Wiele gier opiera swoje aktywności poboczne na odhaczaniu znaczników. Powtarzalne i niejakie zajęcia, a w najlepszym wypadku w ramach misji opcjonalnych są fedeksy. Jakby to wszystko wyglądało jakby dało się pełnoprawną kampanie?
Siemaneczko, uszanowanie z Strony Bezimierz i dziś zapraszam was do trybu Przygoda premium… Nie, chwila no tak Premium Adventure trzeba z angielska napisać. W tej części Lost Judgment ma się dostęp tylko do szeroko rozumianych zadań pobocznych i wszystkiego co można pod nie podciągnąć.
Główny cel kampanii jest zamknięty i nie ma co sobie tym głowy zawracać. W poniższym tekście będę musiał odnieść się niekiedy do poszczególnych elementów. Tradycyjnie ostrzegam przed spoilerami, a resztę zapraszam do lektury.
Skoro już to czytasz to wiesz co nieco o grze, a prawdopodobnie znasz całość z grubsza. Nowa poboczna gra plus nie cofa Yagumiego do samego początku. Pewne rzeczy już są mu znane, a waleczna Kyoko Amasawa nie oskarża nikogo o zboczenia.
Fabularnie akcja toczy się tym razem wokół człowieka zwanego Profesorem. W zamian za pewne honorarium spełnia zlecenia uczniów. Czasami sam z siebie wtrąca się, ale bardziej przyjmuje role Rumpelstiltskina. Zadaniem dzielnego detektywa i opiekuna klubu detektywistycznego jest zamknięcie go za kraty. Aby tego dokonać potrzeba dobre 40 godzin. W ramach tego czasu oczywiście będzie się przeżywać poboczne historii w pobocznej kampanii.
Poza szkolnymi historiami dojdą sprawy detektywistyczne, które pobiera się z biura kolegów po fachu. Można aktywować kilka naraz, ale nie wszystkie. Później się o nich szerzej napiszę. Z innych urozmaiceń czekają jeszcze wyścigi dronów i salon Vr i sklep z dopalaczami. Nie ma obawy nikt nie promuję szkodliwych środków.
Pierwsza sprawa dotyczy klubu tanecznego Króliczki. Jest to nic innego jak mini gra rytmiczna polegająca na rytmicznym klikaniu odpowiedniego przycisku/ków w właściwym czasie. Za pomocą krzyżaka da się odpalić okrężny styl podbijając ostateczny wynik. Nie ma co liczyć na jakieś kary wizualne za błędne ruchy.
Jedynie ocena tańca będzie niższa. Wraz z odblokowywaniem kolejnych piosenek (każda ma kilka poziomów trudności) włączą się kolejne wątki fabularne mające ostatecznie doprowadzić do Psora jak wewnętrznej historii klubu tanecznego. Perypetie tego zespołu są zaraz przy tajemniczym bokserze najbardziej rozbudowane fabularnie i nagrano najwięcej dubbingu. Ostania piosenka nawet na normalu daje wycisk. Jednak warto je wszystkie wymaksować, (aż palce zaczynają boleć).
Biegając po szkole za kolejnymi zleceniami od Amasawy można trafić na "szybkie strzały". Chodzi tu o krótkie historyjki z ciekawym pomysłem na siebie. Zaczynając na kapsule czasu o niezwykłej niespodziance, a kończąc na biegającym nocą manekinie. Misje te charakteryzowały się niekiedy spora dawka japońszczyzny. Twórcy wyraźnie podeszli do nich z większą dozą zainteresowania, po to tylko, aby zapadły głęboko w pamięć.
Następne szkolne sprawy odnoszą się do innych klubów. Przyznam, że możliwość poznania uczniów z klubu esportowego było wyjątkowo wykonane. Działo się tak w głównej mierze z powodu pracy kamery, która pracowała w bardzo tendencyjny sposób. W przerysowany sposób podkreślała członków tej społeczności. W ramach tego wyzwania trzeba było odkryć, czy prezes nie kantuje w grze Virtua Fighter 5 Final Showdown.
Żeby nie odnosić się do wszystkich spraw skupię się na tych większych, a inne może wspomnę. Następną atrakcją, która jak się później okazała czymś znacznie większym było Death Racing. Wraz z kolejnymi wyścigami śmierci, w których trzeba było pokonać oficerów i bossa frakcji dostawało się nowy pojazd. Natomiast z faktu, że kasy ma się jak lodu robiło się go na maxa. Było spora części do kupienia, ale wszystko zaprojektowano tak by osiągi były najlepsze przy tych najdroższych.
Każda z frakcji miała swoje tło fabularne. Skromne, ale jakoś podkreślało różnice między grupami. Pod względem swoich charakterystycznych zagrań też nie brakło różnic. Od głośników atakujących falami dźwięku, przez kopanie, a nawet strzelali, brutale! Reakcję na ich ataki zasadniczo się różniły wystarczyło robić blok. Dopiero przy szychach trzeba było, o dziwo zastosować jakaś taktykę. Odpowiednie wykorzystanie driftów i ładowanie turbo było zalecane.
Równolegle w pół finale zaczął się totalny recykling tego co już zdążyło się zobaczyć. Niesmak pozostawiło, lecz jakoś trzeba żyć. Powtarzalność pod koniec końcu jednak była tylko przedsmakiem do już znacznie lepszego finału wymagającego pewnego skilla i cierpliwości. To co bardziej uderzyło to terapeutyczne gadki szmatki Yagumiego i siła miłości, przyjaźni i zaraz zacznę rzygać tęczą.
Pierwszy raz totalnie się tego nie dało czytać. O ile w pojedynczych krótkich rozmowach z liderami było to jakoś strawne. Tak w samym finale to jakaś parodia była. Sztuczne oburzenia z jednym wyjątkiem raziły w oczy. Była to sytuacja, w której dobro zwycięża, bo tak i nie zadawaj głupich pytań.
Zepsuło mi to obraz tej misji która naprawdę wyglądała ciekawa. A wraz z nią była przyjemna rozgrywka, która starczyła na kilka wieczorów. Lecz zakończyli to w stylu japońskich Dlaczego ja?, czy inne Trudne sprawy.
Teraz warto przesunąć się nieco w czasie. Wraz z opuszczeniem murów szkolnych pora ruszyć do dzielnicy Czerwonych latarń. W jednym z barów pracuje potencjalna informatorka. Po początkowym zachwycie misją Girl Bar zostałem oblany lodowatą wodą z studni. Trzonem tej misji jest łącznie na czas odpowiedzi składających się z trzech części. Wszystko okraszone błędami językowymi zależnie od upojenia alkoholowego. Prawie jak Walking Dead.
Elementami zadowalającymi to dobrze napisane bohaterki. Plus w trakcie 'odblokowania' relacji wychodzą pomniejsze mini historie. Tutaj wszystko jest w najlepszym porządku. Gorzej wyglądało z dojściem do tego stanu. Liczba odpowiedzi jakie można udzielić była mocno ograniczona. Można odnieść wrażenie, że niektóre zdania były praktycznie bez sensu. Kropką nad i było zniknięcie jednej z barmanek. Po przez wielokrotne odwiedziny dobiło się rangę stałego klienta i kontynuowało wątek profesora.
Udało się dobić limity popularności i zacząłem romansowanie z Emili. Jeśli już miało się dość tych powtarzających pytań to szykujcie się na dokładkę. Czeka jeszcze test z tego co już było plus parę osobistych pytań.
Dalszy wątek nie wnosi nic o Profesorze. Osobiście uważam, że póki co dostaje się bardzo szczątkowe dane. Najbardziej rozbawiło mnie zabawa w podryw. Czemu, bo w wersji podstawowej jest tylko jedna Emili, a reszta za opłatą. Gra o tym w ogóle nie informuje. Natomiast dwukrotnie przypomina jakie to miłosne przygody czekają.
Atrakcje na początku są takie same jak w poprzedniej części. Zamiast tego zacząłem ładować w nią prezenty. Można dać każdą błyskotkę, a jej miłość rośnie w oczach. Podsumować można tak, tragedii nie ma. Kolejny akapit i znowu side questy, lecz tym razem z agencji. Pomysł na zrobienie odskoczni od głównego wątku.
Wraz z kolejnymi zleceniami historie tam opowiedziane są coraz bardziej złożone. Są to intensywne piguły z pomysłem na siebie, a wraz z nim akcesoriami i czworonożnym towarzyszem. Zagadki jakie trzeba rozwiązać dają nutkę wrażenia bycia detektywem. Poszlaki, nagłe wydarzenia są istotne i trzeba umieć łączyć szczegóły.
Na warsztat niech pójdzie studio robiące gry. Wraz z poszczególnym etapami trzeba zrealizować określony cel. Aby do tego dojść należy przy pomocy tryby detektywa odnaleźć poszlaki. Niekiedy do tego wykorzystać należy przyrządy do wykrywania dźwięku, a innym razem czworonoga. Schemat ten jest bardzo powtarzalny, ale co się dzięki temu człowiek dowie to jego. W przypadku tej misji kończy się walką z bossem. Nie jest to reguła, a jedynie odstępstwo od zasady.
W czasie eksploatacji Yokohamy jak i starej dzielnicy przyszło mi się zmierzyć z mini jaki i maxi szefami. W głównej mierze tworzą oni wrażenie trudnych. Było tylko złudzenie mające dać graczowi iluzję wyzwania. Wszystko to zrobiono, aby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Ego udobruchane, a nerwy nie zszargane.
Wróciły w końcu misję skradankowe. Są proste, a zarazem jest w nich ta nutka radochy, gdy w tej prostej mini gierce wszystko idzie naprawdę gładko. Jednak wyłapałem pewne pęknięcie. W siedzibie pewne gangu trzeba coś rozwiązać za pomocą trybu detektywa. Zagadka prosta i powinno się rozwiązać bez problemu. Ktoś wymyślił sobie takiego wała! Wymuszono odpowiednią kolejność, bo tak. Trochę blado to wypadło.
Na sam koniec coś o wiewiórkach i chat GPT w japońskim wydaniu. Jedną z mniejszych punktu programu są wymalowane na ścianach wiewióry. Każdy taki obrazek to podpowiedź do zagadki, która sprawdzi bezpośrednio do mety. Podobnie ma się spraw z Si w telefonie z którym dla odmiany na podstawie usłyszanych rozmów na ulicy prowadzi do bliżej nie określonego wydarzenia. Wspominam już tylko o tym dla formalności.
Jakbym naprawdę chciał omówić każdy jedną rzecz to zamiast trzech stron to wyszłoby o wile więcej. Sporo rzeczy jeszcze będziecie musieli odkryć na własną rękę. Podsumowując naprawdę warto. Ocena cząstkowa 8/10.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz