• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Najlepszy obraz jaki obejrzysz w tym roku, V jak vendetta!

V to znak, to symbol, o wielu znaczeniach. Może być cyfrą jak i zwykłą literą w alfabecie. Również może kryć w sobie coś znacznie większego. Pytanie brzmi, co to jest?

Pisałem w niedawnym poście informacyjnym, że mam planach bardziej skupić się na filmach. Zastanawiałem się co mam wam wpierw pokazać. Odpowiedni klucz do tej układanki był gdzieś blisko w zasięgu wzroku, a nawet ręki.


Początkowo miał, być to film pasujący gatunkowo do Cyberpunka 2077, lecz sięgnąłem, po obraz będący dużo lepiej pasującym dziełem. Po pierwszym wrażeniu zapewne nie będzie to, aż tak jasne jak powinno. Zapewniam, że i wy to zobaczycie tak samo, jak miałem sposobność zauważyć.

V jak vendetta nie jest już taki młodym tytułem. Mimo upływu lat, a jest już pełnoletni to jego przesłanie jest wciąż aktualne. W pierwszych recenzjach stwierdzono, że zależnie od strony manifestuje on lewicowe to prawicowe idee.

I ci pierwsi i ci drudzy się mylili. W dziele tym jest głos wspólny, który wyraża sprzeciw przeciwko fanatyzmowi i władzy totalitarnej. Przez dwie godzinny seansu przewinęły się wszelakie grupy społeczne bez żadnych podziałów na tych lepszych i gorszych. Pokazano tam, że jesteśmy jedną wspólnotą, która nie powinna dać się dzielić. Nie ludzie, a władza powinna się bać narodu.


Po tym dość przydługim wstępie w jakim nakreśliłem sytuacje w której rozgrywa się film  skupie się nico bardziej na samej formie. Nie obiecuje, że gdzie nigdzie dodam czegoś więcej. Od samego początku mamy przed sobą lustro stojące pośrodku "jednej i tej samej osoby". Przepraszam z góry za ten skrót myślowy.

Podróż rozpoczęła się z różnych miejsc, aby spotkać się w jednym punkcie, by potem podążyć wspólnie do celu. Nie owijając w zbyteczne pitolenie, że tak się wyrażę. Pokazano w V jak vendetta przerażającą wizje totalitarnego Zjednoczonego Królestwa. 

Kiedy do głosu dochodzą sceny walki to jestem pod silnym wrażeniem pięknej, a zarazem krwawej choreografii. Wszystko jest pełne finezji i doskonale przedstawione, a ta kamera, ach trudno się nią nie zachwycać. Równolegle efekty specjalne, co niektóre, rzecz jasna zestarzały się... nie najlepiej. Nie pomaga w tym fakt, że obraz został odświeżony w wyższej rozdzielczości, co podkreśla ten drobny problem.


Dobrze, już dobrze, nie gorączkujcie się, bo więcej problemów wartych wspomnienia nie będę wyciągał na światło dzienne. Ewa silna kobieta, która odegra większą role niż sama sądziła. Jeszcze tego nie wie, że w rękach jednostki może znajdować się tak wiele.

Podobnie jak tytułowy V będzie przechodzić metamorfozę, aż się w końcu uwolni od tego co ją w głębi duszy trzymało. Nie będzie to równie mocno eksponowane w przypadku drugiego protagonisty, ale jednakowo silenie wybrzmi. Należy jedynie pilnie i z uwaga oglądać.

Tak jak mamy pokazane losy tych dobrych to i ciemną stronę mocy też pokazano. Nie zabrakło genezy. Nie ma cię co się martwić, diabeł tkwi w szczegółach. To nie pompatyczne sceny inspirowane pokazem siły odgrywały pierwsze skrzypce. Radzę skupić się na kameralnej części, gdzie kanclerz spogląda z gigantycznego ekranu na podległych mu szefów poszczególnych aparatu władzy.


Skoncentrowano się tam, aby widz był w pełni na nich skupiony, to oni są gwiazdami pośród otchłani jaka ich otacza. Każdy przerywnik z ich udziałem jest podsumowaniem mającym lepiej zobrazować zmieniająca się sytuacje w kraju.

Równolegle, gdzieś obok przebiega, a raczej przemyka się komisarz z swoim partnerem mającym złapać terrorystę jak ochrzciły media głównego nurtu V. W tym segmencie wszystko zaczyna nabierać pełnego kształtu. Jest to klamra, która spaja wszelkie wątki i nadaje im sens, o ile jeszcze go się nie zauważyło.

Kluczę tak i szkicuje całość bez wchodzenia w detale, aby jedynie zarysować pewien obraz nie psując zabawy tym co nie oglądali. Klimat jest ostry, aż można się skaleczyć. Nawet sceneria wraz z wszelakimi rekwizytami są niczym bohaterowie mający coś do powiedzenia. Trzeba jedynie się zatrzymać i posłuchać ich historii. Dodano tam jeszcze wiele innych zabiegów, aby określone rzeczy lepiej wybrzmiały. Zastowie wam je do odkrycia, abyście jeszcze lepiej mogli się w to wybitne dzieło zanurzyć.

Słowem podsumowania. V jak vendetta to nie tylko historia o stracie, zemście i miłości. Jest to ostrzeżenie, wizja człowieka, która wyprzedziła swoje czasy. Gorąco polecam wam obejrzeć ten film. Ocena może być tylko jedna... 10/10.
Share:

Cyberpunk 2077 po trzech latach (Moje wrażenia) PS5

Cyberpunk 2077, jaki hype był na tą grę pewnie dobrze pamiętacie. Jeszcze lepiej wyryły mi się w pamięci wydarzenie po premierze. Był to upadek z naprawdę wysokiego konia.

Siemaneczko moi mili, wróciłem. Wierzę, że tym razem na dłużej zostanę i będę mógł dostarczać wam co weekend nowe teksty. Dobrze więc zabieram się do roboty!


Cyberpunk po tych kilku latach osiągnął status powszechnie uznany za grywalny wraz z wyjściem aktualizacji 2.0 Czy tak się stało? Czy nareszcie konsole dadzą sobie rade z tym tytułem? Owszem, dadzą.

Wrażenie te pochodzą z przejścia ponownie wspomnianej wielokrotnie gry na PS5. Zacznę od wstępu, a potem odniosę się do najgłośniejszych zarzutów jakie kierowano do tej produkcji.

Generalnie doświadczenia są dobre. Wstępnie spodziewałem się czego na poziomie bardzo dobrym. O dziwo mimo, że grafika się poprawiła i to o 100% nie miałem odczucia grania w next gen. Przez pierwsze godziny kampanii zadawałem sobie pytanie, gdzie ten ray tracing? Już nawet w Sleeping Dogs bez tej nowinki technicznej zrobiono to lepiej!


Na szczęście im dalej w las tym sytuacja się zmieniała i w końcu zobaczyłem to za co poszły ciężko zarobione pieniądze. Błędów jak na lekarstwo, jedynie gdzie nigdzie mało istotne pierdoły, no prawie. Na imprezie u nomadów zniknęły wozy i namioty, co dało ostatecznie komiczny efekt.

Optymalizacja była za to na wysokim poziomie. Niezależnie, czy to centrum miasta, czy obrzeża wszystko śmigało jak się patrzy. Sporym plusem, o którym nie sposób nie wspomnieć to przywrócenia życia w tą wielką metropolie. Aut nie brakowało, a wraz z nimi na chodnikach wędrowali mieszkańcy do tylko przez siebie znanych miejsc.

Obserwując ten wielki organizm spostrzegłem, że kierowcy mają nieco urozmaicone skrypty. Nie raz, nie dwa wydarzał się wypadek lub widziałem jak policja musiała interweniować. Spory postęp ma się rozumieć.


Wielokrotnie wspominano, o zmianach w modelu jazdy. Rzeczywiście fizyka pojazdów jest całkiem inna i wymaga przyzwyczajenia się. Gdy miałem ustawiona kamerę FPP wszystko było do zaakceptowania. Samochód działał jak należy i tyle w temacie. Sytuacja jednak szybko stała się inna kiedy tylko chciałem mieć widok z góry. Nagle przemieszczanie się po mieście stało się prawdziwą katorgą, a kloc za którego sterami siedziałem robił co chce. Rozumiem realizm itp. Tylko jak ktoś mi wyjaśni odbijanie się jak piłka od wszystkiego po drodze w czasie jazdy na motorze? Nagle mamy radosną twórczość pozbawioną rąk i nóg. W wersji na premierę było znacznie lepiej.  

Konsekwencją tego było, oświecenie! CP 2077 należy przemierzać z buta. Dopiero wtedy poczułem niesamowity klimat tego miasta. Przemierzając ulice usłyszałem liczne dialogi, z którymi normalnie nie miałem okazji się zapoznać. Sporo też nowych reklam zaobserwowałem i tu trafiłem na perełki. Aż dziw, że postawiono na coś takiego. Małe, bo małe, ale były one pełnoprawne co wymagało dodatkowych nakładów pracy i pieniędzy.    

Skoro jeszcze jestem na ulicy warto poświeci akapit policji. Działa, tak działa i nawet coś robi. W necie jest dużo materiałów wideo pokazujących jak funkcjonują. Nie ma tragedii, lecz nie są najbardziej ogarnięci. Tracą bardzo szybko zainteresowanie nawet wtedy, gdy się trochę nabroi. Niby umieją flankować próbować zagonić w kozi róg, ale... Wtedy to się dzieje jak się im na to pozwoli. W przeciwnym przypadku nawet się na ich nie zauważy. Jedynie komunikaty jakie leciały  z podsłuchu przypominały, że przez parę sekund będzie ktoś się za mną ganiał. W ramach urozmaicenia można podrasować auto i strzelać z działek lub gnatem trzymanym w ręce.


Ponownie pytam, po co to dodali? W Cyberpunku są pościgi, ale tam już są przygotowane sekwencje w których npc prowadzi, a gracz nawala. W innym wypadku jest to bajer służący promocji zbytecznej nowości w grze. Szkoda, że nie ma praktycznego zastosowania.

Kolejną wielką zmianą jest mini mapa. Miało być lepiej, a jak dla mnie gorzej określała moment wykonania zakrętu. Kierowanie się tym GPS było jakimś żartem. Zamiast manewru samochodem był przysłowiowy mur. Dla wszelkiej sprawiedliwości dodam, że mini mapa skaluje się zależnie od sposobu przemieszczenia się, choć tyle poprawili jak trzeba.

Przechodząc całą kampanie rozwijałem ponownie V. Nie spodziewałem się tak znakomitych drzewek talentów. Wszystko było klarownie rozłożone i czytelnie opisane. W początkowym planie miałem stworzyć build skrytobójcy łamane na monka. Zamiast tego powstał tank z silnikiem odrzutowym w dupie będącym jednocześnie mistrzem katany i broni palnej. Bossowie, którzy byli początkowo wyzwaniem w tym podejściu nie stanowili żadnej przeszkody. Nie powiem, ale czerpałem z tego sporą satysfakcje.


Nie raz sprawdzałem jaki mam poziom trudności sądząc, że przestawił się na łatwy. Było zgoła inaczej. Komuś może coś takiego przeszkadzać. Polecam podnieść poprzeczkę ciut wyżej i powinno załatwić sprawę. W innym przypadku lepiej zostawić sprawę taką jaka jest. Przez ten „nieszczęśliwy” fakt, trudno mi powiedzieć, czy si jest mądrzejsze.

W tej całej beczce nie zabrakło też dziegciu. Napisy w interfejsie to pomyłka. Grając na tv 65 cali nie byłem na ich podstawie stwierdzić, gdzie pisze granat, a gdzie jest apteczka. Podobnie sytuacja się miała jak trzeba było przeczytać obcojęzyczne dialogi, które były automatycznie tłumaczone. Naprawdę tak trudno zmieć ich wielkość?

Małe podsumowanie. Jeśli ktoś liczył na coś więcej niż było to się doczekał. PS5 zdało egzamin. Dodam na marginesie, nie przechodźcie na tryb płynności. Gra bez bajerów graficznych jest delikatnie mówić smartfonowa. W przypadku PC doczytałem, że mimo dobrego sprzętu jak np. rtx 3070 odnotować można spory skok klatek przy zaledwie 1080p.

Nic nie pisałem o fabule, bo wszystko co miałem na ten temat do powiedzenia macie w poprzednim tekście. Sporo zaszło zmian jednak nie mogę podnieść oceny. Paradoksalnie to właśnie wersja alfa dała mi więcej radochy niż niemal kompletny produkt.

Napiszcie w komentarzach jakie macie przemyślenia po bieżących aktualizacjach.
Share:

To znowu Ja?! (Aktualizacja 07.11.2023)

Aktualizacja 07.11.2023
W tą sobotę pojawi się pierwszy artykuł, który zapowiadałem. Trochę to zeszło, ale za to już mam z powrotem PC z pewnymi zmianami xD Tekst jest już dziale: oczekuje na publikacje. Co prawda Halloween już było, ale listopad to miesiąc strachów, a więc coś się pokaże. 
 
......................................................

Wróciłem, po "terapii" jaką zapewnili mi w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Postanowiłem wrócić wreszcie do pisania.

Nie wchodząc w szczegóły, po tych kilku miesiącach nie byli wstanie powiedzieć, czy jestem już zdrowy, czy do leczenia. Będę dalej to konsultować z innymi lekarzami.

Przejdę do kwestii moich planów dotyczących tego bloga. Pierwszy tekst jaki się pokaże będzie dotyczyć Cyberpunk 2077 po najnowszej aktualizacji, która dużo zmieniła. Dodatek Widmo Wolności pojawi się później. Obecnie muszę oddać Pc do serwisu, aby móc jak człowiek pisać na klawiaturze, a nie na telefonie jak teraz. 

Planuje też poświęcić więcej uwagi filmom, bo w ostatnich tygodniach trafiłem na wiele ciekawych produkcji wartych uwagi. 

Jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie w komentarzach.

Pierwszy tekst prawdopodobnie pojawi się w następną sobotę. Wszystko zależy od tego jak szybko naprawią mi komputer i skończę grać Cyberpunk.



Share:

Info dla Was (aktualizacja 2.08.2022)

Drodzy czytelnicy i czytelniczki. W ten weekend i następny nie pojawią się żadne nowe recenzje, czy inne posty. Nie owijając w bawełnę mam prawdopodobnie raka i co tu dużo mówić. Od poniedziałku będę w szpitalu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to odezwę się ponownie.

Mała aktualizacja:
Jak już się dowiem co tam ostatecznie wyszło to napiszę w tym poście. 

Kolejna aktualizacja:
Usunęli mi dwa zęby i torbiel (ropę). Teraz czeka mnie leczenie kanałowe szóstki i regeneracja szczęki + dieta pół roczna.

Aktualizacja 13.07
Wyszedłem z szpitala. Lekarz na dowidzenia oprócz zaleceń dodał, że wykryto torbiel w mózgu. Już się umówiłem prywatnie u neurochirurga, bo na fundusz jest na  marzec. 

Aktualizacja 2.08.2023
Dostałem wyniki z szpitala. Na kontroli wyszło, że to rak. Będę musiał z tym jechać do Warszawy. Związku z tym zawieszam, aż do odwołania blog.



Share:

Recenzja mangi Wotakoi Miłość jest Trudna dla Otaku (Tom od 5 do 10)

Dość często pisze o anime, filmach i grach (zależnie od tego, jak szybko je przejdę). Znacznie mniej jest tekstów z mang. Warto zmienić to raz i na zawsze i położyć na to większy nacisk.

Omawiać tu będę mangi od tomu 5 do 10. Dla tych co są zainteresowani zapoznaniem się z poprzednimi tekstami zapraszam do zapoznania się z nimi. No dobrze, a teraz tylko poprawie okulary i zobaczmy jak się ma sytuacja u naszych otaku.


O dziwo, jest nawet dobrze! Hirotaka wreszcie ruszył się i zrobił krok naprzód, co nie jest tak oczywistą sprawą w jego przypadku. Jak pewnie wiecie lub nie jest on graczem wprost uzależnionym. Może jednak tak zaangażowanym? Mniejsza z tym. Istotne jest, to że nie jest zbyt ogarnięty w kwestiach międzyludzkich.

Mimo to w końcu miał okazję zabłysnąć na festynie i otoczyć Narumi swym męskim ramieniem i być jej rycerzem na białym koniu. Spokojnie będzie tego znacznie więcej. Na tyle, że młodszy Nao też będzie miał swoje rendez-vous z Ko. Okraszone będzie to posypką z moe, co nada pewną kawai otoczkę.

Lepiej było napisać, że to był kolejny krok, kroczek w stronę czegoś więcej. Przesuwając się dalej osobny wątek w tym odcinku zajęła Hana i Narumi. Obie panie uwielbiają gejoze i nie będę wnikał co im chodzi, po głowie. Lecz domyślam się tego... Jednak mają swoje osobne zainteresowania. Momose zajmuje się tworzeniem swoich mang. Z kolei druga strona to cosplay'ami. Zmierzam do tego, że jedna próbowała wciągnąć drugą w swoje zainteresowania. Jak wyszło? Przeczytajcie, a się dowiecie.

Japończycy lubią przemycać do swojej twórczości rzeczy, miejsca, a nawet zwyczaje. Tak się i tu się dzieje. Przykładem niech będzie Biały dzień, w którym to panowie dają podarki panią, które w czasie walentynek podarowały im własnoręcznie zrobioną czekoladę. Dorzucono też co nieco z życia biurowego. 


Nie zapomniałem o biednym Kabakurze. Aparycje ma jaką ma, ale nie potrafi być asertywny i zostaje wciągnięty w przygotowanie wycieczki firmowej. Swoją droga, czy nie lepiej było po prostu dać dzień wolny? Nacisk na integrację przymusową jest u nich normalne, jak np., obowiązkowe wyjście po pracy do baru.

Kolejny tomik jest już nieco bardziej chaotyczny. Dość często dokłada się retrospekcje jako przerywnik do głównej fabuły. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że jest on bardziej na siłę, a niż z jakimś głębszym sensem.

W tego typu seriach nie raz nie dwa pojawiają się plaże, czy wspomniane festyny. Dziwnym trafem, po gorące źródła sięga się dużo rzadziej. Możliwe, że nawet w formie rysowanej są zbyt drogie. Lecz, co tu w końcu się dzieje? Hanako i Kabakura się hajdają. Patrzcie państwo, po tylu tomikach i licznych awanturach z ich udziałem zdecydowali się na ten ważny krok.

Same uroczystości zostały zminimalizowane, jak nie zmiecione pod dywan. Pokazano w zamian, że zamiast stawić na kompromis i wspólne szczęście to widzi się czubek swojego nosa. Nie jest to odkrywcze. Dobrze, że jednak ktoś raczył to zauważyć.

Autorowi było mało tradycyjnych dodatków i musiał niczym monsun zaproponować plaże. Dobrze, że dodał coś od siebie i nie był to typowy odgrzewany kotlet jak ich wiele. Coraz bardziej zaciska się pętla kupidyna i Nao coraz bardziej przybliża się do Ko, która inaczej się na to zapatruje. Introwertyk to jednak wymaga pewnego wysiłku, aby do niego dotrzeć. Chciałem powiedzieć do niej w końcu Ko to dziewczyna, wbrew pozorom.

Nie zabrakło też miłych dodatków jak pierwsze dni Hirotaki w firmie i nie tytko są to jednak bardziej małe smaczki z którymi warto się zapoznać. Uwieńczaniem tych miłosnych rozterek jest finałowy tom w posiadanej przeze mnie kolekcji. Tutaj dla odmiany Narumi zeszła całkowicie na boczny tor i przyjęła role suportu. Z kolei młoda para. po raz kolejny zderzyła się z rzeczywistością.

Każdy ma swoją wizję szczęścia i tego co jest dla niego istotne. Koniec, końców życie weryfikuje to dość mocno i je naprostowuje. Dobrze, że choć wszelkie wydarzenia są przedstawiane w humorystyczny sposób, bo inaczej skończyło się najlepiej. Nao z Ko też w zmienili status to jest skomplikowane na jesteśmy parą. Ko jak to Ko za grosz się nie zmieniła, a jedynie miotała się na prawo i lewo. Natomiast Nao stanął na wysokości zadania i wyznał swoje uczucia.

Podsumowujmy warto przeczytać Miłość jest trudna dla otaku (od tomu 5 do 10)? Manga jest naprawdę treściwa mimo tego, że kołuje na paru wątkach. Gdzie nigdzie dodano poboczne elementy jak relacje między braćmi, czy Kabakure, który stara się ogarnąć, czemu pewne sprawy są bardziej, a inne mnie istotne w związku. Tomiki są tworzone ładną kreską i chętnie się je podziwia. Jedynie brak końcówek takich jak chan, dono sama itp. psują odbiór tej mangi.

Share:

Recenzja anime Leadale no Daichi Nite

Obiecałem sobie nie będzie więcej Isekai! Już przestane oglądać, przyrzekam więcej nie tknę takich anime! Bo uwierzę (śmiech)

Szukałem czegoś na szybko, o czym mógłbym napisać i polecić wam do obejrzenia. Leadale no Daichi Nite to nic innego jak wyjątkowo radosny w swoim założeniu anime. Fabuła jest dość prosta w przyjętej konstrukcji. Jest jak ta prosta droga idzie wprost przed siebie, aby czasem gdzieś zakręcić. Lecz zaraz i tak wróci na ten sam tor.


Główna bohaterka Cayna to dziewczyna, która spędziła sporą część swojego życia w szpitalu. W wyniku pewnych wydarzeń trafia do innego świata. Tutaj nie stało się nic nadzwyczajnego po prostu zmarła i przeniosła się do nowej rzeczywistości. Tyle słowem wstępu.

W części właściwej zaczyna się naprawdę sporo dziać. W głównej mierze jest to dość szybkie przesunięcia się miejsc wydarzeń. Jednakowoż będzie miało to związek natłokiem akcji jaki wywołają NPC, które stworzyła w grze. No tak, ale o co chodzi?


Jednym z bardziej lubianych motywów w tym gatunku jest łącznie świata fantasy z gamingiem. Tym razem nie jest inaczej. Zakładam, że miało to zmniejszyć próg wejścia dla protagonistki i oszczędzić czas antenowy. Generalnie pierwsze odcinki to szybka przebieżka przed atrakcjami jaką czeka blond elfkę.

Trzonem tej serii nie będą wbrew pozorom pokazy siły Cayny, a jej relacje z NPC, którzy stali się jej rodzinną i to dość bliską. Wszelkie cheheszkowe momenty to nic innego jak przerysowane sceny z jej dziećmi w roli głównej. W tym momencie muszę przybliżyć jej profil psychologiczny, o ile tak mogę się wyrazić.


Owa elfka ma kilka oblicz, od klasycznej miłej uprzejmej dla wszystkich do czego przyzwyczaiły inne produkcje, aż po denerwującej się o wszystko choleryczki, która lubi wymierzać kary na prawo i lewo. Jej nerwowa postawa rysuje jej wizerunek i powodowały pewien dyskomfort w czasie seansu. Sama przemoc jaką wtedy zaobserwowałem, była dość kliszowa. Nie przestaje mnie zadziwiać jak z pewnym uwielbieniem panie uwielbiają lać po przysłowiowej mordzie każdego chłopa, który się podwinie.

Idąc dalej widać kolejne dość znane zjawisko, a mianowicie całkowite ignorowanie wszelkich dysfunkcyjnych zachować. Jasne, że jest to komedia, ale jakoś za bardzo kole to w oczy. Wraz z kolejnymi odcinkami eksploatują to, aż do przesady. Stąd też was przestrzegam, że będzie trzeba przymrużyć na to oko, albo wyłączyć.


Będzie to jednak błędem! W menu z jakiego podano kolejne smaczki będą wszelkie wyprawy Cayny. W tej części szanowna już wypada znacznie lepiej. Nie staje się jakoś ciekawszą postacią, a jedynie staje się standardowa. Nie wiem, czy wspominałem, że jest Op, co daje wszelkie pole do popisu w jej masakrowaniu każdego, kto stanie jej drodze.

I tak będzie odbierać liczne zlecenia z Gildii, a także zacznie wprowadzać w ruch pozostałe bazy jej towarzyszy z gry. Każde takie miejsce zawiera swój własny motyw przewodni i strażnika. Nie będą to jakieś spektakularne wydarzenia, jedynie krótkie rozmowy. Mimo to warto zwracać uwagę na starania jakie włożono w kształtowaniu ich. Mam swojego faworyta jakim jest szkielet tsundera.


Postawiono też dorzucić innych graczy, a równolegle nie wyjaśniono, czemu tam trafili. Jedyną informacją wartą przemyślenia to czas w jakim się tam znaleźli. Zakładając, że się pokrywa z rzeczywistym to co niektórzy już tam przebywali przed oficjalnym zamknięciem serwerów. Na tym urywa się ten wątek.

