• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Relacja z Jagacon 2022 r.!

Kto by się spodziewał, że po paru latach nieobecności Jagacon wróci. Chciałbym napisać, że w wielkim stylu, ale obraziłbym tym ludzi, którzy robili poprzednie edycje.

Nie oznacza to, że zamierzam obsmarować, czy wrzucić lawiny kamyczków do ogródka organizatorów. Relacje jak zwykle będzie miała przebieg tego co robiłem wraz ze moim komentarzem.


Zacznijmy od najważniejszego, a mowa tu lokalizacji. Tym razem trafiłem do Zamku Królewskiego w Chęcinach. Jest to miejscowość oddalona od Kielc o 15 km. Zamek jest wybudowany na wzniesieniu dlatego też nie da się go pominąć i widać go na sporej odległości. Dotarcie tam w weekend jest prawdziwym wyzwaniem.

Według danych podanych przez organizatorów jak i samą gminę nie kursuje tam nic oprócz autobusu linii 31. Busy pojawiają się tam w dni robocze. Okazało się, że z Żytniej jedzie jeden przewoźnik, a przynajmniej tak twierdzi Przemek Ciszek, który poprowadził ponownie panel o cenzurze w grach wideo.

Po dotarciu na miejsce rozpoczęła się magia, gdzie cudem znaleźć było właściwą drogę do zamku. Brakowało jakiś oznaczeń jak dojść, ale na szczęście za znakiem Chęciny żegnają był parking wraz z drogą do miejsca docelowego. No i teraz bez ironii zaczęło się robić ciekawie. Jeśli miałbym wskazać co zorganizowano z rozmachem to wskazałbym na wystawców. Było i będzie ich jutro od liku.


Jak to mówi klasyk dla każdego coś dobrego, a żeby nie być gołosłownym.... kupiłem magnesy na lodówkę dla rodzinki. Idąc tak i „strzelając fotki” zastanawiałem się kogo jest więcej, turystów, czy konwentowiczów?

Droga na szczyt jest naprawdę piękna co widać na pierwszy rzut oka. Zapraszam na mojego Instagrama, gdzie już od dawna opublikowałem foto relacje z Jagacon. Wzdłuż ścieżki postawiono posągi królów. Co jeden to bardziej „drewniany”. Taki suchar, bo były zrobione z drzewa.

Ludzie gadali i się śmiali. Szybko bilet kupiłem i oto co zobaczyłem. Wał wielki jak ta Polska wielka i szeroka. Bilet całodobowy stał się jednorazowy... (Spoiler alert) komunikacja siadła i rozwiązano ten problem jakiś czas później, o czym się dowiedziałem od jednego z organizatorów. 


Rezultatem tego było zwiedzanie ruin zamku na czas, tak aby się wyrobić na pierwszy panel. Może i dobrze się stało, bo szybciej robiłem fotki (śmiech). Od mojej ostatniej wizyty sporo się zmieniło. Zmieniono wejścia, czyli to co było niegdyś zamknięte teraz jest tym głównym itp. Dodano liczne wystawy „nową basztę” z lochem. Studnie na drobne i skarbiec. Do tego historycznego tortu dołączono kody Qr dzięki, którym można interaktywnie zwiedzać.

W samym zamku była też strefa planszuwkowa. Na polu, znaczy się dworze panował upał i to spory. Nie sądzę, żeby bez osłony ktoś chciał tam grać. W najbliższym sąsiedztwie ulokowali się ludzie z Klubu historycznego Hird. Na tym kończę tę część relacji, bo dalsza przenosi się na Małogoska 7, gdzie jest zabytkowa kamienica Niemczówka.

Pierwszy panel prowadziła Patrycja Jaśińska, o serialach. W sumie była to dyskusja oparciu o ocenie na poszczególne elementy na jakie dało się podzielić serial np. scenariusz, oryginalność, czy zdjęcia. Osób nie było za wiele, na szczęście wszystko trzymało się kupy i rozmowy w kameralnym granie sprzyjały.


Następnie wróciłem na tereny pod zamkiem, bo zależało mi na zobaczeniu jak się to rozkręciło. Nie ukrywam, że szukałem tez Komiksiarni w której lubiłem przebywać. Jak tak chodziłem to tu, to tam w końcu na nią natrafiłem. Liczba komiksów do czytania była równie symboliczna co podwyżki minimalnej krajowej.

Przy okazji usłyszałem jak jeden helperów był zdziwiony, że dla nich toaleta jest płatna. Zresztą jak wszystkie w okolicy. Trafiłem mimo chodem na stragan Barbarian Forge i ponownie pocykałem parę fotek. Po krótkim wymianie uprzejmości wróciłem do sali z prelekcjami.

Przyszła pora na mały recykling, czyli wspomnianej na samym początku cenzurze w grach. No jak już napisałem, z grubsza było to co ostatnio z drobnymi aktualizacjami. Jakie zapytacie, a żebym to ja wiedział.

Ostatnią dla mnie atrakcją był panel o prowadzeniu sesji rpg. Poprowadził go Artur Jeziorski. Spodziewałem się kogoś innego, a tu takie zaskoczenie. Ludzie przyszli masowo, a dzięki temu, że było kilku mistrzów można było poznać różne koncepcję dotyczące organizacji tego typu spotkań.

Przyznam się, że było to naprawdę ciekawe jak zasadniczo do tego podchodzono i jak spoglądano na kwestie prowadzenia historii, czy coś można, a czego się wystrzegać. Jak chociaż zanęcania się nad postacią gracza. Ciekawe były tez pomysły z odrabianie lekcji. Miało to za zadanie dodać back story poszczególnym bohaterom w danym uniwersum. Albo co jeszcze ciekawsze budowanie jakiś etapów oparciu o konkretną piosenkę.

Na tym kończy się ta relacja, bo musiałem się zmyć na autobus powrotny.

Podsumujmy to co już wiemy. Fundament solidny jak opoka. Chęć na zrobienie czegoś była i nawet się udało mimo że poświęcono na to tylko półtora miesiąca. Niestety czuć było, że to za mało i widać to gołym okiem. Brak dwóch bloków z panelami, a o mandze i anime już nie wspomnę. Strefy retro i nowych gier brak. Mimo to wierzę, że w kolejnych latach będzie lepiej i impreza jaką jest konwent Jagacon wróci na stare tory.



Share:

Recenzja Tomb Raider Game of the Year Edition (PC)

Moja pierwsza recenzja od bardzo dawna. Tak jak zapowiedziałem zagrałem w grę w Tomb Rider Goty z 2013 r. w wersji na PC.

Nie będę ukrywał szału nie ma. Jest dobrze całkiem znośnie, ale nie porywa. Nie twierdzę, że taki Uncharted 3 był lepszy. Czemu porównuje do tej odsłony z prostego powodu. Pradawne królestwo w którym też „żyją” jej mieszkańcy. Choć to dość naciągane stwierdzenie.


Fabuła, bo od niej zacznę jest dość naiwna i zbyt mocno skoncentrowana na Larze. Wiadomą rzeczą, że jest protagonistką, ale sposób w jaki większość załogi ją traktuje przypomina obchodzenie się z jajkiem. Dopiero Joslin Reyes raczyła zwrócić na to uwagę, bogom niech będą dzięki.

Powstało jeszcze parę bolączek, czyli chwile zaniku informacji w umyśle Lary. Uwaga wiąże się to z paroma spoilerami. Zostaliście ostrzeżeni!

W momencie dotarcia na wieże radiową pani archeolog nagle zapomina wspomnieć o tym, że na wyspie znajduje się sekta, która pozabija ratowników na dzień dobry. No bo, po co, o tym wspominać? Kolejnym potknięciem było odnalezienie notki przy dowódcy gwardii królowej tam już na czarno na białym było napisane na czym polegał rytuał przeniesienia duszy i mocy. Nie wspominając o tym jak w licznych notkach kapłanka pisała, że były traktowane jak lalka. Jakby komuś mało było jest wzmianka o tym, że patrzyła na nią jak w lustro.


Były też zabawne momenty, gdy Aleks Esc Weiss poszedł po narzędzia. Dziwnym trafem jak usłyszał kto idzie do niego zareagował tak jakby wiedział, że tego nie przeżyje. Co w sumie jest prawdą. Ksywy co prawda nie miał. Lecz był taki napis na jego koszulce co dodaje zabawnego kontekstu do całości.

Na samym finale ginie też James Whitman, ale nikt nawet nie raczył zapytać co z nim się stało. Taki tyci szczegół. Mała ciekawostka: można znaleźć jego klona na samym początku kampanii, jak więźniowie uciekają i ich wybiją. Koniec spoilerów.

Reszta tej epickiej historii to klasyka gatunku. Nie mogę sobie darować i pośmieszkować, o Bambi. Widać było jak przeżyła upolowanie zwierzęcia, ale jakoś wymordowanie prawie całej populacji wyspy nie było już problemem. Dla sprawiedliwości dziejowej jest rozmowa, gdzie ciut przeżywa. A następnie radośnie zabija.


W czasie całej tej wędrówki trafiałem na liczne znajdzki, i itemy do ulepszeń itp. Warto je zbierać do ulepszeń. Liczne teksty jakie można czytać są męczące. Lecz nie w tej grze! Można je wysłuchać. Początkowo brałem to za zaletę. Jednak potem i tak odczuwała się przesyt.

Dla tych z was, co będą chcieli zrobić grę na 100% czeka sporo roboty. Na pociesznie dodam, że jest perk, który daje Larze możliwość wykrywania ukrytych itemów. Skoro przy tym jestem. Orli wzrok też tu występuje. Robi dosłownie to samo co w Assasin Creed. No dobrze, a jak sama rozgrywka? Bo resztą bohaterów nie warto zawracać sobie głowy są oni jedynie tłem z antagonistą w roli głównej.

Lokacje w 99.9% są korytarzami. Tylko, gdzie nigdzie mogłem zaobserwować pół otwarte lokację lub mapy żywcem wyciągnięte z multika. Wyzwań nie ma co szukać. Fakt, da się niekiedy zablokować na chwilę w jakiejś misji. Są to jedynie wyjątki od zasady. Podobnie jest z nielicznymi bossami.


Nie mieli na nich większych pomysłów, a więc co robią? Dają dwa razy to samo podmieniając jedynie model Npc i zmienili broń (pięści na miecz) Wszystkie te różnice są czysto kosmetyczne. Krótkie rundy, które kończą się szybkim eventem cała pieśń. Dodać należy, że skryptów i qte jest od zarypania. Jest też druga strona medalu. Wiele ujęć zyskuje filmowego posmaku co uprzyjemnia rozgrywkę.

Jeśli CoD jest liderem w tej dziedzinie to ma godnego konkurenta. Wspomnę, że niekiedy gra nie daje znać: hej graczu przejąłeś kontrolę nad postacią! Kończyło się to zazwyczaj jednoznacznie… Zastosowano też zabieg rodem z Cienia Mordoru. Charakterystyczne wykończenia, które wymagały kliknięcia w odpowiednim okręgu. Tylko zamiast dać klawisz E lub F woleli jakąś rączkę ewentualnie znak wykrzyknika.

Trochę mylące, jak dla mnie. Ok, może jakbym nie miał tej przerwy to bym inaczej to odebrał. Niby nic, a jednak upierdliwe. Najgorzej wypada Si. Ono praktycznie nie istnieje. Pół biedy jak coś się wykrzacza w czasie zbiorowej walki. Wtedy można jeszcze przymknąć na to oko. Inaczej ma się sytuacja z małymi grupkami.


Przykładowo dwóch drabów stoi koło siebie i gada. Na co, ja strzał z łuku w łeb, a bot zaskoczony mówi: muszę sprawdzić co się stało. Mam jeszcze lepszą perełkę. Co prawda nieco innej natury (prowadzenie za rękę). Po uzyskaniu granatnika można było posłuchać tego: ma granatnik jak do nas dojdzie to zginiemy!

Innymi słowy gra podpowiada co i jak robić. Najczęściej objawia się to licznymi komentarzami Lary, a będzie tego sporo zwłaszcza na początku. W momentach, których się zatrzymałem choćby na chwilę troskliwa Larcia zaraz zaczęła mleć ozorem. Litości!

Na końcu kampanii devom zabrakło coś pomysłów, bo gdzie mogli dodawali etap z zjeżdżaniem na dupie lub ślizg na linie. Ostatnią aktywnością, która jest warta wspomnienia są opcjonalne grobowce. Nie stanowią one wyzwania, a udane urozmaicenie. Szkoda, że nie dodali szybkiej podróży, aby nie tracić czasu na powrót na właściwy szlak.


Przejdę teraz do perków. Początkowo nawet przyjemnie się je rozwijało. Moją uwagę zwrócił zwłaszcza jeden dający bonusy w exp za oprawienia zwierzyny. Szybko jednak okazuje się zbędny, bo jelonki wilki itp. znikają. Chyba, że szczury i kury będą ok. W dalszych etapach rozwoju pojawiają się wzajemne miksy umiejętności.

Wpisałbym bym to na minus. Wymuszało to odblokowywanie rzeczy całkiem zbędnych, aby dostać ten, który się chcę dostać. Wiele skilli wspiera walkę wręcz jest to całkowicie bezsensu w dość częstymi starciami arenowymi. Jeśli ktoś preferuje masochizm to jak najbardziej polecam. Praktycznie rzadko kiedy jest szansa zbliżyć się do wroga.

Ostatnim wątkiem przed podsumowaniem będzie część techniczna i graficzna. O szacie wizualnej mogę napisać tak: mimo wieku trzyma się dobrze. Trąci trochę myszką, co zauważyłem już na samym początku kampanii przy wyjściu na punkt widokowy. Zaskoczony też byłem kompresją pierwszych przerywników. Wyglądała jakby ktoś przerzucili kilka razy w format factory, aby zmniejszyć wagę nagrania. Zmiana na lepsze przyszła przy przejściu do gameplay’u. Tam już jest znacznie lepiej, lecz ząb czasu zostawił znak na grafie.


