiemy lepiej, po czym smutni panowie wraz z
pewnym wąsiastym malarzem zaliczają headshota.
Zapewne znacie śpiewkę
o tym, co nas czeka, czyli o usługach i końcem kampanii dla jednego gracza.
Jest to totalna bzdura i najnowsza odsłona Wolfenstein
II: The New Colossus
dobitnie
to udowadnia i chwała Machine Games za
to. Mało tego ten FPS z 2017 r. nie patyczkował się i poruszył wszystkie możliwe
niewygodne tematy, które wielka bohaterska Ameryka nie pozwoliła wyciągnąć na
światło dzienne.
Dajemy wam te
dwa gołe miecze +15
Zacznę
od tego, że mimo ogrania WII:TNC na
PS4 to naprawdę się świetnie bawiłem, choć mam pewne zarzutu wobec rozgrywki, ale nie kieruje ich do devów, a do Sony. Napiszę o tym nieco później. Gra nie jest trudna, choć ogrywałem na
poziomie trudności Do or die. Żeby
spraw była jasna nie chwale się, czy coś (;p). Rozwałka jest niezwykle krwista,
a wpadnięcie na arenę z hasłem je*bać
nazioli oznacza oglądanie ekranu wczytywania co chwilę. Największą
przeszkodą jednak nie są boty, a sam pad i brak precyzji w analogach.
Odczuwałem to boleśnie
na każdym kroku, co zmusiło mnie do innego podejścia do przechodzenia poszczególnych
misji. Przyznam się bez bicia, że bezczelnie wykorzystywałem wszelkie luki
mogące przechylić szalę zwycięstwa na moją stronę. Efektem ubocznym było
ujrzenie jak Si jest kiepskie, bo nieświadomie lub świadomie twórcy nic z tym
nie zrobili. Na dzień dobry, gdy spotkałem uber szwaba ukryłem się w szybie
wentylacyjnym i nawalałem w nogi i to w zupełności starczyło, aby go pokonać.
Podobne patenty sprawdzały się wobec całych oddziałów.
No, ta pani wie
co dobre dla nas wszystkich!
Natomiast
jak weszło się już na otwartą przestrzeń sytuacja się zmieniała raptownie.
"Kochani" Niemcy zaczęli flankować, chować się za osłonami, innymi słowy
kombinować, a ich rozstawienie i "fale" które dochodziły to prawdziwy
majstersztyk. Nie miałem czasu się nudzić. Eliminacja dzieliła się na cichą i na
rambo. Aby aktywować wersję pierwszą należało lepiej zapoznać lokalnego dowódcę
lub dowódców z siekierą strażacką, a w przypadku opcji drugiej patrz wyżej.
Różnica jest naprawdę spora, bo gra nabierała rumieńców, gdy tylko zostawałem
zalewany przez wroga. Tylko raz postarałem się załatwić sprawę cichaczem, ale
to nie to samo, nie ma już takich emocji.
Gra promuje skradanie
się, bo w końcu pierwsza część z 1981 r. to skradanka, ale na szczęście nie
odczujecie tego. Kolejnym elementem jest system perków. Nie można odblokować
ich według uznania, a poprzez granie według własnych preferencji, przykładowo
lepsze posługiwanie się bronią palną odblokuję szybkostrzelność itp. Wszystko
to jest tak symboliczne, że nie zwróciłem najmniejszej uwagi, czy coś się
odblokowało.
Wszystko co było mi
potrzebne dostałem na dzień dobry, a dokładnie dwie wielkie spluwy robiące ze wszystkich sito. Amunicji wbrew pozorom nie zabraknie, co oznacza, że mamy tu
całkiem inną sytuacja niż w poprzedniej części do której was tutaj odsyłam.
Fabuła też trzyma
poziom i nie żałuję nam dobrych i jakże pamiętliwych scen. Na samym początku
dostajemy streszczenie z tego co się działo w prequelu. Dobry zabieg, który przypomina
co się stało, a ci z was co nie grali będę wiedzieć czemu BJ jest na wózku
inwalidzkim. Taki początek jest mocny! Napisałem przed chwilą, że zaczynamy
jako mobilna wieżyczka, która kosi wszystkich. Ciekawe nie powiem, ale pod tym
względem Metal Gear Solid V wypadło lepiej
pokazując słabego protagonistę.
Tak to leciało
Machine Games dało możliwość znowu zdecydować, kto zginie. Zależnie od tego będziemy mieli nieco inną fabułę. W takim momencie zastawiam się po co? Wolfenstein II to z całą pewnością gra z najwyżej półki, jeśli chodzi o strzelanki, lecz fabularnie jest tylko na raz. Sorry, Wiedźmin 3 to nie jest. Innym potencjalnym momentem zachęcającym do przejścia ponownie kampanii jest zobaczenie, co dają pewne wspomagacze dla których można stracić głowę.
Bohaterowie tej
historii są naprawdę ciekawi, bo sojusznicy nie są nijacy, a mamy tu
socjalistów (komuchy) i skrajne ruchy jak Czarne Pantery. Niemcy wygrali wojnę
po przez zrzucenie bomby atomowej na Wielkie Jabłko (Nowy York) brzmi znajomo?
Do tego słyszmy pewną historie, która jest w oryginale opowiadana przez
Japonkę, która przeżyła atomowy atak USA. Szacunek naprawdę i jakie to niepoprawne
politycznie.
A jak się gra
zestarzała na przełomie ostatnich 2 lat? Nic, naprawdę wciąż olśniewa. Lokacje
są wypełnione po brzegi. W sumie dostaliśmy dużo, ale dużo więcej niż
wcześniej. Najbardziej jednak zwróciłem uwagę na grę świateł. WII nie posiada opcji licznie światła w czasie
rzeczywistym, a mimo to robi cholernie dobre wrażenie. W takich chwilach
zastanawiam się czy ray tracing jest naprawdę potrzebny?
Przyszła pora na rubrykę wszystko to, co zapomniałem lub nie
pasowało wyżej.
W Wolfenstein II: The New Colossus mamy parę
niedociągnięć pod względem fabularnym jedna z "potężniejszych"
bohaterek drugoplanowych nieszczęśliwie się zakochała, a do tego nie była
lubiana. Nie przeszkadzało to jednak, aby olać ten wątek i nie zrobić zwrotu
akcji, który byłby widoczny na kilometr. Kolejna sprawa to fakt, że BJ traci kombinezon.
Sądziłem, że pewna Frau go założy, aby stać się bossem, który spuści mi porządny
łomot. Niestety nie miało to miejsca, a dostałem coś całkiem innego. Na samym
końcu poczułem pewien niesmak.
Na sam koniec ostatni zarzut! W niniejszej produkcji
zaliczyłem pierwsze wykrzaczenie się gry, a także zacięcie się, które wymagało
restartu. Pierwsze koty za płoty jak to mawiają. Oby już nigdy się nie
powtórzyły.
Czy
wartko kupić Wolfenstein II: The New Colossus? Jasne,
że tak bronie są mocarne, a bohaterowie mają jaja ze stali. Tylko, czemu,
zawsze muszą to być jaja, aby określić, że ktoś jest twardzielem? No mniejsza z
tym, kupujcie śmiało, bo tytuł który dostaje mocne 8.5/10 jest tego wart.
Prawda?
A
wam nowe przygody BJ przepadły do gustu? Znaleźliście wszystkie ukryte smaczki,
a może dopiero szukacie?
Małe ogłoszenie, następna recka będzie z grą na GB lub GBA.