Mimo sielankowej atmosfery i dowcipów niekiedy niskiego lotu, starają się podchodzić dość poważnie do tematu zabijania. Praktycznie stało się to czarną komedią lub czymś ważnym, ale sami do końca nie widzą czemu. Mimo wszystko nie chcę cisnąć tej serii, bo oglądało się bardzo przyjemnie. Kreska też niczego sobie.

Podsumowując Leadale no Daichi Nite to całkiem udane dzieło, które ogląda się z przyjemnością. Jedynie, gdzie nigdzie trzeba odwrócić wzrok. Jeśli jednak czegoś trzeba było się czepić do niedomknięte wątki fabularne jakie się ukazały. Ocena końcowa 7.5/10
Share:

Recenzja anime Tsukimonogatari: Yotsugi Doll

Powrót do tego pokręconego anime nie było proste, a może było tylko specjalnie tak napisałem, aby móc dwa razy napisać jedno słowo i dać tyle przecinków?

Tsukimonogatari: Yotsugi Doll w swoim założeniu ma przybliżyć bardziej postać Ononoki Yotsugi. Napisałem to przybierając odpowiednie spojrzenie. Powrót po paru miesiącach nie był ani leki ani ciężki. W sumie zaserwowano to co zwykle, ale z większym naciskiem na nieszablonowość, którą widać porównując to produkcje z seriami jakie pokazują się w ostatnich sezonach.


O czym to jak, a tak o małej Yotsugi – chan, która jest, a może miała być główną bohaterką tego filmu, czy też z nieznanych mi powodów serii podzielonej na cztery części. W pierwszym odcinku rzeczywiście można odnieść wrażenie, że tak jest. Jak to już zwykle bywa jest to jedynie zmyłka. Szybko na jaw wychodzi motyw przewodni.

Choć tak naprawdę trudno powiedzieć, czy nie jest to tylko zasłona dymna, która ma jedynie jeszcze bardziej zagmatwać chronologie wydarzeń. O samej „lalce” jak o sobie mówi, za dużo się nie dowiedziałem. Kim jest i jak powstała już mówiła w poprzednim sezonie. Jedynymi nowymi faktami jest jej wpływ na relacje Siostrzyczki i „antagonisty”.


Wspomniany czarny charakter też się pokazuję, ale w sumie nie wiadomo w jakim właściwie celu. Więcej o nim można się dowiedzieć, ze samych rozmów niż od niego samego. Jak szybko się pojawił tak też zeszedł z sceny. Jestem ciekaw, czy „wróci”. Póki co nie zanosi się, aby tak miało być.

W trakcie oglądania tego seansu pewne wątki zaczęły się gryźć. Dość często padała kwestia, że loli wampirzyca jest byłym krwiopijcą. Ostatecznie sama potwierdziła to co przewija się od dłuższego czasu, ale jakoś używa tych pojęć zamienię jakby znaczyły to samo. Ona jest zapieczętowana, a ściślej rzecz biorąc jej moce.


Oprócz tego będą jeszcze urocze kłótnie szanownych pań, które będą okraszane jak to zwykle bywa w anime niepasującym, a przynajmniej z pozoru obrazem. Spróbuję teraz to jakoś naprostować.

Tsukimonogatari: Yotsugi Doll miało być serią, która powinna się skupić na Yotsugi, ale zamiast tego mamy kolejne kłopoty protagonisty, a biedula została zepchnięta na bok. Niema co ukrywać, że niemieli raczej na nią pomysłu.


Standardowo dodano parę ecchi scen i garść filozoficznego bełkotu. Mogę pochwalić za nawet ciekawe tła i jeszcze bardziej umowne otocznie w którym rozgrywała się akcja. Jak wyczytałem w komentarzach jest lub miał być to film pełnometrażowy, co ma więcej sensu niż puszczanie w kilku odcinakach.

Nic tu szczególnego nie wniesiono, no może poza wampiryzmem na jaki choruje Koyomi. Czuję, że jednak nic z tym nie zrobią, bo jak na to nie patrzeć wszystko kręci się wokół walk z osobliwościami. Trudno będzie je prowadzić na gołe pięści.

Jeśli lubicie to uniwersum to warto obejrzeć, aby mieć pełne spojrzenie na wszelkie wydarzenia. Mam nadzieje, że jakoś się jeszcze odniosą do tego co się działo tej jednej nocy.
Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie