-
Recenzje
Tutaj znajdziecie posty dotyczące w których omawiam wszelakie gry wideo
-
Manga i anime
Jeśli chesz obejrzevć fajne anime i przeczytać interesującą mangę to zajrzyj tutaj
-
Filmy i seriale
Warto czasem zrobić sobie przerwę na dobre kino. W tym dziale opisuje swoje wrażenia z produkcji, które miałenm okazję obejrzeć
-
Publicystyka
Warto się czasem zastanowić nad róznymi tematami, czy to gier, a może jeszcze innymi w tym miejscu znajdziecie do jakich wniosków doszedłem
Recenzja pierwszego sezonu Sherlock
Recenzja anime Kizumonogatari Część 3: Reiketsu-hen
Jestem świeżo po obejrzeniu Kizumonogatari Part 3: Reiketsu-hen. Z góry ostrzegam, że będzie w sporo spoilerów. Dlatego Ci co nie oglądali niech to zrobią, a następnie przeczytają to co mam do powiedzenia.
Ostania część Kizumonogatari nie jest bombą nie jest
nawet dobra. Teraz pewnie noże otwierają się w kieszeniach fanów (śmiech).
Spokojnie z górę już uprzedzę i pewne fakty. Film ten jest zbyt nieszablonowy,
aby go tak zaszufladkować.
Wiedząc co się stanie z
pseudo wampirem jak nazywa ją protagonista w następnych sezonach domyślałem się
już biegu wydarzeń. Mimo to jak zobaczyłem zakończenie, które unieszczęśliwi
wszystkich byłem zaskoczony.
Poleciały napisy i
powinienem powiedzieć do siebie przeżycie jak ich mało, ale czegoś mi zabrakło.
Jak to nazwać?, trudno powiedzieć. Możliwe, że to hipokryzja ludzkiego
istnienia. Czy zadaliście sobie pytanie: czemu wampir jako rodzaj bytu ma się
poświęcić i umrzeć śmiercią głodową, a człowiek mordujący na skale przemysłową tak
zwane „zwierzęta” już nie?
Motywacje Koyomi – kun były jak najbardziej
szlachetne. Kierował się naturalnym insektem ochrony pobratymców, czy też
członków stada jakim są ludzie. Jednak jedna rzecz jest dość ważna wielkie
oppai Kiss – Shot mogły w tym
przeszkodzić!
Generalnie mogliby
pokazać, że mają jaja i trochę zaszaleć, a nie podchodzić do tego jak w
pierwszym lepszym ecchi. Odsuwając to jednak na bok najbardziej zastanawia
mnie, czemu Koyomi – kun nie związał
się Hanekawa „Mobilną przekąską” Tsubasa
to ta z warkoczami.
Nie przeczę, że jest
trochę jak yandere. Posiada liczne oblicza i ma dość dziwny punkt widzenia na
świat. Bycie pożartym w imię przyjaźni jest ok., ale macanie cycków przekracza
jej wyobrażenie zboczenia. Najwyraźniej nie brała na seria możliwości śmierci…
Chociaż jak dowiedziała się prawdy musiał brać to pod uwagę.
Po reklamie, wróćmy wydarzeń
na boisku. Ukazanie się gammy szarości i egoizmu Koyomi – kun. Zrozumieć wampira, nie kobietę żyjącą pięćset lat
jest naprawdę trudno. Mimo faktu, że spłycali niekiedy jej osobowość ukazując
ją pod względem charakteru jako dziecko. Ona chciała odejść i miała do tego
prawo. Lecz nawet to jej odebrano.
Oshino
Meme niczym pan Lusterko dołożył tu swoje trzy grosze.
Ech, trudno go rozgryźć z jednej strony wydaje się rzeczywistym strażnikiem równowagi,
a z drugiej strony to cwany diabełek. Trudno się zdecydować do czego mu bliżej,
ale dopiero w ostatniej części Kizumonogatari
ukazuje się w pełnej krasie.
Podsumowując
Kizumonogatari Part 3: Reiketsu-hen to anime, które zostanie z większością z
was na długo, a teraz pora na kolejny sezon. Pora na mnie bey, bey.
P.S. Tekst leżał w przysłowiowej szufladzie ponad rok więc nie pamiętam już co tam było w anime xD
Recenzja Life is Strange 2 (Ps4)
Pora się ruszyć! Mleko zostało rozlana, co oznacza komu w drogę temu czas. A może szło to jakoś inaczej? No mniejsza zaczynajmy!
Recenzja anime Paripi Koumei (Halloween Edition)
Recenzja filmu Pogromcy Duchów. Dziedzictwo (Halloween Edition)
Mamy dziś taką dziwną modę na wysysanie do cna każdej marki jaka tylko osiągnęła jakiś większy sukces na rynku. Plusem tego jest możliwość cieszenia się nowymi produkcjami. Co natomiast się stanie jeśli nie wyjdą jak trzeba?
Wezmę dziś na warsztat Pogromców Duchów. Dziedzictwo, które jest tego najlepszym przykładem. Kontynuacja kultowych filmów, które jak na swoje czasy były świetnymi komediami z elementami horroru. Trudno by było znaleźć kogoś komu to nie przypadło do gustu.
Inaczej rzecz się ma sytuacja z Dziedzictwem. Można się zachwycać dobrymi ujęciami, czy otoczeniem. Jednak to była to jedynie decyzja o zmianie otoczenia, a całą resztę zrobiła dzika przyroda itp.
Nie zabraknie też scen, które można zaliczyć do udanych jak pościg za pierwszym i w sumie jedynym duchem, który posłużył za tutorial przed głównym bossem. Z kolei kreacja bohaterów prezentuje się jak z jakiś Trudnych spraw. Matka nie umiejąca ogarnąć finansów, o czym sama córeczka wspomina. Syn to chodząca pokraka oderwana od rzeczywistości. Niby dzieckiem nie jest, ale jego jedyne motywacje do zarobienia kasy jest potencjalna możliwość zaliczenia laski w której się zabujał.
Młodsza z rodzeństwa Phoebe to lajtowa wersja Sheldona, a do tego od samego początku sugerują z kim jest spokrewniona. Z nieznanych przyczyn reżyser uznał, że zrobienie z tego niespodzianki doda jakiegoś efektu, Wow. Czy da się ich jakoś polubić i zacząć im kibicować? W moim odczuciu nie bardzo. Zarówno z matką, która nie ma jakiegokolwiek kontaktu z własnymi dziećmi, tak i małolaty są żywcem wzięci z Dlaczego ja?
Sam film też mało korzysta z pierwowzoru. Można podzielić, go na wąski początek następnie na szereg scen, które sprawiają wrażenia obcowania z grą. Widać to jak Trevor prawie wpada autem na swoją siostrę i Podcasta. Wielkie nieprzymierzone pustkowie i akurat wyrzuciło go na ścieżkę koło nich. Przypadek? Nie sądzę!
Wydarzeń tego typu jest więcej, a każde przejście wywołuje wrażenie wymuszonego tak jakby ktoś powiedział: wszelkie sceny łączące usunąć i zostawić to co najlepsze jak w zwiastunie tylko, że zamiast trzech minut mamy dwie godzinny. Wszelkie szanse, aby poznać lepiej postacie zarówno pierwszo planowe i te poboczne zostało zminimalizowane do minimum koniecznego.
Szybko przesunięto wydarzenia do głównego „niebinarnego” antagonisty. Tutaj taka mała szpila. Phoebe i Podcast są przedstawi jako nerdowie, a mimo to mały stara się zaszufladkować istotę z innego świata według zasad panujących na ziemi. Niby taka tyci scena, ale jakoś dziwnie się wpasowuje w lewacką propagandę.
Trzeci etap filmu jest niczym innym jak zerżnięciem z oryginału, bo o to pojawia się nie kto inny jak Marie Fredriksson z Roxette, chciałem napisać Gozer. Zmieniono jedynie miejsce, co jest rzeczą oczywistą, a reszta poszła po staremu. Jednak to już drugi raz z rządu miałem okazję zobaczyć to zwycięstwo w wyjątkowym złym stylu. Wiadomo film familijny dla maluchów.
Lecz na serio byt z innego wymiaru z boskimi mocami dostaje lanie od bachorów i klubu seniora? Pół biedy jakby to wynikło z wykorzystania pułapek z farmy na dzień dobry. Pokuszono się jednak na pseudo epicka walkę, która jakoś musiała wypełnić te wypociny jakie nagrał Jason Reitman syn twórcy oryginału.
Na koniec dodam, że film dyskryminuje białych, ba, a w szczególności chłopów. Po pierwsze Trevor jest jakąś porażką, ale spoko czekoladka jakoś ogarnie za niego wszystko. Oczywiście jest jeszcze genialna protagonistka, która musi pokazać, że jest geniuszem, a on idiotą.
Więc super przemycono piorące mózgi dzieciom ideologiczne bzdury. Swoją drogą skoro w ostatnich kilku latach pojawiły się, aż dwa gnioty to może teraz nagrają wersję z bobasami? Ocena końcowa 5/10.























.jpg)
.jpg)












