Powrót do szkoły czarów i magii, pora na Dziedzictwo Hogwartu (PS5)

Hogwart jest tak niezwykłym miejscem, że nawet po spędzeniu w nim setek lat jest coś, co może zaskoczyć. W tych słowach jest wiele prawdy, a więc! Dostałem sowę z Szkoły magii i czarów pora ruszać czas nagli.


Ten weekend wyjątkowo wybrzmiewa w magicznym tonie. Najpierw były Fantastyczne zwierzęta, a teraz Dziecięctwo Hogwartu. Gra to jest moim kandydatem do gry roku, bo jej oferta jest niezwykle bogata.


Żeby się cieszyć tą produkcją warto znać wszystkie książki jak i filmy z tego uniwersum. Liczba nawiązań jest naprawdę jest sporo. Wspomnę od tych najbardziej oczywistych jak choćby „zoo” jakie każdy gracz będzie prowadził dla magicznych stworzeń, czy nie brzmi to znajomo?

Dobrze, więc zacznę od kontrowersji jakie grze towarzyszyły tuż przed premierą, bo to dość istotne w kontekście kampanii, która się przechodzi. Dziedzictwo Hogwartu było oskarżane od transfobizm. Naprawdę nie wiem, czemu. Bo autorka Harrego Pottera powiedziała prawdę? Mniejsza z nią, bo w samej grze można grać tą jakże dyskryminowaną grupą ludzi. Przy tworzeniu swojego bohatera da się ustawić, czy ma być spostrzegany jako mężczyzna, czy kobieta.

Skoro jest pełna dowolność łącznie z głosem to, o co ten ból dupy? Naprawdę trudno stwierdzić. Kolejnym problem, byli ignoranci, co darli mordy, że gnomy to karykatura żydów. Ich wygląd nie miał być z założenia obrażać kogoś, a jedynie odwołać się do istniejących karykatur.


Jeśli ktoś miałby się poczuć dyskryminowani to Anglicy i mieszkańcy Europy. Dwoma największymi grupami uczniów jakich można spotkać to ślizgoni i murzyni. W momencie gdyby ktoś powiedział, że szkoła jest na bliskim wschodzie to bym uwierzył. Lokalni byli mniejszością u siebie w kraju.  

Miało być jeszcze parę uwag, o wpychaniu ideologii lewicowych, ale dam spokój. Przejdę do samej fabuły i rozgrywki. Historia w DH jest naprawdę ciekawa. Wybór domu okazuje się bardzo ważny. Studio, które zrobiło grę doskonale to zrozumiało i przed wydaniem udostępniło test, który miał to rozstrzygnąć. Następnie wyniki dało się zaimplementować do samej gry.

Jeśli się to pominęło dało się raz jeszcze przejść to w czasie kampanii. Tylko liczba pytań jest bardziej uboga w stosunku do pierwszego zestawu. Jeśli się wybierze odpowiedni dom to można dostać ukrytą misję. Dla fanów Harrego Pottera pozycja obowiązkowa. Bądźcie lojalni, a dacie radę!


Szkoła jest naprawdę przepiękna, można znaleźć tam wszelakie miejsca z książek i filmów. Choć nie zabraknie pewnych sprzeczności. Przychodzi mi konkretne miejsce na myśl, a chodzi o dział ksiąg zakazanych. Początkowo rzeczywiście wszystko jest zgodne z materiałami źródłowymi. Szybko okazuje się, że jednak da się tam pałętać bez żadnych konsekwencji! Jak to w końcu jest?

Drugim odstępstwem już nie tyle dziwnym, ale wynikającym zapewne z cięć to brak dostępu do trybun na stadionie. No ok, na miotle dało się podlecieć, ale brak wejścia tam z buta był krzywdzący. Jedyne co, to wyjaśniono jakoś brak samych rozgrywek. Polecenia dyrektora szkoły. Jak dowiedziałem się jak nazywa to szczerze mnie zaskoczyło w sumie takich niespodzianek będzie sporo.

Wracając do samej szkoły, to trudno się nią nie zachwycić. Ma ona spory potencjał do opowiedzenia wielu historii. Ilość zakamarków zadziwi nie jednego. Dlatego też dziwie się, że tak słabo wykorzystano tą atutową kartę. Liczne ozdoby i ożywione przedmioty naprawdę dodają sporej niepowtarzalności. Komnata życzeń tak na przykład. Po wejściu do niej ma się wrażenie bycia w głębinach Morii. Tutaj gracz ma pełną dowolność w dostosowaniu jej do swoich potrzeb. Od takiego oświetlenia, a kończąc na wypoczwarzeniu i ozdobach.


Większość misji rozgrywa się się poza Hogwartem. Zaraz ktoś napiszę, skoro jest to placówka edukacyjna to muszą być lekcję. W poprzednich grach z Harrym przecież to właśnie one stanowiły trzon zabawy, prawda?

Owszem tak było, ale tutaj tak nie jest. Praktycznie wykastrowano to do maksimum. Jedynie lekcja historii dawały namiastkę bycia uczniem. W ich miejsce weszły dodatkowe zadania od profesorów i misje od towarzyszy. Przyznaje, że robienie tych prac domowych było czymś więcej niż tylko fedeksowaniem. Podobnie ma się sytuacja z przyjaciółmi, ich wątki rozpisano naprawdę pierwszorzędnie, a w szczególności... Sami zresztą zobaczycie.

Wędrując tak od wioski do wioski prędzej, czy później trafi się na typowe aktywności poboczne. Mówiono, że nie są aż tak kiepskie i nie prędko się znudzą. Proszę was nie wierzcie w to. Zrobi się ich kilka z ciekawości, aby się przekonać, o tym, że szkoda na nie czasu. Powtarzalność jest zbyt przytłaczająca, aby robić ciągle to samo.


Skoro jestem przy misjach. Tutaj już potrafi się wszystko poplątać. Przez 99% czasu poziom wbija się z sporym nadmiarem w stosunku do przeciwników z którymi trzeba się zmierzyć. Dało to przewagę w samej rozgrywce i pewną dozę wolności. Zlecenie na wielkiego pająka? Co za problem, ze dzieli nas te 10, czy nawet 20 poziomów leć i giń. Wszystko się wali na końcu. Żeby zobaczyć zakończenie roku szkolnego należy dobić 4 lvle na wszystkim co zostało. Czyli z uśmiechniętego pomagającego staruszką i kotkom chłopca zmienić w krwawego mściciela. Walka w obozach to jedna z możliwości dobicia brakujących lv.

Następny krok to walka. Jak już się powiedziało a to teraz pora na b. Grając na konsoli wydawałoby się, że wszystkie zaklęcia będą pod rękę. Otóż nie, w pierwszych godzinach trzeba się nieźle na żonglować. Szybko sami devowie to zauważają i można odblokować dodatkowe sloty, które się manualnie zamienia. Cudnie, czyż nie? No nie do końca. W danej sytuacji można mieć ich tylko cztery. Nie licząc jakiś pomniejszych zaklęć, które nie służą do walki.

Odczuwa się to szczególnie wtedy jak należy zdjąć określaną osłonę z przeciwnika. Wraz z postępami w szkole dochodzą zakazane zaklęcia, aż się robi zielono przed oczami. Praktycznie mogłoby ich nie być. Mają o wiele dłuży czas odnowy i efektywność nie jest jakaś fenomenalna Trzeba z nich korzystać tylko w ostateczności. Jeśli macie nadzieje pobawić się w śmierciożerce to uprzedzam, że się nie da. Uczniowie i wszelcy dobrzy tego świata są nietykalni. Dobrze, że walki są naprawdę treściwe.


W wolnych chwilach można też się zająć lataniem na miotle. Mimo braku wspomnianego kilka akapitów wyżej sportu miotły wciąż mają zastosowanie. Niczym w Wiedźminie były wyścigi konne tak tutaj znalazło się pokonywanie tras na czas. Fizyka latania jest do przyjęcia, nieco gorzej ma się sytuacja jeśli chce się wykorzystać gryfa. Nie ma co owijać w bawełnę nie będzie to takie przeżycie jak pokazywano na filmach. Niezależnie jak się na to nie spojrzy.

Druga strona się kończy, a fabuły prawie nic nie omówiłem. Czym prędzej nadrobię ta zaległość. Historia opowiada o uczniu, u którego moc przebudza się moc dopiero jak ten ma piętnaście lat i trafia na piąty rok. Okazuje się, że ma wielki potencjał i może korzystać z pradawnej magii.

Dziwnym trafem jej źródło jest w tej samej dolinie co szkoła. Jak to w takich sprawach bywa ktoś jeszcze chce na niej ręce położyć. No i co tu dodawać... trzeba temu zapobiec. W tym całym chaosie to najbardziej trzeba się zająć nijakością protagonisty, który robi trzy mini na krzyż i jest bardzo nijaki.


Jedynie na samym finale mogłem przejąć stery. Lecz nie było to czego się spodziewałem. Wielka szkoda, że nie mogłem wcielić się przez to w takiego sami – wiecie – kogo. Jeśli komuś mało w czasie przemierzania szkolnych korytarzy można dostosować wygląd naszego avatara. Dobry pomysł, czemu tego nie robić jak się będzie szło z znajomi na jakiś wypad. W rezultacie człowiek zaczyna wyglądać jak jakaś maszkara, którą się widzi na kilometr. Jeśli się nie chce wyjść z roli można ustawić mundurek szkolny jako wygląd domyślny. Trzeba pamiętać, że zmiany zachodzą automatycznie. 

Teraz małe co nieco o aspektach technicznych. Poszło całkiem nieźle. Wszystko chodzi naprawdę zgrabnie. Nie powinienem nawet zacząć tego wątku, gdyby nie liczne rysy. Pies trącał, że gra potrafiła się niekiedy doczytywać. Problem leżał zgoła gdzieś indziej. Jak się tak liże przysłowiowo ściany i przygląda wszystkiemu to zauważy się, dość szybko, że ma się do czynienia z tytułem budżetowym.

Wiadomą sprawą było, że mieszkańcy ram nie siedzą tam, a przemieszczają się. Wydawała się, że i tu choć namiastkę tego będzie dostępna. Po części tak się właśnie stało. Z jakiegoś dziwnego powodu nie wszystkie działa sztuki posiadały jakieś animacje.


No tak animacje, to tutaj najbardziej można odczuć te liczne braki. Wystarczy sięgnąć w dormitorium po owoc, aby w pełni tego zrozumieć. Zamiast płynnego ruchu i zjedzenia zafundowano jakiś dziwny babol. Wyobraźcie sobie, że dłoń chwyta jabłko, a następnie już gryzie. Kiedy jednak tam trafiło tego nie widać. Podobnie jest z mimiką twarzy npc. Co prawda Starfield to nie jest, lecz granica była naprawdę cienka.

A teraz przyszła pora na wszystko to co zapomniałem, albo nie pasowała wyżej. W jednej z misji woźny zleca odnalezienie kamieni księżycowych. Można znaleźć je wszędzie tam, gdzie on chodzi. Jakby to była szkoła i Hogsmade to jeszcze spoko, zgadza się. A tu zostaniemy zaskoczeni one są dosłownie wszędzie nawet na części świata, gdzie tyle siedzą sami złole.

Jeśli macie wykupiony dostęp do dlc z sklepem to gorąco polecam, go przejść. Jest to swojego rodzaju skrzyżowanie Lovecrafta z Layers of Fear. Nie zabraknie tam zagadek z pozoru trudnych, a tak naprawdę łatwych i przyjemnych.


W całym tym teatrze nie zabraknie Irytka. Będzie on pokazywał co jakiś czas, ale tylko na jednej misji trochę się zaangażuje. Potem jedynie zostanie tylko miłym akcentem, którego będzie się widzieć to tu, to tam.

Ocenę końcową zostawiam otwartą. Dziedzictwo Hogwartu mimo licznych pęknięć i rys jest w swojej lidze dziełem wybitnym. Trzeba jednak mieć zapas entuzjazmu, aby się od niego nie odbić. Dla fanów Harrego pozycja obowiązkowa.

Udostępnij:

2 komentarze:

Translate

Czytelnicy

Wyświetlania