Tomb Rider Goty co prawda nie były zbagowane jak Cyberpunk 2077, ale swoje za uszami też ma. Po pierwszych pięciu minutach miałem niebieski ekran śmierci. Natomiast dalej nie było już tak tragicznie. Błędy za to przybrały nieco inną formę. Najczęstszym był zmiana na tryb okna po wyłączeniu monitora. Kolejnymi niedopatrzeniami, które zauważyłem do błędy w załadowaniu się cieni i kolizji obiektów. Przy kolejnej sesji z trzech łącznie gra postanowiła się zawiesić. Tym razem wystarczyło alt + F4. Druga połowa gry chodziła natomiast całkowicie stabilnie.

Podsumowujmy czy warto zagrać reboot Tomb Rider? Owszem jest to krótka gra z nawet ciekawą fabułą, którą nic nie zmąci, nawet wczytywanie ekranu. Zostały one ukryte w sprytny sposób. Poprzez przejścia przez szczeliny w których kieruje się Larą. Kampanie można przejść szybko i do tego nie poświęcając za dużo czasu. Z bohaterami raczej zżyć się nie da i jak szybko się sięgnęło tak jeszcze prędzej się odłoży na półkę Tomb Ridera, który nie oferuje nic, co mogłoby skłonić do powrotu. Produkcja na jeden strzał. Ocena końcowa 7/10.

 

Share:

Wielkie streszczanie z ostatniego roku!!!

Minął już rok od mojego ostatniego tekstu. Sporo jak na to nie patrzeć. Warto napisać, co przez ten czas się działo u mnie. Normalnie napisałbym to przy okazji jakiejś recki, ale pomyślałem, że zrobię wyjątek.

Tym razem poświecę temu nieco więcej miejsca na blogu. Od czego tu zacząć? No tak, od tego jak szukało się firmy remontowej. Z jednej strony brakuje ludzi do pracy, a z drugiej dobrych fachowców też nie ma. Niestety przekonałem się, że firmy z polecenia znajomych są nic nie wartę. No mówi się trudno i idzie dalej.   

Dostałem też bolesną  lekcję, ludzie pracujący w tym fachu to w większości przypadków to złodzieje. Pierwsza ekipa z swoim krasomówczym szefem kantowała bardzo na materiałach. Nie dało się stwierdzić tego od razu, bo faktur było zwyczajnie za dużo, a także wszystko trzymali w swoim dostawczaku. Sądziłem, że to uprzejme z ich strony i w pełni profesjonalne. 

Okazało się, że był w tym ukryty cel. Nie mogłem sprawdzić, co i ile trzeba użyć. Dzięki temu wszelkie gratisy zabrali dla siebie. Momentem kiedy to sobie człowiek uświadomił była sytuacja jak sąsiad przyniósł zgubiony wałek, który miał nie być użyty w moim mieszkaniu.  

Pod kątem porad nie było lepiej. Polecali płyty podłogowe. Jak dobrze, że ostatecznie padło na płytki gresowe. Gdyby okazało się ile będzie szurania i nie chodzi, o przenoszenia mebli to w sumie już mógłbym podłogę od nowa robić. Na dokładkę dodam, że wszystko robili na łapu capu, aż ręce opadają.   

Kolejna ekipa weszła w maju. Początkowo zanosiło się, że będzie lepiej. Nic bardziej mylnego! Tutaj co prawda człowiek mądrzejszy i wszystko sprawdzał. Jak się skapnęli, bo wprost się im powiedziało, że worków na wylewkę za dużo kupili to już nie chętni byli na przywożenie materiałów budowlanych.

Najzabawniejszy był szef, który chciał żebym wszystko wyrzucił z kuchni, chodziło o meble. Jak później dowiedziałem się od majstra, który dorabiał mi szafki: to bardzo dobrej jakości płyta. No i wszystko jasne. Z kuchnią poszło gładko więc nie ma specjalnie, o czym pisać jedyny w miarę normalny koleś.      

Natomiast z łazienką było też sporo zabawy. Dziadzio, który się tym zajmował uważał się za artystę. Zwrócenie mu na coś uwagi zawsze się kończyło fochem (śmiech). Poprawek po nim jak zresztą, po wszystkich było sporo. Na szczęście ta remontowa odyseja się skończyła i mogę znów tu pisać. 

W ostatniej części tego cyrku, czyli sprzątaniu wybrałem się na konwent w Chęcinach (miasto koło Kielc). Na Instagramie macie fotorelację o tutaj. Było to fajna odskocznia od codzienności i mała przygoda, bo komunikacja jest tam na weekend fatalna. 

No i w końcu zakupiłem meble i parę ekhem, dodatków np. klawiatura mechaniczną. Samo budowanie pokoju plus przeniesienie wszystkich rzeczy zabrało mi tydzień i dwa dni. Nie jest to w sumie koniec, bo jeszcze trzeba poukładać i zakupić brakujące rzeczy.

Na sam koniec pragnę pozdrowić: Tomka i Valoo za ciepłe komentarze dotyczące mojego powrotu do aktywnego działania na blogu. Nie zapomnę też o Cześku_Pl, który też nie mógł się doczekać reaktywacji mojej strony. Tak jak pisałem w poprzednim poście. Będę grał w grę... Tomb Rider. Mam na komputerze jakieś zalegające teksty więc wrzucę coś w ten weekend. 

TO na razie wszystko ode mnie. Widzimy się w sobotę :D 

Aktualizacja:

Okazało się że ze wszystkim się wyrobiłem, jutro poczytacie o reboocie TB z 2013 r. 
Share:

Dziennik pokładowy, jeszcze tu jestem! (Aktualizacja: 27.09.2022)


Aktualizacja ostatnia finałowa 1.9


Wszystko zostało ułożone i mogę już ruszyć do pracy.
Pierwszą grą jaką mam zamiar ograć jest... (fanfary)
Tomb Raider GAME OF THE YEAR EDITION

Tak więc będę grał w grę xD 

Mini aktualizacja 1.8c

Prawie już skończyłem. Większość rzeczy już stoi. Tak jak widać na zdjęciu poniżej 😏 Oczywiście mam tego więcej. Jeszcze zostało przenieść i podpiąć Pc i konsole (sztuk 10). Natomiast w środę wielka niespodzianka! Sony Bravia 65 cali.


Mini aktualizacja 1.8b

Pracę idą szybciej niż się spodziewałem. Jutro skończę składać meble itp. i zacznę rozkładać rzeczy ;)

Aktualizacja NR. 1.8

Od poniedziałku zaczynam mi się urlop. W związku z czym zaczynam skręcanie mebli. Póki co daje na to dwa tygodnie, bo i tak dłużej urlopu by mi nie dali :P

Mini aktualizacja 1.7c

Radość z zakupu była, krótka jak forsa po wypłacie. Okazało się, że Ikea mimo przyjęcia zamówienia postanowiła... Dokonać zmian i przesłać co uznali za słuszne bez pytania, czy wogule jestem zainteresowany :S Wyniku czego teraz muszę wybrać wyjście awaryjne. Kupię inne brzydsze, bo ciężko dostać duże regały. 

Kiedy zacznę dodawać nowe recki? A żebym wiedział ;p Będę szczery, bo i tak jestem. Czyli jak mawiał klasyk: jak będzie gotowe to opublikuję. 

Mini aktualizacja 1.7b

Regały zostały dziś zakupione (04.09.br) 

😁😏😄

Aktualizacja NR. 1.7

Sądziłem zawsze, że jak coś ważnego się stanie to warto o tym napisać. Mam dobrą i złą, no ok, średnią wiadomość. Pierwsza: zamówiłem większość mebli do game room. Ta gorsza to fakt, że interesujące mnie regały zostały chwilowo wyprzedane. 

Aktualizacja NR. 1.6

Miała być zapowiedzieć tekstu, a będzie na razie fotorelacja z tegorocznego Jagacon

Zapraszam serdecznie na mój Instagram.

 https://www.instagram.com/bezimierz/

Aktualizacja NR. 1.5

Nie sądziłem, że tak wcześnie dodam jakiś wpis. Główne prace remontowe zostały skończone. Obecnie zostało wykończenia i porządki. Staram się jakoś to załatwić równolegle. Z racji tego, że odbywa się to popołudniu lub wieczorem nie idzie za szybko. W takiej sytuacji nie jestem przekonany, czy w sierpniu ruszy blog. Postaram się, aby kolejny wpis był zapowiedzią pierwszego nowego tekstu jaki opublikuję. 

Aktualizacja NR. 1.4

Stan na 08.07.2022 majster klepka prawie kończy łazienkę. Ale.... płytki, które zamówiłem na pion będą dopiero na wtorek. Podobnie jest z szklaną płytą (nie ja to wymyśliłem). Żeby nie tracić czasu porządkuje już kuchnię. Będzie dzięki temu mniej sprzątania jak się skończą pracę remontowe. Nie zabraknie też dalszych prac porządkowych. Mieszkanie jest spore ponad 70 m2. Natomiast sam blog może ruszy w sierpniu. Zważając na fakt, że już jest obsuwa to patrzę z umiarkowanym optymizmem.

Aktualizacja NR. 1.3

Prace remontowe trwają znacznie dłużej niż przepuszczałem. Jeśli do połowy czerwca się wyrobią to będzie dobrze. Oznacza to, że raczej w lipcu zacznę coś publikować. 

Aktualizacja NR. 1.2

 Wiadomość na dziś: Remont w końcu się zaczął co oznacza, że czas postu od grania niedługo się skończy :D

Aktualizacja NR. 1.1

Prace remontowe jakie mają się odbyć w tym roku polegać będą na generalnym remoncie, czyli kucie ścian jak i podług. Możliwe, że dojdzie do przeniesienia kuchni do innego pomieszczenia. Stąd taka, a nie inna przerwa.

AKTUALIZACJA NR 1.0

Mała aktualizacja, bo szkoda mi publikować kolejny post. Praca, praca i końca nie widać. Piszę to tylko po to, aby dać znać, że nie rzuciłem w cholerę tego bloga. Na razie nie mam jak tworzyć nowych materiałów, jeśli dobrze pójdzie do w czerwcu zacznę działać. To co tu czytajcie piszę na tablecie (ZUO!)


 Kiedy tu coś ostatnio pisałem, oj dawno. No dobrze, pracę nad blogiem są chwilowo wstrzymane. Szykuje się mi remont tak od 3 listopada. Niestety nie będzie to koniec, bo ciąg dalszy będzie w maju. Możliwe, że raz na jakiś czas coś opublikuje. Nic nie obiecuje. Jednak będzie jeden plus całości, a będzie to POKÓJ GRACZA! 

Jeśli coś się zmieni to będę pisał. Wszelkie zapytanie piszcie w komentarzach.  

Jak to sobie wyobrażam, a jak wyjdzie to się okażę :D



Share:

Recenzja anime Kizumonogatari część 2

Można nazwać to maratonem, bo od razu wziąłem się za kolejną część Kizumonogatari. Tym razem było nieco inaczej. Jak pytacie, o tym będzie poniżej.

Druga część z pod tytułem Gorąca Krew opowiada jak Koyomi usiłuje odzyskać kończyny swojej pani (jakkolwiek by to nie zabrzmiało). Nie będę się powtarzał co wyszło jak trzeba, bo możecie o tym poczytać w poprzednim artykule do którego was odsyłam tutaj.


Tym razem wyeksponowano na pierwszy plan przewodniczącą, która co tu ukrywać buja się w Araragi „Ed” Koyomi taki lekki przytyk do Zmierzchu. Na szczęście tutaj nie jest to tak dennie przestawione. Nie taktują tego tak na poważnie, a z sporym dystansem.

Elementy ecchi znowu błysnęły, a co zabawniejsze jak zwykle starano się ograniczyć je tak, aby nie zobaczyli za dużo, a szkoda. Pierwszy raz jak oglądam anime trafiłem na fan serwis dla pań. Czyli dla każdego coś zboczonego.

Oprócz tego przedstawiono garść informacji dotyczących łowców wampirów. Nie będę pisał co i jak, aby nie psuć wam zabawy. Jedną z większych niespodzianek było wykorzystanie gore do czegoś innego niż szokowanie, aż dziw bierze, że tak można to wykonać.


Druga część Kizumonogatari była wyjątkowo zachowawcza. Rozwinęła co niektóre wątki, a animatorzy pokazali, że wiedzą co robią wykorzystując różnorodne style rysowania mang po to, aby przypomnieć wszystkim, żeby się nie spinali z tą powagą.

Nie zabrakło też niestety paru klisz jak nagłej eksplozji gniewu, czy niecnego wykorzystania (tutaj spoiler) damy w opałach. (koniec przecieku).

Mogę za to pochwalić niezwykły finał i świetną walke jaka tam się rozegrała. Nie oszczędzano na tym co to nie! Włożono wiele wysiłku, aby każda sekunda zapierała wdech w piersiach.


Zresztą co tu dużo mówić w każdej części mimika twarzy, czy ciała jest robiona z najwyższą starannością, a nie tylko ruchome usta, bo po co reszta ciała miałaby chociaż drgnąć, a nie daj boże poruszyć się.

Podobnie jak w części pierwszej Kizumonogatari tak tutaj wydzielono jedynie wąski fragment całości. Nie pozostaje nic innego jak włączyć ostatni film i zobaczyć co się stało dalej, a następnie zabrać się za wersje serialową.

Na koniec pragnąłbym pokreślić niezwykłą ścieżkę dźwiękową, która naprawdę robi swoje. Wykorzystanie muzyki instrumentalnej dodaje znacząco klimatu.

Podsumowując Kizumonogatari: Gorąca krew to udana kontynuacja, która idzie bezpiecznie wydeptaną ścieżką. Zachowano wszystko to co fani polubili w poprzedniej części. Ukazali także kolejne oblicza naszej licealnej pary, która lepiej rozumie czym jest miłość, czy przyjaźń. No i co najważniejsze nie świeci jak psu jajca na słońcu.
Share:

Recenzja Mario Tennis 64 na Nintendo 64

Siedzę i testuję nowy mobilny głośnik, a przy okazji pisze nową reckę Mario Tenis 64. Jak widać można robić przyjemne z pożytecznym.

Stare poczciwe Nintendo 64, choć nie zaliczyło dobrego debiutu jest naprawdę wartym uwagi sprzętem podobnie jak omawiana gra. Grając MT 64 warto rozróżnić dwie rzeczy solo granie i multi lokalne.


Grając samemu gra starczy na stosunkowo krótko. Raptem parę turniejów, których jest raptem dwa, chyba, że się trochę pokombinuje. Warto je jednak odblokować poszczególnymi grywalnymi zawodnikami, aby mieć dostęp choćby do dodatkowych kortów i postaci, aż w końcu i postaci.

Jeśli chodzi o same korty to rzeczywiście wybór będzie miał wyraźny przekład na samą rozgrywkę. Nie mogę jednak tego powiedzieć o grywalnych bohaterach, których podział jest w sumie na te same typy co zawsze. 

Zauważyłem, że sztuczna inteligencja wraz z rozwojem serii przechodzi odczuwalne zmiany. Postanowiłem się trochę nią pobawić grając w debla. Najciekawszy zachowania można wyłapać przy ustawieniu trudny po jednej stronie, a łatwy u przeciwników, a także przy odwrotnej konfiguracji. Si na swoim najgłupszym ustawieniu działa dwojako.


Jeśli jest po drugiej stronie siatki potrafi odbijać, a nawet niekiedy stanowić wyzwanie dla bota, który powinien bić na głowę swoimi umiejętnościami. Sytuacja odwraca się całkowicie w momencie kiedy głąb stał się moim partnerem w meczu. Spełnił wszelkie „oczekiwania”, czyli można go zupełnie olać, bo nie jest wstanie nic zrobić. A co jeśli ustawi się takiego osiołka i prosa z jednej strony, a po drugiej kolejnego prosa i zostawi pad w spokoju?

Tutaj zaczyna się prawdziwa magia. Przez większość czasu, a w szczególności kiedy bot znajduje się na końcu boiska praktycznie sam odbija piłkę i można czekać, aż załatwi sprawę. Oczywiście tak pięknie nie jest, ale i tak robi wrażenie. W momencie jednak jak stoi tuż koło siatki, a naprzeciw jest cymbał to ścina w większości przypadków.


No dobrze, skoro mam już analizę Si za sobą, pora przejść do tego co oferuję gra. Jak wspomniałem wcześniej są turnieje, ale jest to standard. Ciekawsze jest arena Bowsera, którą rozwiną w wersji na GameCube. Chodzi oto, że podobnie jak na Mario Kart 64 trzeba korzystać z Power ups.

Następnym dość sporym trybem są mini gry, której w głównej mierze polegają na przebijaniu piłki przez złote obręcze według określonej reguły, czy to liczby przebić, czy w określonym czasie. Bardziej jednak przypadł mi już do gustu ball hell, że tak to nazwę. Ujmując rzecz jaśniej gracz obrzucany jest przez kochane muchołapki piłkami, a żeby nie było za łatwo przeciwnik odbija piłeczki gracza.

Esencją Mario Tennis 64 jest gra w grupie do czterech osób. Nie ma tam niczego co nie dało się zrobić wspólnie z Si. Mimo wszystko prawdziwa czar rozpoczyna się jak sztuczną inteligencję zastąpią żywi ludzie. Z całą pewnością osoby grające będą zadowoleni. Mimo, że minęło już dwadzieścia jeden lat od premiery to sama gameplay wciąż jest bardzo dynamiczny. Jedynie grafika wciąż przypomina o wieku produkcji. Cała reszta jest niemalże ponadczasowa jak to zwykle bywa w produkcjach od Nintendo.

Ocenę końcową zostawiam wam, bo Mario Tennis 64 będzie wymagał zakupu konsoli, gry jaki i szeregu dodatkowych przejściówek lub telewizora do którego będzie obsługiwał N64. Ostatecznie są też emulatory, ale o tym cicho sza.
Share:

Relacje z Sabat Fiction Fest 2021 r. część 2

Drugi dzień Sabatu i wiecie co? Nawet się nie spóźniłem i dojechałem na czas. Brawo, Ja! O ile pogoda dopisała w sobotę tak dzisiaj lało. Mimo to ludzie przyszli, o dziwo, co prawda nie od razu, ale zawsze.

Tegoroczna edycja co tu dużo mówić była jedyna w swoim rodzaju i dało znać o tym między innym zmianą rozkładu namiotów. Odruchowo poszedłem w stronę alejki na której stał namiot w którym odbywały się panele. Ku swoim zaskoczeniu dopiero po chwili zauważyłem, że go niema.


Z powodu panujących warunków atmosferycznych przeniesiono wszystko pod „dach”. Szybko ulokowałem się na "sali" z prelekcjami i usiadłem na jednym z wolnych krzeseł. Pierwszym panelem był Od Batmana po Justice League- Krótka historia DCAU w ramach, którego Piotr „Durley” Durlik omawia wszelakie animacje dotyczące bohaterów DC.

Wydawało mi się, że jako dziecko sporo oglądałem tych serii, ale okazało się inaczej. Sądzę, że warto ponadrabiać te i owe klasyki, które pominąłem. Oprócz interesującej pogadanki nie zabrakło konkursu. Fakt, faktem, że nagranie na podstawie, którego trzeba było rozpoznać określoną postać było samo w sobie kłopotliwe. Nie powstrzymało to uczestników od wygłupów, co się wszystkim udzieliło.

Kolejnym jakże ważnym dla mnie panelem (subiektywność jak się patrzy) było Znajdź sobie hobby z anime prowadzący mógł być nie kto inny jak Filuś. O dziwo sporo z omawianych anime było mi bardzo dobrze znane. Lecz od niektórych się odbiłem mimo, że są podobno uznane za jednych z lepszych jak np. K-On!! Mimo wszystko parę serii wartych zobaczenie podpowiedział. Postaram się jakoś ogarnąć, czas pokaże.


Kolejnym interesującym punktem programu był Noc Kupały, Swaróg i wiły, czyli o mitologii słowiańskiej słów kilka prowadzonej przez Paweła Staszczaka i Demony ze Śląska rodem w których Michał Brzoza skupił się na potworach z Śląska. Najważniejsza rzeczą potwierdzoną zarówno przez jednego jak i drugie było to, że strzyga jest wampirem. Sama nazwa bestii oznacza sowę lub Puszczyka. W słowiańskich wierzeniach to właśnie te ptaki miał wsysać krew.

Kolejną zaskakującą wiadomością było udowodnienie, że każdy z nas brał udział w obrzędzie grzebania wampiorza. Jak to zwykle bywa sporo rzeczy przeniknęło z tak zwanych pogańskich obrządków do tych jakże prawych chrześcijańskich. Ciekawe, czy są tego świadomi duchowni.

Nie zabrakło też kolejnego feministycznego punktu w programie. Dla formalności dodam, że tytuł tego panelu Nie taki feminizm straszny, czyli jak kobiety radzą sobie w popkulturze Anna „Ancymon” Daszewska starała się udowodnić jaką to krzywdę ponoszą kobiety. Już na samym początku złapała się na tym jak już chciała po raz enty uwodnić jako dużo męskiego jest wszędzie w tym i języku. Przykładem miał być między innymi dziadkowie co miało być od słowa dziadek.


Na szczęcie jeden z uczestników sprostował, że historycznie chodziło o określenie starszych ludzi, a nie samego dziadka jako mężczyzny. Kolejne potkniecie było z liczbą kobiet pracujących jako operator kamer. Tutaj błąd i brak researchu wytknęła słuchaczka, która celnie zauważyła, że kamera jest zwyczajnie za ciężka do obsługi dla kobiety.

Nie zabrakło też oklepanych sloganów jak: seksualizacja kobiet w filmach i ich roli. Szkoda, że facetów czeka to samo, ale cicho sza. Przystojne ciacha, które są idealni pod każdym kątem dla pań jest ok., reszta już nie.

A jaka jest prawda? Część kobitek promuje się swoimi walorami, druga szaleje i coś udowadnia, a trzecia i najmądrzejsza część ma to gdzieś i żyje swoim życiem. Nie zrozumcie mnie źle nie jestem przeciw równości kobiet i mężczyzn. Jedynie mnie drażni jak pod płaszczykiem rzekomej sprawiedliwości dochodzi do walki o dodatkowe przywileje z racji tego, że zamiast chuja ma pizdę.


Ostatnim punktem, który przykuł moją uwagę dotyczył mody. Lolita fashionczym jest i jak się za to zabrać? W popkulturze lolity często są mylone z lolitkami, a o samym stylu ubierania nawet nie bierze się pod uwagę.

Większość osób interesujących się kulturą masowa Japonii pewnie kojarzy małe uroczę dziewczynki, które nazywa się lolitkami. Z kolei dorosłe panny o sylwetce dziecka zwie się lolitami. Jest jednak jeszcze styl ubierania loli. Kto by się spodziewał, że jest tego, aż tyle? Najczęściej można się spotkać z trzema pod rodzajami: gothicloli, classic loli i sweet loli. Jest tego jeszcze więcej jednak nie będę tu streszczał całości.

Na tym kończę relacje z tegorocznej edycji Sabat Fiction Fest. Podsumuję co się udało, a co nie. Po pierwsze, pragnę pogratulować udanej kontynuacji i powrotu na stare tory. Zdaje sobie sprawę, że przygotowanie czegoś takiego wymagało zgranej ekipy.

Najbardziej jednak kulała kwestia dźwięku o czym często pisałem. Pomimo posiadania odpowiedniego osprzętowania i personelu odpuszczono sobie w zupełności tą kwestie. Mimo, że dało się wyciszyć nagłośnienie. Kolejną sprawą był brak listy z poszczególnymi atrakcjami, który był czymś oczywistym kiedy impreza odbywała się na Targach Kielce.

Co do pozostałych odstępstw to nie będę w żaden sposób wytykał organizatorom, bo nie od nich wszystko w końcu zależy. Mam nadzieje, że w następnym roku spotkamy się normalnie w halach, gdzie będzie można bawić się jak za starych dobrych czasów.
Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie