Spam w telefonie jest upierdliwy, ale zdarza się od tego wyjątek i zobaczyłem coś wartego uwagi.
Ostatni odcinek mody na Japonie. Dzielny Takayuki Yagami jest gdzieś hen daleko na urlopie, a na jego miejsce wskakuje pocieszny Kaito. Zacznę od tego jak wielkolud zaliczył naprawdę dobre wejście od samego początku. Nie tylko mowa tutaj o jego nietuzinkowej osobowości, ale stylu walki.
Fabularnie jest bardzo zbliżony poziom względem podstawki. Wskakując dzień po przejściu Lost Judgment czuję się jak w domu. Są jednak odczuwalne różnice. Zaczynając od samej atmosfery, która płynie przechodzi z dość humorystycznej do poważnej.
To co w szczególności wybija się na pierwszy plan to skrajnie różniące się podejście do rozwiązywanie poszczególnych zagadek. Oprócz luźniejszego podejścia doszły nowy tryb detektywistyczny. Tym razem trzeba opierać się na własnych zmysłach. Przez taką zmianę jest prościej w rozwiązywanie takich wyzwań.
Fabularnym celem jest odnalezienie ex-Kaito, której jak to zwykle bywa grozi niebezpieczeństwo. Wraz z postępami poznawałem jego przeszłość, co będzie nie lada gratką dla tych którzy polubili tego bohatera. Skupiono się tam na pokazaniu relacji między nim, a Mikiko Sadamoto. Nie brakowało tam jeszcze innych znajomych twarzy. Naprawdę nie dało się nudzić.
Walka jest równie dynamiczna, a nawet bardziej agresywna. To jak w AC Shadows, gdzie Kaito byłby czołgiem niszczący wszystko co podejdzie pod rękę. Swoją drogą gra zaliczała pewne niespójności. W czasie rozprawiania się z byłymi członkami yakuzy niszczy wszystko w zasięgu. Ok, fajnie i miło, ale potem wraca do stanu przed walką. Prawdziwy brak konsekwencji.
Czy czuć, że jest to tylko dlc? A i owszem! Mimo wszelkich starań czuć to. Nie jest to tak porażające jak miało miejsce w Mafii 2, ale rozwój protagonisty jest znacznie słabszy. Żeby to lepiej zobrazować porównam do rozwoju umiejętności bokserskiej mini gry z podstawki. Nie ma tragedii, ale czuję niedosyt.
Z drugiej strony nie cierpię na brak wyraźnie widocznych postępów. Demolka jest taka jak być powinna, siarczysta i mocno widowiskowa. Fabularnie wraz z kolejnymi godzinami robiło się coraz lepiej i szybciej, gdzie nigdzie dostrzegam (teoretycznie) nawiązania do głównej serii. Mogą to być tylko moje przepuszczenia. Napiszcie w komentarzach, czy też macie takie wrażenie.
Nie zabrakło również miksu: mieszana, mieszana. Trochę spraw rodzinnych łamane na gang Olsena, a kończąc na solidnej akcji. Kaito zaliczył epizod, czy jestem tatą?! Nie wstawiono tam jakiegoś nowatorskiego scenariusza. Był to raczej popularny schemat z krnąbrnym nastolatkiem, który do pewnego stopnia podziwiał "swego ojca", a czy ni nim był to się okaże. Protagonista natomiast stara się być najlepszą swoją wersją, lecz nie koniecznie idzie po jego myśli. Napiszę to tutaj, bo trochę jest to śmieszne oglądać w telefonie Kaito reklamę rozszerzenia z nim w roli głównej.
Zakończenie dlc nie było złe ani do końca genialnie. To naprawdę solidne rozwinięcie Lost Judgment, które każdy fan powinien potraktować jako pozycję obowiązkową. Misje fabularne potrafiły naprawdę zaskoczyć. W regularnych dawkach zostawałem zaskoczony tym co się tutaj działo. Ucieczki, pościgi liczne walki, niektóre były trochę na siłę przyznaję, ale co tam zamiecie się po dywan.
Koniec końców pewien wątek nie został moim zdaniem zamknięty. Niby Makitto powiedziała co wiedziała, lecz końcówka wyraźnie stała się jedną wielką kliszą dobrze wszystkim znaną. Jak podsumować ten dodatek? Skręcony dość szybko, a przez to pewne elementy były niedoszlifowane. Biorąc jednak wszelkie plusy i minusy dałbym mocne 7.5/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz