• Recenzje

    Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo

  • Manga i anime

    Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj

  • Filmy i seriale

    Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć

  • Publicystyka

    Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem

Recenzja serialu Ojciec Brown (sezon 1)

Drodzy panowie, miłe panie omówię ostatni serial z 3 zapowiadanych. Pomimo swojej formy nie będzie to do końca produkcja propagandowa. Nie traćmy więc czasu i przejdźmy do rzeczy.

Brytyjski serial Ojciec Brown to adaptacja serii książek autorstwa Gilbert Keith Chesterton. Produkcja ta ma w sobie coś wspólnego z sagą Harrego Pottera. Pytacie, co dokładnie? Już śpieszę z odpowiedzią. W głównego bohatera wciela się się Mark Williams, który jest wam dobrze znany jako Artur Weasley ojciec Rona.


Żeby lepiej przybliżyć wam czego można się spodziewać, po tym tytule to powiem tak: Ojciec Mateusz przeniósł się do powojennej Anglii lat 50-tych. Format poszczególnych odcinków później nakreślę trochę szerzej, a na razie garść szczegółów.

Nie spodziewajcie się tutaj akcji rodem z Detektyw w sutannie. Dajcie znać, czy chcecie aby coś napisać o tym klasyku z polskim akcentem. Wracając do wątku głównego. Poszczególne odcinki to jeden i ten sam schemat. Czasami dochodzi do pewnych ustępstw względem fabuły, ale ostatecznie szkielet zostaje nienaruszony.  

Miłośnikom klasyki zaserwowano zbrodnię, morderstwo ma się rozumieć i liczne poszlaki. Wskazówki naprowadzające lubią pokazywać się w najróżniejszych momentach. Początkowo zapowiada się to naprawdę dobrze, bo da się już obstawić motyw i ofiarę zanim dojdzie do przestępstwa. Z tego co dotychczas napisałem buduje się obraz produkcji dla ludzi lubiących wykorzystywać swoje szare komórki.


Dzieje się tak tylko z pozoru. Zaprawieni fani gatunku szybko zorientują się w zasadach tej gry i nie będą mieć problemów z wytypowaniem co ważniejszych figur. Jak wiadomo kiedy odrzuci się wszystkie prawdopodobne rozwiązania ta, która zostanie choć niemożliwa będzie tą właściwą.

Zdradzę pewien smaczek jaki powinien zainteresować w pierwszym sezonie, całkiem sporo miejsca poświęcono uchodźcą z Polski. Wątek ten można odebrać dość negatywnie. Nie próbowano pokazać tam jakichkolwiek ciepłych relacji między naszymi, a miejscową ludnością. Jedynie Sid Carter (Alex Price) próbował jakoś zbliżyć się do Zuzanny (Katarzyna Kołeczek) będącej gosposią u Ojca Browna. Uprzedzam ksiądz jest po prostu dobroduszny dla każdego bez wyjątku, dlatego się nie liczy.

Wraz z rozwojem wydarzeń jedyne co przez serial trzyma w ramach kryminału są liczne morderstwa. W następnych sezonach jest tego jeszcze więcej. Można się aż zadziwić jak w takim miasteczku, prawie wsi popełnia się tyle zbrodni. Niezbadane są wyroki boskie.


Tym razem nie będę jakoś się rozpisywał o poszczególnych bohaterach pierwszo i drugoplanowych. Nie można się doczepić braku pomysłu na nich. Od buntowniczego  stylu bycia Ojca Browna, który doprowadza do bólu głowy inspektora, a kończąc na przekłamanej sekretarce parafialnej pani Bridgette McCarthy (Sorcha Cusack). Wspomniana już Zuzanną jest głosem polskiej mniejszości. Wszyscy oni i epizodyczne postacie dodają coś od siebie, tak aby utworzyć spójną całość.

Teraz przyszła pora na mięsko lub warzywa. Nikogo nie dyskryminuje (śmiech). W 6 odcinku postanowiono poruszyć problem dotyczące placówek prowadzonych prze zakonnice jak i samych zakonów. W tej sprawie i trup pada często i gęsto. Lecz to co bardziej się rzuca w oczy to patologiczne relacje i hipokryzja zakonnic. Nazwać to by się dało przerysowaniem. Jednak jeśli ma wybrzmieć jak należy to tak być musi. 

Odcinek ten był tuż po epizodzie z sektą. Tam bardzo, potępili konkurencję. Ktoś wpadł na pomysł, aby dodać coś dla równowagi. Z powodu liczby zgonów i tym razem warto dodać kilka przypadkowych ofiar, aby trudniej z pozoru stwierdzić kto był mordercą. Równocześnie nie postarano się, aby następujące po sobie ofiary nie były od razu do wyłapania. Charakteryzowały się "wyrazistym" stylem bycia. Jedyne co było konieczne to poświęcenie minimum uwagi, aby dojść do właściwych wniosków.   


Finał odcinka jest w pewnym sensie strzałem w kolano z przebiciem w stopę. Rozwiązanie zagadki ukazały struktury zakonne w jeszcze gorszym świetle niż samą sektę. Dramatyczna prawda jaka wyszła na wierzch została całkowicie zbagatelizowana. Zostawiło to poczucie niesmaku, jak można istotne tematy zamieść pod dywan.

W odcinku 7 pozornie odeszli od tematu kościoła. Nakreślono nieco inną sprawę z dość odmiennym tłem i narracją. Pokazano uprzedzenie, pychę i niewiedzę, którą krzywdzą bez wahania. Wielce pobożna sekretarka stała się orędowniczką prawdziwej nienawiści niczym niepopartych przekonań.  

Ofiarą tego odcinka jest nastolatka chora na chorobę popromienną. Tym razem było bardziej moralizatorsko. Pod tą dekoracją kryło się wiele złożonych problemów, których rezultaty zostały jasno wyjaśnione. Zdradzę tylko, że zakończenie dla odmiany było pozytywne. Wspomniany epizod to jedna z tych naprawdę monotonnych odstępstw. Druga polowa pierwszego sezonu z jakiś bliżej nieznanych powodów zaczęła bardziej skupiać na edukowaniu widzów, a niż zagadkach na głębszym poziomie niż kto zyska na śmierci bogatego nestora rodziny. Podpowiedź, nie pierwszy dziedzic, a osoba następna osoba w kolejce.  


No wreszcie, ideologiczne pitolenie zeszło na dalszy plan. Pierwszy sezon serialu powoli dobiega końca. Śledztwa są jakie są dość mocno przewidywalne. Pierwsze odcinki rzeczywiście były wciągające, a wątek polski interesujący, a przez to miało się ochotę na jeszcze.

W przedostatnim odcinku wraca ponownie temat polskich imigrantów. Wszystko pokazywano w taki sposób, aby nie dało się nic ominąć. Włodarz miasta zieje swoją nienawiścią i pychą. Nie dało się jednak znaleźć motywu do popełnienia przestępstwa. Ale nie ma co się martwić, bo wszystko idzie zgodnie z planem i pada trupem.   

Następnie wystarczy dokładnie słuchać, aby wyłapać szczegóły. Nie zabraknie fałszywych dowodów, które są aż nadto przewidywalne. Innymi słowy sprawca nie trzyma przy sobie narzędzia zbrodni. Finał jest natomiast taki jak zwykle najmniej podejrzana osoba to ta/ten właściwy.


Dodam jeszcze na koniec o paru rzeczach, które zawsze pokazują się w serialu. Najbardziej wyróżniającą się była nieudolna praca policji. Mimo, że powinni inspektora zmienić już dawno ten ciągle jest i powtarza jak mantrę jaki jest skuteczny. W ramach „przerwy” od śledztwa hrabina Felicia musi się przekomarzać z sekretarką Ojca Browna. I tak w kółko i w kółko to samo, aż do wiecie czego. 

Podsumowując, czy warto obejrzeć Ojca Browna? Jeśli szukacie serialu do kotleta to można oglądać śmiało. Nie jest to produkcja o ciężkim klimacie z dużą dawka brutalności. Zagadki są stosunkowo proste i z tego tez powodu próg wejścia jest niski. Bohaterowie są zmyślnie napisani z silnym oddziaływaniem na widza, czyli aktorzy dobrze wykonali swoją robotę. Patrząc całościowo produkcja ta z serii kryminalnej przeszła w typową obyczajówkę, która stara się być tym co deklarowała na samym początku. Ocena końcowa: 6.5/10.
Share:

Recenzja seriali Nicolas Le Floch

Była gorąca Italia to przyszła teraz pora na nie gorszą Francję. Pora przenieść się do XVIII wiecznego Paryża.

Pociąg ruszył i nie zamierza się zatrzymać. Choć z braku torów będzie musiał zrobić przestój w krainie wina, śpiewu i walk o władzę w królestwie Ludwika XV. Serial Nicola Le Floch z 2008 r. to na swój sposób dobrze wszystkim znana produkcja. Dość prosta w swoich założeniach.


Występuje w nim wątek główny będący niczym innym jak klamrą wspólną dla wszystkich wydarzeń. Raz jest to bardzo namacalne niemalże jednolita masa, innym razem jedynie symboliczna. Poszczególne sprawy będą się mieściły w dwóch odcinkach. Jeśli zajdzie taka chęć to jak najbardziej można losowo wybierać śledztwa prawie nic nie tracąc.

Pewne smaczki lub drobne zmiany następują. W większości przypadków nie mają one większego znaczenia. Jedynie mogą bardziej zainteresować, jeśli wciągnie was szerszy kontekst historyczny. Są też wątki mniej istotne politycznie, które w praktyce samemu trzeba było sobie dopowiedzieć jak się one zakończyły, tyle w słowie wstępu.

Zróbmy krok do przodu, a następnie obrót wokół młodego komisarza Le Flocha znanego w królewskich kręgach jako markiz de Ranreuil. Kto nam się ukarze? Wytrawny łowczy, czarny upiór o uśmiechu Mefistofelesa Gethego. Nikt nie wie, co naprawdę się kryje za jego bystrymi oczami.


W każdej sprawie ukazuje się jako nieugięty mściciel, który nigdy nie ugiął się pod naciskiem prawa, a tym samym doprowadzał do białej gorączki generała policji Antoine de Sartine. Równocześnie wielki nacisk położono na wszelakie podboje miłosne. Choć nie mogę być pewny, czy to na pewno odpowiednie słowo. Bardziej nazwałbym licznymi uciechami cielesnymi będącym dość częstą aktywnością komisarza.

Poszczególne sprawy dość mocno opierały się na określonym schemacie. Niekiedy dochodzi do jakiś przebłysku i pewne sprawy schodzą na dalszy plan. Początkowo jak wszystko opierało się na spiskach przeciw królowi i było to całkowicie akceptowalne. Lecz im dalej przesuwała się fabuła to odczuwało się pewien niesmak. Gorzki posmak był w szczególności odczuwalny w epizodach w których pozornie przestępstwo nie zahaczało o samą górę.

Pierwsza sprawa jaka miała miejsce napawała mnie nadzieja na liczne łamigłówki. Ślady niczym okruszki w Jasiu i Małgosi, które wyprowadzą z lasu. Wstępnie tak było nie można się z tym nie zgodzić. Poszczególne poszlaki pokazywały się dając szanse na obstawianie sprawcy. 


Akcja przez cały czas utrzymywała wysoki poziom. Okraszono to naprawdę ciekawymi dyskusjami, jak i luźnymi wymianami zdań. Podobnie ma się sprawa z bohaterami mający wyraźnie zarysowaną charakterystykę. Ich autentyczność naprawdę podbijała jakość. Przez wykorzystanie mocnych stron bez problemów dało się przymknąć oko na pewną gdzieniegdzie monotonię. Warto wspomnieć jak mocno przyłożono się do budowy lokalizacji i kostiumów. Idąc tą myślą warto pochwalić poziom szczególności pozwalający poczuć, a nawet niemalże być w tamtym dość burzliwym czasie we Francji.

Takie śmieszne zalety łatwo było odrzucić i zbagatelizować. Jednak interakcje między sami figurami robiły naprawdę swoje. Sartine mimo bycia swojego rodzaju kartą zagadka wprowadzał wiele zamieszania na ekranie kiedy miał takową okazje. Raz jego wstawki były śmiertelnie poważne, a innym przerysowane. Tak, czy inaczej nie mogłem się oprzecz wrażeniu, że miałem go odbierać głównie jako bohatera komediowego. Ewentualnie sam się tego doszukuje w tej postaci.

Skupię teraz bardziej na śledztwach. Jak wspominałem, pisałem i omawiałem w większości wypadków dotyczyły jego wysokości Ludwika XV, a następnie jego wnuka o którym napiszę później. Tematem głównym zazwyczaj jest morderstwo. Banał, warto w takim wypadku bardziej się skupić na motywie zabójcy. Celowo uniknąłem słowa mordercy, bo sprawcy nie byli szaleńcami działającymi wyniku szaleństwa.


Poszczególne śledztwa to w sumie jeden i ten sam schemat. Najpierw znajdują denata, a potem trafia do Samsona (kata), który robił sekcję zwłok. Oczywiście sprawa nie jest, aż tak prosta i wymaga licznych przedsięwzięć mających usprawnić cała sprawę. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Weźcie poprawkę na czas i mentalność społeczną jaka miała miejsce w tamtych czasach.

Honor i opinia wielokrotnie, wróć zawsze miała pierwszeństwo nad resztą spraw. Nie raz usłyszałem gorzki komentarz Le Flocha o tym jak członkowie rodzin gotowi są przyjąć wersję wydarzeń, która ich mniej skompromituje. Wszystko to kosztem ofiary.

Wraz z kolejnymi sprawami, w których brał udział komisarz ubogacony zostałem o wiedzę jak przeprowadzać śledztwa, a wy o czym myśleliście? Jego pomysły jak na tamten okres wywoływały wielkie zaskoczenie, ale jak tak można? Wyprzedzał on swoje epokę. W czasie obdukcji wielokrotnie towarzyszył również Dr Guillaume Scemacgus. Lekarz nie tylko o niezwykłej wiedzy i biegły w swoim rzemiośle, ale również wielce rozpustny.


Wartym jest póki co jeszcze asystent Inspektor Pierre Bourdeau, dla przyjaciół Bourdeau. Mała ciekawostka jego imię praktycznie nie pada w czasie serialu. Ma on jedną, ale naprawdę ważne rolę do odegrania. Jako jedyny nie korzysta z domu publicznego burdelem zwanym. Jako człowiek żonaty stara się być przykładnym obywatelem. Jest to tematem wielokrotnej kpiny ze stromy reszty bohaterów tego serialu.

Warto jeszcze podkreślić, że zwrócił on uwagę na jedną zasadniczą zmianę jaka miała niebagatelny wpływ na bezpieczeństwo całego społeczeństwa. Porządne oświetlenie ulic ma niebagatelny znaczenie na liczbę popełnianych przestępstw. Czy może to zagrozić pracy policji?

Nie zbrakło też paru mocniejszych akcentów w trakcie pierwszej połowy tej produkcji. Przez połowę miałem na myśli część w której rządził stary król. Pierwszy z nich dotyczył czarciego dziecka. Były tam naprawdę świetnie pokazane dreszczykowe elementy. Czym one były wywołane? Trudno powiedzieć. Nie raczyli nijak tego wyjaśnić. Jednak pomimo swojej skromnej formy robiły wrażenie.


Nie zabrakło też sprawy sprzed 60 lat, która wraca na salony, bo tajne organizacje typu wolno murarze, czy inni templariusze, którzy przeżyli znowu dają o sobie znać. Pragnę zwrócić uwagę na biżuterię, którą zwie się Łezką Warszawską. Przy tej okazji dowiedziałem się, że żona Ludwika XV to córka polskiego króla. Dzieje się, oj dzieje. Przy okazji pojawili się kolejni antagoniści, którzy póki co charakteryzowali się morderczymi zapędami i gorącym uczuciem. Jak się to potoczy zobaczymy.

Odcinek ten jest całkowicie bezpiecznym rozwinięciem. Miałbym tylko pytanie dotyczących "uczestników" tego spisku. Czemu są, gdzie są i czemu są tacy sztywni? Cokolwiek autor (czyli ja) miał na myśli?!

Nie chcę więcej się rozpisywać o tej sprawie, bo jest ona jedną z tych nielicznych odskoczni w których biedny król nie musi się przejmować. Jedynie dodam, że poszlaki jakie podrzucali w czasie seansu nie mogły się pochwalić obfitością. Powiedziałbym, że nadto oszczędne. Zaś samo rozwiązanie podano na tacy. Znajduje jednak drobne światło usprawiedliwienia w postaci mentalności i klas społecznych jakie wywczas obowiązywały.


Nie żyje król niech żyje nowy król. Ludwik XV schodzi z tego świata, a na jego miejsce wchodzi jego wnuk. Jest to moment wielkiej żałoby we królestwie. Ludzie by niebyli sobą jakby znowu nie doszło do kolejnego spisku. Raczej trudno było się spodziewać, aby było w tej kwestii inaczej.

Choć podłoże jest jak zwykle różnorodne to cel mniej lub bardziej sięga korony. Jednak bardziej niż na kolejnym morderstwie wolałbym się przyjrzeć życiu miłosnemu komisarza. Jako sługa jego wysokości i stóż prawa nie można nic zarzucić. Sprawa się ma całkiem inaczej jak zacznie się przyglądać sprawą sercowym. Tutaj jego wierność jest dość wątpliwa, a przynajmniej nie trwała. Ostatecznie twórcy serialu zostawili spore niedopowiedzenia w tej kwestii.

W Ciągu zaledwie kilku odcinków zamienia towarzyszki niczym rękawiczki. Całości nadali dramatycznego tonu i większej głębi. Natomiast zamiast nadać sensu to była konsumpcja i rozpusta. Nie mogę również nie wspomnieć o zmianach w „kadrach”. Nowy generał i nowe problemy z wizją człowieka nie mającego nic to zaoferowania prócz swojego pochodzenia.


Póki co jego debiut był strasznie sztywny zabierając ciekawy blok satyryczny, w którym to Nicola przekomarza się z Sarkazim. Nie zabrakło woke tematu, po raz kolejny pokazuje się transwestyta tym razem jednak o wyjątkowo morderczych skłonnościach. Nie zmienia to faktu, że pokazuje to towarzystwo w wyjątkowo złym świetle.

Najwięcej zyskał sam młody monarcha wyraźnie stylizowanego na kogoś wielce inteligentnego. Pokazali go jako umysł ścisły z zamiłowaniem do logicznego i konsekwentnego myślenia. Człowiek czynu może by tak powiedzieć.

Ludwik XVI ma nie lepszą sytuację niż swój poprzednik. Wydaje się jednak całkiem innym władcą. Odnieść można wrażenia bycia otwartym na wszelkie odstępstwa od etykiety dworskiej. Natomiast co do spraw państwowych nic się nie zmieniło. Historia nabrała o wiele szybszego tempa. Zważając na kierunek do jakiego zmierza Francja wszystko nabiera rumieńców.

Równocześnie idealnie pokazuje to sposób myślenia elit. Póki sądzą, że są bezpieczni starają się zrobić przewrót. Nie wiedzą jaki kręcą bat na samych siebie. Nicolas jest coraz częściej na celowniku i doczekał się 3 zamachów na siebie. Koniec końców wszystko potoczyło się jak zawsze.

Finałowe dwie sprawy, które obejrzałem hurtem to już w sumie jeden wielki rollercoaster. Sytuacja się naprawdę zaogniła. Przy tym początkowe sprawy z paszkwilami to już tylko drobna pieść przeszłości. Mimo, że jeszcze będzie jeden Ludwik żył cało i zdrowo to naprawdę się zaczęło dziać. W koloniach dochodzi do buntu. Powstaje kruchy rozejm z Austrią, a Zjednoczone Królestwa znowu dają o sobie znać.  

Jednak komisarz Le Floch tym razem obrywa z każdej strony. Jak ocenić tego typu wydarzenia? Jako wielce niepokojące. Mimo dzieła przypadku staną się one motorem napędowym do potencjalnych przygód markiza o ile kiedykolwiek zaczną kontynuować jego losy. 


Teraz nieco z innej beczki, ostanie odcinki pochodzą z 2014 r. co można od razu zauważyć. Dziwnym trafem w tamtym okresie poprawność polityczna i woke zaczęły coraz bardziej dochodzić do głosu. Pojawienie się charakterystycznych czarnych charakterów w symboliczny jak i dosłownym znaczeniu zaczęło powoli wychodzić.

Oczywiście w domu schadzek już takowe były osóbki, ale pojawiały się ledwie na kilka sekund, aby tylko zniknąć. Tutaj natomiast było to bardziej kombo. Panie tez zaczęły dziwnym trafem z postaci wspierających zmieniać w rozpychające łokciami strong feminy.

Koniec, końców nie miało to większego znaczenia. W całościowym rozrachunku można to potraktować jako drobne potknięcia. Serial się skończył, a wraz z tym szanse na zniszczenia tak dobrze rozpisanej produkcji, która mogę śmiało polecać.

Podsumowując Nicolas Le Floch to serial wart waszego czasu. Mimo pewnych niedociągnięć broni się swoim oddaniem tamtej epoki. Protagonista to charyzmatyczny człowiek o wielu obliczach. Przez większość odcinków trzymano się ram społecznych, aby powoli zmienić to za czasów Ludwika XVI. Szczęście w nieszczęściu zakończono ten projekt i powstrzymano przed zniszczeniem tego co już wypracowywano. Ocenę zastanawiam otwartą.

Share:

Recenzja serialu Inspektor Ricciardi (Sezon 1)

Przyszła pora na pierwszy wpis w tym roku. Zajęło to trochę więcej czasu, niż sądziłem, ale wszystko jest już gotowe. Nie tracę więc czasu i zaczynam omawianie pierwszego serialu.

Inspektor Ricciardi to włoska produkcja z 2021 roku, rozgrywająca się w okresie rządów Mussoliniego. Każdy odcinek to pełnometrażowy film, co wywołało szok swoim rozmachem. Jednak to nie to zrobiło na mnie największe wrażenie


Oglądając poszczególne odcinki, czułem brak czegoś „istotnego”. Otóż prawie nie było tam całej patologicznej ideologii lewicy. Coś, co nie powinno nawet być jakkolwiek wzmiankowane w recenzji, musiało wręcz wyjść na pierwszy plan. Żeby nie było – jakiś akcent tej różnorodności zachowano, ale w satyrycznej formie, która w żadnym wypadku nie przeszkadzała.

Chciałbym, aby tak było, lecz pokuszono się także o jeden mocniejszy akcent. Pokazano go w raptem jednej scenie, która stała się motorem napędowym rozwoju fabuły. Jednak nie zdziwiło mnie to, że umieszczono ją właśnie w ten sposób

Poszczególne epizody opowiadają indywidualne historie, jednak przez cały serial rozwijane są wątki spajające wszystko w całość. Niektóre wydarzenia, które zaczęły się w pierwszym odcinku, zostały zakończone dopiero na końcu sezonu. Z tego powodu nie polecam oglądania w dowolnej kolejności


Od samego początku reżyser rozpieszcza widza licznymi panoramicznymi widokami Neapolu. Liczba szczegółów przytłacza, zwłaszcza podczas oglądania wnętrz mieszkań czy komisariatu.

Dopełnieniem wstępnych wrażeń było staranne dopracowanie poszczególnych bohaterów. Relacje między nimi były wyraziste i doskonale przemyślane. Nawet postacie drugoplanowe i epizodyczne zostały dopracowane i otoczono je pełną troską. Aby to podkreślić, często stosowano zbliżenia, dzięki czemu widz mógł poczuć się, jakby znajdował się tuż obok nich.

Nim przejdę do samej fabuły, warto poświęcić jeszcze kilka słów o ścieżce dźwiękowej. Subtelne tony wypełnione są bogactwem emocji. Zdecydowano się na powtórzenie niektórych utworów w powtarzających się momentach. Początkowo odebrałem to jako cięcie kosztów – oczywisty błąd. Gdy ponownie zagłębiłem się w zamysł twórców, dostrzegłem, że powtarzający się motyw stanowi naprawdę silne podbicie wydarzeń rozgrywających się przede mną.


Pierwsze morderstwo jest dość klasyczne – zaczyna się od odkrycia trupa i wrzasku pracownicy. Swoją drogą, czemu one zawsze muszą krzyczeć? Mężczyźni potrafią się opanować.

Przedstawione wydarzenia to zbiór ściśle powiązanych ze sobą scen, które warto oglądać z uwagą. Wszelkie poszlaki są pokazane tak, aby widz mógł równolegle z inspektorem rozwiązywać zagadkę. Jednak żeby nie było zbyt nudno, protagonista ma, powiedzmy, szósty zmysł. Dzięki niemu wyłapuje główną wskazówkę, która pozwala mu rozwikłać całą zbrodnię.

Warto jeszcze wspomnieć o pozostałych bohaterach. Mamy Maione, który pracuje jako policjant i asystent inspektora. Początkowo jego wątek rozpoczyna się od tragedii, która dotknęła jego i jego rodzinę. Klarownie ukazano tam zarówno emocjonalne napięcie, jak i stan psychiczny poszczególnych członków rodziny. Następnie nie zabrakło też bardziej gorących spraw – zarówno w tradycyjnym znaczeniu, jak i w nieco innym. Taka mała niespodzianka dla tych, którzy jeszcze nie oglądali.


Żeby nie było zbyt nudno, nasz inspektor, płacący bykowe doczekał się dwóch kandydatek na żonę. Nie odczuwałem tu większych zachwytów związanych z rozwinięciem tego motywu w postaci trójkąta miłosnego.

Na początku wspomniałem o okresie historycznym, w którym rozgrywa się serial. Doktor, który będzie badał ofiary, będzie jawnym przeciwnikiem władzy. Mimo słusznych poglądów i stania po stronie opozycji, odebrałem go jako buca, który aż za bardzo pokazuje swoją wyższość. Równocześnie, gdy schodził z tematów politycznych, stawał się o wiele bardziej do zniesienia.

Rodzynkiem w tym serniku jest informator, o którym w sposób okrężny wspomniałem w niektórych akapitach. Wyrywa on każdego z ponurej i poważnej atmosfery. Nadaje całkiem inny klimat i daje chwilę, aby zebrać wszystkie poszlaki o potencjalnym mordercy, który jest widoczny od samego początku każdego odcinka.


Miłość to jedna z tych zagadek, których nawet ja nie zdołam rozwiązać. Drugi odcinek przygód Inspektora został bardziej podzielony w stosunku do pierwszego. Tak równo rozdzielony tort może być naprawdę dobrym balansem dla utrzymania zainteresowania widza. Nie będzie to spoilerem, jeśli napiszę, że temat główny wciąż jest ten sam. Lepiej byłoby powiedzieć, że pewne rzeczy się zmieniły.

Tym razem brygadier Maione miał swoje pięć minut. Nie był jednak jedynym, który ugrał coś więcej. Jak mówi stare powiedzenie napoleońskie: 'Bóg jest kupcem, który nie płaci w sobotę.' Żeby nie zagmatwać wydarzeń, będę omawiać je chronologicznie, unikając wszelkich faktów zdradzających istotne elementy historii.

No to do dzieła! W rodzinie brygadiera nie działo się najlepiej, i widać tutaj, jak jedna strona stara się utrzymać wszystko w całości. Na horyzoncie pojawia się jednak pewna możliwość, która wystawia te relacje na próbę.


Nie mogę powiedzieć, że było to jakoś szczególnie pikantne, ani też płaskie w odbiorze. Nazwałbym to spotkaniem dwojga ludzi, którzy potrzebują się nawzajem, aby móc poukładać swoje życie.

Następnie pociągnięto wątek romantyczny Inspektora. Dla odmiany było tu bardziej romantycznie, melodramatycznie, z nutką komedii. Oglądając, jak swatka zwana losem próbuje ich połączyć, człowiek zaczyna się rozczulać. W tak wzniosłych momentach pokazano, jak maski opadają. Wszystko jest widoczne jak na dłoni, co należy docenić.

Teraz przejdę do przełożonego Inspektora. Nie jest to nowa postać, o nie. Ten Janusz w najczystszej postaci wyraźnie dał popis od momentu, kiedy miałem wątpliwą przyjemność zobaczyć go na ekranie.


Jest on swojego rodzaju politycznym akcentem tamtych czasów. Póki co jest to tylko sygnalizowane, ale z całą pewnością zmieni się to wraz z kolejnymi wydarzeniami, o których wspomniano w tym epizodzie.

Teraz o samej sprawie. Czasy się zmieniają, lecz ludzie słabi pozostają tacy sami. Szukają pomocy u sił wyższych, a trafiają do oszustów. Jednakże, muszę przyznać, że w kontekście tego serialu jest to naprawdę paradoksalne.

W moim odczuciu kolejne morderstwo rozgrywało się jedynie gdzieś w tle. Nie mogę napisać, że było nieistotne. Śmiem stwierdzić, iż jedna z bohaterek sprawy była niezwykle nieoszlifowaną perełką, a mowa tu o córce dozorczyni. Tak niezwykle oddać postać upośledzoną... Niby tylko bohaterka epizodyczna, a była niczym innym jak początkiem lawiny.


W kontekście całego śledztwa największy nacisk położono na krzywdę ludzką. Pytaniem, jakie należy zadać, nie jest to, kto zabił, ale kim jest prawdziwy winowajca? Na sam koniec tego epizodu pochwalę, jak zgrabnie oddano mentalność włoską. Nacisk na szybkie związki jest podkreślany na każdym kroku. Kult rodziny, dzieci wciska się bez pardonu, jak to tylko możliwe.

Udało się dotrzeć do połowy serialu. Nabrał on kolorytu i w pełni się ustabilizował. Wypośrodkowano poszczególne części układanki, aby stworzyć kompozycję niemalże idealną. Każdy z punktów programu został wyraźnie skierowany na swoje własne tory. Oczywiście pewne wątki łączą się ze sobą, co jest nieuniknione.

Lecz nie o tym teraz, bo w końcu do akcji weszła polityka i woke. W czasie śledztw, które stawały się coraz cięższe, zaczęły się wkradać o wiele gorsze rzeczy. W pierwszej kolejności władze, które boją się byle doktorka i każdego, kto z nim ma do czynienia.


Motywacje poszczególnych postaci są niejednoznaczne. Zaczynają oni budować labirynt będący pułapką dla tych, którzy próbują dojść do dalszych wydarzeń na podstawie swoich doświadczeń.

