Recenzja anime Ijiranaide, Nagatoro-san

Jak sądzicie, czy prześladowanie kogoś może sprawić, że oprawcę i ofiarę może połączyć jakieś głębsze uczucie? Oprócz nienawiści ma się rozumieć.

Ijiranaide, Nagatoro-san to komedia, która jak sądzę miała być odpowiedzią na Uzaki-chan wa Asobitai! O ile to drugie anime jest naprawdę udane to tutaj leży i kwiczy. W realnym świecie relacje jakie się budują się między Senpai, a Nagatoro nie mają prawa istnieć, chyba, że to odpowiednik jakiegoś zaburzenia psychicznego.


Sensu nie ma na to narzekać z dość prozaicznego powodu. Patrz akapit wyżej. Mimo wszystko jak się ogląda coś takiego miło by było widzieć w tym jakąś logikę i minimum konieczne realizmu.

Pierwszy odcinek Ijiranaide, Nagatoro-san to istne pastwienie się nad ofiarą przez sadystę. Jedyne narzędzi tortur brakowało do „szczęścia”. Pierwszą zmianę można zauważyć już w trzecim epizodzie.

Kwintesencją tego „romansu” zobaczyłem jak się pokazała na samym końcu przewodnicząca ze swoimi wielkimi „argumentami” (czyt. Oppai). Przeszli wreszcie do rzeczy i coś wyraźnie zaiskrzyło między nimi. 


Sam koniec mnie co tu ukrywać rozczarował. Nie to żebym spodziewał się czegoś wybitnego, ale obrończa mowa Senapai o porno obrazie przewodniczącej (w sumie to był akt.) był żenujący.

Zresztą ta chłopina jest dość żałosna i mimo, że wszystko ma być przerysowane to nie byłem wstanie tego kupić. Wszelkie perypetie polegające na upokarzaniu Senpai opierają się na dwuznacznych ecchi dowcipach i „szczęśliwych wypadkach”.

Wszystko było w sumie ok., tylko zrobili jeden, a zasadniczy błąd. Nasze chłopięcie czyta eromangę. Czyli pewne rzeczy nie są mu już obce. Jednakowoż patrząc na jego reakcje trudno w to uwierzyć.


Mimo, że serię Ijiranaide, Nagatoro-san mogę zaliczyć do średniaków to jakoś się nie zmuszałem zanadto do obejrzenia poszczególnych epizodów. Jedynym wyjątkiem jest sam finał.

Jeśli już musiałbym kogoś wyróżnić z tej całej wylęgarni pseudo postaci to wybrałbym Nagatoro, która mimo swych pokręconych zachowań i przykrych firmowych min starała się coś zrobić.

Nie ma czego się spodziewać, po budżetowej produkcji, która wprowadza kryptoreklamy, a do tego jeszcze nie pozyskuje licencji na pokazywane marki. Dzięki temu mamy parodie Ps4 i odświeżona wersję pudełek. Ślepy tylko by nie zauważył.


Nie inaczej jest z samą kreską. Nie ma tragedii, ale modele postaci jakoś nie oszałamiają i jeszcze dochodzą oszczędności przy rysowaniu uczniów bez części twarzy. Rozumiem, że to ma być zabieg, a nie jedynie forma oszczędności.

Podsumowując Ijiranaide, Nagatoro-san próbowano podnieść rękawice, ale nie wyszło. Natomiast z komentarzy do tego sezonu można przeczytać, że sama manga było zabawniejsza. Mimo dobrych chęci nie mogę polecić wam tego anime. Jedyna adekwatna ocena to 6.5/10.
Udostępnij:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate

Czytelnicy

Wyświetlania