Recenzja anime Bakemonogatari

Dzień dobry wszystkim! To ja wasz blogger piszący do szuflady. Czuję, że to jednak jest swojego rodzaju tradycja i chyba przez jakiś czas będzie się to tak ciągnęło.

Znaleźć dobre anime, które porwie swoją oryginalnością to rzadkość. Ostatnio wpadło mi oko, a może ręce… No dobrze, przejdę dalej, bo plątać się zaczynam. Ostatnio obejrzałem sobie komedię, a jakże inaczej. W końcu nic innego nie oglądam i znowu odleciałem.


Bakemonogatari to piątą część, a drugi sezon pokazujący przygody Araragi Koyomi. Zacząłem oglądać tak jakoś bezwiednie od tak na odczepkę. Dzięki temu nie zauważyłem, że pominąłem parę pełnometrażówek i jednego mini sezonu, o ile można tak to nazwać.

Parę faktów było przez to trochę nie jasne, a także czemu protagonista tak troszczy się małą wampirzą loli itp. Szczerze, bardzo mi to nie przeszkadzało, bo dość jasno te wątki wyjaśniono w poszczególnych epizodach. Prawdopodobnie przewidziano, że mogą się pojawić nowi widzowie, którzy niezapoznani się poprzednimi przygodami Koyomi – kun.

Po przeczytaniu opisu i klasyfikacji anime bardzo się zdziwiłem. Pierwsze odcinki za grosz nie mogłem zaliczyć do komicznych. Powiem szczerze, że miałem wrażenie, że będzie to coś z pogranicza thrillera, dramatu psychologicznego.


Jak się szybko okazało elementy satyry zagościły i to w dość szybkim tempie, bo już zmiana zachodzi w trzecim odcinku. Jeśli czytaliście moją recenzję Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl Senpai no Yume wo Minai to już wiecie czego się spodziewać się po tej produkcji.

Fabuła jest tu również podzielona osobno dla każdego z bohaterów na którym aktualnie się skupia. Tym razem na plan główny nie wychodzi syndrom dojrzewania, a yokai, czy też dziwactwa jak je nazwano. W sumie wartałoby się zapoznać z wierzeniami japońskimi jak się ma do ich rzeczywistości.

Główny wątek krąży wokół Senjougahara Hitagi i Koyomi. O ile szanowna panienka jest dość wygadana i określa jako tsundere to ja bym powiedział, że jest bardziej yandere. Kandydatką na waifu stanowczo nie jest, za to jej słodka koleżanka już tak tylko jest z nią mały „problem”.


Wracając do tematu Hitagi ma ciętą gadkę i dość ciekawe przemyślenia. Nie mogę jednak tego samego powiedzieć o Koyomi, który wypada blado przy niej pod tym względem. Jest on jak dla mnie bezpiecznym protagonistą, który musi być miły dla wszystkich i bez wahania rzucać się w ogień, aby ratować bliskich mu ludzi i nie tylko ich.

W samej fabule mamy sporo drugo polanowych postaci, które zostały dobrze napisane do moich ulubieńców zalicza się na pewno Mayoi Hachikuji. Za każdym razem jak pojawia na scenie musi błysnąć dowcipem, który jest dla niej bardzo charakterystyczny. Relacje jej i Koyomi – kun najlepiej zobrazuje porównania ich do rodzeństwo, choć nie sprawdzi się to we wszystkich sytuacjach.

Po obejrzeniu wszystkich piętnastu odcinków można odczuć zmęczenie materiału, ale jest coś co nie przestaje zadziwiać. Zamiast mieć standardowe tła po których poruszają się postacie będziecie oglądać „obrazy”.


Sami przyznacie, że obcowanie z abstrakcją, czy też galerią sztuki będzie pierwszą myślą jaką przyjdzie do głowy. Twórcy bawią się tym dość swobodnie i niekiedy będą robić z tego „spore sceny”. Nie odczujecie przesytu, a jedynie swojego rodzaju zaciekawienie, co jeszcze wymyślili.

Bakemonogatari charakteryzuje się jeszcze tym, że wykastrowano wszystkie odcinki z „statystów”. Skupiono się wyłącznie na naszych milusińskich, a żeby było jeszcze ciekawiej dołożono wiele perełek w postaci luźnych ustawień modeli postaci.

Możecie zapomnieć o kadrach w których bohaterowie stoją naprzeciw siebie i tylko przeprowadzają luźne pogaduszki. Tutaj postawiono na całkiem coś innego. Anime ma mocny wydźwięk artystyczny i to dosłownie. Nikt nie przejmuje się istniejącymi schematami, czy innymi wzorami. Hulaj dusza piekła nie ma.


Nie zabraknie też i fanserwisu jaki i ecchi. Ten blok jest dość dobrze zaimplementowany i mało nachalny. Co nie zmienia faktu, że niekiedy nawet przyjemny. Warto wspomnieć, że pojawia się w tym sezonie jedna postać LGBT.

O dziwo oprócz faktu, że kocha inaczej oferuje coś więcej. Jest ona ciepłą i serdeczną duszyczką, która można polubić, a jej reakcję, czy też charakter jest dość ujmujący. Nie wiem, czy ma być to stereotypowy wizerunkiem lesbijki, czyli najlepszej kumpeli faceta, czy taka po prostu. Nie zmienia to faktu, że nie jest czarno biała, ale ma sporą gammę szarości.

Teraz zabiorę się do obejrzenia zaległości, aby lepiej zrozumieć przewodniczącą i małą loli wampirzycę. Odnoszę wrażenie, że potraktowano ją po macoszemu dając jej ledwie sekundy antenowe i praktycznie ja wyciszając.

Podsumowując Bakemonogatari to anime wartę obejrzenia. Zachwyca ono niezwykłymi tłami jak i podejściem do kamery. Fabuła nie jest jednolitą masą, a dzieli się na soczyste warstwy pełne smaczków oblanych gęstym sosem. Kurczę, aż się zrobiłem głodny, a już pierwsza w noc dochodzi (śmiech).
Udostępnij:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate

Czytelnicy

Wyświetlania