Teraz o sprawach pobocznych. Faszyści coraz mocniej zaciskają swoje macki na szyi doktora i niebezpiecznie zbliżają się do pozostałych bohaterów. Doktor, jaki jest, każdy widzi, a dokąd go to doprowadzi, łatwo się domyślić. Co ciekawe, nie zarysowano ani nie podkreślono jego pozycji społecznej. Dlatego też dziwi mnie, jak bardzo przez agentów reżimu podkreślają jego ważność.

Następnie mamy wątek homoseksualny. Postanowiono umieścić go w najbardziej męskiej części, by mógł wybrzmieć najgłośniej. Zrobiono to z sporą dozą wdzięku. Zamiast nachalności, był to tylko akcent, czymś w rodzaju dźwigni napędowej. Jeśli chcą, potrafią pokazać to w sposób naturalny.


Na koniec mały pozytywny akcent. Nasz Maione zaliczył drobne nieporozumienie w rodzinie. Dobrze, że skończyli opłakiwanie i zaczęli coś nowego. Niedomówienia mogą zrodzić nieoczekiwane sprawy. Skutkiem tego jest zdrowa dieta i większe zbliżenie się między małżonkami. Taka odskocznia od poważnych tematów była jak najbardziej wskazana.

Trzeci odcinek to doskonale znane motywy. Fani serialu nie będą czuć się zawiedzeni i z całą pewnością z wielką chęcią będą śledzić losy Inspektora. Wielka odmiana w fabule, chciałoby się powiedzieć. Jednak to, co się wydarzyło, nie należy tak ująć.

Z wyżyn społecznych Inspektor zeszedł do plebsu. Kolejną ofiarą jest małe dziecko. Teoretycznie sprawa prosta – osłabiony organizm sieroty, a do tego kiepska pogoda i nieszczęście gotowe.


To, co bardziej zwróciło moją uwagę, to klątwa Luciano. Lokomotywą napędową był brak głównego świadka, powtarzającego swój monolog. Należałoby zadać pytanie: co, jeśli byłby to tylko samobójstwo?

Drążąc sprawę, protagonista zmuszony jest do zejścia do jądra ciemności, czy też otchłani. Dobór miejsca, w którym mieszkały sieroty, był wręcz idealny. Scena, w której po raz pierwszy schodzi tam Luciano, to naprawdę symboliczny moment.

Wiele złego zostało pokazane. Nawet kontrowersyjne tematy, jak wykorzystanie dzieci przez kościół. Tym razem nie chodzi o pedofilię, lecz to nie było o wiele lżejsze. Zimno i obojętność były wyraźnie odczuwalne. Środowisko szybko przymyka oko na to, co dzieje się za życia tamtych dzieci. Zaszokowała mnie hipokryzja duchowieństwa. Lecz zbrodniarze idą swoją drogą, a ofiary gdzieś obok.


Teraz coś lżejszego dla odmiany – wątek romantyczny. Trójkąt miłosny staje się coraz bardziej kłopotliwy. Z jednej strony przypomina to trochę jakieś 'Trudne sprawy', a równocześnie zaszczycono mnie widokami z komedii dla nastolatków. Zabawa 'Romea i Julii', nie wiedzących, czego chcą, staje się męcząca. Staram się zrozumieć to i interpretuję jako próbę pokazania niewinnego uczucia.

Z drugiej strony, strong feminy mogą warczeć o uprzedmiotowienie Enrica i promowanie kobiety jako kury domowej. Oddaje to, moim zdaniem, ducha tamtych czasów.

Brud zmyty, a rynsztok zamieniony w luksusowy salon. Nie będę owijał w bawełnę – chodzi o luksusowy burdel, a w nim kolejna ofiara. Sprawa jest już bardziej oczywista. Kluczowym momentem był, jak zwykle, przypadek. No dobrze, trochę więcej. Mimo utrzymania stałego poziomu, którego nie mogę przestać chwalić, chciałoby się czegoś więcej, co będzie zaskakiwać w trakcie seansu.


Lubicie gry słowne? W tym epizodzie będzie ich sporo. Na tyle dużo, że można dzięki nim dojść do celu. Wielokrotnie wspominałem o ludziach z różnych warstw społecznych. W trakcie seansu odegrają one fundamentalną rolę, jednak nie wskażą wprost sprawcy.

Ostatni odcinek to jeden wielki melodramat, przepełniony niedopowiedzeniami oraz nieodwzajemnioną miłością. Zresztą... cały czas wykorzystywano ten zabieg jako element domyślny. W ostatnim odcinku brak tego uczucia pchnął wszystkich w objęcia szaleństwa.

Wielka szkoda, że za decyzje jednych musieli zapłacić inni. Jak jednak inaczej można podsumować wszelkie śledztwa? Sumienie, wykonana praca opierająca się na dokładnym zebraniu poszlak i połączeniu wszystkiego w jedną całość.


Koniec, wreszcie doszedłem do finału tej naprawdę wciągającej historii. Warto w związku z tym odnieść się do całej serii jako takiej. Każdy odcinek, do pewnego stopnia, był zamkniętą całością. Zbrodnia, a wraz z nią dusza zatrzymana na tym łez padole.

Śledząc te dramatyczne wydarzenia po raz wtórny, zrozumiałem jedną rzecz. Wszystko to było tylko tłem do tego, co działo się wokół. Nieszczęśliwa miłość Inspektora, wdowy Vezzi, czy agenta Falco. Nie zabrakło też dzielnego brygadiera, który tak majonez lubił. Dano dość sporo czasu, aby opowiedzieć jego historię.

Nie wolno zapomnieć o Doktorze Modo z niewyparzonym językiem. O nim mógłbym napisać, że w wielu momentach był motorem, tym który ciągnął to wszystko do przodu.


Całość jednak została okryta realiami historycznymi. Mussolini u władzy, starano się to z pewną maniakalną namiętnością pokazać. Choć tak naprawdę rzadko kiedy dano temu więcej czasu antenowego. Zabawne jest, jak postarano się powiązać ten radykalizm z ruchem woke. Nie nazwałbym tego przymusowym forsowaniem tej agendy, a czymś, co mogło mieć miejsce.

Skoro już przy tym jestem, to nie wolno zapomnieć o informatorze, do którego przychodził Brygadier. Tutaj dla odmiany wszystko miało charakter komediowy. Będąc szczery, rola owego człeka najbardziej błyszczała w całości.

Zabrzmiało to kontrowersyjnie, ale sposób, w jaki wciela się w niego odtwórca, dokonywany jest z pełną gracją. Bijąca pozytywność nie pozwala patrzeć na tę postać przez jakiś konkretny pryzmat.

Podsumujmy, czy warto obejrzeć serial Inspektor Ricciardi? Mimo wszelkich zalet i wad, które dostrzegłem po wtórnym obejrzeniu, jestem przekonany, że jak najbardziej. Wartka akcja, wiele wątków, które mniej lub bardziej zazębiają się ze sobą, sprawiają, że obraz ten jest wart waszego czasu. Ocena końcowa: 9/10.
Share:

Ogłoszenie parafialne (aktualizacja 10.10.2025)

Siemaneczko, konbanwa – czy o której godzinie to czytacie!

Aktualizacja 1.3d
W tym tygodniu w moje ręce trafił telewizor kineskopowy i PS2 Fat. Nie zastanawiając się długo powstało nowe retro stanowisko. Miało być coś w rodzaju jakby grało się za dzieciaka w własnym pokoju w latach 2000 - tysięcznych. 


Aktualizacja 1.3c
Dawno nic nie pisałem tutaj, a sporo się działo, tak jakby. Przede wszystkim chciałbym już oficjalnie powitać nowych czytelników na blogu: 

https://przygodozonabibliotekaprzygodowek.blogspot.com 
https://recenzja137.blogspot.com

Polecam serdecznie ich blogi. Wkładają całe serce, aby dostarczyć wam wszystko co najlepsze. Następnie warto wreszcie wrzucić choć kawałek zdjęcia z mojego gameroom. Jestem gotów, aby się wreszcie tym podzielić. 
 

Teraz małe info co tutaj widzicie. Jest to moje stanowisko, przy którym ogrywam retro i produkcje do 8 generacji (plus PC). Na drugim można rzec głównym? Umieszczone są konsole, które miały premierę po 2020 r. Napiszcie w komentarzach jak się wam podoba. ;p 

Aktualizacja 1.3b 

Uszanowanie, małe info! Po wielu latach pisania wreszcie się udało coś osiągnąć. XD Liczba komentarzy i postów jest taka sama :]]]] 


Aktualizacja 1.3 

Na blogu szlej wiatr i pustka, ale nie znaczy, że całkiem porzuciłem pracę nad tym serwisem.
Ostatnim czasie skupiłem się nad skończeniem swojego pokoju gracza. Trochę to zajęło, bo między czasie wyskoczyły pewne nieoczekiwane niespodzianki. Wyszedłem jednak z nich obronna ręką i projekt został zakończony. 


Obecnie ogrywam Death Stranding. Na recenzje jeszcze poczekacie, bo czyszczę mapy do czysta, no prawie. Staram się jak najlepiej wgryźć w ta produkcję. Na koniec dodam, że jeszcze mam parę tekstów przygotowanych i czekających na opracowanie. W następnym tygodniu postaram się już z powrotem publikować w miarę możliwości regularnie. 


Aktualizacja 1.2 

Skończyłem ogrywać kolejne tytuły jak Crash Bandicoot, czy Ojca Chrzestnego na PS2. Przygotowałem też moje wrażenia z Gothic Remake. Okazało się że demo jest dość krótkie. Związku z tym, czy chcecie aby wrzucił wcześniej tekst o odświeżonym G1, czy ma poczekać aż pojawi się cała mini seria Lost Judgment?


Aktualizacja 1.1 
Pomyślałem sobie, że podziele się pierwszymi wrażeniami z dema Gothic Remake. Wrzucam pierwsze przemyślenia. Na sam początek wspomnę, że gra mimo swej oficjalnej premiery w Polsce domyśleni ustawiona jest na angielski.


Kolejna sprawa to kamera. Grając tradycyjnie myszką i klawiaturą zauważyłem, że praca kamera to jakaś pomyłka. Szybkie ruchy psują efekt i brak możliwości ustawiania. Sięgnąłem, po pada i wszystko jak za dotknięciem magicznej różdżki naprawiło się od ręki.

Następnie synchronizacja głosu i ust, odniosłem wrażenie, że zapomniano o tym całkowicie. Jeśli komuś mało to jeszcze dochodzi problem z synchronizacją pionową. W innych grach nie miałem takiego problemu na PC. Diego mówi podobne teksty i o dziwo rzeczywiście jest oziębły i nie przyjemny, ale nie ma tragedii. Nie zabrakło też typowych mini zdań z piwem za informacje, aż wspomnienia wracają.

Jak ma ktoś chęć to dalej można kraść co popadnie bez konsekwencji. Ale co z bronią? Kilof czeka tam gdzie był i pewna niespodzianka. Da się zwiedzić część tunelu który z G1 dostać się nie dała. Kretoszczury z jakiegoś powodu nie robią swoich ostrzegawczych animacji tylko niemalże od razu atakują. Dziwi mnie to tym bardziej, bo taki ścierwojad działa na tych samych skryptach, co w pierwowzorze i wiadomo jak się zachowa. Szczęśliwie dalej można ściągać moby na Npc, które chętnie pomagały,

System walki jest powolny, toporny innymi słowy Gothic na obecne czasy. Trzeba się przyzwyczaić, bo nie wejdzie się na pełnej kurwie i sru. Trzeba się od nowa nauczyć grać. Odbieram to jako dobra monetę, bo przygoda nabierze nowych barw. Interfejs jest inspirowany tym z Gothic 2, ale wciąż mógł być bardziej przejrzysty, ale to już czepianie się na siłę. Bardziej istotne jest fakt, że oddaje te same wrażenia co 2003 r.

Grafika, z tym jest w pierwszych wrażeniach pół, na pół. Nie ma tragedii, lokacje robią wrażenie bogatym wypełnieniem. Równocześnie odczułem zagubiony, gdzie jestem. Nie bierzcie tego dosłownie, bo wszystko oczywiście wyśniono dokładnie. Po opuszczeniu części prywatnej i rozjeżeniu się po otoczeniu wiedziałem na co patrzę. Skok technologiczny uderza z pełną siłą. Jeśli reszta dema będzie tak wyglądać to będę w siódmym niebie.

Aktualizacja 1.0
Nowy tekst pojawił się na blogu. Pomyślałem, że może też dodam co nieco w tym poście. Przydałoby się wprowadzić miejsce do komunikacji między mną, a wami. Będzie to luźna strefa do pogadania na różne tematy. Będą to wasze pomysły, a także będę tu ogłaszał o czym będę pisał na blogu.

Ostatnio czytelnik podrzucił mi kilka gier na PSP i PS2. Nie zabrakło również trochę sprzętu – PS2 Fat oraz PSP Street. Wreszcie mogłem napisać „czytelnik”! Szkoda, że nie chodzi o bloga, a o bibliotekę, w której pracuje. Tak czy inaczej, od marca jestem na urlopie i zajmę się konserwacją sprzętu.

Pochwalę się również zakupionym przez siebie Lenovo Legion Go. Już zacząłem na nim grać i przygotowywać materiały, aby sprawdzić, czy jest to hit, czy kit dla graczy mających już własną kolekcję platform. Następną grą, po opublikowaniu mini-serii z Lost Judgment, będzie Crash Bandicoot wydany na szaraka. Zachęcam również do oceniania pracy nowego korektora, który pomagał mi przy recenzji serialu Inspektor Ricciardi.

Aktualizacja 0.1
Od mojego ostatniego wpisu minęło już dobrych kilka tygodni. Kłaniam się nisko i przyspieszam pracę. Ukończyłem oglądanie pierwszych trzech seriali, które zrecenzuję w tym roku. Przygotowałem również materiały do miniserii z Lost Judgment. W związku z tym chciałbym podzielić się pierwszymi wnioskami. Podstawową kampanię wraz z kilkoma aktywnościami pobocznymi przeszedłem w 50 godzin, tryb Premium Adventure pochłonął 37 godzin, natomiast dodatek The Kaito Files jedynie 12 godzin. W sumie dało to – plus minus – 99 godzin. Muszę jednak zaznaczyć, że aby wycisnąć z gry wszystko, co oferuje, potrzeba ponad 100 godzin.

Lost Judgment to produkcja o wielu twarzach. Ma swoje wzloty i upadki, ale jednego jestem pewien – jeśli ktoś zdecyduje się zagrać, na pewno tego nie pożałuje. Szerzej jednak omówię ten tytuł w poszczególnych artykułach. Podzielę je następująco: w pierwszym skupię się na kluczowej zawartości, czyli mięsku. Wbrew temu, do jakich wniosków mogliście dojść, przystawka jest bardzo, ale to bardzo obfita. Dopiero tam widać korzenie, z których wyrósł ten spin-off.

Na koniec wisienka na torcie – solowy występ Kaito. Dość krótki, ale to już standard przy każdej produkcji wartej poświęcenia własnego czasu.

No dobrze, teraz małe pytanie do was – co chcecie zobaczyć jako pierwsze? Do wyboru macie:
  • Inspector Ricciardi
  • Nicolas Le Floch
  • Ojciec Brown
  • Mini seria z Lost Jugment 
Czekam na wasze odpowiedzi do godziny 16 w piątek. Natomiast już w tą sobotę pokaże się pierwszy post. 




Share:

Ogłoszenie parafialne (aktualizacja 10.01.2024)


Aktualizacja!!!

Pragnę was poinformować, że problem z Pc okazał się mniej groźny niż sądziłem. Związku z tym prace posuną się znacznie szybciej :D Aktualnie mam już przygotowane materiały do Lost Judgment (kampania i DLC fabularne już skończyłem) zostało jeszcze Premium Adventure. Wątek Profesora w zadaniach poboczny jest wart zobaczenia co jeszcze gra ma do zaoferowania. Z seriali już skończyłem Inspector Ricciardi i pierwszy sezon Ojca Browna.

Uwaga!

Komputer postanowił się zepsuć i wywala Blue Screen przy starcie. W związku z tym jestem zmuszony oddać go serwisu w celu naprawy tej usterki. 

Niestety chwilowo jestem bez środków i prawdopodobnie dopiero pod koniec miesiąca zawiozę sprzęt do naprawy. 
Związku z tym nie jestem wstanie powiedzieć kiedy zacznę publikować nowe wpisy na blogu.



Share:

Życzenia świąteczne ; )

 Drodzy Czytelnicy,

W ten magiczny, świąteczny czas życzę Wam ciepła rodzinnego ogniska, niezliczonych chwil radości i spełnienia marzeń. Niech Wasze domy wypełni śmiech, a serca miłość i spokój.

Życzę Wam także, abyście zawsze znajdowali czas na swoje pasje, rozwijali zainteresowania i czerpali radość z każdej chwili. Wasze wsparcie daje mi siłę i inspirację – dziękuję,
że jesteście ze mną! 

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! Niech 2025 rok przyniesie Wam same sukcesy i niezapomniane wspomnienia!




Share:

Ogłoszenie parafialne

Dobry wieczór, a może dzień dobry – zależy, kiedy to czytacie. W ten weekend, a prawdopodobnie także w kolejne, nie będę publikował nowych wpisów. Wszystko, co miałem do opublikowania, zostało już zaprezentowane.

Obecnie gram w Lost Judgment na PS5, a w związku z tym będzie to temat główny mojej kolejnej recenzji.

W planach mam również obejrzenie kilku seriali, w stylu Herkulesa Poirota. Na razie nie będę precyzował, o jakie dokładnie tytuły chodzi, aby nie obiecywać zbyt wiele.

Jeśli macie jakieś pytania lub propozycje, piszcie na beziol223@gmail.com lub przez formularz kontaktowy na końcu strony. Oczywiście zapraszam też do dyskusji w komentarzach! :D

Na razie!





Share:

Translate

Szukaj na tym blogu

Czytelnicy

O mnie

Moje zdjęcie
Na blogu znajdziecie obiektywne recenzje xD o mangach, anime i grach wideo, filmy i seriale. Dziele się swoimi spostrzeżeniami starając się promować wartościowe produkcje.

Kategorie